Skarga królewicza Zygmunta
Translated from Spanish by Julian Ejsmond
Rodzą się swobodne ptakii ulatują do chmurjak kwiaty tęczowych piór,jak bukiety uskrzydlone.O czemuż ja w niebios szlaki,nie mogę wzlecieć, jak one?O czemuż z całej przyrodyCzłowiek ma najmniej swobody?
Rodzą się dzikie drapieżcechciwe na żer i na krew.Czają się w gęstwinie drzewu wodopoju na ścieżce,łupiąc w puszczy co się zdarzy,łupiąc o czem duch zamarzy...A potem wolne, swobodneuchodzą w leża wygodne.
Rodzi się ryba i pluskai igra w błękicie fali płynie radośnie w dalledwie ją okryje łuska.Płynie w szafirów głębinie,aż gdzieś w oceanie zginie.
O czemuż z całej przyrodyCzłowiek ma najmniej swobody?
Rodzi się strumyk przejrzystyw kołysce kwiatów i ziół.I pędzi ku morzu w dółwijąc się, jak wąż srebrzysty.Przebiega górskie wyżynyi mknie w zielone doliny...O czemuż z całej przyrodyCzłowiek ma najmniej swobody?
Srogi ból, piekielna męka.Piersi mi rozsadza gniew.W żyłach wre kipiąca krew,a serce z wściekłości pęka.Cóż wzbrania ludziom biedakomswobody, którą łaskawieBóg dał źródłu, i kwiatom, i trawie,I zwierzętom, i rybom, i ptakom?...
Comments
Loading comments…