Część pierwsza — XXXIV

Translated from Spanish by Edward Boyé

Przedziwny Hidalgo Don Kichot z Manczy

Wśród ciszy nocnej, kiedy snów ukojęŚmiertelni biorą na znużone głowy,Ja wciąż się skarżę żałosnemi słowy,Ku Kloris smutki posyłając moje.

A gdy już słońca promień purpurowy,Błyśnie skroś złote na Wschodzie podwoje,Do dawnych smutków powracam osnowyI z oczu świeżych łez przelewam zdroje.

Gdy słońce z swego królewskiego szlaku,W południe żary swe ku ziemi zsyła,Płacze i skargi rosną w mojej duszy.

Gdy wieczór mierzchnie w złotych gwiazd orszaku,Widzę, że niebo głuche jak mogiła,Żalami memi nigdy się nie wzruszy.

Wiem, że się wkrótce stanę śmierci łupem,Prawda to dla mnie równie niezachwiana,Jak ta, że raczej paść mi przyjdzie trupem,Niż kornie ugiąć przed tobą kolana.

Odchodząc w głuche kraje niepamięci,Wiem, że me serce i mych piersi ranaNa wiek przechowa i na wiek uświęciKonterfekt twojej twarzy, ukochana.

Relikwji owej bronię przed napaściąZuchwalstwa mego, co zachętę bierzeZ twej surowości twardego wyroku.

Smutny, kto w życiu kroczy nad przepaścią,Kto płynąc, ręki nie kładzie na sterze,I gwiazd, ni portu nie widzi wśród mroku.

Comments

Loading comments…