Przemiany — LVIII
Translated from Latin by Bruno Kiciński
Ten bóg obcy do rzymskiej świątyni się dostał;Bogiem Cezar przeciwnie w własnem mieście został.Sławny w todze i zbroi, nie dziełmi pokoju,Nie świetnemi triumfy, zyskanemi w bojuAni skwapliwą chwałą wstąpił w bogów kraje:W długowłosych gwiazd rzędzie syn miejsce mu daje.Z dzieł, któremi się Cezar wiecznej chwały dobił,To pierwsze, że takiego syna usposobił.Bo lubo on Brytanny zhołdował śródwodne,Zwiedził zwycięską flotą brzegi, w papier płodne,Siedmramiennego Nilu, choć Jubę uskromił,Numidów, Pont, dumny Mitrydatem, zgromił,Choć wszechwładztwem nad nimi lud Kwiryna wsławił,Moc triumfów zasłużył, a kilka odprawił:Lecz sławniejszym jest z syna, pod którego władząLudy, dzięki niebianom, wiek szczęsny prowadzą;Ażeby z krwi śmiertelnej August nie pochodził,Musiał więc zostać bogiem ten, co go urodził.Zna przyszłe jego losy matka Eneasza,Widzi zgon pontyfika i to ją zastrasza;
Widzi oręż spiskowych, do mordu gotowy,Więc kogo z niebian spotka, przemawia doń słowy:»Patrzajże, jakie na mnie knują się zasadzki!Jak zuchwale śmie godzić oręż świętokradzkiNa to, co mi po Julu trojańskim zostało!Samaż ja mam być ciągle smutną i zbolałą?To bezkarnie mi ranę syn Tydeja zada,To źle bronione lljon w mych oczach upada,To tułaczem się stawszy mój Enej jedyny,Błądzi po morzach, zwiedza podziemne krainyI toczy boje z Turnem, a raczej z Junoną.Ale czemuż odnawiam boleść zadawnioną?O minionych nieszczęściach zapominam z trwogi,Gdy widzę, jak się ostrzy miecz zabójców srogi.Wy wstrzymajcie tę zbrodnię, mym żalem zmiękczeni!Krwią kapłana westalskich nie gaście płomieni«.Tak rozrzewniając bogów Wenus się użala.Ale gdy przeznaczenie w niczem nie dozwala,Odmienić Sióstr wyroki w nieomylnym skutku,Jawnemi znaki dają znać o przyszłym smutku:Mówią, że szczękiem broni czarne brzmiały chmury,Że głos rogów chrapliwy i trąb ryk ponury
Tę zbrodnię przepowiedział, że Feb tylko rzucałBladego światła promień i ziemię zasmucał;Że w powietrzu ogniste gorzały łuczywa,Że deszczem i kroplami krwi rozmiękła niwa,Że rdza ciemna osiadła na Jutrzenki licu,Że nawet krwawą zmazę widziano w księżycu,Że okropne nieszczęście zwiastował krzyk sowy,Że łzy występowały na kości słoniowej.W gajach słyszano groźby, jakieś straszne modły,Ofiary się kapłanom szczęśliwie nie wiodły;Raz głowa, znaleziona w jelitach, przeraża;Na rynku, koło domów, w bliskości ołtarzaPsy nocne smutno wyły, tułały się cienie,Nawet Rzym nawiedziło straszliwe trzęsienie.Lecz nie zdołały wieszcze niebianów przestrogiAni zasadzek wstrzymać, ni los cofnąć srogi.Zbrojni weszli w świątynię: do spełnienia zbrodni,Uznali, że w świątyni mordować dogodniej.Cytereja w rozpaczy chce ludzkiemu okuCezara w eterejskim utaić obłoku,W którym niegdyś Parysa skryła przed AtrydąI Eneja przed srogą Dyomeda dzidą.Wtem rzekł jej ojciec: »Córo! maszże ty potęgęZniszczyć sama niezmienną przeznaczenia księgę?
Wejdź w trzech siostrzyc mieszkanie: tam ujrzysz ukryteWyroki, na żelezie i na miedzi ryte,Bezpieczne od zagłady, trwałe, wiekuiste:Ani je niebo zniszczy, ni gromy ogniste.Twego rodu przeznaczeń żaden bóg nie zwali:Są wykute, widziałem, w niespożytej stali.Czytałem je i mocno w myśli mam utkwione.Słuchaj, tobie uchylę tajemnic zasłonę.Ten dokonał już wieku należnego ziemi,Za którym ty się łzami zalewasz gorzkiemi.Aby niebo osiągnął, dostąpił świątyni,By syn po nim wziął rządy, ty spraw to, bogini!Ciężar berła syn jego sam utrzymać zdoła;On, mszcząc się ojca śmierci, nas na bój powoła.Za jego sprawą mury ściśnionej MutynyBędą ułaskawienia błagać za swe winy;On Farsalję zadziwi, Filippi zakrwawi;Z wielkością się na wodach Sykulskich rozprawi,A egipska rzymskiego żona wojownika,Ufna w śluby, napróżno grozi i wykrzyka,Że władztwo Kapitolu Kanop odziedziczy.Mamże wspomnieć o obu oceanów dziczy,
Gdy ziemi dziś mieszkalnej znajome przestworza,Gdy mu nawet hołdować będą wszystkie morza?On do ustaw myśl zwróci, pokój dawszy ziemi,Sprawiedliwy, prawami obdarzy trwałemi.Własnym wzorem wprowadzi obyczaje skromne,A troszcząc się o wnuki i wieki potomne,Na zrodzone z małżonki świętej zacne plemięZleje imię i chwałę i władania brzemię,Aż wreszcie, gdy już laty Nestora przebierze,Dosięgnie gwiazd pokrewnych w nadobłocznej sferze.Tymczasem niech ta dusza, co ziemskie mieszkanieDziś ma opuścić, gwiazdą przez ciebie zostanie;Niech z górnych niebios blaskiem dostojnym okryty,Patrzy nasz boski Juljusz na tarpejskie szczyty«.Ledwie wyrzekł te słowa, już wpośród senatuZstąpiła błoga Wenus, niewidoma światu,By duszę swego wnuka umieścić w gwiazd gronie,Nie chcąc, by się w powietrzu rozwiała po zgonie.Niesiona, ogień chwyta, roziskrza się, świeci,I już w wyższym okręgu, niźli księżyc, leci;Zajmuje znaczny obszar i z bogów siedliska,Ciągnąc warkocz ognisty, świetną gwiazdą błyska.
Widzi potomka dzieła i czoło ugina,Rad, że wyższość należy wielkim czynom syna.Wyższym siebie nad ojca syn głosić zabrania;Lecz sława niepodległa nie zna przykazania.W tem jedynie zdarzeniu słuchać go nie rada,Niechętnego wbrew woli nad ojca przekłada.Tak Agamemnon w sławie prześcignął Atreja,Tak Tezej Egeusza, Achilles Peleja.Wreszcie, bym stosowniejszych porównań nie skąpił,Tak Saturn Jowiszowi wyższości ustąpił,A jeśli Jowisz włada trójświatem poddanem,August ziemią: tak każdy jest ojcem i panem.A wy, bóstwa, Eneja towarzysze stali,Którzyście z nim i ognie i miecze przetrwali,I wy, coście cześć boską zyskali szczęśliwie,Ojcze Rzymu Kwirynie, Kwiryna Gradywie!Westo, Febie, co zamku Cezara bronicie,Ty, Jowiszu, władnący na Tarpei szczycie!Błagam was i was, których przyzywać się godzi,Niech ten dzień po mym zgonie leniwie nadchodzi,Gdy August świat opuści i niebo posiędzie,Gdy daleki od ziemi, modłów słuchać będzie.
Dzieło oto skończyłem. Gniew bogów, płomienie,Żelazo go nie zniszczy, ni wieków zaćmienie.
Gdy chwila, która prawo ma tylko do ciała,Przyjdzie, by kres ostatni życiu memu dała,Wzniosę się częścią lepszą do niebios sklepienia,I nic mojego zatrzeć nie zdoła imienia.I kędykolwiek prawa broń rzymska nadaje,Wszystkie mnie będą ludy, wszystkie czytać kraje;A jeśli wieszcz posiada dar przeczuć rzetelny,W blasku sławy żyć będę wieki — nieśmiertelny.
Comments
Loading comments…