Część pierwsza — VI
Translated by Michał Koroway-Metelicki
Szatan (powieść wschodnia) Lermontowa
W stronę, gdzie słała się dolina,Patrzał ponury dom ze skały;Lecz dziś w nim szumi bal wspaniały,Rozbrzmiewa surma, pachną wina:Dzisiaj wesele u Hudała,Przybyła doń rodzina cała.Na dachu zdobnym kobiercamiSiedzi dziewica narzeczonaWśród towarzyszek młodych grona;W grach czas im schodzi. Za góramiSłoneczna chowa się korona.Dziewice pieją swe piosenkiI przyklaskują im we dłonie;Tamara bierze do swej rękiBęben i wznosząc go nad skronie,Z jednej ku drugiej kręcąc stronie,To nagle lżej od ptaka leci,To znów się wstrzyma i zaczeka...A rzęsy długie ma powieka,Rosą wilgotną wzrok się świeci;To na dół spuści czarne oczy,To mrugnie brewką na swą drużkę
I po kobiercu ślizga, toczyPięknie rzeźbioną, boską nóżkę.Radości pełna się uśmiecha;Dziecięca w oczach lśni uciecha.Z uśmiechem jasnym tego lica,Jak życie, młodość wesołego,Ledwo się zrówna gra księżyca,W strudze ruchomej błyszczącego.
Comments
Loading comments…