2.KOMINIARCZYK.
Adaś stał przy oknie w jadalnym pokoju, a przed nim szklanka dobrego i ciepłego mleka, i na talerzu przedziwna z anyżkiem strucelka; ale Adaś nie jadł smacznego śniadania, tylko ciągle patrzył w okno, wychodzące na dziedziniec.— Czemu nie jesz Adasiu? — spytała matka.— Ach! mamo! jak tu jeść! Patrz, tam na dachu od oficyny, jak się ten biédny kominiarczyk uwija. Dachówka śniegiem przykryta, ślizgą być musi, a on tak po niéj chodzi od komina do komina, schyla się, zwija sznury: o mój Boże! żeby przynajmniéj nie spadł.— Nie bój się, Adasiu, on pewnie zręcznym jest i ostrożnym.— Ależ jemu i zimno być musi! Mnie w watowéj sukience nie nadto ciepło, a on ma tylko taki lekki spencerek.— Nie wszystkich Bóg równo obdzielił — rzekła matka.— Wiem, wiem, mamuniu; mówiłaś mi nieraz, że na to Bóg dał więcej bogatszym, żeby się z uboższymi dzielili.I nic więcej nie mówiąc, patrzył Adaś na małego kominiarza, dopóki ten nie zszedł na podwórze; Adaś zapukał na niego w szybę, a gdy chłopczyna wszedł do pokoju, posadził go przy piecu, dał mu swoje śniadanko, i patrzał radośnie, jak smacznie biedny kominiarczyk zajadał niezwykłe dla siebie łakocie; potem dał mu jeszcze kilka groszy, i prosił go, żeby, ile razy przyjdzie do tego domu wycierać kominy, wstąpił do niego na śniadanie.Matka z radością patrząc na dobry czyn syna, uścisnęła go czule po wyjściu kominiarczyka, i rzekła:— Tak zawsze czyń, synu; bo co dasz ubogiemu, to ci u Boga nie zginie.
Comments
Loading comments…