Żółty nosek

7.ŻÓŁTY NOSEK.

Ludka ładniuchna dziewczynka, wiedziała o tem, że jej Bóg piękną dał twarzyczkę; lecz zamiast Mu za to dziękować i wywdzięczać się, nadymała się z tego, i sobą tylko była zajęta. Największą jej uciechą było przeglądanie się w zwierciadle, a kiedy bracia i siostry czytali lub słuchali uważnie mamy opowiadającej o różnych zwierzętach, kwiatach, robaczkach żyjących na Bożym świecie, Ludka myślała nad tem, jakimby paskiem białą przewiązać sukienkę, jak jasne włoski zaczesać.Pewnego razu biegła do ogrodu, a nabiegawszy się napróżno za motylami, siadła zmęczona pod drzewem; spojrzy na pień jego, aż tu wśród mchu ukryty śliczny świecący siedzi robaczek.— O! ten mi już nie ucieknie! — rzekła Ludka do siebie i chwyciła rączkami ładnego sąsiada.— Nie, nie puszczę — mówiła figlarnie, patrząc, jak drobna istotka siliła się wymknąć z pomiędzy jej paluszków; i w rzeczy samej, choć Ludka była ostrożną, jednak zręczny robaczek przecisnął się maleńką szparką, a w ręku Ludki pozostała woń brzydka i odrażająca. Dziewczynka bowiem nie wiedziała jeszcze o tem, że kantarydy, tak ładne na pozór, tak niemiłą woń wydają.Markotna Ludka poszła do stawu, co przytykał do końca ogrodu, chcąc się obmyć; lecz próżno pluskała się w przejrzystej wodzie, nie mogła się pozbyć przykrego zapachu.Wtem nad brzegiem wody spostrzega białe lilie, podbiega ku nim, chwyta śliczny biały kwiat rączkami, i nosek zrażony wonią kantarydy, w pachnący kielich zatapia z radością.Nasyciwszy się wonnym lilii wyziewem, wsunęła rączki w kieszenie fartuszka, i poszła żwawo ku domowi, bo też już była obiadowa godzina. Ale wśród ogrodu spotyka ją młodsza siostrzyczka, i popatrzywszy na nią przez chwilę, głośnym śmiechem wybucha.— Cóż tam tak śmiesznego? — zapytała Ludka.— Nic, nic — odrzekła śmiejąc się siostrzyczka, i pobiegła ulicą, gdzie się bracia bawili. Niedługo wróciła z nimi, i wszyscy troje spojrzawszy na twarz Ludki, wesoło śmiać się zaczęli.Zasępiła się dziewczynka i rzekła niemile:— Bardzo proszę, zaprzestańcie tych śmiechów, bo doprawdy, powiem przed mamą.— O! o! — rzekł z udaną pokorą starszy braciszek — daruj nam księżniczko ze złotym nosem, że się widokiem twego oblicza tak cieszymy.Ludka poglądała niespokojnie na małych figlarzy, lecz oni pamiętni, jak się nieraz z pięknością swoją nad nich wynosiła, nie przestawali żartować.— Widzisz — mówił brat drugi — nieraz ci mama mówiła, że to źle kochać się w swojéj twarzy; nie słuchałaś, otóż ci nos ozłociał dla większej ozdoby.Przelękniona Ludka schwyciła się za nosek, lecz brzydki zapach kantarydy zaleciał ją, a na paluszkach pozostał żółty proszek, którego śladów zetrzeć nie było można.Z płaczem pobiegła do domu, a przejrzawszy się w zwierciadle, zakryła twarz rękami i głośno wyrzekać zaczęła.— Biednaż ja, biedna! nikt na mnie patrzeć, nikt ze mną bawić się nie będzie; takam brzydka i tak szkaradny zapach bije odemnie.Pocieszyła ją matka, zapewniając, że za kilka godzin i rączki wywietrzeją i nosek się oczyści; lecz dodała:— Gdybyś była słuchała, com braciom i siostrze twojej opowiadała: nie chwytałabyś ładnego robaczka, nie dotykałabyś się liliowych pręcików, i nie byłabyś się tyle nabawiła przykrości. Wiedz przytem, moja Ludko, że z samej tylko piękności chlubić się nie trzeba, bo ta prędko zniknąć może.

Comments

Loading comments…