Znużony ptak (Romanowski, 1913)

Ciężką wędrówką znużony ptak,Odpocznę może,Krwią moich piersi znaczony szlak,Tam — za mną. — Boże!Wichrem i gromem skrzydła podarte,Kiedy nocleżną czyniłem wartęWe śpiących duchów taborze.

Im słodki spokój płynie na skroń,A mnie gra burza;Ich czoła gładzi kochanki dłoń,Wonna jak róża.Ach! a ja ledwie ujrzę przelotnie,Już muszę wracać, czuwać samotnie,Na kopiec nocnego stróża.

Gdybyż choć rychlej z tych ciemnych pól,Tam, w kraj promienia!Gdybyż na chwilę choć uśpić bólI żar pragnienia.O, ale z piersią, rwaną bolami,Tylko przemieniać noce ze dniami...Tchnienia dla piersi — o! tchnienia!

Gdybyż choć ona — ten anioł mój, —Popatrzył na mnie!I gdy mi piersi oblęże znój,Uśmiech miał dla mnie;Z śmiechem bym leciał — hulaka młody —Na nudy, trudy, na niepogody,Choć świat by walił się na mnie.

2 grudnia 1857.

Comments

Loading comments…