Tymoleon z Koryntu (Romanowski, 1913)
Z Akrokoryntu cudnej przystaniDziesięć naw płynie po wód otchłani.A lud je żegna okrzykiem —I błogosławiąc, bogom poleca:„Niechaj wam niebo drogę oświeca„W żegludze po morzu dzikiem“.
„Płyńcie, o bracia, do Syrakuzy,„Twierdze tyrana obróćcie w gruzy,„Niech prawa ludów nie targa!“A Tymoleon tam na pokładzieRękę na sercu z przysięgą kładzie,Że w hymn zamieni się skarga!
I odpłynęli i znikli w dali...A do Koryntu wrócił ślad faliI głośno bije o brzegi:„Od Syrakuzy wiatr mię przynosi!
„Słuchaj, Koryncie! — fala wieść głosi —„Zniszczone wrogów szeregi!“
„W Sycylii płoną dziś hekatomby,„Sławę Koryntu rozgłoszą trąby;„Dyoniz miastem nie włada!„Tam Tymoleon — i z swobodnymi:„Zwalczył tyrana na bratniej ziemi,„A teraz w radzie zasiada“.
Po Dyoniza zwalonym grodzie,Wolnego ludu płyną powodzie,Głos leci skrzydłem latawca:„Sławmy, o bracia, Koryntu syna!“A z rąk matczynych rwie się dziecinaSpojrzeć, gdzie ojciec, gdzie zbawca?!
Dziewice drogę ścielą kwiatami,Echo o morza bije pieśniami:W mieście weselne dziś gody.Ha! czy widzicie Tymoleona?Na jego skroni z laurów korona —„Witaj, o mężu swobody!“
I w Syrakuzie starców gromadaZ palmami w ręku rynek obsiada —
Czyj głos do serca tak sięga?!To Tymoleon, ludu obrońca,Dzieło swobody wiedzie do końca:Z ludem ustawy przysięga.
Patrzcie, jak cudna twarz bohatera!O! jak swobodnie w niebo spoziera,Że mu dotrzymał przymierza!I łzą radości oko się rosi,I serce łonem dumnie podnosi —Bo serc tysiącem uderza!
Czyjże to rydwan do SyrakuzyNaród z hymnami ciągnie przez gruzy?...Patrz! na nim starzec zgrzybiały...Słodycz niebiańska krasi mu lica,Choć oczy kryje wieczna ciemnica,Co w boju słońcem pałały.
Młodzież uwieńcza rydwan bogatyI kornie starca całuje szaty:Miłość zwierciedli wzrok łzawy.I biją głosy: „Tymoleonie!„Ty żyjesz wiecznie we wdzięcznem łonie.„Święte nam twoje ustawy!“
Starzec ku niebu obrócił lica,Radość mu skronie blaskiem oświeca,Rękę do serca przykłada.Lecz nagle zadrżał... pobladły skronie...Ha, nitka życia pękła mu w łonie:Zabity szczęściem — upada!
Skwar mu na bojach wypalił oczy,Łza z ciemnej rzęsy już się nie stoczy,Skryła się — tam — za powieki...A wdzięczność ludu wybawionegoTak rozrzewniła wybawcę jego —Że szczęśliw usnął na wieki!
Grobowiec stoi na rynku miasta,Nad nim swobodnie palma wyrasta:Tymoleona to szczątki.Lud Syrakuzy, z wiosny powrotem,Co rok tam płynie wesołym splotem,Uwieczniać męża pamiątki.
1854.
Comments
Loading comments…