Cyrulik Sewilski — Całość
Translated from French by Tadeusz Boy-Żeleński
Różnie los ludzi obdarza:Królem ten, pastuchem ów;Traf różnicę całą stwarza,
DUCH ją zatrzeć może znów;Tysiące królów, z ołtarza,Śmierci zmiótł wszechmocny gest:Wolter nieśmiertelny jest.
Ot, panowie, ko-omedyjaW bu-udzie prze-edstawiona tej,Wiernie ży-ycie wam odbija,Ludku, co dziś słu-ucha jej;Krzywdzą go: gwałt, wrzaski, hryja;Aż w końcu, z tych wszy-ystkich burz,Kropnie pio-osenkę — i już!
Wylewając krew, z której w łonie jest poczęty,Syn twój ojca osoby nie oszczędzi świętej:Wreszcie, ku sobie w szale cios zwracając krwawy,Zrani się, i wraz będzie szczęśliwy i prawy.
Wylewając krew, z której w łonie jest poczęty...
Syn twój ojca osoby nie oszczędzi świętej.
Wreszcie, ku sobie w szale zwracając cios krwawy,Zrani się i...
...wraz będzie szczęśliwy i prawy.
Dzieci! poświęceń wymaga ta chwila.
Jeślim kiedy wasze serceObwiniał, bóstwa czarowne,Wy, w miłości przeniewierce,W rozkoszy zawsze wymowne,Darujcie mi, o, boginie:To puste bajania zrzędy,Co skrycie z ochoty ginieDzielić wasze słodkie błędy.
By ożywić me utworyPendzlem malarza-poety,Gromadzę w nich, każdej pory,Obrazki — nigdy portrety:Prawdziwie godnego człekaNie zranią one z pewnością:Zaś obłudnik, co się wścieka,Zdradza się swą własną złością.
Precz do czarta ze zgryzotą,Niech próżno nie trawi nas;Sączmy wina strugę złotą.Co grzeje i poi wraz;
Ach, bez rozkoszy,Co smutki płoszy,Człowiek żyłby jak ów kret,No, i umarłby też wnet.
No, i umarłby też wnet.Lenistwo i winoWalczą o mą duszę...
Dzielą... moją duszę...
Lenistwo i winoDzielą moją duszę...
Dzielą moją duszę:W jednem mą rozkosz pokładam jedyną,Drugie osładza najcięższe katusze.
Jedno... mą... wierną... najmilszą dziewczyną...Drugiemu...
Drugiemu, biedny, kornie służyć muszę.
Lenistwo i winoDzielą moją duszę:Jedno mą wierną, najmilszą dziewczyną,Drugiemu, biedny, kornie służyć muszę;Jedno mą wierną, najmilszą dziewczyną,Drugiemu, biedny, kornie służyć muszę.
Zazdrość z wyschniętą łapą, z twarzą siną, bladą...
Każesz — odkryję me imię w tej dobie;Nieznany, śmiałem kochać cię zdaleka:Gdy się dam poznać, i cóż mnie dziś czeka?Ha, trudno, trzeba być posłusznym tobie.
Zowię się Lindor, ród mój pospolity,Serce swe święci ci żaczek ubogi:Czemuż nie dano, bym wniósł w twoje progiPana możnego dolę i zaszczyty?
Co rano przyjdę śpiewać, głosem tkliwym,Miłość, co wszelki ślad nadziei grzebie;Całe me szczęście w tem, by widzieć ciebie:Słysz mnie, ach, błagam, z czuciem równie żywem!
Wszystko mi szepce, że Lindor uroczy,I że mi trzeba kochać go na wieki...
Głowa trzęsąca, pałka goła,Oczy wypukłe, niby u woła,Szyja na bakier, krzywa łopatka,Kibić zręczna jak u niedźwiadka,Gęba dzióbata, mina tępa,Nos zakrzywiony jak u sępa,Nogi skręcone i koszlawe,Głos oburkliwy, suknie wszawe;Postać stworzona do amorów:Słowem — to brylant wszechdoktorów!
Nie, mój doktorze, żadnych praw zwycięztwa,Nad Hipokrata armią, znaną z męztwa,Dla sztuki naszej ja nie roszczę sobie:
Twoja nauka, we wszelkim sposobieInnym przyświeca niezłomną wyższością:Jeśli nie zawsze poradzi chorobie,Choremu za to da rady z pewnością.
Idzie już, idzieCzarowna wiosna,W koło już dyszyJej woń miłosna;Wszystko się budziNa nowe życie,I kwiatów zapach,I serca bicie;Bydełko hożeWyległo z sioła,
Jagniątka młodeSkaczą dokoła;Bekiem wesołymGwarzą o wiośnie,Wszystko kiełkuje,Wszystko het! rośnie,Kwiateczki, owieczki,Wesele ziemi;Czuwają pieseczkiWierne nad niemi;A w czułym LindorzeAż skacze serce,Ukoić się nie możeWciąż, ach, wciąż, myśli o swej pasterce.
Zdala od matki,Młoda pastuszko.Gdzie mkniesz, śpiewając,Tajemną dróżką?Niby to nie wiesz,Niby nie szukasz,Czyż tem śpiewaniemKogo oszukasz?Już piersią prujeszSzumiące trzciny,Już płoną licaHożej dziewczyny;Wszystko ją drażni,Wszystko ją wzrusza,W biednem dziewczęciuZamiera dusza;W zaroślach się czaiLindor ze drżeniem.Obecność swą zdradziłCzułem westchnieniem;Już tuli ją, ściska,A dziewczę, rade,Ząbkami aż błyska.Choć głośno, głośno, wyrzeka na zdradę
Prośby, przysięgi,Westchnienia tkliwe,Słodkie spojrzenia,Pieszczoty żywe,Miękczą pomałuSrogość dziewczyny,I wnet pasterkaOdpuszcza winy.A gdyby nawetNatręt zazdrosny,Próbował zmącićDuet miłosny,Serc dwojga chęć młodaSzczęścia, ach, tyle w słodkiej chwili stwarza,Że, każda, bodaj najsroższa przeszkoda,Rozkoszy tylko im nowej przymnaża.
Czy chcesz, Rozynko, dostać otoMężusia caca, szczere złoto?...
Czy chcesz, Rozynko, dostać otoMężusia caca, szczere złoto?Nie jestem, mówię ci najszczerzej,Ów czuły Tyrcis, król pasterzy;Lecz gdy zżyjesz się ze mną,Uznasz, żem jest dość jary,Zaś w alkówce, w noc ciemną,Wszelki kocur jest szary.
Nie jestem, mówię ci najszczerzej, etc.
Comments
Loading comments…