W zwierciadle

Gorączka w oczach, — wciąż więdnący,O twarzy, w której niema krwi,Dwudziestoletni trup żyjący:To ja mam być? Zwierciadło drwi…Potworze!… Tak upadłeś nizko!Gdzie, bratku, złote sny młodości?Kto ideałów splwał ognisko?Gdzie serce czyste? gdzie zdolności?Wszak tyś wybrańcem był natury —Tyś dzisiaj straszny, smutny waryantSamego siebie… cień ponury!…

Cóż to za skrucha? co za płacze?Woskowem czołem bijesz ścianyI obiecujesz żyć inaczej?!Ach, nie dziw!… Tyś — na śmierć skazany!A jednak żal mi ciebie szczerze,Nieletni starcze z drżącą ręką!

Te szczapy widzę — litość bierze! —I ten twój lęk przed śmierci męką.Nieodwołalnie legniesz w grobieBez żadnej łzy i bez westchnienia:Wszak nie zostawiasz nic po sobie —Ni źdźbła, ni śladu, ani cienia…Dziesiątki dwa twych lat — cóż warte?Nie zapisałeś w nich nazwiskaNa wiecznej chwały białą kartę…Tak samo giną chore psiska!Więc giń! Już bije twa godzina,Wydzwania ją grabarza stal —Tyś potwór! bydlę! wstrętna glina!A jednak żal mi ciebie, żal!

Comments

Loading comments…