Wieczór późnej wiosny

Translated from English by Jan Kasprowicz

Dziewicę-Matkę-m widział, szła w zieleniŚród traw, co w blaskach ostatnich się złocą,Kiedy nad miastem mrocznem już się mieniKsiężyc, zawieszon między dniem a nocą;W złocie zachodu szła, lecz błyskawiceŚwiateł gasiło promienne jej lice.

Zieleńszym był jej płaszcz, niż liść ten miękki,Drżący w zachodnich skrach; nad kwiat jabłoni,Gdy deszcz go stula majowy, jej wdziękiDelikatniejsze były; twarz się płoniJak brzeżek ledwie rozpękniętej róży,Kiedy się krasą przejrzystą spurpurzy.

Jakby z podziwu rozkosznego dla Niej,Wraz się radosna zjawiła kapela:W krzewach słowików trzech tej bożej PaniDziękuje pieśnią, że łąkę zaścielaRosa, po deszczu cicho spadająca,Gdy niewidzialny wiew gałęzie trąca.

Senne, zmęczone światłem, co ich brzegiZlewał purpurą, płynęły obłokiNad drzew szczytami; leniwe szeregiNocy wyprzedzać jął szybkimi krokiJakiś planeta: ongi tak zapewneSpieszył oglądać Dziewicę-Królewnę.

Kiedym ją ujrzał, rzekłem, wznosząc modły:O wiosno piękna! wiosno dobrotliwa!Lat moich matko! tak mnie twe uwiodłyCzary, że serce k’tobie się li zrywa,Ty krwi mej ogniu, najdroższa ma w świecieŻądzo, owocu mego cudne kwiecie!

Z latami piękność Twoja się nie zmniejsza,Po każdej zimie w świeższej wstajesz szacie,A miłość moja coraz posępniejsza,Z każdą godziną zdąża ku zatracie;Im więcej kochać uczym się od ciebie,W tym większym smutku ten nasz duch się grzebie.

Comments

Loading comments…