Akt IV
Popiel i Piast
ŻÓRAW (do Zaodrzan, chowając miecz).Idźcie, czekajcie, Popiel każe czekać!Już zbigniewowiZbigniewowi poczęli uciekać;Zwycięstwo samo cisnęło się w dłonie,A król zatrzymał bitwę i pogonie,I posłał wieszczków pytać o wyrocznie.Hańba!BRONA. Cyt. bracie!ZAODRZANIN. Kiedyż bój się pocznie?ŻÓRAW. Idźcie! (Zaodrzanie odchodzą).Zkarlały mu serca i dłonie.Tu bitwa, a on w zadumaniu tonie,I krwawą pracę mężnych puszcza marnie.BRONA. To są, Żórawiu, sumienia męczarnie.ŻÓRAW. Gubi się zwłoką.BRONA. Na posiłki czeka.ŻÓRAW. Z dzielnicy Szczerba żadnego człowiekaNi z Miroszowej dzisiaj nie dostanie.BRONA. Szkoda krwi naszej, bracie Zaodrzanie!Czy stryje króla, czy król ich pokona,Zbrodniom usłużym krwią naszego łona.
Wiesz ty, że dzisiaj w bitwie zaszło dziwo?Król na Zbigniewa ludzi natarł żywo,Samego nawet dogonił już księcia,Wtem zbladł i, miotąc na wiatr ślepe cięcia,Na całe gardło krzyczał: „Precz, poczwary!“ŻÓRAW. O, to wytrutych niepomszczone mary!
JAROSZ. Brono, czy wiecie?BRONA. Co?JAROSZ. W ziemi BogdaliRycerze sobie księcia obwołali.BRONA. Któż?JAROSZ. Wojewoda dawny — niesie sława.KRASKA. To samo słychać z dzielnicy Wisława;I każdy sobie niezależnie włada.BRONA. Święci bogowie! Naród się rozpada!ŻÓRAW. Stara rzecz, ojcze, gdzie trup, tam i wrony.
RYCERZ. Gdzie król?BRONA. Dlaczegoś taki przerażony?RYCERZ. Zła wieść. W Mirosza i Szczerba dzielnicy,Wojewodowie nowi, buntownicy,Niezależnymi są już książętami.KRASKA (do rycerza).Pójdźcie na słowo!
BRONA (do Żórawia). Zdrada nad zdradami!Mniejsza o króla, tu naród upada.Bacz, niech on wieści tej nie opowiada,A ja do Piasta szlę, niech kmieci zbiera! (Odchodzi.)
KRASKA. Więc książąt samo rycerstwo obiera?Cóż kmiecie?RYCERZ. Milczą.KRASKA. Milczą, mówisz, kmiecie?Idźcie; przy dębie tam króla znajdziecie.On tam od wieszczków czeka odpowiedzi.(Rycerz odchodzi.)RYCERZ. Przekleństwem matki król wielce się biedzi;Chciałby moc jego złamać objatami.Mówią, że ciągle otoczon duchamiI nie ma chwili spokojnej.KRASKA. To brednie.JAROSZ. I o lechowym rodzie przepowiednieChciałby u bogów na jakiś czas wstrzymać.KRASKA. Głupstwo! Kto mądry, będzie ziemie imać.(Do Żórawia).I cóż, Żórawiu? Dziwny czas nastaje.Ot, wiesz co, bracie! Przemysława krajeDo wzięcia łatwe; idź z Zaodrzanami.ŻÓRAW. Krasko!KRASKA. Powitajże nas książętami.JAROSZ (podając rękę).Uderz! Na szczęście i wam i nam bracie!ŻÓRAW (dobywając miecza).Podli!KRASKA (zmieniając ton).To stałość! O, wy się nie dacieZwieść. Podaj rękę! żar przetrwałeś srogi.My cię kusili. Lecz teraz niech wrogiDrżą, gdy trzej tacy wierni Popielowi.
ŻÓRAW. Słuchajcie, ja was nie wydam królowi,Ale przy cieniu zdrady pomorduję!KRASKA (z przerażeniem).Król!
POPIEL. Jeszcze moim świat; jeszcze go czujęPod stopą. Jutro bój o niego wznowię.Jutro?... dziś jeszcze, jeśli mi posłowieZ gontyn wieść dobrą przyniosą — uderzę!Jutro rozstrzygnie, kto panem. — Gdy zmierzęZ jutrem noc ducha i głos mego łona,Czegoż nań czekam? Po co doń ramionaWyciągam?... Co mi powiedzą bogowie?Nie mam ni jednej jasnej myśli w głowie.Ni jednej myśli, której śmierć nie plami!Ha! jeśli bogi są za błękitami,Jeśli wiedzieli, co się będzie działoZe mną, gdy stanie się to, co się stało,Czemuż od jadu rąk nam nie wstrzymali?...Chcieli znać tego. co mi spełnić dali,A teraz niszczą wykonawcę woli...O, wy, sternicy straszni ludzkiej doli,Wy, osłonięci w niebios tajemnicy,Nie zatrzymujcie wy mojej prawicyTeraz, nie wiedźcie mnie na przepaść ciemną,Ja padnę — lecz wy runiecie tam ze mną!
Co tu robicie?KRASKA. Czekamy rozkazu.POPIEL. Pomorduj stryjów!KRASKA. Choćby byli z głazu,Jeśli się z nimi zetknę gdzie, przepadli.
POPIEL. Przeklęty! „jeśli?“ — Wyście mi wykradliZ serca to „jeśli“. — A jeśli ich miniesz,Lub od mojego miecza nie zaginiesz,To się uczynisz księciem z wojewody.Dla wiernych moich wielkie mam nagrody,Ale odstępcom topór zmiecie głowy.KRASKA. Królu!POPIEL. Milcz!(Wchodzi Sługa królowej).POPIEL (do sługi). Z czem ty spieszysz od królowej?Czegoś ty blady? Oczy twe latają,Jak płotki w wodzie... Czy tam zmartwychwstająTrupy? Czy ja cię przerażam?SŁUGA (drżąc). Królowa —POPIEL. Mówże raz, trupie! — Prędzej by mi sowaWyjękła wróżbę nieszczęścia. — Zabita?SŁUGA. Nie, ale w trwodze, i was, królu, pyta,Czy zwyciężacie?POPIEL. Okropne pytanie!Jej jednej tylko serca na to stanie,Pytać tak. Powiedz, że jutro pokruszęW proch moich wrogów! Idź!(Sługa stoi).POPIEL (do sługi). Czy moją duszęKrólowa tobie obaczyć kazała,Że patrzysz we mnie? Nie patrz, maro biała,Tam, bo oślepniesz, jak od błyskawicy!Ty masz wieść —SŁUGA. Królu, w wiślańskiej dzielnicyRycerze sobie księcia obwołali.POPIEL. Rycerze księcia?... Niech cię piorun spaliZa tę wieść!... Ziemio — nie drżyj tak podemną,Dziś tylko zawrzyj — dziś — tę przepaść ciemną,Otwierającą się przed stopy memi —
Więc paść?... Ha! jeszcze jestem panem ziemirozkazuję: Stój!... Do boju! dalej!Świat się na barki Popielowe wali —Nie, — on się gruzem rozsypie do koła,A ja stać będę. (Do zgromadzenia).Co, schylacie czoła?Idźcie!
POPIEL. Ha! stójcie! Jaka jego wina?ŚWIERGOŃ. Królu, przez niego lud ciebie przeklina.POPIEL (ze zgrozą).Przeklina?!ŚWIERGOŃ. On ma czary, nie spiewanie.Mnie łzy samemu kręciły się panie,Kiedym go słuchał w chacie pośród kmieci.A kmiecie, królu, płakali jak dzieciPrzypominając dawny czas — i klęli.POPIEL. Sępie, liczyłeś już tych, których ścięliZ mego rozkazu.SĘP. Liczyły ich bogi.POPIEL. Milcz!SĘP. Z oczu twoich błysło próchno trwogi —Zetnij mnie! Pierś ma swoje wyspiewała.Może u bogów głowa moja białaBędzie ostatnią skargą na twe ręce.POPIEL. Głupcze! Ty myślisz, że ja się poświęcęNa śmiech, mordując śpiewające dziady?Lepsza krew broczy Popielowe ślady;Twa ich nie splami. (Do sługi).Weź go do Kruszwicy!Tam w zamku nudno mojej gołębicy;Nim ja zwycięzcą powrócę, niech śpiewa.
SĘP. O, niech się dłoń twa zwycięstw nie spodziewaPo klątwie matki.KRASKA. (chwytając miecz). Powtórz to raz jeszcze!SĘP. Lepiej odemnie powiedzą mu wieszcze;Oni z bogami o nim rozmawiali.
POPIEL (patrząc na zbliżającego się Wieszczka).Idzie spokojny; jego wzrok mnie pali,Przeszywa duszę wskróś! Ja mam drżeć przed nim?Śmierć i zniszczenie mym chlebem powszednim;Cóż on gorszego ponad to mi powie?Lecz — jeśli z matką i z ludem bogowie,Jeśli mnie wieszczek zgon i przepaść wskaże,Ja tu i bogów i ludzi przerażę!(Do wieszczka).Objaty moje spalone?WIESZCZEK. Spalone.POPIEL. Przybliż się, wieszczu! Więc zaspokojoneNieba? i bogów mam po mojej stronie?WIESZCZEK. Takiego głosu niema w twojem łonie.POPIEL (gwałtownie). Ty mów mi, wieszczu, że pobiję wrogi;Ty mów, że matki nie słyszały bogi,Że już nie zniszczą mnie i mego rodu!WIESZCZEK (spokojnie).Głos bogów głosem matki i narodu.POPIEL. Nędzni! Nie wiecie, że mam krzyż w pobliżu.Gdy ręce moje zeprę na tym krzyżu,Gdy zwalę na was tego krzyża brzemię,To was z bogami zabiję tak w ziemię,Że pokąd świata, nikt was nie wyrębie.Świergoń, weź wieszcza i powieś na dębie,Precz!WIESZCZEK (odchodząc). Niechaj ogień trzewa twoje strawi!
POPIEL. Precz! kłamią bogi! Ciebie głos ich dławi.(Do zgromadzonych).W bój!(Idzie kilka kroków spiesznie, potem staje i myśli).Ha! przeklęte to rozdarcie we mnie!Kto tam w mej piersi, mocniejszy odemnie,Mrozi ją? Kto mi z ręki miecz wytrąca?(Posępnie).Jest niewidoma jakaś dłoń karząca,Której się żadna nie ustrzeże wina...(Po chwili).O matko! któż tak dziecko swe przeklina?!(Do zgromadzonych).Nie, dzisiaj jeszcze nie dobędziem broni.Iść pod Kruszwicę. (odchodzi),ŻÓRAW. Zły duch cię tam goni.
ZBIGNIEW. Jeszcze dzień lub dwa, a naszą Kruszwica.Widziałem dzisiaj Popielowe lica;Zczerniał jak węgiel, zbrodniarz, od sumienia,A wzrok...WYŻYMIR Wy pewnie od złego spojrzeniaTak przed nim, bracie, z pola uciekali?ZBIGNIEW. Zostawcie! I wy nie bardzo zuchwali.Wczoraj nie śmieliście poczynać boju.Widzisz, umiemy pić z jednego zdroju,Z oczu Popiela; a więc zgoda z nami.(Do Gniewosza).Słuchaj, Gniewoszu, czy między kmieciamiNie ma już innej głowy ponad Piasta?Nie wierzę temu.
GNIEWOSZ. Druga im narasta.ZBIGNIEW. Któż to?GNIEWOSZ. Ziemowit.ZBIGNIEW. Przekleństwo im obu!GNIEWOSZ. Innego, panie, nie znajdziem sposobu.ZBIGNIEW. Piast milczy, a ten w borach stoi zbrojny.I niech kto powie, jakiej on tam wojny,Jakich on stamtąd nieprzyjaciół czeka?GNIEWOSZ. Panie, Ziemowit trzyma się zdaleka,Pokąd żyw Popiel. Potem — prośmy bogów,By on w nas swoich nie obaczył wrogów.ZBIGNIEW. Na co? Dlaczego?GNIEWOSZ. O, te z Niemcem zmowyWszystko zepsuły. Ledwiem próg PiastowyPrzeszedł, już na mnie: „Zdrajca!“ zawołali.JAKSA. Pójdzie to, byleśmy w zgodzie dotrwali.WYŻYMIR. Otóż to słowo! Róbmy zatem działy.ZBIGNIEW. A, w sam czas.WYŻYMIR. Dla mnie przypadnie kraj całyOd Gopła; dla was drugi brzeg jeziora.ZBIGNIEW. Tak, tak, do działów dziś najlepsza pora.Popiel nie zwalczon, przeciwko nam kmiecie,Wojewodowie wstają — a wy chcecieDzielić się? Dobrze, ja wezwę Popiela,On nas najlepiej krajem poobdziela.WYŻYMIR. Dziś miecz Popiela zmusza nas do zgody.JAKSA (do Zbigniewa).Ja z wami trzymam. Miejmy w ręku grody.A dział się zrobi i zgodny i trwały.(Słychać rogi.)ZBIGNIEW. Słyszycie? To jest odpowiedź na działy. (Odchodzą)
PIAST (do św. Metodego).Ja wierny ludziom, a ty chcesz, by staryPiast swoim bogom nie dochował wiary?Widzą ci możni, jak miło mi z wami!Odkąd wy u mnie, przybyło nad drzwiamiJaskółczych gniazdek moc, a temu drzewuPtactwa, że całe trzęsie się od śpiewu.Kocham was, gośćcie jak wam się podoba.Mnie się wydaje, że wy moi oba.Gdyby Ziemowit był, miałbym trzech synów:Mój pierworodny do rycerskich czynów,A was serdecznych obu do pociechy.Ale mi nie mów, nie goń mi z pod strzechyBogów, których mi ojce zostawili.Myśmy ze sobą tyle lat przeżyli,Tyle lat, że się nigdy nie rozstaniem.Ś. METODY. Nigdy? — O Piaście, twojem miłowaniem,Twem sercem ty się już rozstałeś z niemi.PIAST. O, nie — nie! (Pochyla głowę).KMIEĆ. (na przyzbie do Starego Kmiecia).Ojcze, z której oni ziemi?STARY KMIEĆ. Jeżeli z ziemi, bogi o tem wiedzą.KMIEĆ. Spytajcie, ojcze, oni wam powiedzą;Słyszałem, że w noc blask nad nimi świeciSTARY KMIEĆ. Dosyć ci tego, że miłują kmieci,Reszty nie pytaj,Ś. METODY (do Piasta). Piaście, skłoń się Bogu!PIAST (wznosząc ręce).Sława im!
Ś. METODY. Nie — nie! od twojego proguBóg nie odejdzie, jak gość nieprzyjęty.Ty nie odtrącisz go, jak król. Ty świętyKrzyż z moim Bogiem obejmiesz w ramiona.On was miłuje; patrzaj, z jego łonaCiekła krew! Niegdyś, jak wy — bez orężaCierpiał — umierał — zmartwychwstał — zwycięża;I rzuci krwawych w proch; pokruszy pychę,I zakróluje tu; tu serca ciche.Otwórz mu chatę — on z niej ponad wamiZejdzie jak słońce.PIAST. A z memi bogamiCo będzie? — Bogi moje, żałość we mnie!Czy wy umarli? Czy wy już odemnieMacie iść, jak trup, do mogiłek z chaty?Komuż Rzepicha zaniesie objaty?Gdy was nie stanie — komu lud się skłoni,Nasz nieszczęśliwy lud?Ś. METODY (podnosząc krzyż). Krzyż go zasłoni!
PIAST. Krzyż? czy słyszycie? wy nie skamienieli!Bogi, ten gość mnie krzyżem od was dzieli,A wy milczycie?Ś. METODY. O, pójdź, Bóg cię woła!PIAST. Bogi! Krwią nasze zapływają sioła;Ludzie od ciosów padają jak mrowie;Czy wy piorunów nie macie, bogowie?Czy czas, co w oczy zajrzał nam tak groźno.I na was, możni, powiał śmiercią groźną?Przemówcie!KMIECIE. Starym i nowemu chwała!PIAST (do Rzepichy),Czegoś, Rzepicho, łzami się oblała?Czy żal ci bogów, czy ludzi zginionych?Srogi czas!... Niebo od ogni czerwonychChowa swe gwiazdy w noc; w biały dzień zbrodnie.
Pamiętasz owe miotły, jak pochodnie,I te w powietrzu bijące się ptaki?Stało się wszystko, co wieściły znaki;Uciski, mordy, zniszczenie... Rzepicho!(Pokazując na Metodego).Na jego ręku Szczerb usnął tak cicho —Cóż ty? (po chwili).Przygotuj do gontyn objatyDla naszych. (Do Metodego).A ty, gościu, do mej chatyTwojego Boga wnieś.Ś. METODY. Mój Bóg jest wszędzie!PIAST. Cześć mu — i moim cześć! Niech z nami będzieTwój Bóg, gdy tak mu ziemia nasza miła.Wszystko, co dobre, ta strzecha pochyłaPrzyjmuje rada do siebie i gości.Ś. METODY (wznosząc ręce).Możni cię nie chcą, a przyjmują prości —O, pobłogosław ich i oświeć, Panie!(Rycerz wchodzi).PIAST. Witajcie, gościu!RYCERZ. Piaście, mam posłanieDo was od Brony. Jak wy nas przyjmiecie?PIAST. Gdy z sercem, sercem przyjmiemy go kmiecie.RYCERZ. Daj rękę, bracie! To słowo Piastowe!PIAST. Jakaż wieść?RYCERZ. Starcze, Brona traci głowę.Król zbył się męstwa, szaleje, bój zwleka;Część z nim, część druga rycerstwa uciekaI rozszarpuje między siebie grody.PIAST. O, wiem już o tem, że się wojewodyNiezawisłemi czynią książętami.
Jam to przeczuwał, lecz buntownikamiNazwano wtedy nas i zbezczeszczono,A teraz płynie krew.RYCERZ. Piaście, twe łonoNiech już zapomni krzywd! Co zamyślacie?PIAST. Milczymy.RYCERZ. Milcząc więc rozszarpać dacieZiemie i rody, zrośnięte od wieku?Gdzie twój Ziemowit?PIAST. Rycerski człowieku,Więcej to boli mnie, niż was; wy, pany,Porozbieracie i grody i łany —Słońce czy burza grzmi, wy zawsze cali.Na nas, nie na was, wszystko złe się wali.A, chrońcie bogi! gdyby obcy wkroczył,Toby was nie tknął, leczby się obroczyłKrwią kmieci, jak to na Zaodrzu było.Wszystkie pioruny na chatę pochyłą —Wszystkie zamiecie, grady, niepogodyBiją w nas. Patrzcie! Dumni wojewodyNie zapytali się nawet o kmieci.RYCERZ. Więc obojętnieć, że się kraj rozleci?PIAST. Rycerzu, wracaj szczęśliwie do Brony.Powiedz staremu, że go z tamtej stronyJeziora czekam dziś wieczór.RYCERZ. Wy sami?PIAST. Ja sam. Cóż, Żóraw ze ZaodrzanamiTrzyma się króla?RYCERZ. Trzyma, lecz w rozpaczy.Ś. METODY. Biedny wygnaniec. (Do Dyakona).Pójdźmy do tułaczy.Im tam potrzeba serca i pociechy.PIAST. Idź i przyprowadź go do mojej strzechy.
PIAST (do kmiecia).Czy wiesz, gdzie stoi Ziemowit?KMIEĆ. Znam bory.PIAST. Idź doń i powiedz, niech wychodzi z noryI wiślańskiego wojewodę zwali.Potem niech przyjdzie tu! (Kmieć odchodzi).PIAST (do reszty kmieci). Wy idźcie dalejPo kmieciach, niech się ściągną do Kruszwicy!Popiel upada, stryje najezdnicyZechcą podzielić nasz kraj we trzy części;Trzeba ich przyjąć zatem —STARY KMIEĆ. Gradem pięści!PIAST. O! teraz pora nam! idźcie, włodarze,Idźcie, zbierajcie lud! Giną zbrodniarze;Królewski ginie ród. — My chytrych zwalim,I kmiecą dłonią wraz naród ocalim.
ADELA. Daremnie! wszystko stracone!FUCHS. Królowo!ADELA. Gdyby uderzyć o te mury głową,I strzaskać duszę wraz z jej pamiętaniem.Ach! z tą pamięcią my przed sądem staniem,A tam Bóg rzeknie: „Przeklęci!...“FUCHS. Przez Boga!Zmysłów was, pani, pozbawiła trwoga —Tu trzeba działać.ADELA (z pomięszaniem). Działać? Przynieś jady —FUCHS. Królowo!ADELA. Zaproś wrogów do biesiady,Ja ich wytruję.... (Klęka).
Boże, mściwy Boże!Pamiętający! straszny! ja się korzę —Przebacz! ja Twoje ołtarze ozłocę...Ja wszystko złoto dam za ciche noce;Boże, za noce bez snów i bez trwogi.O, patrz — nademną miecze wznoszą wrogi —Nademną i nad synem! On nie winien!Ach, tyś go, Panie, ratować powinien;Tyś sprawiedliwy — któż za matki winę,Kto w przepaść rzuca matkę i dziecinę?O, zasłoń przepaść tę — ja cierpię srogo;Przysięgam, ja już nie struję nikogo,Lecz wspieraj króla miecz, ratuj mi syna!(Zrywając się).Ha!FUCHS. Co wam, pani?ADELA. Słyszałeś?... Przeklina!FUCHS. Anioł stróż z wami! Przyjdźcież raz do siebie!Nikomu złego nie pisano w niebieZa śmierć poganów.ADELA. A za śmierć człowieka?FUCHS. Tylko za chrzczonych potępienie czeka.ADELA. Popatrz na walkę! Co tam?FUCHS (patrząc w okno). Bój zacięty.Dzielnie! Wyżymir wkoło opadnięty —Król Wyżymira przebił! lud zgromiony!ADELA (idąc ku oknu).Poszlę mu za to pozdrowienie żony.(Cofając się).Nie mogę spojrzeć tam.FUCHS (przystępując do Adeli). Teraz, królowo,Pozwólcie słudze jeszcze jedno słowo —Ratunku słowo.ADELA. Mów, zacny kapłanie!
FUCHS. Górą rzecz nasza, jeśli to się stanie,Co ja zamyślam.ADELA. Co?FUCHS. Wy pewnie wiecie,Że w chacie Piasta zbierają się kmiecieSłuchać przychodniów i słów naszej wiary.ADELA. Cóż ztąd?FUCHS. Słyszałem nawet, że Piast staryWniósł krzyż do chaty; a ten Piast ma syna.ADELA. Cóż stąd?FUCHS. A W synu kocha się Kalina —ADELA. Ha!FUCHS. Kmiecie z Piastem stoją obojętni!Równo im Popiel i stryjowie wstrętni.W kmieciach jest siła, pani, straszna siła.Jeśli na stryjów stoczy się ta bryła,Zgubieni. Szlijcież wy do Piasta skoro;Kmiecie naszymi, gdy się ci pobiorą!Rozważcie, pani! Tam Ziemowit stoiZbrojny; on wielce stryjów niepokoi.
ADELA (z trwogą). Co trąbią? Spojrzyj, jaki tam znak dali?Ja drżę.FUCHS (przy oknie). Rycerze walczyć zaprzestali;Król do nas wraca.ADELA. Wraca? zwyciężony?FUCHS. Nie, odpoczywać będą obie strony.ADELA. Jeszcze nie koniec? jeszcze bój i trwoga!Gdybym wiedziała że tam niema Boga,Że tam nic... pewną byłabym wygranej.FUCHS. O, jeszcze dla nas wyrok niepisany.
ADELA. Wyżymir zginął; witaj!POPIEL. Straszna żono!Czemu mnie witasz krwią? Czy twoje łonoWiecznie jej łaknie? Nie dość, że żelazemWalczym — tam z nami duchy walczą razemPłomienistemi mieczami... Śród bojuNa Wyżymira szedłem; wtem u zdrojuDuch Władysława chwyta mnie za ramię,Chwyta, potrąca w tłum, szeregi łamie,I woła: „Tam Wyżymir! pchnij!“ Ja pchnąłem,Potem skoczyłem w tłum. Ilu tam ściąłem,Nie wiem, lecz, patrzaj, złamałem trzy miecze.ADELA. Nadto ty jeszcze serce masz człowiecze;Czartem być musi, kto czarta usłucha.On ci na pomoc z piekieł wysłał ducha,Było iść za nim i mordować dalej.POPIEL. O, wyjdź i policz tych, co tam skonali!ADELA. Pomorduj wszystkich, to będę liczyła.POPIEL. W przekleństwie matki okropna jest siła;Ni mnie, ni tamtym nie dało zwycięstwaPadali ludzie szalonego męstwa,Darmo padali po obojej stronie.ADELA. A więc zwyciężą teraz moje dłonie.Kmiecie naszymi, królu, kmiecie z nami!Patrz, tam Ziemowit stoi z szeregami,A w Ziemowicie kocha się Kalina.POPIEL. Co?ADELA. Daj twą siostrę za kmiecego syna,Daj mu ją; królu! w kmieciach straszna siła.Jeśli na stryjów stoczy się ta bryła,Przepadli! zginą!
POPIEL (po chwili namysłu). Ziemowit mąż dzielny;Dam mu Kalinę. Jutro dzień weselny.(Do rycerza).Przywołaj Sępa.(Do Świergonia).Ty idź po Kalinę.(Do drugiego rycerza).Ty pójdź i policz wierną mi drużynę.Zastaw im stoły, a nie szczędź napojów.Dziś może koniec Popielowych bojów,Niechże ucztują!(Świergoń i rycerze odchodzą).FUCHS. Królu, wasi kmiecieBiorą krzyż. Teraz i wy krzyż przyjmiecie.POPIEL. Czy krzyż, czy bogi ciosane z kamienia,Wszystko proch; inny jakiś duch mi zmieniaKrew w lód. Jest w górze jakaś straszna ręka,Która, gdy serce ściśnie, serce pęka,Jest coś, duch jakiś, który mi nad głowąZawiesza wszędzie straszne matki słowo;Ale to nie krzyż, nie głaz. Wskaż mi boga,Co mi niezłomność da i grom na wroga!FUCHS. Krzyż, pogromiciel krajów Żórawiowych.POPIEL (ze wzgardą).Ha, tyś zapomniał, żem ja bił krzyżowych.
POPIEL (patrząc na Bożennę).Matko, nie patrz tak groźno!BOŻENNA. Co wam dziecięZrobiło? Czego po Kalinę szlecie?Ma paść? — Ach, jeśli jej krew ujrzą nieba,
To mi głów waszych przeklinać nie trzebaRęce się moje staną piorunami.POPIEL. O, dość — twe słowo zarządza bogami;Nie kończ, bo spełnią i zniszczą ci syna.Matko, czy chcecie, by wasza KalinaByła szczęśliwą?BOŻENNA. Ona? moje dziecię!POPIEL. Jeśli jest, matko, szczęście na tym świecie,Ona je będzie mieć.BOŻENNA. Moja pieszczota!POPIEL. Z jasnego nieba każda gwiazda złotaJej pozazdrości szczęścia i swobody.BOŻENNA. Niech nie zazdrości!POPIEL. Matko, rycerz młody,Ziemowit, Piasta syn, drogi Kalinie.Patrzcie, rumieniec oblał twarz dziewczynie;Nie śmie was prosić. Nie brońcie jej szczęścia!BOŻENNA (z zdziwieniem.)Kalinko! czy ty chcesz tego zamęścia?Nigdyś mi o tem rybko nie mówiła.(Pokazując Adelę.)Chyba ta matka szczęściąby broniłaTakiemu dziecku, jak ty. Ja nie wzbronię.Czemuź ty milczysz? Liczko twoje płonie.Kalinko, matka twa z kmiecego łanu,Dla krasy niegdyś poślubiona panu,Nieraz tęskniła do kmiecej zagrody.Widziałaś zbrodnie, które rodzą grody,A w chatach cicho. Ja przy was osiędę,Będe prząść; czółka dla ciebie tkać będę.Chceszże być żoną Piastowego syna?KALINA (u nóg Bożenny.)Gdy chcecie, matko, będzie nią Klina.POPIEL. O matko, dzięki! syn wasz ocalony.Dzięki Kalino! Sępie, idź do Brony.
Weź starca i pójdź do Piastowej chaty.Całą rodzinę sproście do mnie w swaty.Kmieciom powracam wiec i dawne prawa;Ziemowit wodzem moim! Idź, niech stawa!SĘP. Idę, a radość niech mi skraca drogi! (Sęp odchodzi)POPIEL. Ziemowit — kmiecie ze mną! Drżyjcie wrogi!Kto nam dotrzyma? Stryje? proch i glina!Ale ty matko zdejm przekleństwo z syna;Zdejm! Ono serce kruszy mi i łamie.Jak wąż w płomieniach kurczy mi się ramię;Niem duchy miecz mi wytrącają w boju —Matko, ja nie mam i chwili spokoju;Gdybyś je zdjęła, gromybyś mi dała.BOŻENNA. Obudź wytrutych!POPIEL. Łono twe, jak skała.Ja zginę —BOŻENNA. Zbrodnie twe pod sądem bogów.POPIEL. Głos twój zna drogi do niebieskich progów;Odwołaj! bogi — (Wchodzi Świergoń.)POPIEL (do Świergonia.) Czegoś taki blady?Co tam? Masz nowe odstępstwa i zdrady?ŚWIERGOŃ. Kraska i Jarosz rzucili twe szyki.POPIEL. Przepadnij z wieścią ty i buntowniki!O, szybko we mnie grom po gromie wali...Matko, więc nic już syna nie ocali?Zginąć?(Po chwili).Ha! głupcy, złą wybrali porę.Ja z kmieci lepszą będę miał podporę —Ziemowit moim już! Prawda, Kalino?My świat wywrócim! Czegoż ci łzy płyną?(Sęp wraca).POPIEL (postrzegając Sępa).Tyś sam?! ha! teraz wszystko już stracone!
BOŻENNA. Sępie, gdzie stary Piast? Widziałeś Bronę?SĘP. Nikogo, pani, w Piasta chacie niema.Brona ogłosił, że z królem nie trzymaI równo gardzi królem i stryjami.Piast już od wczoraj pomiędzy kmieciami,A syna posłał z młodzieżą do grodówPoksiążęconych spędzać wojewodów.POPIEL (do Bożenny).W złej porze, matko, tyś mnie przeklinała;Giniemy! — wszystko masz tak, jakeś chciała:Syn twój przeklęty ginie z dzieckiem, z żoną!Bożenno, czemuż wtedy twoje łonoNie przeczuwało tej strasznej godziny?BOŻENNA (ze wzruszeniem).Kalino — Sępie, pójdźcie do gontyny.Ja tam wymodlę łaski, albo zginę.(Bożenna, Kalina, Sęp, odchodzą).ADELA. Niech do Rzepichy matka szle Kalinę!POPIEL (z dumą). To siostra! Żebrać nie będzie królewna.Trzystu mam jeszcze, a drużyna pewna —I Zaodrzanie i Żóraw.... ho! stryje,Mogę wam jeszcze podruzgotać szyje;I z Broną jeszcze rozmówić się mogę.
POPIEL (wpatrzywszy się w Piasta, cofa się).Prosić go? ja król?ADELA (do króla). Dla ciebie zbyt srogieZ nim rozmawianie —POPIEL. A ty? możesz prosić?Ha! proś! (odchodzi spiesznie do bocznej komnaty).
PIAST (przystępując). Co, pani, macie mi ogłosić?Sęp mnie nie zastał.ADELA (wpatrując się w Piasta). Widzę, masz odwagęWielką — bezczelną.PIAST. Piersi moje nagie;Siermięga tylko.ADELA (ze wzgardą). Widzę, żeś w siermiędze.Strzeż-że się mojej urągać potędze —(Hamując się).Piaście —PIAST. Jeżelim przykry wam, odchodzę.ADELA. Stój!... Paść powinienbyś tu — na podłodzePaść i mnie prosić.PIAST. O co?ADELA. O Kalinę.PIAST. Z waszych rąk?ADELA (złamanym głosem). Kmieciu, królewską dziewczynęZa twego syna dam.PIAST. Za mego syna,I wy?ADELA. Posłuchaj; królewska dziewczynaDziś jeszcze będzie twego syna żoną;Dziś ty, kmieć, Piaście, zbratasz się z koroną,Lecz —PIAST. O bogowie, przez taką synowęZeszłoby niebo w zagrody Piastowe;Lecz ponoś piekłem okupić je trzeba.Jeżeli tak jest, pani —ADELA. Nie chcesz nieba?Zuchwalcze, czy ty wiesz?PIAST. Że moja głowaSpaść może z karku za to —
ADELA. Waż twe słowa.PIAST. Pozwólcie odejść!ADELA (do siebie). O! upokorzenie!Więc błagać?... Wstydu spalą mnie płomienie.(do Piasta).Ha! błagam ciebie! Weź dziewczę dla syna,A daj nam pomoc... Warta jej Kalina;I moja prośba — prośba twej królowej...Starcze, spuść oczy! Ach! przed temi słowyDo piekła uciec... (Po chwili).Milczysz? mów-że przecie!PIAST. Jakiej pomocy wy odemnie chcecie?ADELA (z goryczą).Raczyłeś spytać mnie na domiar wzgardy?Więc słuchaj moich słów i nie bądź twardy.Wiem, jak stoicie. Ty wiesz, jak my stoim —Ty nas ocalić możesz z synem twoim!Z Zbigniewem trzymać nie chcecie, bądź z nami!Niech syn twój pójdzie na stryjów z kmieciami,A dziś mu jeszcze wyprawię wesele.Cóż, milczysz, starcze?PIAST. Dajecie za wiele.ADELA. Szydzisz?PIAST. Nie szydzę z nieszczęścia.ADELA. Szalony!PIAST. Pójdę synowi innej szukać żony.ADELA (rozkazująco).Nie pójdziesz!PIAST. Pani, gdyby ta KalinaByła sierotą biedną, tobym synaPrzeklął, jeśliby nie chciał jej poślubić.Lecz dziś — wybaczcie! — nie wolno mi gubićCześci mej własnej i mego dziecięcia.Szukajcie, pani, tej królewnie księcia;Dla niej my waszych nie podeprzem zbrodni.
ADELA. Służalcze stryjów!PIAST. O, i ci niegodniRównie pomocy od ręki poczciwej.Żegnajcie, pani.ADELA (zdejmując miecz ze ściany). Nie pójdziesz ty żywy!
ADELA (rzucając miecz).Idź Piaście, idź żyw! To tobie wrzaski.Idź, ogłoś kmieciom twoim króla łaski,Ogłoś wiec! — Przebóg! idź, bo tłum tu wleci.PIAST (do siebie). Zdeptałem szczęście syna za cześć kmieci.(Odchodzi).ADELA (stukając do drzwi, któremi wyszedł Popiel).Popielu, królu — giniemy!
POPIEL. Co? z namiPiast?ADELA. O! nie pytaj. Słyszysz? już schodamiIdą. — O! dziecko! moje dziecko drogie!
POPIEL (do Rycerza).Czy i ty wieści przynosisz złowrogie?RYCERZ. Królu, stryjowie tchórzami nas zwali.Szydzą, żeśmy się za mury schowaliPrzed ich mieczami, Żóraw tobie wieści,Że hańba będzie twej rycerskiej cześci,Jeśli nie pójdziesz w bój; on już poczyna.POPIEL. Dzielny mój Żóraw! (Do Adeli).Weź na ręce syna,I stań w tem oknie! Jeśli ujrzysz z wieży.Że tam spotkała króla śmierć rycerzy —Lub, że mnie w boju będą opuszczali,To skocz ze synem do szumiącej fali.(Popiel i Rycerz odchodzą).
Comments
Loading comments…