Akt II

Translated from Spanish by Jan Bujara

Uczta Baltazara

BAŁWOCHWALSTWO:Ach, co za brzemię trosk, mój Królu......PRÓŻNOŚĆ:Ach, co za smutek, co za ból......BAŁWOCHWALSTWO:Pomieszał wszystkie myśli twoje?PRÓŻNOŚĆ:I zmącił spokój twego serca?BALTAZAR:Bogowie, jak mój mózg sterany!(Wchodzą Śmierć i Myśl, Śmierć z księgą w ręku.)MYŚL:Ha, patrz — on tu; a my szukamy wszędzie.ŚMIERĆ (napół głośno):To chodźmy na bok, — ale pocichutku!

BALTAZAR;Ach, pomny jeszcze owej Boskiej ręki,Tej ręki, którą Daniel mi groził,Ze strachem muszę ciągle o niej myśleć,A mózg mi pęka od tych groźnych myśli,Co mi ten Bóg za karę ześle.SMIERĆ (nagle występując naprzód):Mnie, mój Królu!BALTAZAR:Bogowie, cóż to? — Skądeś, niecna maro?Przeklęte widmo, jakeś się tu wkradło?Któż cię dopuścił do mnie bez mej wiedzy?

MYŚL (do siebie):Ciekawy to paniczek!ŚMIERĆ:Jak dzień, o Królu, ziemię tę oświeca,Tak jam jest nocą, która ją zaciemnia;Ja tak przychodzę, jak przychodzi dzień,Nie pytam się, czy tobie się podoba.— Jak dzień tak noc swą własną chodzą drogą.BAŁWOCHWALSTWO:Lecz kimże — kimże on, że słowa jegoTak odwróciły od nas Króla myśl?MYŚL (do siebie):Och, jak ja głupim, żem go przyprowadził!BALTAZAR:Lecz czego chcesz ode mnie, ty upiorze?ŚMIERĆ:Ja wierzycielem twym — a jako takiOd ciebie żądam tylko swego prawa.BALTAZAR:Co? prawa? ty? — Co ciebie ze mną wiąże?ŚMIERĆ:Tu z tego pisma możesz to wyczytać.

BALTAZAR:Ach, to jedna z owych ksiąg,Co z sobą Żydzi — niewolnicyPrzynieśli z Jeruzalem. — Pozwól!

Aż wrócisz, o człowiecze,Do ziemi, z którejś wzięty,Jeść będziesz chleb swójW czoła pocie!

Pamiętaj bowiem, żeś jest prochem;I w proch się znów obrócisz!ŚMIERĆ:Ot — to jest wyrok Boski!Niech będzie ci przestrogą!Ja dziś go jeszcze nie dokonam,Odwłoka jest potrzebną;Lecz, żebyś zawsze pomnym byłSwej winy, weź to pismo! (wychodzi).BALTAZAR:Ja prochem? Ja, com panem Babilonu,Którego ludy mienią nieśmiertelnym,Na cześć którego wznosi świat ołtarze,To żarty, bajki, to smalone duby,Ułuda to i wymyślone brednie!O Bałwochwalstwo, słynna moja pani,Czyś ty nie boską w swoim Babilonie?MYŚL:Me serce ku niej jak kominek płonie.BALTAZAR:Czyś ty nie wieczną, dumna ma Próżności?MYŚL:To moja luba w smutku i radości.BAŁWOCHWALSTWO:Ciekawam, co to pismo w sobie mieści,Że jego myśli tak się niem zajęły.PRÓŻNOŚĆ (Baltazarowi pismo to z ręki wyrywając):Zobaczmy więc!MYŚL:  Ach tak, myślałem sobie.Że płocha ty PróżnościDokażesz swej chytrościI skradniesz pamięć śmierci.

BALTAZAR (do siebie):Co za udręka, co za ból!PRÓŻNOŚĆ (przeczytawszy):Niedobre kartki, niech was wiatrRozwieje! (Rzuca kartki te w powietrze).MYŚL (dmuchając za niemi):Trzepocą jak motyle.BALTAZAR (jakby snu się budząc):To wy tu jeszcze?PRÓŻNOŚĆ:  Cóż ci to?Tyś się przebudził z takim lękiem,Jak gdybyś był coś złego śnił.BALTAZAR:Okropne mroki i ciemności,Złowrogie duchy owładnęłyMe zmysły poplątane.Lecz dzięki — już te zmory nikną,Co tak straszyły duszę mą;To nie dziw — wyście przecież przy mnie!— Bo tonąć w grobie musi cień,Jeżeli ujrzy, jak się z wamiCudniejszy dla mnie budzi dzień!BAŁWOCHWALSTWO:Jak my szczęśliwe, żeś ty znowu zdrów!Służące zwołam zaraz tu do ciebie,By starły ślad ostatni twej zgryzotyTaneczną krotochwilą.PRÓŻNOŚĆ:A ja wachlarzem z pawich piórPowiewać będę, drogi Królu,By chłodzić twą gorącą skroń.

MYŚL:I ze mnie wachlarz — a nie lada,Ha, więcej niźli ręka twa;Wachluję wciąż jak ogon psa.PRÓŻNOŚĆ:Tyś więcej równy chorągiewce.— Lecz wnet się zaczną korowodyI tak czarowny, cudny śpiew,Że i ptaszęcy chór przyrodyUcichnie wśród kwitnących drzew.Radości, spływaj w te ogrody,Byś znów rozgrzała Króla krew!

Dalej, dalej w gaj zielony,Strójcie w kwiaty swoją skroń,A wiosennych piosnek tony.Niech się snują w niebios toń!

Nućcie, nućcie, ptaszki małe,Nućcie wśród kwitnących drzew;Niech i nasze życie całeBędzie jakby jeden śpiew!

Płyńcie, płyńcie, wy strumykiHet w daleki jasny kraj,A słoneczne wy promyki,Stwórzcie, stwórzcie z ziemi raj!

ŚMIERĆ:O jak czarowna ta piosenka!Syrena śpiewa, łudząc świat,By nie uwierzył, że tu jakiś gadŻarłoczny, chciwy jak krokodylW bagnisku czyha. — Na nic ma przestroga.Przekleństwo tobie, czcza Próżności!O wymuś teraz ty, mój bracie,Co mnie się dotąd nie udało!Bo mym bliźniakiem — to jest sen.Gróź ty mu śmiercią, przestrasz jego serce,Niech wie, co znaczy, z Bogiem żyć w rozterce!

BAŁWOCHWALSTWO:Patrz, zdaje mi się, że już zasnął.PRÓŻNOŚĆ:Niech tylko zbudzi się wesoło!— A teraz śpieszmy do budowli,Tam boską ci pokażę moc,Tej wieży, którą Król buduje,Do której lata są potrzebne,Dokona Próżność (wskazując na pierś) w okamgnieniu.BAŁWOCHWALSTWO:A ja chcę posąg mu wystawić,Któremu lud się kłaniać musi.

MYŚL (patrząc na Króla):Już powiek twych zasłonaOkrywa oczy twe,To i twa myśl znużonaSwe oczka zamknąć chce (zasypia).

ŚMIERĆ:Ach, nie wierzcie, żeby tylkoOdpoczynkiem był wasz sen!Bo co noc, gdy zasypiacieI się ze snu obudzacie,Umieracie w pierwszym razie,Jako w drugim się rodzicie.Jakby trupy dychające,Tak leżycie na pościeli.— To króciutkie życie swojeDacie temu snu-mordercy.Nikt atoli nie przeczuwa,Że on tylko upomnieniem,Jak znikome życie wasze.Ludzki sen to jad słodziutki,Który ducha znużonegoOdurzywszy, ubezwładniaI w ponurą rzuca noc.Sen wasz, ach to zapomnienie,To kajdany, których zerwaćNikt nie zdoła na tym świecie,Przed któremi się nie możeŻadna ludzka ukryć myśl.Wszystko, co w człowieku żyje,W te kajdany jest okute.— Któżby chciał spokojnie włożyćW takie pęta swoje członki?Ach, to szał — to szał, a za nimIdzie zmór i mar tysięcy,Którym zdaniście na łaskę —A co gorsza, że szukacieJego jeszcze jakby złota.Chociaż słusznie, że widzicie

We śnie ludzkim obraz śmierciWszyscy jednak doń idziecie,Nikt nie zrywa, nikt nie łamieTego jarzma, myśląc zawsze,Że ulotna to ułuda.Któż to, któż to pojąć może?— Ot i Baltazar zaczerpnąłZ tej trucizny i zapomniałOdurzony o tym świecie,— Com odwłóczył, niech się stanie!Teraz przyszła jedna z scen,Jakiej z dawna byłem chciwy,Idź (dobywa miecza) zbrodniarzu niegodziwy.Gdzie cię czeka wieczny sen.DANIEL (znienacka wpadając):Stój, stój!ŚMIERĆ:Kto mi w tem przeszkodzi? — Kto?DANIEL:Ja. — Bo jego grzechów miara.Jeszcze nie jest napełniona;Toteż zguba BaltazaraMa być jeszcze odłożona.ŚMIERĆ:Ach, dlaczego znów odroczyćZasłużoną jego karę?Ach, dlaczego znów odwłóczyć. —By przepełnił jeszcze miarę?— Jeśli umrze na Golgocie,Jak ty mówisz, i sam Bóg,Czemuż żyć ma Jego wróg,

Co się tarza w grzechów błocie?— Lecz tam śpieszą jego żony,Chodźmy tędy — poza trony,Tam usłyszysz z ich rozmowyIch bezbożny zamiar nowy! (Oddalają się).

BAŁWOCHWALSTWO:Baltazarze z Babilonu,Który na ramionach snuJakby ożywiony trup,Leżąc jak we własnym grobie,Raz oddychasz umierając,Raz umierasz oddychając!BALTAZAR (półsenny):Kto tam, kto tam? Czyj to głos?Mam dowierzać zmysłom swoim?Otoś ty jest, ma Próżności,Otoś ty, me Bałwochwalstwo!BAŁWOCHWALSTWO:Tak wszechwładny Baltazarze,Ja tu, twoje Bałwochwalstwo;Z nieba wyżyn dziś zstępuję,Aby posąg ci poświęcić,Który tobie wystawiłam,By się jemu lud twój kłaniałI ci boską składał cześć.PRÓŻNOŚĆ:Patrz i ja tu, twoja Próżność,Która, chodząc po tym świecie,Wszystkich niemal nęci ludzi.— Lubo w piekle ma kolebka.

Chcę do nieba jednak wstąpić;Bo na niebotycznej wieżyChcę poświęcić ci świątynię,Gdzie się wzniesie posąg twój.BAŁWOCHWALSTWO:Wielki Królu Baltazarze.Otośmy tu zgromadzeni,By cię laurem przyozdobićI ci godnie towarzyszyćNa to niebywale święto.BALTAZAR (jeszcze półsenny):Co za blaski i triumfy!— Jakiem szczęściem i słodycząNapełniają dziś me serce!Daj mi tylko, Bałwochwalstwo,Dużo świątyń i ołtarzyI posągów i kadzidła,Bym się nieśmiertelnym stał!Tyś musiała z nieba zejść,Aby Próżność w górę wznieść,BAŁWOCHWALSTWO (do śpiewaczek):Nim ruszymy, niech piosenkiZnów rozgrzeją Króla krew,Niechaj jego życie całeBędzie jakby jeden śpiew:

BAŁWOCHWALSTWO (po korowodzie):Teraz weźcie w swoje kołoKróla dziś tak szczęśliwego,Wszystko czeka już na niego;Marsze dźwięczą już wesoło  (zdala muzyka)Z ganków wieży Babel.

ŚMIERĆ:Słyszysz? — Daj mi wolną rękę!DANIEL:Nie, by zgubić, dam ci wolność,Lecz by przestrzec raz ostatni. (wychodzi)ŚMIERĆ (jakby czarodziej zaklinając — wielkim głosem):Wieżo Babel, ty kolosie,Spal się, spal jak łotr na stosie,Ruńcie, ruńcie, szczytne mury,Co wznosicie się pod chmury,Zniknij, zniknij, wieżo w grobie,By się nikt nie modlił w tobie,Gromy, grzmoty i żywiołyStłuczcie gmach ten na popioły!

Gwałtu, rety, umieramy!Gmach się wali! — Gwałtu, rety!

PRÓŻNOŚĆ:Żar mnie patrzy!BAŁWOCHWALSTWO:  Strach mnie bierze!PRÓŻNOŚĆ:Jak me świetne blaski blednąWobec wyższych słońc promieni!BAŁWOCHWALSTWO:Ach, i moje nikną, blednąPrzed Jehowy wiarą jedną!

BALTAZAR (który się tymczasem całkiem obudził):Pozostańcie, nie odchodźcie,Wydzierając mi ostatnichObiecanych mi świetności!MYŚL (nagle się budząc):Hola, hola, mówże panie,Cóż to jest za gruchotanie?BALTAZAR:Przyśnił mi się Myśli moja,Nadzwyczajny, słodki senWszyscy bowiem w BabilonieHołdy boskie mi składali,Ale gdy się przebudziłem,Cóż mi, cóż mi pozostałoZ tych mamideł czarodziejskich?Ach, jedynie — twe błazeństwo.MYŚL:Aj — a cóż ci się to stało?BALTAZAR:Otóż słuchaj! — SpoczywałemJakby nigdy, tak spokojnieI widziałem we śnie Próżność,Jak wzbijała się ku niebuI wznosiła aż pod gwiazdyMoją sławę nieśmiertelną.Z czarodziejską swą prędkościąZbudowała mi świątynię.I widziałem Bałwochwalstwo,Co jest drugą moją żoną,Jak głęboko się kłaniała,Gdy w świątyni mi oddałaZ dumą boski obraz mój.

— I przychodzą obie po mnie,By w pochodzie uroczystymTowarzyszyć mi na miejsceNiebotycznej wieży Babel.Pochód ten już naprzód rusza.Gdy trafiony Śmierci strzałemCały gmach z łoskotem runął,Z nim świątynia wieży Babel,Z nią mój posąg nieśmiertelnyA z posągiem obraz mój.— Teraz pojmiesz, czem jest Próżność:Kwiatem tylko migdałowym,Który kwitnie — a umiera,Gdy nań pierwszy pada szron;Pojmiesz, czem jest Bałwochwalstwo:Różą tylko, która więdnieI opada, gdy zawiejePierwszy wiatr z północnych stron.

Comments

Loading comments…