Część pierwsza — XV
Translated from Russian by Michał Koroway-Metelicki
Szatan (powieść wschodnia) Lermontowa
Na dom spokojny i bez troski —Jak piorun — spadła straszna kara;Odczuła ciężko wyrok Boski,Płacze na łożu swem Tamara;I łza za łzą po licach płynie,Jej pierś wysoko, ciężko dyszy...I oto! nagle niby słyszyCzarowną mowę gdzieś w wyżynie:„O, nie płacz, dziecię! Rosą wodyŻywej twa łza na trupie lodyNie spadnie, tylko zamgli jasneTwe oczy i blask zgasi młody...Jej żarem spalisz lice własne!Dziś on w dalekich sfer przezroczu;Nie dojdą doń twych smutków wieści,Wzrok bezcielesny jego oczuNiebieskie światło teraz pieści;On słyszy chórów rajskich dźwięki...Czem dlań ból ziemski i radości,Dziewicy smętnej łzy i jęki,Kiedy szczęśliwy w raju gości?Omówię ci, istocie biednej,
Wierzaj mi, losy ziemskiej treściNie warte są chwileczki jednejŻalu twojego i boleści!„W napowietrznym oceanie,I bez żagli i bez steru,Płyną w zgodnej karawanieGwiazdy w pośród fal eteru.Gdzie pól obszar nieskończony,Bez podstawy i sklepienia,Błądzą chmurek miliony —Tak powiewnych, jak marzenia.Żal rozłąki, czar witaniaChwilki wśród nich nie zagości,I nie mają pożądaniaNi przeszłości, ni przyszłości.Gdy w pierś twoją godzą ciosy,Kipi boleść w niej namiętna,Przypomniawszy chmurek losy,Bądź — jak one — obojętna!„Jak tylko noc na Kaukaz mrokiemPadnie i szczyty gór zaleje;Jak tylko świat, jej słów urokiemOczarowany, zaniemieje;Jak tylko wietrzyk po nad skałąRoślinką zakołysze małą,
I ptaszek, co się chował w trawie —We mroku śmielszy — frunie żwawiej,I pod zielonym winogrademPijący rosę łonem rademKwiat nocny wzniesie swe kielichy;Jak tylko miesiąc złoty, cichyTwarz swą wynurzy z gór załomu,Na ciebie spójrzy pokryjomu:Ku tobie skrzydeł lot rozwinęI na twe rzęsy jedwabisteSny będę wiewał pozłociste,Nim z jutrznią w stronę swą odpłynę“...
Comments
Loading comments…