Ze wspomnień dziecinnych (Romanowski, 1904)
Zrodzon na grobach śród kajdan brzęku,Śród szmeru wiejskich pacierzy,Na mej piastunki pieściwem ręku,Słuchałem życia rycerzy.
A opowiadał mi ojciec stary,Matka mówiła najwcześniej,Gdy płaczącego uczyła wiary,A siostra śpiewała pieśni.
Mówili dziecku prostemi słowyLub śpiewem rzewnej tęsknoty,A nie wiedzieli, że mu do głowyJuż płynie marzeń rój złoty;Że, kiedy uśnie, śnią mu się mężeSkrzydlaci, niby anieli,W zbrojach i hełmach, w dłoniach oręże,Odziani w skrwawionej bieli.
I nie wiedzieli, kiedy zbudzoneDziecko zapłacze, bywało,Że mu się śniły bronie wzniesione,Że padających widziało.Utula z płaczu matka stroskana,Cacka podaje do ręki;Darmo — aż dziecku siostra kochanaZanuci tęskne piosenki.
I uśnie dziecię, uśnie, jak ptaszę,Gdy słowik w wieczór zanuci,Aż mu się przyśnią orły, pałasze,I na łóżeczku się cuci.Nad łożem ojca kord wisiał krzywy;Ku niemu zwraca oczęta,Na licach uśmiech igra mu żywy —I klaszcze w drobne rączęta.
O, sny me złote, o siostry pieśni,Jakże mi tęskno za wami!Czemuż tak często dziś mi się nie śni,Że lecę między orłami?Na mojej ziemi mnożą się groby,Wróg coraz silniej uciska,I wieją ciche pieśni żałoby,A szabla jeszcze nie błyska.
Wywiedli konia z ojca stajenki,A ojciec wsiadać mi każe:„Weźno bułanka, chłopcze, do ręki!Jak się masz trzymać, pokażę.“A matka z okna: „O, ja się boję;On spadnie, on taki mały!“„Trzymaj się, chłopcze, konia we dwoje!Ha, ha! Patrz, jaki zuchwały!“
Potem mi ręką pogładzi lico,A mnie tak w duszy gorąco,Żebym chciał lecieć gdzieś błyskawicąW dal jakąś dziką, świecącą.Toż na najwyższą wyskoczę sosnę,W dali utonę oczyma...Marzę i płaczę — w marzeniach rosnęGdzieś w lecącego olbrzyma.
Przedemną jasny piorun się pali,Szablicę trzymam we dłoni,A za mną tłumem wojsko się wali,I lecim po mogił błoni...Coraz to dziksze wstają zjawiska,Coraz groźniejsze postaci,Już mi tysiące piorunów błyska...Z marzeń mnie budzi głos braci.
Tam do nauki matka mnie woła!Gdzie byłem, patrzają niemi,A ja zeskoczę z smutkiem u czoła,Z oczyma na pół łzawemi,I słucham matki, jak opowiada;A gdy nauka przeminie,Biegnę do siostry — a ona radaNuci piosenkę chłopczynie.
Ogniste mary, senne krainy,Jakże wy dzisiaj dalekie! —Czy takto wyście duszę chłopczynyPrzysposabiały na spiekę?
Oh, a ty, tęskna pieśni siostrzana,Coś łzy chłopięcia koiła,Czyś ty mi w chwilach mojego rana,Że będę śpiewał, wróżyła?
Bywajcie zdrowe, wspomnienia moje!Pieśni siostrzana — bądź zdrowa!Od bolu wdziałem na serce zbroję,A tarczą pokryta głowa.Może was nigdy nie ujrzę więcej,Pierwsze anioły mego żywota..Wyście świeciły duszy dziecięcejNad głową — jak tęcza złota.
Comments
Loading comments…