Przemiany — I
Translated from Latin by Bruno Kiciński
Przemiany pragnę śpiewać ciał w odmienne ciała.Bogi! wasza wszechmocność tych zmian dokonała:Wy mój zamiar wesprzyjcie, od początku świataSnując wiersz nieprzerwany aż po moje lata.
Nim było morze, ziemia i niebios sklepienie,Jedyny miało wyraz całe przyrodzenie.Zwano go zamęt, ogrom bezkształtny, nieskładny,Ciężar tylko na świecie martwy i bezwładny;Widać, że się ze sprzecznych żywiołów źle sklecił.Jeszcze też światu Tytan z rydwanu nie świecił,Jeszcze Feby nie rosło ni nikło poroże,Ziemia się nie ważyła w powietrznem przestworze,Własnem ciężka brzemieniem, ni ramiony swemiAmfitryte rozległej nie ściskała ziemi.Morze, ziemia, powietrze — nie są różne ciała.
Woda jeszcze nie płynna i ziemia nie stałaI powietrze bez światła; w ciągłym z sobą sporzeSwej postaci nie mają, w jednym bowiem zbiorzeZimno z gorącem, suchość z wilgocią walczyła,Miękką tłoczyła twarda, lekką ciężka bryła.Bóg, to jest, siła wyższa rozstrzygła te spory,Od ziemi, nieba i wód odciąwszy przestwory;Od gęstego powietrza odszedł eter płynny.Tak z ślepego nawału gdy bóg dobroczynnyRozdzielone żywioły zgodą spoił ścisłą,Lekkie i wklęsłe niebo siłą ognia trysłoI obrało w przestworzach siedlisko najwyższe.Powietrze jest lekkością i miejscem najbliższe,A gęstsza ziemia, własnym ciężarem tłoczona,Tęższe ściągnęła części do głębin swych łona,Oblał ją płyn, ostatnie zajmujący łoże.Gdy tak twórca, ktokolwiek z bogów nim być możeUrządził i na części rozdzielił to brzemię,Natychmiast w postać kuli zaokrąglił ziemię,Kazał rozlać się morzu, wiatrom wzdymać wałyI okręgu ziemskiego opasać brzeg cały.Dał rozległe jeziora, stawy, zdroje żywe,Rzeki z gór spadające wziął w koryta krzywe;Jedne z nich topi w ziemi, drugie w morze ciska,Gdzie wolno płyną, wąskie rzuciwszy łożyska;Zniżył doliny, rozpiął pól rozłóg szeroki,Las okrył zielonością, wzniósł w górę opoki.Jak niebo krają pasy, dwa po prawej stronie,Dwa po lewej, a piąty żywszem ogniem płonie:Tak też niebem objęte rozdziela bóg brzemięI pod tyleż odmiennych stref poddaje ziemię;
Średnią z nich skwar wyludnił, na dwóch śnieg się ściele,A dwie zimno i ciepło dostały w podziele.Nad ziemię wzniósł powietrze, tak od ognia cięższe,Jak są od cząstek wody cząstki ziemi tęższe.Tam obłoki, tam dżdżyste chmury naprowadził,Tam i grzmoty na postrach śmiertelnym osadził,Tam i wichry, co jasne błyskawice krzeszą,Lecz nie całego świata rządami się cieszą.Dziś trudno im się oprzeć tylko, kiedy w strony,Ściśle im wyznaczone, lecą na przegony;Wtedy ledwie na poły nie rozszarpią świata,Tak niezgodni są bracia. Eur w państwie Nabata,W krajach Zorzy i w Persji swe rządzy rozszerza;Zefir zachodnim słońcem rozgrzane wybrzeżaWziął pod swe panowanie, a Boreasz groźnyOtrzymał zimną północ i kraj Scytów mroźny;Oddalone zaś brzegi przeciwległej ziemiDzierży Auster i skrapia deszczami ciągłemi.W górze nad nimi niebo rozciągnął wiszące,Lekkie, płynne, ziemnego mułu nie mające.Ledwie tak bóg rozłączył pomieszane bryły,Gdy gwiazdy, które długo w nawale się kryły,Roziskrzać się zaczęły na pogodnem niebie,Twórca, chcąc, aby wszystko wzięło życie w siebie,Chcąc mieszkańcem zaludnić tych światów przestrzenie,Obrazy bogów sieje na niebios sklepienie,Skrzelistemi rybami wód przestwór zaplemia,W ptastwo powietrze, w zwierza zaludnia się ziemia.Ale świętszej istoty brakło jeszcze ziemi,
Zdolnej myśl wzniosłą pojąć i władać innemi.Powstał człowiek. Czy boskiem dał mu życie tchnieniemTwórca lepszego świata, pan nad przyrodzeniem,Czy ziemia, od powietrza świeżo oddzielona,Pokrewnych sobie niebios ukryła nasiona;Te syn Japeta wody rzecznemi roztwarzaI podobieństwem bogów człowieka obdarza.A gdy każde ze zwierząt wzrok w ziemię spuszczało,Postawę człowiekowi nadaje wspaniałąI w niebo patrzeć każe i do gwiazd sklepieniaPozwala mu wyniosłe obracać wejrzenia.Tak ziemia, dawniej gruba i bezkształtna bryła,Przemieniła się w ludzi i ludźmi pokryła.
Comments
Loading comments…