43.PLAMA NA KROŚNACH.
Wandzia siedziała w pokoju i robiła pilnie pończoszkę, bo słyszała jak matka gniewała się na niezręczną pokojówkę, mówiąc:— Moja kochana! już tyle mi szkody narobiłaś, że skoro nie staniesz się baczniejszą, to będę musiała oddalić cię z domu.Niedługo taż sama służąca weszła do pokoju, gdzie Wandzia pracowała i zaczęła uprzątać. Zapłakana i smutna po otrzymanej naganie, chciała się pośpieszyć ze sprzątaniem, i tym sposobem przeprosić panią; w zbytnim pośpiechu, ścierając ze stołu, zagarnęła ściereczką maleńki kałamarzyk, i strąciła go na stojące obok niego krośna, na których pani poduszkę do kanapy haftowała.Zlękniona dziewczyna zbladła i załamała ręce, zobaczywszy na środku białej kanwy ogromną plamę z atramentu. W tej chwili pani weszła do pokoju, spostrzegła zepsutą robotę, i rzekła z gniewem:— To pewnie ty znów zrobiłaś, Małgorzato?Wandzia pamiętna, że za pierwszą szkodę Małgorzata oddaloną być miała, powstała szybko i z rumieńcem na twarzy, ze spuszczonemi oczami rzekła:— Daruj, mamuniu! to... to ja zrobiłam.Matka napomniała łagodnie Wandzię, bo uważnej dziewczynce rzadko się podobne wypadki zdarzały, a kiedy później Wandzia wyznała jej prawdę, uścisnęła serdecznie córkę, mówiąc:— Pięknie jest przyznać się do popełnionej winy, ale piękniej jeszcze bliźniego od kary lub nagany uwolnić.Małgorzata zaś wdzięczna panience za jej dobroć, długo ten czyn pamiętała, i przy każdej sposobności starała się jej za to wywdzięczać.
Comments
Loading comments…