Dywan — całość

Translated from Persian by Antoni Lange

Śmierć kończy nędęnędzę żywota,Ale przed śmiercią drży życie:Widna mu ręka, co skrycieCzarna ku niemu się skrada,Ale nie widna mu złotaCzara, co w ręce tej świeci.Drży serce, które napadaMiłość, bo miłość jest zgonem:Ja swoje traci, kto wleciW jasne miłości ramiona:A przecież miłości i śmierciPrzyszłości oddana korona.

Czy wiesz kto duchów podczaszym?Wiesz, jakie duchów napoje?Podczasym Ałłach nasz wielki,Napój — znicestwienia zdroje.Chłoń w siebie napój zchwytuzachwytu,Płoń w wielkim miłości żarze,Kropla spragniona nicestwaW morza szerokim obszarze!Biesiadnym świat cały stołem,Każde stworzenie puharem:Bóg trzyma puhar w swej ręce,Pragnienia my płoniem pożarem.Pijaną winna być mądrośćJeźli ku niebu wystrzeli,Pijaną ziemia i niebo,W niebie pijani anieli.

Gdy wicher morze w sine marszczki kłębiI dziką pieśnią grą po strunach fali:Czyj wzrok dopatrzy, jaka cisza w głębi,Jaki świat pod nią pereł i korali.

Kiedy w zawiści los nieubłaganyNa bladem licu ryje męczeństw dzieje:Kto myśl odgadnie mędrca co bez zmianyCzystym jak słońce blaskiem promienieje?

Kiedym ujrzał, żem jest cierń — wnet schroniłem się w gęstwinie róży.Kiedym ujrzał, żem jest kwas — wnet zmieszałem się z niektarem trzciny.Kiedym ujrzał, żem jest jad — wnet wlałem w czarę lek teriaku;Kiedym ujrzał na dnie męt — zaczerpnąłem źródeł nieśmiertelnych.Kiedym ujrzał, żem jest mrok — na Jezusie gwiezdnym wsparłem dłoń mą;Kiedym ujrzał, żem jest grób — otworzyłem bramy, wiecznych sadów.

Mąż Boży pijany jest bez win —mąż Boży syty jest bez mięs.

Mąż Boży w wiecznem jest zdumieniu,mąż Boży trwa bez snu.

Mąż Boży nie jest wiatrów pył,mąż Boży nie jest mróz ni żar.

Mąż Boży jest w chałupie król,mąż Boży jest w pustyni skarb.

Mąż Boży jest świątynią posłuszeństwa,mąż Boży jest grodem dobrych czynów.

Mąż Boży w niewierze jest wierzący,mąż Boży nie zna cnót ni grzechu.

Mąż Boży jest uczonym w Bogu,mąż Boży uczonym nie jest ksiąg.

Mąż Boży jest morzem niezmierzonem,mąż-Boży dżdżem jest bez nawałnic.

Mąż Boży, głęboko jest ukryty —mój synu! znajdź go, idąc w mroku.

Święto idzie, święto idzie — szczęście idzie tu!trąby weź, hymny graj — księżyc idzie tu.

Święto idzie, miłośniku — słyszysz dźwięki sfer?z najwyższego tronu nieba Zbawca idzie tu.

O pieśniarze, o tancerze szukający nowych gór —przez otchłanie tej Gehenny zamek szczęścia idzie tu.

Wielu mędrców wszak z podziwu nagle ciemnych stało się,gdyż nieznany widm korowód z napowietrza idzie tu.

Czarnoksięską mocą poi i w proroków zmienia nas —różdżką świętą tego Władcy z mogił ziemnych idziem tu.

W korowodzie bohaterskim widm krążących, gwiezdnych dusz —nieskończona Mleczna Droga — nad otchłańmi idzie tu.

Bądź radosny, tajemniczo. Tajemniczy — wolny bądź —wsiane jedno ziarno szczęścia — całem zbożem idzie tu.

Wśród milczenia — jako lilie, wśród umartwień jako głaz —duszę swoją daj wieczności — zamek boży idzie tu.

Jam lśniący — mgławy, śnieżny — czarny jak demon:Dobrem jest tamto i to.Jutrznia — gryf nocny Simurg — zwierciadło Maga Salomona:Dobrem jest tamto i to.Pył — wicher — morze — wulkan — miłość — gród nienawiści:Dobrem jest tamto i to.Lampa — mogiła — skała — wosk topniejący:Dobrem jest tamto i to.Księżyc — mroki — poranek — gromnica po nad zmierzchem dusz:Dobrem jest tamto i to.Wciąż zmieniam barwy, wciąż miejsce — umieram, płynę i wschodzę:Dobrem jest tamto i to.Z grobu mój sztandar i trąba — w niebiosach rozpięty mój namiot:Dobrem jest tamto i to.Człowiek mój zmarłe jest zwierzę, zwierzęta mam z Diwów-Aniołów:Dobrem jest tamto i to.Słuchają mię Huri i Peri — sam jestem wiecznie w pustyni:Dobrem jest tamto i to.Z pokorą serca wyznaję — jam ten, co idzie wśród mroku:Dobrem jest tamto i to.

Mówię to z słońcem nad głową: rozjaśnij się — w mrok zejdziesz znów!Dobrem jest tamto i to.

Jakąż pracownię nosisz w sercu?jakie bożyszcze lśni w twem sercu?

Nadeszła wiosna czas zasiewu —któż wie, co ty urodzisz w sercu?

Zasłona kryje świat zewnętrzny,lecz nam rozchyla magię w sercu.

Tułacz swe nogi wsparł na kałuży,lecz jego wirch bez chmur jest w sercu.

Gdyby nie było marzeń nad ziemią,nie lśniłby wówczas księżyc w sercu.

I gdyby nie był los mój władztwem Króla —nie miałby Bóg zamczyska w sercu.

Jest to mityczna niezbrodzona puszcza,gdzie łów szatanów odbywa się w sercu.

Tu morze myśli bije fal głębiami,fosforescencye i Lewiatan w sercu.

Zamilknę, gdyż myśl nie znurkuje mojatych krajobrazów w mojem własnem sercu.

O ludzie wschodni! miłością upojony w tym wszechświecie jestem,poganin i wierzący — pijany życiem mnich — jam jest!

Jam nieba tron od pyłu aż do Plejad,pomyśl: od wstrętu do rozkoszy drobiną tą jam jest.

Mahomet na dwa strzały z łuku stał od tronu Boga —jam boży tron — pra-słowo Jana, Wedy i psalm — jam jest!

Jam fetysz gwiazd, Golgoty krzyż — Baal i Dagon —jam czarny aerolit — i, gdzie ofiary się zarzyna, chram — jam jest.

Na siedemdziesiąt sekt i dwie dzieli się gałąź wiary —lecz jeden pień — wierzącym co trwa u drzewa stóp — jam jest.

Zrozumiej ogień, powietrze, wodę, ziemię —wodą, powietrzem, ziemią, ogniem — i nadto coś — jam jest.

Jam kłamstwo przybite na krzyżu wiar, jam ciężar ziemijam zło przeklęte — idący wśród wyzwoleń duch — jam jest.

Z najgłębszych piekła zim — najwyższy żar płomienia,raj niewyśnionych snów, niszczyciel gwiazd — jam jest.

Na ziemi tułam się, z chmur skrzydła wlokę w otchłani —człowieczy ból, aniołów hymn, szatana myśl: jam jest.

Jam nieświadomy — i znany tylko mnie — o, skończ męczarnie!gdziekolwiek idę — jestem duszą. — Przeminie świat: jam jest.

Jam pyłek jest słoneczny, jam tarcza słońca w chwale.Pyłkowi mówię: zostań, a słońcu: odpłyń w dale.

Jam migotanie ranka, jam jest wieczoru powiew:Szmer, którym szumią lasy; szmer, którym szumią fale.

Jam jest maszt, jam ci ster, jam sternik, jam i okręt:Rafa, co łamie okręt, — wyrosła nad korale.

Jam ptasznik, jam jest połów, jam ptak — i jam jest siatka.Jam obraz, jam zwierciadło, dźwięk, echo co brzmi w skale.

Jam jest żywota drzewo — na drzewie jam papuga:Jam jest myśl i milczenie, jam mowa, radość — żale.

Jam jest wydechem fletu, jamci jest duch człowieczy —Przezemnie głazy ogniem, złotem się skrzą metale.

Jam świeca — i krążący dokoła świecy motyl;Róża — i słowik, który śpiewa jej miłość w szale.

Jam jest wojna i pokój, jam twierdza i zwycięstwo —Gród, obrońca i wróg — co obiegł go w zapale.

Jam jest wapno i kielnia, mularz i rusztowanie —Kamień węgielny — szczyt — i gmach — i gruz — i pale —

Jam srogi lew i jeleń — jam groźny wilk i jagnięI pasterz, co je wszystkie, na jedną spędza halę.

Jam jest łańcuchem istot, jam światów kołowrotem,We mnie bytów rozrostu i ich rozkładu skale. —

Jam jest co jest i niejest. Jestem — o Ty co wiesz to —Dżelaleddin; jam dusza — we wszech-istnienia chwale.

Patrzę w górę i ujrzałem w wszechprzestworów świata planach — JednoPatrzę w morze i ujrzałem w wszystkich fal wzburzonych pianach — Jedno.

Patrzę w serce: serce morzem, serce świata wszechprzestworzem,Pełnem snów i oto widzę w onych wszystkich snów tumanach — Jedno.

Tyś jest pierwsze i ostatnie i zewnętrzne i wewnętrzne —A twe światło jako całość lśni we wszystkich barw odmianach — Jedno.

A gdy patrzysz z granic wschodu na granice hen zachodu,Oto kwiecie — spójrz — rozkwita na zielonych wszystkich łanach — Jedno.

Cztery bestye niepokorne ciągną światów wóz; lecz otoTyś je spętał — dziś w twych rękach są jakoby w swoich panach — Jedno.

Wiatr i ogień, ziemia, woda — patrz — stopiły ci się w Jedno,Choć w twem sercu była trwoga — że nie złączą się w omanach — w Jedno.

Toż błagania serc wszechżycia między niebem oraz ziemiąNiech nie będą ci przeszkodą — łącz je niby w ślubnych wianach w Jedno.

Nie skarż się, żeś spętany więzami twardemi —Nie skarż się, żeś zmuszony dźwigać więzy ziemi —Nie skarż się, że więzieniem są te twoje targi —Bo świat więzieniem czynią właśnie twoje skargi.Nie pytaj, jak zagadka rozwiążę się losu —Rozwiążę się zagadka bez twych pytań głosu.Nie mów, że pożegnanie Miłość dała tobie:Kogoż to Miłość żegna we własnej osobie?Nie wahaj się, gdy o twe imię Śmierć zapyta:Słodką Śmierć temu, który bez wahań ją wita.Nie ścigaj Sarny ziemskich rozkoszy manowca,Gdyż Sarna lwem się stanie, ścigać pocznie łowca.Nie targać pęt swych cieśni — serce niech pamięta: —A nie będziesz się żalił, że cię łańcuch pęta.

Patrz — umarłem, jako kamień, zmartwychwstałem jako krzew —Zmarłem jako krzew — i jąłem biegać w koło jako lew —Zmarłem jako lew — i oto mój gorący zabrzmiał śpiew —Jako człowiek pieśń śpiewałem: czemu trwoga śród mych trzew?Toż nie zmniejszy mojej miary — nowej śmierci mojej kwef —Gdy po latach jako człowiek — zejdę w chłodny grobu zziew —Wtedy zyskam ja anielskie — białe skrzydła nieba stref —A gdy znowu jako anioł — na ofiarę dam swą krew —Choć to trudne do pojęcia — treść ma przejdzie w boży wiew!

Kibla — do której wierny zwraca się — to Mekka.Kibla — do której dąży szach — to światowładztwo.Kibla — do której dąży kupiec — to bogactwo.Kibla — zakochanego — to piękność kochankiKibla — żądnego uciech — to są pełne szklanki.Kibla — mędrca — to księgi — to nauki droga —Kiblą — illuminata — jest widzenie Boga!Kibla — to, co jest wyższa, niż nauki droga —Kibla — pełniejsza uciech, niżli pełne szklanki —Kibla — stokroć piękniejsza niż piękność kochanki —Kibla — stokroć bogatsza nad wszelkie bogactwo,Kibla — stokroć świetniejsza niżli światowładztwo,Kibla — świętsza niż święta Kaaba i Mekka.

Comments

Loading comments…