35.KOLENDA.
Marcinkowi umarł ojciec; wielki to był smutek w domu, tembardziej, że biednej matce nie zostało tyle majątku, by troje dzieci i siebie wyżywić. Miała ona bogatą i bezdzietną siostrę, ta dowiedziawszy się o jej nieszczęściu, chcąc jej dopomódz, wzięła do siebie Marcinka, przyrzekając że mu u niej dobrze będzie. Tak było w samej rzeczy; Marcinek miał u ciotki wszystkiego dostatkiem, mieszkał w pięknych pokojach, chodził w ładnych sukienkach, miał książeczki z obrazkami i zabawek tyle, ile tylko zażądał; jednakże nieraz z żalem myślał o biednej izdebce, w której dawniej mieszkał z matką i siostrami, i nieraz westchnął smutnie, pomyślawszy: Co też one tam robią?Nadeszła wigilija Bożego Narodzenia, ten dzień tak dzieciom miły, i tak przez nie upragniony; u ciotki nakryto stół na kilka osób, bo mieli być goście na wieczerzy, a skoro tylko gwiazdki zeszły na niebie i zapalono świece, ciotka wziąwszy Marcinka za rękę, poprowadziła go do swego pokoju, mówiąc przez drogę:— Moje dziecię, przez cały czas jak ze mną mieszkasz, byłeś dobrym, posłusznym, nie zmartwiłeś mnie ani razu, za to też wyprawiłam ci małą niespodziankę.— To wszystko twoje! — dodała ciotka otwierając drzwi przymknięte, a zdziwiony Marcinek zobaczył na środku pokoju stojące zielone drzewko, ubrane w złocone jabłka i orzechy, pierniki, cukierki, figi, i oświecone mnóstwem kolorowych świeczek; pod drzewkiem dopiero poustawiane były zabawki, koniki, wózki, zwierzęta, gospodarstwo, nawet lalki i kuchenka.Dobry Marcinek patrzył na to wszystko, ale niezadługo łzy mu się z oczu puściły. Zdziwiona tem ciotka, zapytała go:— Co ci to Marcinku? czyś nie kontent z tego?— Ach! ciociu! — zawołał chłopczyk całując jej ręce — tyś taka dobra! jam taki szczęśliwy, ale patrząc na to wszystko, pomyślałem sobie: Czy też tam moje biedne siostrzyczki mają jaką kolendę? O, droga! kochana ciociu: pozwól mi się temi ślicznemi rzeczami podzielić z Franią i Kostusią!— Pozwalam chętnie — odpowiedziała rozrzewniona ciotka, — i przyrzekam ci, że twoje podarunki bardzo prędko do nich dojdą.Teraz dopiero szczęśliwy Marcinek, ucałowawszy ręce ciotki, począł dzielić swoją kolendę, a kiedy już wszystkie porozstawiał zabawki, przeznaczając je to dla jednej, to dla drugiej siostry, i sobie tylko konika i biczyk zostawił, otworzyły się drzwi do sali, i dobre dziecię ujrzało matkę i siostry, które zaproszone przez ciotkę, przyjechały do niej na święta Bożego Narodzenia.Niepotrzeba wam pewno powiadać, że wszystkim doskonale smakowała wieczerza, i że Marcinkowi święta zeszły wesoło, bo kto w szczęściu o innych pamięta, temu Bóg nietylko w pracy, lecz i w zabawie błogosławi.
Comments
Loading comments…