O nic nie prosiłem
Translated by Jan Kasprowicz
Ogrodnik
O NIC NIE PROSIŁEM, stałem tylko na skraju lasu, za drzewem.Omdlałość była jeszcze w źrenicach świtu, a rosa w powietrzu.Ospały zapach traw wilgotnych wisiał w cienkiej mgle ponad ziemią.Widziałem cię pod drzewem figowem dojącą krowę rękami, delikatnemi i świeżemi, jak masło.Stałem cicho.
Ja nie rzekłem ni słowa. To ptak śpiewał niewidzialny z gęstwiny.Drzewo mangi sypało kwiecie na drogę wiejską i pszczoły, jedna za drugą, poczęły nadpływać z pobrzękiem.Tam, po za stawem, otwarto bramę świątyni i tłum pobożnych rozpoczął śpiewać swe pieśni.Z wiadrem na łonie doiłaś krowę.Ja wciąż jeszcze z próżną stałem konwią.
Nie zbliżyłem się k’tobie.Niebo obudził dźwięk gonga w świątyni.Z pod racic pędzonego stada kurz się podnosił na drodze.Z bełkocącemi krużami u biódr nadchodziły kobiety od rzeki.Naramienniki twoje brzęczały i dzban twój okrył się pianą.Mijało rano, a jam się nie zbliżył do ciebie.
Comments
Loading comments…