Niektóre pieśni Piotra Corneliusa — całość

Translated from German by Władysław Tarnowski

Z świetlaną pieśnią przy arfy brzmieniuObszedłbym świat ten cały,I najlepszemu na cześć plemieniuPieśni by moje brzmiały!Potém nad Ren ku twemu domowiSzedłbym w struny ugodzić,O méj miłości twemu duchowi,O wiośnie wieść zawodzić!Serce owiónie Ren świeżem tchnieniem,I zanucę namiętnie,Że zasłuchana rzekniesz z westchnieniem:Jak wieszcz ten nuci smętnie!Podarek dłoń twa da miłościwie —Lecz struny by zadrżały,Czyż mnie już nie znasz? pień co życzliwieDla ciebie, luba, brzmiały?...

Choćby Serafów hymn mój był pieniem,Niech koroną zbogaci,Pieśń u wrót twoich drzącą wzruszeniem,Miłość tylko odpłaci...Nad brzegiem Renu, wtedy radośnieSerca wrazby zadrżały,I o miłości, wieści o wiośniePieśni by ci zapiały!

O błogo przy Renie!Na swojskim przylądkuSłoneczne promienieDrżą w każdym zakątku,Gaje uśmiechnione,W błękit otulone!A w dali się skałyW błękity odziały,Na brzegu ojczystym,Nad Renem falistym!

O! radość! natchnienie!Przy ojczystym Renie!O mili druchowie!Co serca mi z czarą,Wylaliście z wiarą,

Pierś moją tu kołemPrzyjaźni dłoniamiOtoczcie, i społemZabrzmijmy pieśniami:O błogość, natchnienie!Na falistym Renie!

Na ojczystym RenieNiewiasty uroczeJak perły w Edenie!Jak w łęgach tam kwiaty!A jedną tam zoczę!O! jedna jest moja,I jéj niedostojąPiękności ich światy!O dziewic korono,Bądź błogo — sławioną!O! radość! natchnienie!Na ojczystym Renie!...

Chodź! pójdziem razem przy blasku księżyca,Drżą w ciszy gaju listki posrebrzane,Może na którym znajdziesz wypisaneJaka w mém sercu ku tobie tęsknica!

Chodź! pójdziem razem przy, blasku księżyca,Nów drży tak jasno w leśnéj fali zdroju,Może przeczujesz w jakim niepokojuTwoim obrazem serce się zachwyca...

Chodź! pójdziem razem przy świetle księżyca,Miesiąc dla ciebie utkał szatę jasnąZ złotych promieni, byś z urodą własnąOdziana, w chwale uśmiechnęła lica.

Wyszedłem na świat dla widzenia ciebie,I błękit jasny i czysty widziałem,I słońce złote na bezchmurnémLecz ciebie, luba moja, nie ujrzałem.

Wyszedłem na świat dla widzenia ciebie,I puchy kwiatów dokoła witałemJak się barwami stroiły do siebie,Lecz ciebie, luba moja, nie ujrzałem!

Ale gdy późno w próg domu wróciłem,Takich balsamów wonią serce tchnęło,Tyle weń słońca i nieba, wionęło,Że zdało mi się, że ja z tobą byłem!...

Świętojanek z skowronkiemZawarli przymierze:Chwalić Pana ze słonkiem,I nocą chwalić szczerze! — —Gdy skowronek znużonyWtulił się w swe gniazdko,Robaczek z pierwszą gwiazdkąW niebo wzlatał natchniony!...O serceż me! w udzieleTy wzięłoś więcéj mocy.Nuć z skowronkiem w dzień śmiele,A tém jaśniéj świeć w nocy!

Przecz wkoło mego czołaLatacie niedopérze,Czyż niedość, że dokołaWąż pierś we dnie obieże?Ale majaczcie nocąWkoło gruzów poddasza!Troski! serce me z mocąŚlijcie! wasza, noc, wasza!...

Wiem że wkrótce zabłyśnieRanek jasny promienny,Że was w nocy zaciśnieBicz jasności płomienny!...Wieszczy ptaków lot bywaLecz nie korowód sowi,Gdy skowronek zaśpiewa,Pieśń ma światłość pozdrowi!

Oj niekłamią jak dziewczęceNezabudek oczy łzawe,Mowy kwiatów wonie praweChoć ich usta niemowlęce...Choć niechciałaś spojrzeć na mnieGdym odchodził już z podwórza,To spojrzała przecie na mnieU twéj piersi drżąca róża!

Do wielkiego dzwonu sercaNieuwiążę méj miłości,By na targach świat szydercaO niéj gadał w złośliwości;

Ale dzwonków polnych lekki,Cichy podźwięk niech ci wonie,Że twój obraz w mojém w łonieNoszę dzisiaj — i na wieki!

Gdy smutny nad trumną szczęściaMego, ukląkłem z łzą,Przyszły me pieśni wraz chórem,Z żałobnym kwefem i wtórem;I jak krewni, druzi miliTrumnę w kwiaty umaiłyI rzekły to — i to! — —I dużo wlały pociechyW zgorżkniałe serce me,Żałowały mnie tak rzewnie,Lamentowały tak śpiewnie,Jak łódkę, ramionamiNiosły trumnę, gdzieś parami,Po tych exekwi śnie…

I zostało kilka płaczek,Z bólem przy mnie usiadły,Gdy już pieśni były w dali,

Lica me ucałowałyTak gorąco, błogo, jawnie,Ach!! to były łzy me dawne!I do serca upadły!...

Byłem ja listkiem na drzewie zielonémWietrzyków pieszczotą,Przepadłem w burzy, w fal łonie spienionémZe słotą.Bywałem jasnym, gorącym płomieniem,Iskramim pryskał na hasło,A życie moje z powszechném zaćmieniemZagasło!Byłem westchnieniem, dźwiękiem ja bywałemPrzepełnion bólem, ale i radością,Teraz już cicho i z moją śpiewnościąPrzebrzmiałem!

Rwałbym róże by ci wiernieKochające maić słowa,Ale gdzie róż wonie mowa,Odzywają się i ciernie!

Niech więc milczą cierń i róża,Niech wymowny, niemy, sromny,Me uczucia ci wynurzaBezciernisty fiołek skromny!

Nadzieja moja zeszła z wiosny lśnieniem,Zazieleniła, wszechlistków dreszczami,Ach! nieuwierzysz z jakiém zasępieniemWidzę jak zżółkły liść spada z wichrami!...

O! nieuwierzysz z jakiém przerażeniemDziś mnie napełnia ta krwawa pozłota,Wszakże to zwykły tok, z jesieni tchnieniem,Czemuż pierś taka, owęża tęsknota?...

Dokoła zrywam skoro wszystkie kwiaty,To już ostatnie, z tych co przepadają,Te ci posełam! lecz nie patrz w te światy,Gdzie zżółkłe liście tak smętnie spadają!...

Radość zjawiłaŚ’wonna, bogata,

Za nią przybyłaMiłość skrzydlata.Ave Maria!Kwiaty miodoweWstańcie godowe!Mówcie uśmiéchem,Wonią, oddechem,Ave Maria!Sławić pomóżcieLeśni ptaszkowie,Pieśni przymnóżcieWiosny duchowie,Ave Maria!Jasne motylki!Lećcie co chwilki,Rzeczcie jak cudnaPiękność ułudna,Ave Maria!Szmer twój strumykuNiech ją pozdrowi,Głos twój słowikuNiech do niéj powieAve Maria!Gwiazdki majoweZłóżcie koronęNa marmuroweCzoło natchnioneAve Maria!

A ty masz tonyO serce moje!Poruszże strunyI strój na strojeAve Maria!

Rzekła, niepatrz młodzianieTak tęsknie w źrenice mą,Rzekłem: niechaj się stanie —Zdziwion wlepiłem wzrok w nią!Rzekła: nie noś mi wiecznieDo okna mego kwiatków!Już nigdy rzekłem grzecznie.Bukiet wziąłem za świadków —Rzekła: cierpieć niemogęŻe mnie cmokasz wciąż w rękę,Więc słuchając niebogęM’pocałował w sukienkę! —Rzekła: nie klęcz przedemną,Bo ujść musisz, o! czuję!Już nie klęknę, bądź ze mną!Na kolanach ślubuję! —

Niebo z ziemią nieustanniePocałunkiem łączą siebie,Niebo mówi: niech się stanie,Ziemia mówi: kocham ciebie!

Do pożegnania byłem gotów ninie,Milcząc żegnała mnie aż wieczór minieO szarej godzinie!I wzniosła w progu stojąc oniemiałąKu jednéj z gwiazd którémi niebo drzałoDłoń drżącą, białą!A gwiazdka była tak smętna i zbladłaI na zachodzie do chmury się kładła,Aż w ciemność spadła!Ach! ona zeszła na niebios sklepieniuBy nad nią świecić w złotych gajów cieniuNie w rozłączeniu!Gwiazdko! jeżeliś pełna utęsknienia,To jesteś moja, do drogi skończenia,Wśród nieb sklepienia!A jeźli szczęścia kres tobie dalékiToś gwiazdką szczęścia, mnie wśród życia spieki,Bądź nią na wieki!

Bądź nią i w sercu mém, co ukochałoPrzeczuj że ramię co ciebie wskazałoNa raj zostało!Gdy śmierć użali się nad życia drzewemDusza do ciebie poleci ze śpiewemJednym powiewem!I wtenczas duch mój ciebie posterujeKu twemu słońcu w sferach pożegluje,Które przeczuje!Tam czas i przestrzeń już będzie nieznanaA koléj niebios bez końca świetlana,O świcie rana!

O zabierz wszystko! ale daj mi światyO które w walce ma dusza się rwie,Czy mi dasz szczęście strojne w pieśni kwiaty,Czy zeszlesz boleść strojną w czarne szatyByle ma miłość niezagasła mnie!

O jeźli chcesz mnie w roskoszy zanurzyćTy pra potęgo która świat odmładza,Niedaj ogniowi miłości się znurzyćDaj mu się twojéj wszechmocy zasłużyć,Niech wiecznie w niebo lecąc się odmładza!

O błogosławię godziny cierpieniaChoć dusza moja w gorzkim żaki schnie,Od śmiertelnego broń mnie uzdrowienia,Od ran miłości mojéj zdwojenia,Od skamienienia serca obroń mnie!

Radość i boleść dwie wierne siostrzyce,Obie z miłości zrodziły się łona,Cześć ci radości! strojna w jasne lice,Cześć smutku! który dźwigasz popielnice,Byle w was miłość była odrodzona!...

A więc się poddaj serce śród cichości,I już drogami co On! wskaże ci,Daj w nieskończonéj radość skończonościI ból — co paląc uświęca w przyszłości,Byle ma miłość pozostała mi!

Comments

Loading comments…