Sonet 165

Translated by Felicjan Faleński

Pieśni Petrarki

Laura ku słońcu swe złociste splotyTą białą dłonią wstrząsa, w której mieszczęMojego bytu los — i wzrokiem jeszczeSerdeczne w duszy budzi mi tęschnoty.Nie miałbym w żyłach krwi, bym wiedząc o tejDoli mej, nie czuł, jak mię ziębią dreszcze —Gdyż tam rzucono w szale dwie złowieszcze:Śmierć, oraz życia mego ciężar złoty!Patrząc w jej oczu niezmożoną władzę.Ni ztąd ni zowąd czuję: żem jest wziętyW zdradnych warkoczy owych złote skręty!I choćbym nie chciał, cóż ja tu poradzę?Ni rozsądkowi ufaj, ni odwadze,Gdyś nie odróżnił cierpień od ponęty! —

Comments

Loading comments…