Akt I
Translated from French by Tadeusz Boy-Żeleński
Mieszczanin szlachcicem
Dzień i noc, wzdycham, Iris , długie lata,Pod twojej chatki zbyt nieczułym progiem;Jeśli to ma być miłości zapłata,Cóżbyś uczynić mogła ze swym wrogiem?
Gdym spotkał mą Jagusię,W wiosenny ów poranek,Zrazum ją wziął za trusię,Potulną, jak baranek.Och, och! Och, och!Dziś, patrząc na jej lico,Wzdycham: ach, tygrysico!
Ach, niemasz słodszego nic nad te zapały,Nad płomień ów, mocny zarazem i tkliwy,Co w sercach dwóch naraz zagości;To życia balsam prawdziwy:Odrzyjcie życie z miłości,A powab zniknie zeń cały.
I któżby się bronił miłosnej rozterce,Ach, gdyby wierność była jej nagrodą;Lecz czyliż spotkał kto pasterkę młodą,By stałe w piersiach swych nosiła serce?W tej płci niewdzięcznej, okrutnej,Kto szczęścia szuka, los znajdzie zbyt smutny
Lecz któż ukoi obawy,Czy umiesz dotrzymać słowa?
Spróbujmyż więc, czyje serceLepiej miłuje i mocniej.
Tak, i niechaj przeniewiercęBogowie skarzą wszechmocni!
Uczyńmy stałość swą chlubą,I złączmy nasze zapały;Jak słodko kochać, jak lubo,Gdy płomień wierny i trwały.
Comments
Loading comments…