Złoty szlak (Romanowski, 1904)
Nam pęka serce, nam się krwawi łono,Gdy, otoczeni tą rzeszą spodloną,Głos czysty mamy podnosić:Już z nas niejeden, zrażon podłym wrzaskiem,Szedł, pogardzając złością i oklaskiem,O rychłą śmierć Boga prosić.
Kto dzisiaj plonu spodziewa się z roli,Nieraz go jeszcze serce tak zaboli,Zwątpienie zaćmi powieki.Od Nazaretu po świata przestworzeW bolach i mękach nieśli słowo bożeWysłańcy Pana — trzy wieki!
Do lotu ptaków, wybrana drużyno!Lata przeminą — głosy nie przeminą,Ni szlak nasz złoty do słońca!Szkielety nasze niby drogowskazyŚlad im oznaczą do cudnej oazy,Gdzie panią — Miłość bez końca
22 marca 1857.
Comments
Loading comments…