Część druga — XV

Translated by Michał Koroway-Metelicki

Szatan (powieść wschodnia) Lermontowa

Krewnych, sąsiadów nieszczęśliwyOrszak wyrusza w drogę smutnie.Hudał, targając włos sędziwy,W milczeniu rażąc pierś okrutnie,Po raz ostatni już dosiadaBiałogrzywego swego konia.I pochód ruszył. Do ustroniaTrzy doby dążyć mu wypada.Tam — gdzie praojców leżą kości,Czeka przybytek spokojności...Był przodek jeden u Hudała,Grabił, rabował wciąż dopóty,

Dopóki go nie przełamałaChoroba: nastał czas pokuty;Pragnąc odkupić życia grzechy,On przyrzekł wznieść cerkiewne mury,Gdzie granit wznosi się ponury,Gdzie zamieć huczy, gdzie uciechySęp szuka, lecąc po nad chmury;Między śniegami więc KazbekuWkrótce świątynia szczyt wznosiła —I oto! mija już czas wieku;Grzesznika śmierć uspokoiła.Tak zamieniono w cmentarzyskoSkałę, co z chmurą tylko żyła,Jakoby śmierci przystań byłaCieplejszą, gdy od niebios blizko;Jakoby dalej śpiąc od ludzi,Spokojniej było w grobu cieśni...Napróżno! zmarłym nic się nie śniI nic do życia nie przebudzi!

Comments

Loading comments…