Sen (Romanowski, 1863)
Na nędzę świata serce boleśnieDrgało mi i złorzeczyło.Bóg mi zagadkę rozwiązał we śnie;Gdym zasnął, tak mi się śniło.
Bystremi loty w dalekie wiekiNagle mnie uniósł duch biały;Wskazał mi Romę u Tybru rzeki;W Romie ołtarze gorzały.
Z Romy wygonił Brutus TarkwinaZdarł mu koronę złocistą.Na respublikę przysięgła gmina,Na respublikę wieczystą.
I na kapitol ciągnie gromada,Wiodą ją Romy bogowie —Lecz cyt! stanęli — wołają: „Zdrada!Zdrajcami Bruta synowie!“
Spokojnie Brutus okrzyków słucha —Na sprawne skinął liktory,I cisnął słowem jak gromem z ducha:„Poostrzcie ciężkie topory.“
Umilkła rzesza, bledną sędziowie,Brutus z ławicy powstaje;Rzecze do winnych: „Zdradni synowie,Podziemnym bogom was zdaję!“
I na pierwszego skinął liktoraObrońca Romy surowy.Dwakroć błysnęło ostrze topora,Dwu synów upadły głowy.
Znikł sen.... Nie gonią od nas Tarkwinów —Od stali lepsze dziś złoto.Gdzie pójdziesz, zdybiesz Brutusa synów....Gdzież ojce z Brutusa cnotą?
1859.
Comments
Loading comments…