Część czwarta
Translated from English by Jan Kasprowicz
Pieśń o starym żeglarzu
«Stary żeglarzu, boję się,Boję się ócz twych blasku!Długiś i smukły i ciemnyś ty,Jak skiby morskiego piasku.
Boję się żaru twoich ócz,Chudej się ręki boję»...«Weselny gościu, nie bój się!Nie zmarło ciało moje.
Sam byłem, sam! ach! strasznie samNa tej bezmiernej fali —Nie wspiera duszy mojej Bóg,Nikt nad nią się nie żali.
Tylu ich było, dzielny lud!A dziś pomiędzy zmarłymi!Żył-li bagiennych płazów rój,Ach! i ja żyłem z nimi.
Spojrzę na bezmiar zgniłych wódI wzrok odwrócę od toni!Spojrzę na zgniły pokład nasz,A tutaj leżą oni!
Spojrzę ku niebu — modłów chcę —,Warga się ledwie rusza:Szept jeno zdrożny wyszedł z niej,Wyschła już moja dusza.
Zamknę powieki, lecz, jak puls,Źrenice w nie uderzą:Gniecie je niebios wielki grób,Gniecie je morze, a u stóp —U stóp mych trupy leżą.
Nie tknął ich rozkład, z martwych ciałPot lodowaty spływa,We mnie wlepiony wszystkich wzrok,Źrenica jakby żywa.
Klątwa sieroty może nasW piekielne strącić ciemnie:Ale przekleństwo trupich óczStraszniej się wpiło we mnie!Dni, nocy siedm patrzałem w nieI marłem nadaremnie!
I znów się cichy księżyc wzniósłNad moje to pustkowie,Przy nim zaledwie kilka gwiazd! —Któż smutek mój wypowie!
Na fale księżyc blask swój siał,Niby kwietniowe szrony,Lecz gdzie okrętu leżał cień,Tam na głębinie, w noc i dzieńMienił się żar czerwony.
W ciemni okrętu miałem razZjawisko morskich węży:Śnieżny za niemi błyszczał ślad,Lub w płatkach spadał blask, gdy gadW górę swój grzbiet wypręży.
W ciemni okrętu jakże lśniłBogaty czar ich skóry!Śród aksamitno-czarnych prągBłękit i zieleń, a zaś wkrąg —Ich śladem — łysk purpury.
Szczęsne stworzenia! Gdzież ten człek,Coby ich czar wyjawił!Miłość trysnęła w łonie memI jam je błogosławił!Bóg mi okazał litość swąI jam je błogosławił...
W tej samej chwili mogłem jużDo modłów złożyć dłonie:I z szyi mej albatros samGdzieś w morskie upadł tonie.
Comments
Loading comments…