Część pierwsza — XXXIII
Translated from Spanish by Edward Boyé
Przedziwny Hidalgo Don Kichot z Manczy
Rośnie rozpacz z boleścią i wstyd rośnie razemW sercu Piotra, gdy blada budzi się jutrzenka.Sroma się sam za siebie przed grzechu obrazem,Chocia go i przytomność bliźniego nie nęka.
Dla serca, co bezdusznym nie jest w piersiach głazemPoczucie winy swojej — to sroga udręka.Za hańbę rumieńcami wstydu się szkarłaciChoć nic dokoła niema, krom głuchej pustaci.
Kobieta — jak szkło jest krucha,Więc próbować nie daj Boże,Gdyż jak szklanka stłuc się możeZa podszeptem złego ducha.
Tego, co łatwo się kruszy,Rzucać nie trzeba o głazy,Gdybyś i oddał pół duszyNie zatrzesz pęknięcia ni skazy!
To zdanie, co słuszne jest przecieNiech każdy rozważy raz jeszcze,Bo choć są Danae na świecie,Złociste także są deszcze.
W śmierci szukam żywota,Zdrowia w cielesnej niemocy,W więzieniu wolności — wśród nocyBlasków słonecznych złota,W zdradzieckiem sercu — pomocy.
Jednakże twardy mój losZ tych pragnień śmieje się w głos,Jak każą wyroki nieba,Temu, co chimer potrzebaI zwykły nie wzejdzie kłos.
Comments
Loading comments…