Część pierwsza — XXVII

Translated from Spanish by Edward Boyé

Przedziwny Hidalgo Don Kichot z Manczy

Jakaż to boleść uciska mnie twarda?— Jej wzgarda!Jaki cień wiecznie w mojem sercu gości?— Zazdrości!Co wzmaga ciężką mękę, ócz szlochanie?— Rozstanie.

A więc już cierpieć będę nieprzerwanie,Ulgi napróżno szukając i rady,Gdy mi nadziei gaszą promień blady,Pogarda, zazdrość, rozstanie.Co serce moje ku szaleństwu nęci?— Miłosne chęci.Co na mą zgubę ciągle się usadza?— Miłości władza!Kto da mi pomoc pośród mąk i trwóg?— Jedynie Bóg.

Tak więc już staję u kresu mych drógZiemskich, i czuję dzień mej bliskiej śmierci,Skoro już sercu obdartemu w ćwierci,Nie jest litosna miłość ani Bóg.

Co do szczęśliwych zawiedzie mnie stron?Zgon!Co w radość zmieni tej miłości żałość?Niestałość!Jaki stosowny lek jest na męczeństwo?Szaleństwo!

Więc lepiej rzucić przekleństwo,Niż leczyć takie choroby,Na które tylko sposobyMa śmierć, niestałość, szaleństwo.

Święta przyjaźni, co, podniósłszy skrzydła,Wzleciałaś w niebo ku szczęśliwym duszom,Tym, co zostali tu, wystarczyć musząJeno pozorów twych nędzne mamidła!

Na ziemski padół zsyłasz czasem znakiSpokoju, co się kry je za zasłoną.Wówczas blask pada w noc nieprzeniknioną,Choć nasze czyny skutek bylejaki

Odnoszą ciągle! O przyjaźni świętaPorzuć już niebo i nie zwoi, by w szatyTwoje niegodne kłamstwo się stroiło!

Gdy mu ta zdatność nie będzie odjęta,Na cne zamysły przyjdzie dzień zatraty,Zginiem, zmiażdżeni nieprawości siłą!

Quién mejorara ml suerte?Muerte!Y el bien de amor quien le alcanza?MudanzaY sus males quien lo curaLocura.De ese modo no es corduraquerer curar la pasion,cuando los remedios sonMuerte, mudanza y locura.

Comments

Loading comments…