Przemiany — LI

Translated from Latin by Bruno Kiciński

Już też cnego Eneja męstwo doświadczoneWszystkich bogów i samą zmiękczyło Junonę;Już i Julowi przyszłość bezpieczną wyprościI sam bohater dojrzał do boskiej godności.Wtedy niebian zjednawszy Wenus przymileniemI Jowisza pieszczonem objąwszy ramieniem:»Ojcze, który me prośby wypełniałeś zawsze— Rzekła — dziś okaż dla mnie serce najłaskawszeI Enejowi memu, co ród wiedzie z ciebie,Jakiekolwiek, jak bóstwu, przeznacz miejsce w niebie.Czyż nie dość, że raz zwiedzał krainy podziemne,Nie dość, że raz przebywał Styksu nurty ciemne?«Przyzwolili bogowie i bogów królowaZgodziła się, acz zimno, na Wenery słowa.Wtem rzekł ojciec: »Dar boski słusznie dziś odnosisz,I ty, co o dar prosisz, i ten, za kim prosisz;Więc miej, córko, co pragniesz«. — Ojcu dzięki czyniI leci, przez gołąbki wieziona, bogini,Śpiesząc nad brzeg Laurentu, gdzie Numik w koronie,Z trzcin uwitej, płynący w bliskiem morzu tonie.Temu bogini wdzięków swój rozkaz ogłasza,By wszystko, co śmiertelne, spłukał z EneaszaI cicho uniósł w morze. — Rozkazom boginiBożek, rogami strojny, śpiesznie zadość czyni.Śmiertelnej Eneasza powłoki pozbawia,Oczyszcza i część tylko świętszą w nim zostawia.Matka boską wonnością ciało bohatera,Oblicze ambrozyą z nektarem naciera

I uczyni zeń boga, a twój lud, Kwirynie,Zwąc go bogiem ojczystym, wznosi mu świątynie.

Comments

Loading comments…