Sonet 115
Translated by Felicjan Faleński
Pieśni Petrarki
Gdy duch posłuszny nazbyt żądz ostrodze.Acz go wędzidło od złych natchnień strzeże,Nie rad jest we mnie wytrwać w zwykłej mierze,Chcąc by choć westchnień zwolniono mu wodze;Wtedy tę przy mnie pełną łask znachodzę,Która mi z czoła myśl mówiącą szczerze,I powściągliwą Miłość z serca bierze,I prawdę z oczu zawstydzonych srodze.
Jam w onczas niby jak ten, co przed BogaGromem się cofa — bowiem wielka trwogaWielką jedynie żądzę okiełznywa.W tem, niech otuchy światłość dobrotliwaZ przejrzystej duszy, niby z chmur się wdzięczy —Wnet pierzcha groza od tej błogiej tęczy.—
Comments
Loading comments…