Wybór pism Mieczysława Romanowskiego — Przedmowa

Mówili dziecku prostemi słowyLub śpiewem rzewnej tęsknoty,A nie wiedzieli, że mu do głowyJuż płynie marzeń rój złoty.

Że, kiedy uśnie, śnią mu się mężeSkrzydlaci, niby anieli,W zbrojach i hełmach, w dłoniach oręże,Odziani w skrwawionej bieli.I nie wiedzieli, kiedy zbudzoneDziecko zapłacze, bywało,Że mu się śniły bronie wzniesione,Że padających widziało.

..... w marzeniach rosnęGdzieś w lecącego olbrzyma,Przedemną jasny piorun się pali,Szablicę trzymam we dłoni,A za mną tłumem wojsko się waliI lecim po mogił błoni.

(„Ze wspomnień dziecinnych“).

Całą jam piersią wciągał świata tchnienie,Wszystko dziecinna oplatała wiara;Wznosiłem serce, wzniecałem płomienieI cudnie wonna płonęła ofiara...Lecz szybko czas ten zleciał na zegarze,W piersi ból został — a trucizna w czarze.

I radbym ujrzał zmartwychwstającePlemiona z anielską chwałą,Albo pioruny takie palące,By się aż niebo spękało.

Kto dzisiaj plonu spodziewa się z roli,Nieraz go jeszcze serce tak zaboli,Zwątpieniem zaćmi powieki.

Śpiewaku, tyś burzę zażegnać chciał precz.Patrz, cisza nie wiedzie do celu, lecz wstecz!...Szaleniec, kto zaraz po burzy chce burz,Bo w sercu swem własnem utopiłby nóż.Lecz kiedy skwar kwiaty do grobu już nagnie —To chyba dziecina piorunów nie pragnie.

Po latach wielu — może z obcej strony,Kiedyś cię tutaj znajdzie wieść skrzydlata,Że w dzikiej walce... zaginął... szalony.

Niegdyś — rzekłem — niegdyś mi wróżono,Że mą duszę weźmiesz z pola chwały.Jeszcze nieba gromami nie płoną,Czekaj jeszcze, piękny cieniu biały,I na polu bitwy o mnie spytaj!

Jam przedburzowiec, przeklęte plemię,A może-m z piorunów jeden,Co własnem sercem uderzy w ziemię,Choć dziś tak cichy i bieden.Uderzy — zagrzmi — na przebudzenie,Iskier tysiące w krąg ciśnie,Lecz jeśli Bóg nim rzuci w kamienie,To głaz i serce wraz pryśnie...

Co tam marzyć o kochaniu,O bogdance, o róż rwaniu —Dla nas niema róż!My jak ptacy na wędrówce:Dziś tu, jutro na placówceMoże staniem już.

Jeśli polegnę, niechaj mi w nagrodęZa was nie kładą pamięci kamienia;Ziemią niech piersi przysypią mi młode,Mój kurhan niech mi trawa ozielenia,A gdy majowy deszcz ten kurhan zrosi,Niech nad nim ptak się, jak duch mój, unosi!...

... kiedy na ziemi już nikt nie zapłacze,Prócz rosy pól naszych zielonych.

Comments

Loading comments…