Sonet 237
Translated by Felicjan Faleński
Pieśni Petrarki
W najtkliwszej dobie, kiedy nam w ramionaMiłości skrzydeł Siłę dano z góry —Z Laurą, idącą w modre gwiazd lazury,Żywotne tchnienie pierzchło z mego łona!Tam ona żyje, piękna, odrodzona —Tam odtąd Państwa mego dział ponury —Więc dziś złorzeczę owej chwili, w którejNiebu się rodząc, człek dla ziemi kona!Bo czemu, z myślą co jej poszła śladem.Radośnie, lekko, jako ptak nad ziemię,W ślad za nią dusza ze mnie nie odlata?Nie — nie jest śpieszno śmierci z licem blademZdjąć ze mnie życia dojmujące brzemię —I ja tą śmiercią żyję już trzy lata! —
Comments
Loading comments…