Część siódma

Translated from English by Jan Kasprowicz

Pieśń o starym żeglarzu

Pustelnik on ma w puszczy schron,Nad morzem schron ma błogi.Pieśń jego zbożna idzie w świat;On nas, żeglarzy, wita rad,Powracających z drogi.

Do modłów klęka w noc i dzieńW zielonej swej dąbrowie;Mchami porosły dębu pieńTo jego jest wezgłowie.

Zbliża się łódź... «Ha! dziwna rzecz!»— Tak, słyszę, mówią oni —«Gdzie się podziały światła te,Ten znak na morskiej toni?

Tam uszy — mówi święty mąż —Są na nasz okrzyk głuche!Lecz patrz na zeschłe dyle te,Patrz na te żagle suche!Cóż podobnego widział kto?Chyba, że w zawieruchę.

Szkielety drzew, co w puszczy mejChylą się nad mą wodę,

Gdy sowy huk napełnia bór,Dla wycia wilka godny wtór,Żrącego wilczę młode».

«Panie!» — rzekł retman — «boję się!Tam licho nas przywita!»«Płyń naprzód, płyń! Bez trwogi płyń!»Odpowie eremita.

Coraz to bliżej sunie łódź —Lecz jam był skamieniały!Już się ze statkiem równa łódź —W tem grzmoty-ż to zagrzmiały?!»

Z pod wody szedł ten straszny trzask,Coraz to głośniej, dalej:Dosięgnął statku, rozdarł toń —Statek się zapadł w fali.

Ogłuszon hukiem, który snaćW niebo i morze godzi,Byłem, jak on topielca trup,Miotany w fal powodzi,A w tem się naraz, niby w śnie,Ujrzę w retmana łodzi.

Śród wiru, pian, gdzie okręt znikł,Łódź krąży, łódź się nurza...Ucichło wszystko, tylko wieśćO huku szła od wzgórza.

Ruszyłem usty; retman w krzyk —Wraz go zabiła trwoga!

Pustelnik oczy w górę wzniósłI modlił się do Boga!

Ja wiosła w dłoń! Retmana syn— Do dziś szalony zgoła —Zaśmiał się w głos i, dzikich óczCiskając skry dokoła,«Ha! ha!» — jął krzyczeć «teraz wiem,Jak czart wiosłować zdoła!»

Potem uczułem stały ląd —Ojczysty kraju miły!Pustelnik, łódź rzuciwszy swąZaledwie stać miał siły.

«Daj rozgrzeszenie, księże, daj!»On, jakby chciał mieć pieczę,Wprzód się przeżegnał, potem rzekł:«Powiedz, kim jesteś, człecze?»

I ciało moje przebiegł dreszczI zdjął mnie ból złowrogi:Opowiedziałem dzieje sweI byłem już bez trwogi.

Od tego czasu nieraz, ach!Ten ból się na mnie wali —I opowiadam powieść swą,Bo mi się serce spali.

I z kraju w kraj, jak ciemna noc,Tak ja podążać muszę;

A komu z lic wyczytam wieść,Że może żal mój ciężki znieść,Temu otwieram duszę...

Hałas się wzmógł, weselny prógZalewa fala żywa,W ogrodzie brzmi poślubna pieśń,W przestworach się rozpływa,A tam wieczorny dzwoni dzwon,Co mnie do modłów wzywa.

Samotną była dusza taWśród bezmiernego morza,Tak, że nie mogła prawie czuć,Czy jest gdzie Istność boża.

Dla mnie — weselny gościu, wierz —Nad wszystko jest wesele,Gdy do kościoła mogę iść,Gdzie lud się kornie ściele.

Gdy do kościoła mogę iśćI padać na kolana —Gdzie wszyscy, starcy, dzieci, młódźJedyną tylko żywią chuć,Aby uwielbiać Pana!

Bądź zdrów! bądź zdrów i pomny słów,Że ten się modli szczerze,Kto szczerze kocha wszelki płód —Człowieka, ptaka, zwierzę.

Kto szczerze kocha wszelki płód,Ten modli się najprościej:Bóg, co nas kocha, stworzył światI ma go w swej miłości!»

Oddalił się ten siwy człek,Żeglarz płomieniooki,A za nim w ślad weselny gośćDo domu zwrócił kroki.

W głębokiej wskróś zadumie szedłOd ucztujących ludzi:Jutro się z rana mędrszym onI posępniejszym zbudzi.

Comments

Loading comments…