Część druga — IV
Translated by Michał Koroway-Metelicki
Szatan (powieść wschodnia) Lermontowa
Na północ gór widniały ściany.Gdy jutrzni wschodzi brzask różany;Gdy — napełniając głąb doliny —Obłoczki sine się unoszą,I z licem na wschód — muezinyLudowi chwilę modlitw głoszą;Gdy już się dzwonu głos rozlegaI drżąc w spokojnej rannej porze —W dolinie falą się rozbiega,Echem odbija się w klasztorze;Gdy cudnie marząc o kochanku,Gruzinka, schodząc z gór krużganku,Idzie, by przynieść wody w dzbanku:W chwilę pięknego tak porankuGór łańcuch wznosił pod błękityJasno-liliowe, śnieżne szczyty.A w czas zachodu blask różowySpływał na Kaukaz. Wtedy góryU stóp swych mając, na ich głowySpoglądał Kazbek z ponad chmury,Ozdobny w turban, w złotogłowy.
Comments
Loading comments…