Sonet 140

Translated by Felicjan Faleński

Pieśni Petrarki

Patrząc w słoneczną oczu tych pogodę,Co w moich nieraz łez wzbudzały deszcze,Dusza się ze mnie rwie: że może jeszczeZa życia mego w Raj ją ziemski wwiodę.Lecz, jak w pustyni, zdrój i palm ochłodęW tumanach topią widma mgły złowieszcze,Tak Raj ten pierzcha — a ja tylko pieszczęSzyderstwo losów i złudzenia młode.Tak w dwóch sprzecznościach, w których Miłość mięszaPłomienie z chłodem, z żądzą wstręt, pomiędzyBłyskami szczęścia, trwam w zwątpienia nędzy.I jest nieliczna chwil wesołych rzesza,A zato dziwnie tłumne dni sieroce: —I jakie drzewo, takie i owoce! —

Comments

Loading comments…