Część wtóra
Historya o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim
Ba, moje miłe siestrzyce,Nie lutujmyż swojej praceI pieniędzy nie żałujmy,
235Wszak je, chwała Bogu, mamy.Uczyńmy co takowego,Miłość pokazującegoKu Jezusowi miłemu,Panu i mistrzowi swemu,
240Którego nam umęczonoI do grobu pochowano.
Ba, i owszem, miłe moje,Pokażmy kochanie swojeNietylko na świecie, w żywym,245Ale i w grobie, umarłym.Nie ustawajmy w miłościI w swej zwykłej nabożności,Którąchmy ku niemu miały,Kiedychmy za nim chadzały,250Nauki jego słuchającMar. 15.I onemu posługując.
A cóż, namilsze, takiegoChcemy uczynić dla niego?Jam wszystko gotowa czynić255I gdzie trzeba, wszędy wyniść.
Ba, i wacka nie żałuję,Zwłaszcza, gdy rzecz dobrą czuję.
Ja czekam, co uradzicieI na co się zezwolicie.260Na wszystkim przestanę z wamiTak mieszkiem, jak posługami.
Nie mamy tak co inszegoUczynić dla umarłego:
Nakupmy ziół woniających,265Wódek, olejków pachniących,Z których maści naczynimy,Którymi ciało natrzemy,Iżby w grobie nie cuchnęło,Ani od ziemie próchniało.
270Dobrze, więc tak udziałajmy,Wieczórci już, nie mieszkajmy.
Owo, sto dukatów moich,Przyłóżcież wy też co do nich!
Awo też moje talary,275Pięćdziesiąt, a kożdy stary,By ich też na urząd szukał,Nie wiem, by gdzie takich dostał!
Awo też moja moneta,Bo tu z sobą nie mam złota!280Uczynić też to niemało,A bodaj ze sta nie było?
Będzieć dosyć! Pochowajmy,A w drogę sie nagotujmy!
Pójdziem zaraz do apteki,285Pobrawszy z sobą koszyki.
Pomóż Bóg, Panie Rubenie,Cnotliwy krześcijaninie,Tego miasta aptekarzuI dostateczny kramarzu!
290Witajcież, me miłe panie!
Jaki traf? Wszystko Marye?Pani Madleno łaskawaI Marya Jakobowa,Z Maryą pana Salomego295I z Joanną pana Chuzego.Cóż mi powiecie dobregoTego wieczoru świętego?
Przedajcie nam ziół pachniącychI olejków woniających,300Iż z nich maści naczynimy,Jako my samy roz’miemy,Na ciało mistrza naszego,Dziś do grobu włożonego.
A to wnet, łaskawe panie,305Na waszmości rozkazanie!
Jedno, co trzeba, powiedzcieA pieniądze zaraz liczcie.
Podajcie naprzód balsamuA mirry świeżej ku temu,310Olejku jałowczowegoI też spikonardowego.
Otóż tu już wszytko macie,Każcież ważyć, ile chcecie.A sąć te olejki, wódki315Znamienite, prawie fryszki.
Zidzieć się ziół, ze sto funtów,A z drugie baniek olejków.Ale się pierwej stargujem,Toż dopiero ważyć każem.
320A po czemuż nam funt dacie?Jednym słowem nam powiedzcie.Iż pieniądze będziem liczyć,A wy też będziecie ważyć.
Jużci, ja waszmościom przedam325Tak, jako sam od kupca mam,
Zwłaszcza dla mistrza waszego,Bom też sam jest z uczniów jego.A wam się też chcę zachować,Iżbyście do mnie kupować330Potym częściej przychadzałyI insze panie stręczyły.Dam wam balsam po sta złotych,Mirę po ośmi talarach.
Olejki bańkami bierzcie,335A co każda niesie, płaćcie.
Wierzymyć, jako dobremuCzłowieku krześcijańskiemu,Iż się nie będziesz targować,Z nami długo handrykować.340Weżmiesz od nas to, coć damy,Wszakci straty nie życzymy.Coby dał inszemu na tram.To dziś dasz za gotowe nam.
A masz wyborną monetę,345Talary, czerwone złote.Odlicz je a przestań na tym.A my też odchodzim zatym.
Comments
Loading comments…