Część pierwsza — XLIII

Translated from Spanish by Edward Boyé

Przedziwny Hidalgo Don Kichot z Manczy

— Jestem miłości żeglarzem,Co po głębokich jej toniachPłynie bez źdźbła nadziei,Że kiedyś do portu zawinie.

Za jedną poglądam gwiazdą,Którą wciąż ścigam zoddali.Tak jasnej i pięknej gwiazdyPalinur nie widział sam.

Ani wiem dokąd mnie wiedzie;Na los niepewny się zdawam.Dusza, w mych oczach utkwiona,Oderwać się od niej nie może.

Niesłusznej skromności przesada,Nadmierna cnotliwość i wstyd,Są mgłami, które ją kryjąPrzed memi oczyma chciwemi.

O jasna, błyszcząca gwiazdo,Twoim promieniem rażony,Duch mój zagaśnie na ziemi,Gdy ty mi zgaśniesz na niebie!!

Słodka nadziejo moja!Która, znosząc przeszkody, niepodobieństw tamy,Lecisz pośród gwiazd roja,Zapalonych przez siebie u niebieskiej bramy.Gdy śmierć pójdzie w me trony,Równie lśnić będą blasków twoich snopy!

Bezwolni i gnuśni ludzieZwycięstw, ani triumfów żadnych mieć nie mogą;Szczęścia nie znają po trudzie,Ci, co na los przeciwny z niemą patrzą trwogą,Mdlejące oddają zmysłyLenistwu i wczasowi w związek nader ścisły.

Jeśli Amora względyTrza kupować, to nie jest, wierę, bez kozeryTa cena, co ją płacą zawsze i powszędyZa afekt kochanki szczery.Rzecz wiadoma, że ludzieSzacują tylko rzeczy, zdobywane w trudzie.

Często upór w kochaniuWszelkie niepodobieństwa w możliwość przemienia.Jeśli zaś ja w miłosnem, upartem staraniuDaleki mam cel pragnienia,To jeszcze wątpić nie trzeba,Że kiedyś z ziemi, szczęsny, wzniosę się do nieba.

Comments

Loading comments…