Spodziewanej (Romanowski, 1913)

Co myślisz? rzeknę, gdy zejdziem się znowu,Po dniach tak wielu i różnej kolei...Skargi nieść memu nie rozkażę słowu,Ni się odemnie dowiesz o nadziei;Jedna i druga trwoży cię daremnie...Toż się nie lękaj! tych mar niema we mnie.

A jednak serce tak samo mi płonie,Tym samym czarem dusza ma objęta!Tylko że całą głębię w mojem łonieJakaś mi cisza wypełniła święta,Jakieś uczucie kojące i błogie,Że i w tęsknocie uśmiechać się mogę.

I z moich wspomnień żadne mię nie boli,Ni się o przyszłość mój duch kiedy lęka:Nie wiem, czym przywykł tak do mojej doli,Czy pierś — anielska dotknęła mi ręka,Ale się czuję w takiej silnej zbroi,Że nie ja, jeno mnie rozpacz się boi.

Wiem, że nie dla mnie szczęścia blaski świetne,O szał miniony już się nie pokuszę,Kocham, co wielkie czyste i szlachetne, —Ciebie, bo bielszą masz od lilii duszę:Boś i ty sercem przeniosła szlachetnośćNad blaski świata i nad doli świetność.

I teraz, siostro, czekam cię jak wiosny,Której niedługo płaszcz się rozzieleni;Ostatni może to mój dzień radosnyPrzed pracą lata i głuszą jesieni,Ostatnia może to już chwila z owych,Pamięci jasnych, sercu wiecznie nowych.

Powitam ciebie, jak witam natchnienie,Po którem w piersi złota pieśń zostaje,Jak witam ducha mego uniesienieW sfery słoneczne i aniołów kraje!...Spokojny jednak czekam onej chwili,Co z takiem szczęściem ku mnie się nachyli.

7 lutego 1859.

Comments

Loading comments…