Sonet 143

Translated by Felicjan Faleński

Pieśni Petrarki

Przez niegościnne, po przez dzikie knieje,Gdzie zwierz i zbój ma legowisko swoje,Idę bezpieczny — gdyż się tylko bojęSłońca, co z siebie żar miłości zieje.Idę, śpiewając płoche żądz mych dzieje,W myśl mą o Laurze ufny jakby w zbroję —I mniemam leśne z sobą mieć dziewoje,A to są jodły z których wietrzyk wieje.I nieraz Laury śmiech wśród szeptu liści,Głos w śpiewie ptasząt, a zaś w strugi szmerzeJej szaty szelest słyszeć mi się zdałoZaprawdę, niemal Raj się ziemski iściW tych gąszczach — gdyby nie to, wyznam szczerze:Iż słońca mego w cieniu ich zamało! —

Comments

Loading comments…