Część druga — LVII

Translated from Spanish by Edward Boyé

Przedziwny Hidalgo Don Kichot z Manczy

Wysłuchaj mnie, okrutniku,I cugli konia zawściągnij.Nie męcz wychudzonych bokówSwej wywłoki ledajakiej!

Zważ niewierny, że uchodzisz,Nie od żmiji jadowitej,Ale od jagniątka, któreJeszcze owcą się nie stało!

Igrałeś sobie, potworze,Z sercem najpiękniejszej młódki,Jakiej Djana na swych górach,A Wenus w lasach swych niema!

O okrutny Birenie, o Eneaszu płochliwyNiechajże srogi Barabasz w twe tropy zmierza ustawnie!

Unosisz (o lupie niegodny!)W zaciśniętych swoich szponachWnętrzności kornej kochanki,Tak czułej, jak miłość sama!

Zabierasz z sobą trzy chustyNa głowę i dwie podwiązki:Czarną i białą z tych łydek,Gładkich i pięknych jak marmur!

Zabierasz także tysiąceWestchnień, co w ogień zmienione,Tysiącby Trojej zażegły,Gdyby tych miast było tyle!

O okrutny Birenie, o Eneaszu płochliwy,Niechajże srogi Barabasz w twe tropy zmierza ustawnie!

Niechże serce twego giermkaTak kamienne się okaże,Aby z swego omamieniaDulcynea wyjść nie mogła!

Niech za winy twoje onaTę straszną ponosi karę;Nieraz w tym kraju cierpieliMiast grzeszników ludzie prawi!

Niech przygody najpiękniejszeZmienią ci się w złe trafunki,Twe radości w mary senne,Zaś wierność pójdzie w niepamięć!

O ty okrutny Birenie, o Eneaszu płochliwy,Niechajże srogi Barabasz w swe tropy ustawnie zmierza!

Bądźże zdrajcą okrzykniętyOd Sevilli do Marcheny,Od Grenady aż do Loja,Od Londynu po kres Anglji!

Gdy będziesz grał w faraona,W piketę, albo w bezika,Niechaj nigdy ci nie wyjdąTuzy, króle lub siódemki!

Kiedy wytniesz sobie odcisk,Niech obficie krew z ran tryśnie;Po wyrwaniu kłów, niech w gębiePozostaną ci korzenie.

O ty okrutny Birenie, o Eneaszu płochliwyNiechajże srogi Barabasz w twe tropy zmierza ustawnie!

Comments

Loading comments…