Sonet 44

Translated by Felicjan Faleński

Pieśni Petrarki

Kiedyż mi kiedyż mieć uszczęśliwienie?Nadzieją pierś mi coraz żądniej płonie,A ja strapiony próżno sięgam po nie,Gdyż niemal z rąk już pierzcha mi szalenie.Prędzej śnieg w czarność i w gorąco zmienię,Na górach prędzej morskie rykną tonie,I prędzej słońce zajdzie w owej stronieZkąd Eufrat z Tygrem rwiste grzmią strumienie —Niżeli spokój znajdę, i niżeliMiłość i Laura zmienią obyczaje,Gdyż się we dwoje zgubić mię spiknęli,Tak choć niekiedy ulga mi się staje,Gorzką w słodyczy swojej jest jałmużną,A innej łaski czekać ztamtąd próżno. —

Comments

Loading comments…