Przemiany — XLVII
Translated from Latin by Bruno Kiciński
Bóg morza, co trójzębem spokoi bałwany,Gryzie się, jako ojciec, ze syna przemiany;Ilekroć wspomni Cygna, w rozdrażnionem łonieKu srogiemu zwycięscy nienawiścią płonie.Więc gdy w rok już dziesiąty wojna się przewlecze,Tak się żaląc, do boga smintejskiego rzecze:»Ty mi najulubieńszy ze synów Jowisza,Com cię, wznosząc mur Troi, miał za towarzysza,Czyż ci nie żal to miasto widzieć wnet ginąceI poległych w obronie rycerzy tysiące?Czyliż ten straszny widok w oczach ci nie stoiHektora wleczonego pod murami Troi?A gorszy, niźli wojna, dziki Greków mścicielJeszcze żyje, Achilles, naszych prac niszczyciel!O, gdyby pod moc moją losy go poddały,Wnetby się z moim poznał trójzębem, zuchwały!Lecz gdy próżno na bliższe czekam z nim spotkanie,Ty mi go skrytą strzałą przeszyj niespodzianie«.Przyzwala władca Delu, a stryja i swojePełniąc chęci, w obłoku spuszcza się pod Troję.Widzi, jak z dala groty Parys z swej cięciwy
Rzadkie na mniej znaczące wypuszcza Achiwy.Apollo w własnej przed nim stanąwszy postaci:»Czegóż — rzekł — dłoń twa marnie na gmin strzały traci?Jeżeli cię obchodzi zbawienie Iljonu,Zemścij się na Achillu braci twoich zgonu«!I wskazał mu, gdzie Pelid niszczył Trojan roty,Łuk zwrócił i wymierzył śmierciodajne groty.I stało się, czem jeszcze po zgasłym HektorzeWiekiem złamany Pryam radować się może.Tak więc, tylu zwycięsca, ległeś, zwyciężonyOd trwożnego achajskiej zwodziciela żony!Jeśli śmierć z rąk niewieścich nie miała cię minąć,Wolałbyś był od broni Amazonki zginąć.Już Trojan postrach, chluba Pelazgów imienia,Nieprzemożony w boju jest pastwą płomieniaI bóg, co go uzbroił, spalił jego ciało,A z wielkiego Achilla to tylko zostało,Czem ledwie szczupła urna zapełnić się dała.Ale ziemię zapełnia jego wieczna chwała:Tego wielki bohater jest godzien obszaru,Ta miara na Pelidę; nie poznał Tartaru.
Comments
Loading comments…