Przemiany — IX
Translated from Latin by Bruno Kiciński
Bawił Apollo w Elis i wolnej Messenie,A wieśniacze na siebie przybrawszy odzienie,W lewej dłoni, jak pasterz, miał kosztur oliwny,A z kilku trzcin złożony flet w ręce przeciwnej.
Raz, gdy na takim flecie nucił pasterz boski,I harmonią ciężkie ułagadzał troski,Zabłąkała się trzoda wśród jego dumania.Postrzega to syn Mai i w las ją zagania.Nikt nie wie, co Merkury uczynił ukradkiem,Sam tylko stary Rattus kradzieży był świadkiem.Strzegł on boru Neleja i pastewnych błoniI szlachetnego stada jego dzielnych koni.Bojąc się go, Merkury dłoń mu grzecznie podaI rzecze: »Kto cię spyta, gdzie ta poszła trzoda,Mów, że nie wiesz, a tobie zda się na co grabież:Oto sobie tę śnieżną jałowicę zabierz«.Przyjął dar stary Battus i rzekł w tej osnowie:»Bądź spokojny, ten kamień wprzód ode mnie powie«Wskazał kamień. Merkury na pozór odchodzi.Znowu wraca i starca zmianą twarzy zwodzi.»Błąkającą się trzodę widziałeś tu, bracie?Jeśliś widział, miej litość, donieś mi o stracie:Jałoszkę i buhaja w darze ci przywiodę«.Starzec się na podwójną złakomił nagrodę,A gdy boga nie poznał pod nową figurą:»Za tą górą — rzekł — będzie, była za tą górą«.Na to syn Mai mową odpowie wzajemną:»Ty przede mną mnie zdradzasz, zdradzasz mię przede mną«.To szydersko wyrzekłszy, w kamień go przemienia;Dotąd próbę szczerości masz z tego kamienia.
Comments
Loading comments…