Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne 1590 — całość

Nieszczęsna duszo, pełna nieprawości,Występków pełna, pełna wszelkich złości,Zacz pierwej płakać, co chcesz oblać łzami,Gdyż i krwią trudno zrównać z występkami?

5 Ich zbytnia liczba pamięć pogwałciła.Ich wielkość zmysły z gruntu wywróciła:Serce struchlało, a łzy zamrożone,Ich wilgotności w kamień obrócone.

Żadnej żałości chęć przyjąć nie umie,

10 Tak wynędzniała, że nic nie rozumie:Żyły już wyschły, krew jakby nie była,Z wszelakiej władzej ciało obnażyła.

Gdzieście, łzy moje? Snaście w brzegi morskieRzekami zeszły; a krynice gorzkie

15 W sercu zawarte? Źródła żałobliweRozpuśćcie, proszę, i głosy rzewliwe.

W proch się rozsypę, jeśli nie przyjdziecie,A mych występków z sobą nie weźmiecie.Wszytkę moc swoję w me oczy zatoczcie

20 Serce utrapcie, piersi płaczem zmoczcie.

Bo nade wszytkie jam gorzej uczynił,Nad wszytkie insze jam więcej przewinił;Przeszedł występek grzech wszytkich złośliwych,Więtszy jest, niż kaźń w otchłaniach straszliwych.

25 Względem grzechów mych jam sam jest złośliwy,A każdy inszy w świecie sprawiedliwy:Niemasz grzesznego tylko ja na ziemi,Bom wszytkie przeszedł występki swojemi.

Żałości, które w dniach swoich odnoszę,

30 By je Bóg skrócił, o to ja nie proszę:I owszem wolę, aby ich przyczynił,Byle odpuścił, com złośnie przewinił.

Mniejsze jest potępienie, niż występki moje;Więcym zgrzeszył, mniej cierpię, to są łaski twoje:Mała kaźń — wielkie złości; ani to frasuje,Co cierpię, ani trwoży, co przyść się gotuje.

5 Strzeż tylko, niechaj piekło nie żre duszy mojej,Strzeż Panie, niech nie bierze do przepaści swojej:Niż ogarną ciemności, niż na wieczne mękiPójdę, zmiłuj się Panie a podaj swej ręki.

Bo, jeśli sprawiedliwy ledwo zbawion będzie,

10 W którymże, Boże, przyjdzie stawić się mnie rzędzie?Co uczynię, gdy mnie strach dnia przyścia twojegoOgarnie, wzdrygając się dekretu srogiego?

Gniewu twego się boję za występki swoje,Przed sprawiedliwością twą drży sumnienie moje:

15 Przeklęty dzień, w którym się grzech we mnie pojawił,Bodaj się był pod słońcem na wieki nie stawił.

O nieszczęsna godzino, coś mnie w świat wydała,Czemuś nie radniej z matki do grobu podała?Czemuś mi drzwi żywota na świat otworzyła,

20 Gdyżeś sprosnym występkiem Panu obrzydziła?

Lepiej było zaczętym nie być w twym żywocie,Matko, któraś nosiła w bolu i kłopocie,Albo więc tamże zaraz w niwecz się obrócić,Niż za złości przemierzłe w wieczny płacz się wrócić.

25 Żałuj mnie z ziemią, niebo, lejcie łzy obłoki,Płacz mnie wszelkie stworzenie, które świat szerokiW sobie ma: poruszcie się do pożałowaniaŻywioły i różnego rzeczy powołania.

Módlcie się za mną wszyscy w sprawach świętobliwi,

30 Proście za upadłego ludzie sprawiedliwi,Puśćcie za mną przyczyny do Pana wiecznego,Za odpuści występki, a przyjmie za swego.

Gniew swój, dla moich złości, Pan ku mnie poruszył,A iż Bóg świętobliwy, grzechem się obruszył;

35 Niemasz w świecie żałości, którym nie skosztował,Ta trwoży, by występków piekłem Pan nie psował.

Wynędzona dusza ma w nieszczęsnym żywocieWoła ku tobie, Panie, w trosce i kłopocie,

Nie gardź prośbami memi, bo zaż to być miało,Aby to w niwecz poszło, co się przez cię stało?

5 Łacno mnie zetrzesz, Boże, i snadnie zwojujesz,Jeśli swą pracą psować ty roskoszą czujesz;Ręce twe mnie działały, — zaż mnie te zaś skażąNa wzgardę i śmiech złosnym? izaż mnie porażą ?

Jeśliż mnie więc chcesz karać dla grzechu mojego,

10 Ktobyć mnie z ręku wydarł, świat nie ma takiego!Mnie samego z to nie masz, być się nagrodziłoTo, czem się majestatu twemu ubliżyło.

Proszę, chciej pomnieć na to, żeś mnie jako błotoUlepił: zaż proch zasię chcesz ze mnie mieć o to?

15 Jak mleko zsiadłem się ja, jako ser tworzony,A mdłem ciałem i słabą skórą obleczony.

Żywot i miłosierdzie twe niech będą ze mną,A jeśli mnie chcesz karać, miej swą straż nademną,Znając moję mdłą krewkość, by nie ustąpiła,

20 Gdyby żałość z twej kaźni na jej złe spieszyła.

Mądry w sprawach swoich, w sile barzo mocny,Wieczny sprawca wieków, święty i wszechmocny;Kto mu w czym przygani prze swą głupią mowę?A potym bezpiecznie przed nim skryje głowę?

5 Słońce wstrzyma, gdy chce, aby nie świeciło,I gwiazdy, by światło w ciemnościach nie było;Niebem świat obtacza: jego noga chodzi,Gdzie morze głębokość z bystrością wywodzi.

Ten mnie, jak proch wichrem, po ziemi rozraził,

10 Ten zraniwszy duszę, zmysły na wszem skaził,Nasycił gorzkością, ścieśnił ducha mego,Nie chcąc, by mi służył, jak czasu przeszłego.

Mocna siła jego! a gdy na sąd siędzie,Izaż się kto najdzie, co winnym nie będzie?

15 Skąd wezmę rzecznika, by sprawy mej bronił?Zaż jest, kto przed jego gniewemby zasłonił?

Zniszczałem już, przeto, dusze nie znam swojej,Daj śmierć, możeli być, Panie, w łasce twojej,Albo kaźni ulży i powściągni ręki,

20 A jać wszędy wieczne, Boże, oddam dzięki.

Przecześ duszo struchlała? a sna radzisz na to,Abym, iż się źle dzieje, Bogu łajał za to?Lecz sobie, jako jedna z głupich postępujesz,Przeto cię słuchać nie chcę, próżno usiłujesz.

5 By zawżdy dobrze było, pocóżby do nieba?Izażby o co prosić albo wzdychać trzeba?Dawa Pan wszytkiego dość, kiedy się zda jemu,Aby nie brał, gdy raczy, zaż kto radzi temu?

Nagim wyszedł z matki swej, tenże w krótkim czasie

10 Z świata do grobu wnidę, nie wziąwszy nic na się,A jeśli, gdy Pan co da, nam dobrze smakuje,Zaż skromnie nie znosimy, gdy zaś odejmuje?

Kiedy kto swą myśl w zgodzie z Pańską wolą sadzi,Znaczne pociechy miewa, bo Pan o nim radzi,

15 A choć podczas przyciśnie, lecz wnet potym dawaWszego dość, a nie rychło ręka mu ustawa.

Przeto i ty bądź skromna i nie tęskni sobie:Bo, jeśli cię Pan karze, znać iż wie o tobie,Przeto go chwal za dobre, przykre przyjmuj wdzięcznie

20 Kogo Pan cierpliwym zna, rad cieszy tysięcznie.

To, czem mnie nawiedzasz, Panie, znoszę skromnie,A sna też i więcej, jeśli chcesz mieć po mnie,Tylko proszę o to, sądź pokorę moję,Żałość moję uznaj a wzrusz lutość swoję.

Mój wiek czasem krótkim, jak sznurem, zmierzony,A jako granicą pewną obtoczony,Więc jak jest nietrwały, ty wiesz, a pijanaWodna słusznie się zda z nim być porównana.

5 Wyrwi z grzechów, proszę, a w nich upadłegoNie dawaj na wzgardę człowieka lekkiego.Ulży ręki swojej, bo mnie zwojowałaA sna na pośmiech wzdać już się zgotowała.

Nieszczęsny jest żywot człowieka grzesznego,Pajęczynie równe wszytkie sprawy jego;

10 A jako mól szatę, tak one żal kazi,Które więc zła wola od Pana odrazi.

Wysłuchaj me prośby a na łkanie mojeNiechaj otworzone będą uszy twoje;

15 Abym k sobie przyszedł, chciej sfolgować mało,Niż ci duszę wrócę a ziemi dam ciało.

Nasyconym smutku, nie znając dobrego.I by rozmierzyć chciał Pan kres wieku mego,Widząc dni, co przeszły, a czas, co przedemną,Snaby rychlej łaskę uczynił nademną.

5 Dni swoje w żałości, nocy tracę łzami,A gdyby się frymark ten stał między nami,Że od tego czasu miałbym żyć w radości,Snaby jej mniej było, niż przeszło ciężkości.

Zmiłuj się, coś wszytko i mnie przy tym stworzył,

10 Oddal już kłopoty, którymiś mnie zborzył,Osusz oczy moje, ulży ręki mało,Daj, by urąganie, które znam, ustało.

Racz Panie żałości, które znoszę, skrócić,Co się z tego cieszą, tam racz łzy obrócić,

15 Niech to wszyscy znają, że swe masz na pieczy,A zły się niech lęka, widząc takie rzeczy.

Proszę, Ojcze, użycz oka łaskawego,A jeśli uczynić nie raczysz i tego,Daj cierpliwość w serce, albo mnie weź z świata,

20 Bo mi żywot hydzą, me nieszczęsne lata.

Pomni, że jako wiatr dni żywota mego;Oko się nie wróci widzieć co dobrego,Jak obłok upływa, potem z oka ginie,Tak się z człekiem dzieje, acz w swym wieku słynie.

5 Nazad się nie wraca, co w ciemny grób wpadnie,Mieśce, na którem żył, nie pozna go snadnie,Przeto widząc wiek swój krótko zamierzony,Radbym twoję łaskę poznał z której strony.

Panie, co jest człowiek? co za godność jego?

10 Abyś go nawiedzał, zaż dostojen tego?Byś go doznawając przy nim był czas każdy,Różnie go próbując, z nim mieszkać miał zawżdy?

Ciężka mi twa ręka, którą masz nademną,Odpuść grzechy, proszę, a czyń łaskę zemną,

15 Póki nie obrócisz w proch ciała mojego,A z świata nie zrzucisz nasyciwszy złego.

Dan. XIII.Zuzanna widzącDwu mężów, co się byliNa to spół usadzili,By ją chytrością, bądź gwałtem zelżyli,

5 Smutna była, jednakW trwogach na pieczy miała,By czystość zachowała;I tak w swem sercu sobie rozważała:Co mam czynić,

10 Gdyż z ich rąk trudno wyniść?Jeśli dogodzę ich pożądliwości,Muszę umrzeć od żałości.Mamli się im też bronić?Ach mnie trudno się śmierci schronić,

15 Jednak wolę wzdać żywot w niewinności,Niż Boga gniewać w nieczystości,I niż sprawą grzechu mego,Wpaść w gniew srogi jego.

Zuzanna śmiele

20 Złosnym starcom znać dała,

Iż śmierć nad grzech wolała;Biegli, chcąc by stąd śmierć i lekkość miała.Ta westchnąwszy rzekła:Boże mój, o wszech Panie,

25 Żal, płacz, niewinne łkaniePrzyjmi, uważ, bo w tobie me ufanie.A gdy będzie,Że śmierć członki osiędzie,Niepokalana dusza, ciało w grobie,

30 Niechaj będą świadki tobie.Ty wiesz mą myśl i sprawę,Boże, tobie ja zlecam moję sławę;Bądź stróżem jej, a niech to wszyscy znają,Że dobrze słyną, coć szczyrze ufają,

35 I to ktemu, że fałsz każdyZwykłeś karać zawżdy.

Zuzannę świętyBóg słyszał, moc swą zjawił.Dziecię śród ludzi stawił,

40 Chcąc, by niewinność z potwarzy wybawił.W tem Daniel krzyknie:Tej śmierci prze fałsz sprosnyWidzieć niechcę. Ludu złosny,Ty z niej Bogu dasz rachunek żałosny!

45 Lud strwożonyDaniela z każdej obstąpił strony,I wszyścy sędzim tej sprawy mieć chcieli:Z którego skoro zdradę, fałsz ujrzeli,Starce pobiwszy śpiewali w radości:

50 Boże, co bronisz wszelkiej niewinności,Bądź pochwalon, bądź cześć i sława tobieI tych, co twą wolą wielce ważą sobie.

A co mają w złym kochanie,Wzdaj na hańbę, Panie!

Pan — światło me, którego będę naśladował;Bóg — mój żywot, tego ja będę czcił, miłował;Pan — moja moc, ten czyni sam mocne me siły,Przeto me zmysły będą imię jego czciły.

5 Ty, Panie, bądź mym stróżem, a pofolguj mało!Wysłuchaj głos, bo moje gardło już ustało,Nie kryj oka przedemną, by cierpliwość moja,Nie wpadła na tę drogę, skąd niełaska twoja.

Bądź Panie przy mnie, proszę, nie opuszczaj wiecznie,

10 Daj, bym za twą pomoc, chwalił cię bezpiecznie,Bo mnie ociec i matka mają za obcego,Gdzież mam iść, jeśli i ty wzgardzisz wygnanego?

Uznaj pokorę moję, który wszytko sądziszA serca uniżone swoją łaską rządzisz;

15 Naucz mnie woli twojej a pomóż w niej chodzić,Bo bez tego wolałbym w świat się był nie rodzić.

Biedne leśne ptaszęta gniazda swoje mają,Zwierzęta w pewnych jamach, w puszczach się chowają,A syn człowieczy nie ma, gdzieby głowę swojęSkłonił: takąś nań wylał srogość, Panie, twoję.

5 Wiadomość, gdzie się rodził, dawszy, toś zasłonił,By nie wiedział, jak długo żal go będzie gonił,Długoli żyć na świecie, gdzie głowę położyć,Kłopoty ustanąli, co go zwykły trwożyć.

Tyś Pan, ty wszytkim władniesz, a według pogody

10 Rozdawasz wiek spokojny i różne przygody;Przeto proszę, żebyś też na mię wspomnieć raczył,Iż nie chcesz, abym zginął, daj, bym i ja baczył,

Gdyż z syny śmiertelnymi dałeś wiek nie wieczny.Ukaż mieśce, na ktorem tu będąc bezpieczny

15 Chwalićbym cię, Panie, mógł, póki chybia szyjeOna, co jedną kosą chude z pany bije.

Jako wąż, co człowieka prze jad niezleczonyZaraził, a za to jest od ziemie wzgardzony,Takem ja też opuszczon, a prze smutne trwogi

20 Często, Panie, uchodzę z nieśmiertelnej drogi;

Bo praca bez pożytku, z żalem próżnowanie,Szkoda zewsząd, tęskliwe przy niej urąganie;Jedno się skromnie znosi, lecz drugie nie zawżdy,Zmiłuj się! że chcesz, bym żył, niech to człek zna każdy.

Gdy dary chcę liczyć, które dawasz, Panie,Prędko język zmilknie, wnet pamięć ustanie,Kiedy wspomnię, Ojcze, dobrodziejstwo twoje,Wstydem umorzone czuję siły swoje.

5 Bo jeśli za jedno wymowy nie stawaDziękować, — za tyle tysięcy, co dawaTwa łaska, zaż trafię, jak dziękować tobie,Czując mdłość krewkości z wielkim głupstwem w sobie?

Ciemności me jako schwalą jasność twoję?

10 Tyś prawda a przed cię ja odmienność swoję

Jak stawię? Śmiertelność ma jak przed cię stanie,Któryś bez początku i bez końca, Panie?

Więc nieczystość moja, jak bez zmazy ciebieDojdzie z chwałą swoją i dosięże w niebie?

15 Zaż cię grzechów pełen chwalić mogę, Boże,Gdyż dobry świętego tylko wielbić może?

Lecz jeśliże grzeszni sławić cię nie będą,Jeśli z płaczem głosy ciebie nie dosięgą,Któż cię chwalić będzie, gdyś tylko sam taki,

20 Coby był bez zmazy i winy wszelakiej?

Przyjmi, jakie mamy, modlitwy strapieni!Grzech nas karze. Panie, przetośmy wzgardzeni.Wyżeń go precz od nas, abyś w swojej chwaleBył z nami na ziemi a lud swój miał w cale.

Gdy rozmyślam, com jest, a uznawam ciebie,Widzę cię Bogiem być a człowiekiem siebie,Wiem cię być studnicą i źródłem mądrości,A siebie pochopem do wszelkiej sprosności.

5 Sameś nieba osiadł a chciałeś, by ziemięW pocie swym sprawując ludzkie miało plemię,I kazałeś, aby oczy swe do niebaWznosili, chcąc nam dać, gdyby czego trzeba.

Żywota bez zmazy nie uproszę sobie,

10 Doskonałość tylko gdyż została tobie,Lecz znając nas grzeszne, tego żebrzę, Panie,Niech wszędy na ratunk mnie twa łaska stanie.

Byś nas na świat stworzył, nie ciężkać to była,Zniszczone potopem twa moc rozmnożyła,

15 Przez złości stracone miłosierdzie twojeOdkupić kazało krwią, a mieć za swoje.

Takowe łaski twe zaż wysłowiem, Panie?A odsłużyć jako możność w nas powstanie?Jeśli sam nie targniesz a wwiedziesz do siebie,

20 Oko żadnego z nas nie ogląda ciebie.

Ty niegodność naszę uznawszy u siebieI prace swe dla nas, siedząc na swem niebie,Każ głupstwu naszemu mieśce mieć przed sobą,Prawa odżyw na nas, a daj mieszkać z tobą.

Panie, co burzliwe morze słowem skromiszA uspokojone oka mgnieniem gromisz,Który fundamenty, mocą założone,Ziemskie wzruszasz, z strachem wzajem tłukąc one;

5 Ty, mówię, wszechmocny, ty bez wieku Panie,Przed którym drżą nieba, trzęsą się otchłanie,Zaż się mą żałością do wieku dłuższegoChcesz cieszyć, wzgardziwszy łzy serca mojego?

Porzuć gniew swój, Ojcze, a utrapionego

10 Żałością chciej przyjąć za swego własnego,Chciej od zaginienia ręką swą ratowaćA łaskawem okiem postępki sprawować.

Jeśli moje złości, Panie, twój gniew srogi,Jeśliże występki mnożą we mnie trwogi,

15 Jeśli grzech tem karzesz, racz mię k sobie wrócić,W drogach swoich dzierżeć a swój gniew ukrócić.

Samego ciebie znam, coś mnie słowem stworzył,Samego ciebie wiem, coś mnie temże zborzył,Jeśli we mnie baczysz co przykrego sobie,

20 Proszę, odmień, Panie — poddanym jest tobie.

Niech mi twoje imię za ochłodę będzie,Ciebie w sercu mając niech się cieszę wszędzie,Podaj mi za własność słowo twych ust, Panie,Za obfite włości niech wola twa stanie

5 Niech, co tobie miło, me kochanie będzie,Niech, czego ty nie chcesz, mnie się przykrzy wszędzie,A kiedy swoję myśl k skutku skłonię Panie,Niech, proszę, z twą wolą wszędy w zgodzie stanie.

Niech się nie weselę, gdzie ciebie nie będzie,

10 Niech się smęcę, radniej, Boże, z tobą wszędzie,Niech się nie weselę, gdyś Ty w gniewie, Panie,Owszem z twoją łaską niech ma radość wstanie.

Niech, Ojcze łaskawy, Panie święty, wszędzieGdzie swą łaską rządzisz, mój też żywot będzie,

15 A gdy złości wielkość przed twem okiem stanieProszę, bądź miłościw, odpuść głupstwo, Panie!

Szczęście z myślą niezgodne żałość we mnie mnoży,Insze czyniąc niżbym chciał, wszytek żywot trwoży,I znać mi dawa,Że nie tam stawa

5  gdzie pragnie,

Co wszytko stworzył;Ten mnie nim zborzył,bym snadnieZrozumiał: iż to tylko w moc podał człowieku,

10 Myślić co chce, lecz wszytek skutek jego wiekuW ręku Wszechmocnego: ten rozdawaJako chęć ku sobie w kim uznawa.Przetom ja żałościPełen jest za złości,

15  Sen mnie cieszy mało,A gdy słońce wstało,Z frasunku śmierć sobie nad żywot obieram,A kłopotów pełen, każdy dzień umieram.

Wszakoż, iż to wiem, Panie, kogo ty miłujesz

20 Rozlicznie nawiedzając, jak w ogniu probujesz,Więc cierpliwegoLiczysz za swegoi dawasz,By myślił o tem

25  Że z nim na potem,przestawasz,Swym zowiesz i znać dawasz, że to, co smuciło,Do rozmnożenia znacznej łaski twojej było;Gdyż pełen czas tego, iż twe trwogi

30 Rady ku pociecham czyszczą drogi.Mam i ja ufanie,Że płacz mój ustanie,A twa łaska wszędziePrzy mnie, Ojcze, będzie:

35 A ja ciebie chwalić, Boże, nie przestanęTu w ciele i ondzie, kędy z duchy stanę.

Gdy z psem albo lwem, znaki niebieskimi,Słońce się zetrze, w gniew się poruszają,Płomień tak srogi potem rozpuszczają,Że wszytko niszczą, co tu jest na ziemi.

5 Rzeki strwożone z brzegami swojemiDzieląc się, w źródła nazad się wracają:Ziemia tła, a gdzie mieśca oddychają,Zda się, że Etna dmie ogniami swemi.

Szukają ludzie zewsząd ogarnieni

10 Zioła, owoce, posilenia, chłodu,By w letnich ogniach byli ratowani;

Ja drżę — gorącem inszy zmordowani —A z strachów równan mogę być do loduPrzed ogniem, w którym trwają potępieni.

Gdzie są prośby nasze, gdzie wołania one,Które k tobie były? kędy łzy puszczone,Które sucha ziemia z oczu naszych żarła,Gdy się k tobie, Panie, nadzieja z nas darła?

5 W on czas, mówię, gdyśmyć polecali siebie,Znając twą niełaskę, wieczny Boże w niebie,W tem, żeś króla wziąwszy, długo miał [?] bez niego,Sercem zapalonem proszon o inszego.

Kazałeś nam wierzyć, gdy w imię twojego

110 Syna prosić będziem, że skutek wszytkiego

Szczęśliwy nam być ma; czemuż ludu swegoJeszcze cieszyć nie chcesz znacznie strapionego?

Dałeś nam łaskę znać w królu ukazanym,Dałeś wielki gniew znać, stąd zaś oderwanym,

15 A jeśliś swych sierot wszędy zwykł ratować,Prosimy, racz teraz od nas gniew hamować.

Gdy bronisz, by moja praca i staranieMnie się nie zdarzało, w dziwne myśli, Panie,Wdawasz serce moje: zwłaszcza, iż u ciebieBiorę ich początki, Boże wieczny w niebie.

5 Jeśli za grzech karzesz, którymeś obrażon,Ja, żem dawno smutkiem z pociech jest obnażon,Bym też nie żałował, snabyś miał dość na tem,Żeś się mnie nakarał; proszę ciesz też zatem.

Wszakeś rzekł, że z smutku pociecha róść miała,

10 A gdzie się weselą, tam żałość iść chciała,Ja wesołej dusze nie czuję z młodości,Proszę, czyń początek weselu k starości.

A ja, bym też łaski twej znać nie chciał. Panie,Jednak z twej dobroci samej sława wstanie,

15 Lecz jeślim tak długo był skromny w żałości,Zażbyś nie rychlej znał za łaskę wdzięczności?

Co przystoi Ojcu, czyń proszę, a mojeRządź zmysły, by wdzięcznie dobrodziejstwa twojePrzyjmując mnie synem godnym okazały,

20 A tu miłym czyniąc z tobą żyć podały.

Chceszli karać kogo, nie przez mię karz, Panie,A kiedyć występek czyj przed okiem stanie,Wspomniawszy, że człowiek, wspomni i krewkości,A w tem głupstwo odpuść i przepomni złości.

5 Pot ludzi robotnych nie może mi z ręki;Za co ja przeklęctwo rychlej aniż dziękiOdnoszę, i pewne do ciebie wołanie,Abyś na swej łasce mnie pokarał, Panie.

Masz to w ręku, Ojcze, byś mi pomógł z tego,

10 Skrzywdzonym nagrodził z podparcia twojegoZ tem, by cudza niechęć mnie nie przeszkadzała,Gdyby k tobie w trosce dusza ma wołała.

Już to nie krótki czas (lecz ja kresu tobieNie składam) to tylko powiadam o sobie,

15 Iż mnie krzywda ludzka dawno boli, Boże,Niech, proszę, twa łaska, od niej mi pomoże.

Niechaj mnie omyje studnica lutościI z płaczu opłóknie moje nieprawości,Niech ma, co kto mieć ma a na prośby moje

20 Niech też łaską twoją cieszę zmysły swoje.

Pyszni weszli w radę, jak mnie zniszczyć, Panie,A możnych już pewne to o mnie staranie,Jakby utrapili we mnie duszę moję;Lecz to cieszy, pomoc iż wzgardzili twoję.

5 A ty, żeś łaskawy, dobrotliwy k temuMieśca dość u siebie miłosierdziu swemu

Dawasz w gniewie będąc; pewnie lud złośliwyMną się nie pocieszy, boś jest Bóg prawdziwy.

Wzywać cię chcę a ty miłosierdzie swoje

10 Rozpuścisz na prośbę i gorzkie łzy moje;Dawszy mi cierpliwość, rękę swą rozszerzysz,Chcąc, aby mnie strzegła: w tem jad ich uśmierzysz.

Uczyń znak nademną, że mnie masz na pieczy,Aby przeciwnicy uznawszy te rzeczy

15 Z wstydem oczy swoje odwiedli odemnieA niech pomoc kwitnie twa z pociechą we mnie.

Okno, którem widzi Bóg niski świat z nieba,Zasłoną takową zamknąćby cię trzeba,By naszej swej woli, bystrej wszetecznościWieczny Pan nie widział z swojej wysokości.

5 Lecz jeśliże jemu, czymby zakryć okoŚwiat nie ma, bo widzi wzdłuż i gdzie szeroko,Głębokość przenika, a za jakąż, Panie,Zasłoną złość nasza bezpieczna się stanie?

Rozpuściły skrzydła nasze nieprawości,

10 Złość brzegi wylała w nadzieję lutościTwojej z miłosierdziem; bo, acz dawno trzebaPotopów i ogniów, wściągasz gniewu z nieba.

Pobożność nie władnie, daj wodza takiego,Co z jego powodu umysł do dobrego

15 Skłaniałby się ludzki: bo w takiej pustocieTyś obrażon w niebie, gwałt na ziemi cnocie.

Niech dłużej nie chodziem, wszech Ojcze, błędliwi,Niech się złosny wściąga, zakwitną cnotliwi,Wznieć Panie swą radość, którą masz z pobożnych

20 A wyrwi swe dzieci z rąk ludzi niezbożnych.

Włajco najwyższy, czemuW mię gniewów swoich zaostrzone strzałyPuszczasz, by ból dawały?Jeśli to na kaźń memu

5 Grzechu, nie wytrwa siła bolu temu.

Powietrze nie ma tylePtaszków na sobie i Neptun mniej kryjeRyb w stokach, gdzie sam żyje,Niźlim ja za mej chwile

10 Ciebie obraził, przykry cudzej sile.

Jak Ociec dobrotliwy,Co się okrutnym synowi złosnemuStawi, złość przykrząc jemu,Mnie karzesz, lutościwy

15 Daj odpoczynek, gdym tak jest troskliwy.

Widzisz, gdy słońce wstawaŚwiat oświecając: noc wilgotne cieniePo wszytkich stronach żenie;Serce me żal wyznawa,

20 Z wzdychaniem słowa, z łkaniem łzy wydawa.

Tak zawżdy zamoczoneSą oczy moje a w męce mdlejące,Jeśli cię łzy gorące

Nie ruszą roztoczone:

25 Swe łaski wspomni, wieki utwierdzone.

Obróć oczy chętliwe,Z których jasnością bujać przestawająSkrzydła, co ból dawają;Jak gdy słońce życzliwe

30 Światłem noc zgania i cienie straszliwe,

Pod przykrem i cisnącemBrzemieniem żalów duszę bierze trwoga,Ramię zwiesza nieboga,Paść się boi, gorącym

35 Nie wesprzeszli jej duchem wszechmogącym.

Ulży, Panie, ciężkości,Zaby którego dnia sobie wytchnęłaW żałości, co ją zjęła,A wzruszywszy lutości

40 Pomni, że ratunk Bożej jest własności.

Proszę, mój Panie, niech daleko z stronyMłody włos mija Atrope straszliwa;Nie, żeby dusza była światu chciwa,Gdyż z chęcią idzie na kres zamierzony;

5 Lecz, iż prze złości człowiek oddalonyOd łaski twojej, w tem potępion bywa,Daj ratunk, bo twa moc łaską opływa,Abym nie ustał w skoku rozpędzony.

Gdy młodość, jak koń twardousty, bieży

10 Na raz niedbając, czyń łaskę, a z latemDaj mi doczekać wieku spokojnego.

Tam dusza wzgardzi — (acz jej dziś należy) —Rozkosz omylną; a do ciebie za temStęskni się; jak ptak do gniazda swojego.

Bym był wodzem anielskim, nie przyszłoby k temu,Bym się na wszem spodobał, Panie, bóstwu twemu,Moc, mądrość, świątobliwość, tak zasiadła w tobie,Że przed nią rzecz stworzona jest brzydkością w sobie.

5 Użyjesz przeto łaski, gdy pobaczysz, Panie,Że się podczas co głupie z mej krewkości stanie,Gdyż albo złe baczenie i prostota radzi,Albo sposób dobrego zdradnie w grzech wprowadzi.

Zamierzyłeś mi drogę powołania mego,

10 Bym był pilen twej chwały; z stanu małżeńskiegoPodałeś mi ten zakon, a pomnięli dobrze,Prosząc w nim twojej łaski toczyłem łzy szczodrze.

W towarzystwieś mnie mieć chciał. Daj, by się kończyło,Jakoby z twą czcią a mą pociechą też było,

15 Skutek mojej nadzieje, którą mam o tobie,Widząc, niech się weselę, ciebie chwaląc w sobie.

Jeślibyś przecz karać chciał, nie zakładam miary.Wszakoż proszę, skąd zgodne mająć iść ofiary,Nie daj zmysłów rozrywać duchowi onemu,

20 Co się tobie przeciwiać radzi śmiertelnemu.

Z nienawiści, gdy zgrzeszę, karz bez łaski za to,Lecz miłości zbłądzęli, proszę, pomni na to,

Że za to twego gniewu nie chciałbym odnosić;Wszakoż, Panie, i w tej strzeż. Tu przestawam prosić.

Wysokość żalów mych i kłopoty wielkie,Gdy łzy oczy, troski serce cisną wszelkie,Ręce i źrenice wznosiemy do ciebie,Sieroty ubogie usłysz, Ojcze, w niebie.

5 WejrzyWejźry a łaskawe nam staw swoje uszy,Niech cię żal nasz, Panie, niech cię nasz płacz ruszy,Nie patrz na występki, bo wspomniszli złości,Któż niewinnym będzie twej sprawiedliwości?

Tyś dobroci źródło, i to tak trwać będzie,

10 Tyś studnica łaski nieprzebrana wszędzie,Przeto nasze zmysły żalem obciążoneK tobie, byś pocieszył, Ojcze, obrócone.

Kiedy dzień swej nocy z słońcem ustępuje,Albo księżyc nazad swe gwiazdy kieruje,

15 Gdy jedna godzina drugiej z miejsca wstawa,Chwalić Pana swego duch mój nie przestawa.

A iż miłosierdzie w ręku Pana tegoI mocna ucieczka człowieka nędznego,Dobrze swą nadzieję Izrael zasadził

20 Że ty, póki wiek trwa, o nim będziesz radził.

Chwal Pana, póki żywiesz, sław dobroci jego,Duszo ma: póki czujesz władzą ducha swego,Niechaj w tobie cześć jego nigdy nie ustawa,Który tu swym do czasu, tam wiecznie żyć dawa.

5 Nie kładź swojej nadzieje w tych, co światem rządzą,A za syny ludzkimi niech zmysły nie błądzą,Odejdzie ich duch z czasem a zniszczeje ciało;By kiedy w świecie było, znaków będzie mało.

Błogosławiony człowiek, co Jakubowemu

10 Bogu ufa i cale swą myśl poddał jemu.Ten ziemię, nieba, morza i co się w nich najdzieStworzył, sam wiecznie trwając w lutości a prawdzie.

Stróżem ten wiecznej wiary, omylić żadnegoNie może, w nim pewna jest nadzieja każdego,

15 Od wszelkiej krzywdy broni wierzącego jemu,A swoją władzą dawa żywność łaknącemu.

Z więzienia swe wybawia a wzrok ślepym wraca,Z ucisku oswabadza, choroby ukraca,Dobre serca miłuje, sprawiedliwych broni,

20 Do niego się podbiegły pielgrzym dobrze skłoni.

Sieroty na pieczy ma, a wdowy ubogieKto krzywdzi, nań wylewa gniewy swoje srogie,Złosne w niwecz obraca, sam wiecznie trwać będzie,On Bóg, co Syon rządzi broniąc od krzywd wszędzie.

Rzekł Pan: włóż na mię żal i kłopoty swoje,A ja je obrócę na pociechy twoje,Pódźcie do mnie wszyscy, pracą zmordowani,Bo u mnie takowym odpoczynek tani.

5 Ufałeś mi (mówi) a wszytki dni twoje,Patrzały na słowa i rzeczenia moje;

Stanąwszy na mieścu miłosierdzia megoPrzedłużę w radości dni wieku twojego.

Ukażę na tobie, jak one miłuję,

10 W których sercach k sobie ufanie najduję,A to, żem żałości długi czas próbował.Obfitymem dobrem nagradzać zgotował.

Nieprzyjaciół twoich żal w sercach rozmnożę,Potomstwo po mieścach władnących rozłożę,

15 A ciebie samego na ten kres przywiodę,Gdzie wieczne radości mają swą pogodę.

Taką ja nadzieję czuję, Panie, w sobie,Gdyż to wiem, że ufam nicomylnie tobie,A iżem w łasce twej żywot ugruntował,

20 Więc wierzę, że wkrótce będę się radował.

Będę się weselił w rychłym czasie, Panie,Będzie długo trwało moje radowanie,Żal mój obróci się w radość nieskończoną,Gdyż mam swą nadzieję w tobie zasadzoną.

Nie zejdę z świata, aż ty każesz, Panie,By się spełniło znacznie me ufanie,Nie zejdę z świata, aż hojnie dobregoZażywę z łaski Boga wszechmocnego.

5 Pierwszybym ja był, coć ufając, Boże,Omylić się miał, gdyż masz takie stróże,Co tego pilni, jakie kto ku tobieSerce ma, albo poważa cię sobie.

Nie umrę, aż to i złośni poznają,

10 Że też na świecie szczęśliwi bywają,

Którzyć ufają: i nie już zginęli,Acz mizernymi u pysznych słynęli.

Chlubić się nie chcę, bo to sam wiesz, Panie,Żem w tobie samym miał zawżdy ufanie,

15 W twoję nadzieję wszedłem na tę drogę,Gdziem się cieszyć miał, a odnoszę trwogę.

Obróć już oczy miłosierdzia twegoWidząc krótki wiek żywota mojego;Osusz oczy me a frasunki wszelkie

20 Obróć na dobre i pociechy wielkie.

Łacnoć to przyjdzie, gdyś Pan wszechmogący,Wzrusz miłosierdzia i łaski gorącej;A ty, coś zbawił dawszy się na mękę,Ratuj, niż ginę, ściągnąwszy swą rękę.

Twego ratunku, Boże,Pełny łaski, lutości,Przeciw wężowej złościWzywam: bo w sercu łoże

5 Moim ma, pewnie bez ciebie mnie zmoże.

Ciebie szukam, mój Panie,Chcąc ci zlecić swą trwogę,Lecz cię naleść nie mogę,Bo zawżdy obłok wstanie

10 Z mych grzechów, tłumiąc me w tobie ufanie.

I światło mi zasłaniaTwoje, o słońce wieczne,

A tak siły serdeczneZłosny nałóg w sak wgania;

15 Zginę bez twego, Panie, ratowania!

Oświeć, Boże, ciemności,Jak słoneczne promienieZganiają przykre cienie,Gdy obłoczne czystości

20 Przez zachodzących chmur mienią własności.

Iskierka, chocia mała,Twej łaski dobrotliwejZa pochodnią w błędliwejDrodze niechby się stała,

25 By ją strudzona dusza wodzem miała.

Abym wżdy torem jakimTrafił, gdzie ty przebywasz,Daj mi, gdyż to dać mi masz.Nie daszli, kształtem takim

30 Mało po inszem mem dobrem wszelakim.

Jeśli cię mniej miłuję,Niż mam, i to wyznawam,A swój mdły zmysł wydawam,Z tym ciężarem, co czuję

35 I który więtszy niż swą moc najduję,

Wznieść się nie mogę, Panie,Przed troskami i żądzą,Które w sprosnościach błądzą;W tem opuszczam ufanie

40 K tobie, o którym miałem mieć staranie.

Lecz gdy promień żywiącyPuścisz twojej lutości

Na chęć, co jak w ciemnościGościniec ma wiodący

45 Do światła twojej dobroci, władnący,

Wtenczas, o Boże wieczny,Wszelkie inne pokłady,Jak te, co pełne zdrady,Wzgardziwszy, już bezpieczny

50 Do ciebie skłonię swój umysł serdeczny.

Pani wszech złości, równa do macierze,Bogu przeciwna, człowieku szkodliwa,Duchu, skąd burza z nawałnością bywa,W której świat pływa jak czółn po jezierze,

5 Twardy krzemieniu, skąd srogi smok bierzePłomień, gdy na to chciwy dusz przygrzewa,Popędliwości, skąd człek upad miewa,Acz nędzny, szczęśliw nad inne w swej wierze.

Fałszywa, sprosna, harda i nadęta,

10 Śmiałości, wzgardy pełna, wszech marności,Dla której się płacz mnoży a wzdychanie;

Prze cię, okrutny dziwie, jest odciętaNadzieja, żeby człek mógł żyć w radości;Dla ciebie w świecie strach z uciskiem tanie.

Co to, Panie? nie rozumiem,Iż ja zwyciężyć nie umiemSwoich upornych krewkości,Które się ciągną do złości.

5 Ciebie proszę, sam się boję,Sna na się biorę i zbroję,Zbroję twoję, Panie wieczny,Wżdym w upadku niebeśpieczny.

Acz znam, że twoja tarcz mocna,

10 Lecz inszym, nie mnie, pomocna;Drugie uchrania od złego,Jam sam nie jest godzien tego.

Duch zły walczy, ten wygrawa,A mnie w twą niełaskę wdawa,

15 Wdawa mnie w gniew i to czyni,Że mnie twój sąd często wini.

Karz mnie, Panie, bij za złości,Wydawam ci swe krewkości,Wydawam samego siebie,

20 Bym jedno przejednał ciebie.

Bierzcie popioły na się, ciała poniżone,Sypcie ziemię na głowy, na pamiątki one,Żeście z ziemie stworzone, w proch się obrócicie,Bujną myśl zacności swej nie poprawicie.

5 Nakłoń głowę ku ziemi, serce wznieś do Boga,Przed którego oczyma nogi twojej droga,Który żywota twego, niżeś się urodził,Stopy wszytkie policzył dróg, w którychbyś chodził.

Drogi twoje przed wiekiem sznurem wymierzone,

10 Ścieżki twoje przed jego okiem rozważone,Uznał każde stąpienie a jak świątobliwe,Wszem ukażą wyroki pańskie sprawiedliwe.

Kto podobien jest jemu? Kto przed nim praw stanie?Gdzie rzecznik, by cię bronił, gdy Pan na sąd wstanie?

15 Kto powie drogi jego, albo kto to rzecze,Że Pan zły, a tem jego sprawiedliwość zwlecze?

Pycha z twoją hardością aczby się podniosłaI nogi nad obłoki, głowę wyższej wzniosła,Jednak śmieciami będzie od onych rzeczona,

20 Którym, by człek w proch się stał, sprawa polecona.

Przeto lepiej za czasu naleść swym wyrokiem,Żeśmy niegodną ziemią, a przed onym okiem,Które widzi zakrytość serca wszelakiego,Opuściwszy bujną myśl, bierz się do dobrego.

25 Tak nie rzeczem: kto mi da, bym się skrył w otchłanie,Póki twój gniew nie minie, lutościwy Panie?A uznawszy, że wiatr są dni żywota wszego,By nas Pan w nich pamiętał, rzućmy się do niego!

Dasz wiele dobra, gdy się nie spodzieję,Acz dotąd, Panie, omylną nadziejęW sprawach podawasz, a im pilniej proszę,Tem mniejszy skutek z łaski twej odnoszę.

5 Chcesz to podobno pokazać na oko,Że gwiazdy one, co świecą wysoko,Nami tu rządzą, co na ziemi siedziem,A ty mało dbasz, jak swe sprawy wiedziem.

Gdyby tak było, to prośba do ciebie

10 Byłaby próżna, próżno oko z siebieŁzyby toczyło, więc zatem ufanieW Marsie, niż w tobie, pewniejszeby, Panie.

Lecz ja egipskiej wiary nie znam w sobie;Nie gwiazdam, Boże, lecz dawam cześć tobie.

15 Nie w podejźranych dniach, żałość dających,Lecz nadzieję mam w twych skrzydłach władnących.

A iż tak wołam i głos mieszam z łzami,Niech się to dwoje zjawi między nami,Niech twoja łaska miłosierdzia wzruszy

20 A radość wznidzie mej troskliwej duszy.

Duszy mej radość a cześć z chwałą tobieUroście, Panie: tylko niechaj sobieŁaskę uproszę. Lecz nie co mnie miło,Owszem, co ty chcesz, niechby, ojcze, było.

Panie przedniejszy z wieków, ojcze ludzki, tobieWszytko władzą przyznawa to, co świat ma w sobie;Ucieczkąś nam był zawżdy czasów przepuszczonychI ratunkiem w przykrościach godzin utrapionych.

5 W on czas, gdy bez porządku wszytko się mieszałoA godzin i własności swoich nic nie miało,Niż obłoki na góry wyniosłe patrzały,Niż ziemie skryte skarby ludziom ukazały,

Niż cienie jasne słońce ze dniem rozłączyło,

10 Wszytko moc twoja, Panie, i słowo rządziło,Ciała który zabijasz, śmierci je w moc dając,Co nie były, żyć każesz, dusze w nich wzbudzając.

Tysiąc lat by też było wieku człowieczego,Nie więcej jak mrugnienie będzie oka twego,

15 Nie więcej będzie nad czas dnia przeszłego wczora,Nie dłuższy nad godzinę zeszłego wieczora.

Porażasz, bierzesz wszytko a, jak wichrem, łomisz,Podobne odmiennych snom czyniąc, które tłomisz;Jak prędko ścięty kwiatek swą ozdobę traci,

20 Tak rychło krasę człowiek, gdy się z śmiercią braci.

Jak wdzięcznie kwiat różany wschód słońca rozbijaI, gdy w Ocean wchodzi, listeczki zawija,Tak twa łaska człowieka tu, na świecie, zdobi,A w niwecz gniew obraca i na głowę robi.

25 Okiem przenikającem nasze widzisz złościI nic nie jest skrytego twojej wszechmocności,A ilekrocieśmy cię, Panie, przegniewali,Przemiennej mgle dni swoje podobneśmy znali.

Z pamięci schodzą czasy żywota naszegoNie inaczej, jak słowa rzeczenia ustnego;Siedmkroć dziesięć własny kres ludzkiego żywota,Oprócz w kim przyrodzenie czyrstwe i ochota;

5 Do tego nad dwoje pięć jeśli co przybędzie,To boleść a sidła śmierć stawiająca wszędzie;To już wskok gaśniem, Panie, chodząc umieramy,Właśnie jak ptak, co patrząc z oczu go zbywamy.

A jeśli z zamierzenia twego nam to roście,

10 Jacyż, Panie, przyspieszą za twym gniewem goście?Gdyż według spraw każdego odpłata od ciebie;Nic się oku nie skryje władnącemu w niebie.

Przeto mi liczbę moich dni racz wiedzieć, Panie,By się człek umiał sprawić, niż przed twój sąd stanie

15 Skłoń ku mnie łaskawą twarz, porzuć gniew, a swojeMiłosierdzie wzruszyć daj na wołanie moje.

Nasze serca mądrością oświeć, dobrotliwy,By swój wiek mógł wesoło wieść człowiek wstydliwy;Napełni nas radością, któreś ufrasował,

20 A różnymi kłopoty ich wieki sprawował.

Daj wiedzieć sprawy swoje, daj, niech wszyścy znamy,Jako ciebie, możnego, skłonnym k sobie mamy;Ukaż nad nami lutość, a swoje zbawienieNiech widzi w miłosierdziu ludzkie pokolenie.

25 Co nasze zmysły zaczną, kończ, ojcze łaskawy,Niech początek i koniec z ciebie biorą sprawy,Niechaj myśl nic takiego w serce nam nie wwodzi,Prócz tego, co zbawienie i twą łaskę rodzi.

A długoż, Panie, ta moja błędliwaDusza bez twej światłościChodzić za zmysłem będzie żałobliwa,Który, jak wódz chytrości,

5 Onę załudza w drogi omylności?

Długoż mi, ojcze, swe uszy chcesz stawićOd lutości zamknione,Co cię przywiodła nas od złego zbawić,A członki uświęcone

10 Drogą krwią polać, w śmierć z hańbą dać one?

Wżdym rąk twych praca, i mnie, dobrotliwy,Chcąc z mocy wziąć wężowiZłosnemu, który tego pożreć chciwy;Coć ufa jak ojcowi,

15 Krew swą niewinną dałeś w moc katowi.

Cóż za ratunk da śmierć twa mnie, nędznemu?Daszli zbójcy dni moje?Mdłego, bez władzej, strasznie walczącemuPrzeciwnikowi, — a zbroje

20 Z tarczą mi nie dasz, bym krył siły swoje?

W tobie nadzieję swą mam utwierdzoną;Z inąd niemasz podporyPrzeciw łupieżcy, co jak wilk straconąOwcę porwawszy skory,

25 Od pasterza mknie w pustostraszne bory.

Wysłuchaszli mnie, wzbudzisz głos wesołyPrzy lutniej stron zgodliwych,Opuszczę żałość, chwaląc cię z anioły,Tak iż Tatar straszliwych

30 Mój rym dosięże i w kraj Maurów mściwych:

Sławiąc, jak przez cię nieba są stworzone,Ich ubiór z gwiazd błyszczących,Że równe łąkom, gdy kwiat zdobi one,

A śród światłem cieszących

35 Z księżycem liczbę żywiołów chodzących;

Jakoś dał słońcu ciepła moc niezmierną,Co źrenicą władnącą,Ojcowską chęcią napełnione, wierną,Czyni ziemię rodzącą,

40 Obfitą i wszech skarbów dodającą,

Które z twych wiernych wyroków w krąg chodziKoło ziemskich niskości,Dzień krótki z zimnem, z ciepłem długi wodzi,Pełne wszelkiej czułości,

45 Warkocze mając z promieńmi jasności, —

I insze chwały, których ty masz więcej,Niż kropl deszcze puszczone,Kwiaty, chwil wdzięcznych dary, zliczysz prędcejOd ciebie rozsadzone,

50 Gdy kwiecień w perły strojąc złoci one.

Co strasznym jadem kropisz, dziwie srogi,Cudzem złem żywiesz i w łzach rozkoszujesz,A kiedy kogo wesołym najdujesz,Z żałością w tobie różne wstają trwogi.

5 Matko niechęci, zarazo ubogiejMiłości, z szkód rozkosz, żal z szczęścia czujesz,Niezlicznych kuńsztów i sideł probujeszNa skazę, w kim wiesz skarb godności drogiej.

Znikni z świata precz, nasienie wszech złości,

10 A kwap się odnieść w państwa wszem wzgardzoneCzłonki własnemu sercu tak szkodzące.

Tak ujźrym święte dowcipy kwitnące,Wdzięczność wszech ozdób, skrzydła rozszerzoneDuchów szlachetnych do wdzięcznych radości.

Kazałeś prosić w imię twe, prosiemy,Chryste, wodzu nasz! Przecz nie odnosiemySkutku swych płaczów, sieroty ubogie?Przedsię swe srogie

5 Wylewasz gniewy; a myśmy słyszeli,Że wszędy pomoc twoję oni mieli,Którzy w swym żalu wołali do ciebie,Co mieszkasz w niebie.

Sława twej kaźniej do nas przeskoczyła,

10 Lecz i dobroci twej wiadomość była,Gnieweś pokazał, niech w nim łaskę znamy,Póki dychamy.

Naszy przodkowie acz grzeszyli tobie,Jednak, gdy serca uniżali w sobie,

15 Krewkości ludzkie wiedząc, toś znać dawał,Żeś rad ratował.

Sieroctwa nie chciej rozmnażać nad nami,Ni według złości obchodzić się z nami,W sąd nas nie ciągni, bo straconą mamy;

20  Sami to znamy.

Gdyś w gniewie, pomni miłosierdzie twoje,Przeciw twym strzałom żadnej niemasz zbroje;

A chceszli karać, daj, w nas, ojcze, będzieCierpliwość wszędzie.

Przecz się kupami wodzą ludzie, a swe jadyZ próżną myślą mieszają? Przecz książęta radyCzynią, chcąc się sprzeciwić Bogu wszechmocnemu,Pomazańca chcą widzieć, na wzgardę onemu?

5 Wybijmy się z niewoli (mówią), a ich trokiRzućmy z rąk swych, a puśćmy sławę w świat szeroki!Lecz, co mieszka na niebie z ich spraw się uśmieje,Ukazując, jak słabo sadzą swe nadzieje.

Sfuka je rozgniewany a ręki władnący

10 Moc puści i wyrzecze dekret wszechmogący,Wspomni, że on na górę Syon króle wsadza,A ta przez upor żaden nie zginie mu władza.

Opowiem wyrok jego, który czynił do mnie:Tyś mój syn, jam cię spłodził, a jeśli chcesz po mnie,

15 Dam ci krąg świata tego i lud w nim będący,Niech je trze wola twoja, kruszy duch władnący.

Przeto sprawy narodów mądrze pieczołujcie,A tym, co ludzie sądzą, drogi ukazujcie,Służcie Bogu w bojaźni, bo ten wszytkim władnie

20 Wykrzykajcie ostrożnie, bo zasmuci snadnie.

Całujcie syna mile, by jego gniew srogiNie wypadł, a wybyście zginęli w pół drogi;Strzeżcie, by wam nie szkodził płomień gniewu jego;Błogosławion, kto bierze nadzieję od niego.

Rozerwałeś nas i odrzucił, Panie;Rozgniewałeś się, stąd płacz i narzekanie;Zatrząsłeś ziemią rozdwoiwszy onę,A trwogi pełno, w którą pojźrysz stronę.

5 Dałeś nam to znać, jakoś jest straszliwy.Nawróć się do nas, ojcze dobrotliwy,A uśmierz gniew swój, coś nas nim poraził,Niechby pogany a nie twój lud kaził.

Wszak to nie pierwszy, co byli zwątpili,

10 Jednak z swą sławą przeciwniki bili;Wskrześ i w nas serca dla imienia twego,Jeśli przepomnieć nie chcesz ludu swego.

Wyciągni rękę, wyswobodź swe, Panie,Co k tobie z płaczem puszczają wołanie;

15 Twoi wybrani niech twą łaskę znają,Gdyż w tobie samym swą nadzieję mają.

Kto nas przywiedzie w mury utwierdzone,Kto lud uskromi i nawróci one?Zaż nie ty, Panie, któryś nas rozproszył

20 Acześ się w pole w wojskiem swem nie ruszył.

Przysiągł Pan wieczny na swe imię święte —(Stąd w mojem sercu wesele przyjęte):Zmierzę krąg świata, lud przebiorę sobie,Czyniąc wolą swą ściągnę ręce obie.

25 Daj radę w trosce, bo tyle w człowiekuRozumu niemasz, aby w takim wiekuRzeczom radzić mógł; w tobie jest ufanie,Że przeciwniki dasz nam gromić, Panie!

Zatwardziłeś me serce, Panie, a we złościPuściwszy, zaślepiłeś mych zmysłów własnościTak, iż cokolwiek pocznę, zda się wszytko dobrze;A ty się tem obrażasz, zatem karzesz szczodrze.

5 Nie gościem żałość u mnie, która łzą me oczyZatapia a frasunkiem rzewnym serce tłoczy,W płaczum tu na świat przyszedł, pókim nie znał ciebie;W płaczu i dziś wiek tracę, acz cię wiem być w niebie.

Kiedy milczę, łzy leję, — jeśli cię też wzywam,

10 Płaczę z czasów żałosnych, których tu zażywam;A choć wszytka nadzieja puszczona do ciebie,Wżdy w płaczu dusza tonie a ja nie znam siebie.

Odmień troski, mój ojcze, pociągni ku sobie,Policz mnie między twoje, a łaskę po tobie

15 Niech znam, ja nędznik, kiedy; gdyż już wieku megoMniejszy kres, niż go było za czasu przeszłego.

Jeśliż więc, iż cię gniewam, nie chcesz nic uczynić,Uczyń dla sławy swojej, a nie dopuść wynićSwojej niełaski, Boże, by się rozpaczało, —

20 Cobyć się barziej gniewać, mnie ginąć, kazało.

Nikt mnie podnieść nie może, jedno ty sam, Panie,Nic potłumić, jedno twe własne rozkazanie;Kiedy mnie w proch obrócisz, coć za sława będzie?Będzieszli błogosławił, rozsławię cię wszędzie.

Izaż godzina przejdzie, w którąbym ku tobieGorzkim duchem nie westchnął o ratunek sobie,Ciebie prosząc, mój Boże, niech wnidzie przed twojeOblicze długa prośba i wołanie moje.

5 Dni żywota mojego wniwecz obracająŁzy z żałości, którą znam, a w otchłanie pchają;Podobnym ciałom onym, co groby zaległyA przez śmierć troski w świecie i władzej odbiegły.

Zrównałem się z onymi, co w ziemi złożeni

10 Na stronie, od ręki twej, i już zapomnieni:Tak wiele mnie żałości z smutkiem ogarnęło,Że mi władzą i pamięć z baczeniem odjęło.

Znacznie się tedy gniew twój wylał, Panie, na mię;Na mię się wylał, mówię, czego i w tem znamię,

15 Żeś chętliwie oddalił przyjacioły moje,Co dawali w żałościach życzne rady swoje.

Dałeś mnie im na wzgardę i tameś posadził,Skądbym do ciebie nie mógł, ni ty o mnie radził,Już źrenica gorzkiemi łzami wypłynęła,

20 Wszytkie zmysły me gasną, nadzieja zginęła.

Lecz wspomni, Panie, proszę, co za korzyść tegoI jeślić chwała może rość z zatraconego?Zaż łaskę twą wysławi, kto w otchłaniach siędzie?Zaż (niestetyż) umarły ciebie wielbić będzie?

25 Wzdycham ku tobie w nocy, a niż słońce wstanieUprzedza cię prośba ma: wżdyś zaniedbał Panie!I czemuż mną tak gardzisz, Boże wszem władnący,Przecz oblicze odwracasz, w lutości słynący?

Nędznym ja proch, o Panie, a z młodości mojej

30 W niwecz mnie kazi prawie strach niełaski twojej.Jużem zwątpił w ratunku, śmierci czekam tylko,A władzej członków moich gorzkich godzin kilko.

Nademną uczyniłeś stek przykrych żałości,Zawarłeś nad mą głową głębokość ciężkości,

35 Czekając twej pomocy w mej teskliwej sprawieOsłabiałem w nadziei i sna zwątpił prawie.

Opuścił miłujący, a powinny, Panie,Odstąpił, rozumiejąc, że moje ufanieW tobie na pośmiech wyjdzie, a ty, żeś odrzucił.

40 Okaż, proszę, żeś jeszcze zgoła nie porzucił!

Wiem, o przednie władnący,I niegodnym się czujęTwej łaski pałający,Lecz cię godnym najduję,

5 Bym cię czcił miłujący,Jak od stworzenia ma czczon być tworzący.

Uczynić możesz godnym,Gdy ogniów swych płomienie,Co cieszą sługom zgodnym

10 W nizkiej skrusze sumnienie,Wzniecisz w mym duchu drobnym,W nowym człowiecze mnie czyniąc powodnym.

Ziemiam jest wysuszona,Płonna i nierodzajna,

15 Lecz przez cię odwilżona,Snadnie obfitodajna.Jak łąka w kwiat upstrzona,Będzie dusza ma w cnoty ustrojona.

Odwilż ją ubłagany

20 Wdzięcznym potokiem onymTwym, co jest nieprzebrany.Daj mi być oczyszczonym,Gdym złościami zmazany,Ojcze, w lutości od wieków uznany!

25 Tak — z owocem i z kwiatem —Jak w roli uprawionejBarw różność wstanie, zatemDasz oko ozdobionejA twym skarbem bogatym

30 Uczczona, być cześć dała, będzie na tem,

Aby, za niewdzięcznościąTak hojnych darów twoich,Przyrodzenie z krewkościąNie brało kaźni swoich;

35 Gdyż ciało swą krnąbrnościąCzęściej się bawi, niż jaką wdzięcznością.

Jako gdy wiatr łagodny,Co z słońca wschodu wiewa,Gdy więc, światłem niezgodny,

40 Chmurą niebo odziewa,Obłok ów niepogodnyZganiając, czyni czas i dzień nadobny —

Tak przed duchem strapionym,Prośb moich wypuszczonych

45 Chocia nędznym, zemdlonym,Dni i nocy straconych,Panie, w czasie skróconymNiech twój gniew zgodzi, którymem strwożony.

Zaby wżdy pożądliwy

50 Dzień się mym oczom zjawił

I osuszył rzewliwyPłacz, co mnie zmysłów zbawił.Inszej, o lutościwy,Ucieczki nie mam, ojcze dobrotliwy.

W tym twardym wieku rozum ustępujeGniewom, ten wzrusza ziemię z niebem złością,A prawie oślep, wszelaka możnościąNa cudzą skazę siły swe gotuje.

5 Miłość na świecie kres władze swej czuje,A wszelkie mieśce — nienawiści włością.Gwałt krzywdy szuka, szkoda tuż z chytrością,Krew a łzy tocząc w skargach rozkoszuje.

Alekto węże pochodnią straszliwą

10 Miece, co gorsze umysły przodkują,Wszędy beśpieczne mając władze swoje.

Furya, którą ludzie panią czują,Miłość precz z świata zagnała, prawdziwąSzczyrość, pobożność, zgodę i pokoje.

Wysłuchaj, Panie, prośby i wołanie moje,Niech wzgardzone nie będą mych gorzkich łez zdroje,Porusz swej przeciwko mnie ojcowskiej miłości,A wybaw od pośmiechu i od zelżywości.

5 Zatrwożył nieprzyjaciel, wzruszył nieżyczliwy,Niechętny mnie zasmucił, utrapił złośliwy,

Potwarca jad swój wylał w gniewie dusze mojej,Uraził mnie wszetecznik w mocy władzej swojej.

Serce me we mnie zgasło, a bojaźń trapiąca

10 Osiadła zmysły moje, więc trwoga burzącaPrzypadła na mię, Panie; ciemność obtoczyłaOzdoba potłomiona, jeśli jaka była.

Często sobie rozmyślam: kto skrzydła przyprawi,A jako gołębicę na puszczą wyprawi?

15 Szukać chcę tych sposobów, bym od złosnych zbieżał,A precz ludzi wszetecznych (niestetyż) odbieżał.

Czekałem ciebie, Panie, byś pokorę mojęWybawił z nawałności, a przez dobroć twojęIch języki utulił i wywrócił radę;

20 Jakoż i teraz w tobie ja nadzieję kładę.

Do Pana wołać będę, a Bóg mnie wybawi,Rano i o południu, bo ten sam wysławi;Z wieczora, o północy k niemu ręce swojeWynoszę, bo on może zmocnić nogi moje.

25 Nań składam swe nciskiuciski, a on wyswobodzi;Jemu żal swój poruczam, bo mnie ten ochłodzi;Nie da zginąć na wieki, kto w nim ma ufanie,A choć kto w sobie zwątpi, gdy on chce, powstanie.

Boże mój, o Boże mój, przeczżeś mnie porzucił,Oddaliwszy zbawienie, na stronęś odrzucił?Boże mój, wołam przez dzień a odwracasz uszy,W nocy ręce wynoszę, wżdy cię to nie ruszy?

5 Ozdobo Izraelska, co w świętych przębywaszprzebywasz,Przeczże tak przeciwko mnie swych gniewów używasz?W tobie ojcowie naszy swe ufanie mieli,K tobie, Panie, wołali, gdy się cieszyć chcieli.

Wybawiałeś je, Boże, według ich nadzieje,

10 Słuchałeś, gdy prosili. Mnie się inak dzieje;Alem ja robak, Panie, a nie człowiek iście,Wzgarda i brzydkość ludzka, baczę to sam czyście.

Kto widzi, urąga mnie, mówi głową chwiejąc:„Ufał Bogu, wyrwie go“. A ze mnie się śmiejąc

15 Wzruszają me żałości i w gniew pobudzają;Niech, Panie, twoję pomstę, niech żal z kaźnią znają.

Boś ty jest, coś z żywota wywiódł matki mojej;Z dzieciństwa nie miałem ja nigdzie indzie swojejUcieczki, bom dobrze znał, żeś na świat wystawił,

20 A przeto, skorom ożył, tobąm swą myśl bawił.

Nie oddalaj odemnie miłosierdzia swego,Bo ucisk tuż nademną, a nie wiem inszego,Ktoby mnie z niego wyrwał; psi mnie obskoczyli,A złośni swoją radą w koło obtoczyli.

25 Rozdarli swe paszczeki, jak lwi głodni, Panie;Za czem w łzy się zmieniło serce, a żal tanie.Ciało me jak skorupa, wyschły usta moje,Prze zemdlenie języka czują bole swoje.

W niwecz się obróciły ozdoby i ciało;

30 Od człeka spróchniałego jestem różny mało;Nawróć swe oczy ku mnie, ojcowskiej miłościWzrusz, strzegąc od zginienia dusze i krewkości.

Cicho na wszytkie strony, pokój kwitnie z zgodą,Królowie państwy rządzą, każdy w swem bezpieczny;Lecz nie wiem, przecz się trwożą tak piękną pogodą,Drży piekło z Lucyperem, ogień gaśnie wieczny.

5 Dawniejsze gwiazdy nowym placu ustępują,Niezwykłe światło nocne cienie wyrzuciło,Niebo wesela pełne, i ludzie to czują,Wżdy się z strachem pytają, coby to znaczyło.

Weszła piękna latorośl z korzenia Jessego,

10 Ta wdzięcznie zakwitnąwszy wzgórę się wyniesieI będzie odpoczynkiem Ducha wszechmocnego,A ta (jak prorok mówił) swobodę swym niesie.

Królowie się lękają, bo o tym rzeczono,Iż on ojca Dawida stolicę osiędzie,

15 Wybawi lud z niewoli; k temu przyłożono,Iż na ziemi i niebie sam królować będzie.

Z brzegów swoich wylały niebieskie lutości,Aniołów obłok pełen pasterze widzieli:„Urodził się Zbawiciel wiernym ku radości,

20 W Dawidowem miasteczku“. Tak od nich słyszeli.

Ludzki naród w łaskę wzięt, występkiem zhydzony,„Chwała Bogu na niebie“ (tak kory śpiewają).„Pokój ludziom na ziemi mocno utwierdzony,“Stąd anieli swą radość głośnie wyznawają.

25 Bóg się z człowiekiem złączył, wdzięczni się znać dajmy,Szatan zwalczon a jego siły nie władają.

Chwalić Pana z anioły nigdy nie przestajmy,Niech go sławi języki, niech serca słuchają.

Dziwne sposoby w umysł mój przywodzisz,A dziwniejszymi nazad je wywodzisz;Bo acz ja w tobie nadzieję pokładam,Wżdy, miasto pociech, w kłopoty upadam.

5 Stąd dziwne, Panie, mniemanie o tobieW mym sercu roście, gdy rozbieram sobie:Kto cię zaniedba, ten kwitnie w radości,A kto cię strzeże, rzadko bez żałości.

Złośliwy włada, rządzi niewstydliwy,

10 Mało u ludzi waży sprawiedliwy,Ty żalem nędzisz, a stad człowiek złośnyBierze swą śmiałość na pośmiech żałosny.

Aczby tak nieźle, gdyby kto podołałZnosić z pokorą, gdyś w ucisk powołał;

15 Lecz krewkość pragnie, by to ludzie znali,Że i na świecie szczęśni, coć ufali.

Jeśli doświadczasz, zaż potrzeba tego?Gdyż przyrodzenie, moc, krewkość każdegoTyś z swej władzej dał, a niżliś świat sprawił,

20 Kres każdego, bieg, jakoś chciał, ustawił.

Chytremuś moc dał ustrzedz się złosnego,Prosta uprzejmość pośmiechem zdradnego,Złemuś dał szczęście, gdy przemysł kieruje,A szczyra cnota na szwanki styskuje.

25 Lecz ludzkie błędy czemuż, Panie, liczę,Gdyż je znasz lepiej; a ja tylko życzę

Z pokorą prosząc, byś nadziejej więcejSzalić mną nie dał, lecząc ból co prędcej.

Dobrodziejstwa, Panie, twojePrzechodzą dowcipy moje,Baczenie z zmysłem ustawa,Język godnych słów nie dawa,

5 Wżdy z tych każde chwali ciebie;Tobie cześć dawają w niebie,

Tobie dziękują, co światemWiecznie rządzisz, a ty zatemNie racz gardzić, acz podłemi,

10 Dzięki i ofiary memi;Gdyż dać równe łaskam twoimNiemożna krewkościam moim.

Bądź pochwalon, żeś prowadziłI ojcowskie o mnie radził,

15 Strzegąc, by żal z złej przygodyNie mógł mieć na mię pogody.Śmierciś mnie wyrwał z paszczeki,Bądź wielbion, Boże, na wieki.

Twej łaski promień, Panie wysokości,Jak kaganiec przenika,Tak iż nie grzeje serca oziębłości;Przeto mnie letnie tyka

5 On jasny płomień z ognia twej miłości.

Spuść jednę iskrę swej władzej potężną,By nie tylko rozgrzałaDuszę, co w dobrych skutkach niedołężną,Lecz aby w umysł dała

10 Swem światłem świętem, wolą niezwyciężną,

Bym twą gorącą miłością ujęty,Tego świata zabawyNa ziemię zrzucił jak ciężar przeklęty,Z dusze; a te sprawy

15 Duch brał, by w niebo, skąd jest, zaś był wzięty.

Jestem jak ziemia płonna, nie sprawiona,Co pożytku nie dawa,Kiedy nie sieje ręka w tem ćwiczona,I pług w rok nie postawa,

20 Ani ma, czemby była odwilżona.

A jeśli twojej niezmiernej lutościNieprzebrane potoki,Co zawżdy płyną w wielkiej obfitościZ wiecznej góry, wysoki[ej],

25 Jej nie skropią — tak, jak w letnej suchości,

Gdy w kanikule nieba ognie dają,Łąki, role spalone,Że pola swych traw, rzeki wód zbywają —Będę nagim, stracone

30 Będzie, co siły me z twej łaski mają.

Chętnym jest; cóż, gdy z chęcią się nie możeZrównać mdła moja władza,Gdzie ty nie wesprzesz, mój Panie i Boże?Bo troska, co przechadza

35 Zmysł nędzny tłumiąc, w sercu ma swe łoże.

Bez twej pomocy duch władzą utraca,Gdy ciężar niezmożonyKamienia, który pchając kołem tacza,Z góry w dół upuszczony;

40 Z niebem i sobą w gniewie Syzyf wraca.

Lód z dyamentu stop, i zatwardziałyZ zastarzałych nałogów,Co tak serce zjął, żem cię niedbały,Lecz tyle mam swych bogów,

45 Ile nadziejej żądze podawały.

Daj, aby czuła twój ogień grzejący,Co lodem obtoczona,Dusza występna, a w cnotach kwitnący,Od złości odwiedziona,

50 Nie wracała się do chęci błądzący.

Sprosna zarazo, niechęci złośliwa,Która swe dobro wzgardą prześladujeszA w próżnowaniu tęsknicą wiek psujesz,Ni cię strach w niebo, ni nadzieja wzywa.

5 Mrozie, prze który duch śmiałości zbywa,Ty przedni owoc suszyć usiłujesz,Co pożyteczno, zniszczyć pieczołujesz,A to, co szkodzi, w twem kochaniu pływa.

Sługo piekielna, już ja rozbrat z tobą,

10 Gdyżeś przeciwna sama swej ozdobie,Tylko czas tracąc rozmnażasz ciężkości.

Wędruj, bo dobry robi dla godności.A ty, gdzie tylko mieśce zajmiesz sobie,Gnuśności, przedni jad wleczesz za sobą.

Na skazę moję wyciągnąłeś rękęLecz jednak tobie, Boże, czynię dziękę,Że mój grzech karać tu jest milej tobie,Niżbyś mnie ondzie miał brzydkim mieć sobie.

5 Rękęś wyciągnał; dałeś moc gniewowi,Ojcze, przeciw mnie, złosnemu synowi;Krnąbrnemu sercu otworzyłeś oczy,By znało, jak źle, kogo twa moc tłoczy.

Lecz, Panie, gdy w sąd będziesz chciał wniść ze mną,

10 (Czego, proszę cię, nie wszczynaj nademną),Racz pomnieć mą chęć, którą mam o tobie;Cóż, gdy bez ciebie trudno radzić sobie.

Małać, Panie, cześć z rzuconych do grobu;W piekle nie widzę twej chwały sposobu,

15 Życz zdrowia, Boże, życz, ojcze, swej drogi,Pomocy udziel krewkości ubogi[ej].

Pan mój i Bog mój rozgniewał się srodzeNa sługę swego, a złorzecząc jemu:„W płaczu i pocie i nieznośnej trwodze, —Rzekł — będziesz miał chleb ku pokarmu twemu.“

5 Przeto duszy mej tak ciężko, niebodze,Przeto duchowi tak ciasno mojemu:

Twarz od ucisku, od wołania uszyPan mój odwrócił, więc lutość nie ruszy.

Zawarte niebo, by tam nie wchodziło

10 Wzdychanie moje, a ziemia nie dawaZwykłych dochodów, lecz się obróciłoW złe ciernie wszytko, z prace oset wstawa.Co was, przyjaciół, jeśli nie ruszyło,Dopuśćcie duszy, niech żal swój wyznawa,

15 Poznajcie mój ból a uważcie ranyRzeczecie, iż duch znacznie sfrasowany.

Niech mnie to cieszy, póki nie wyżeniePan smutnej dusze z strapionego ciała,Której tu nie chce słyszeć, aby w cienie

20 Podał, gdzie wieczna śmierć drugie zagnała.Lecz wspomni Panie, żem twoje stworzenie,Wspomni, że twa moc ciało, krewkość dała,Wspomni, żem nędzny, strapiony, ubogi,Daj swą łaskę znać, racz skończyć me trwogi.

Podniosszy ręce puść się na kolana,O mężu święty. O wybranych zborze,Pomóż mi błagać niebieskiego Pana.

Wy, słońca wschodu i zachodne zorze,

5 Kraje z południa i północne z nimi,Ratujcie, proszę, na Pana wszech dworze.

Bo wzruszon barzo postępki brzydkimi,Chcąc się ich pomścić w żal dni me obrócił,Oczy me zalał potoki gorzkimi.

10 Przyczyńcie się wy, żeby żal odwrócił,Przed jego nogi nieście łzy rzewliwe,Owaby, acz nic, w łasce dni mych skrócił.

Jakoż ja w Bodze ufanie prawdziweMam, że snem wiecznym oka nie zasłoni,

15 Aż mi da widzieć łaski pożądliwe.

Acz dziś odemnie, grzechem wzruszon, stroni;Widząc dni pełne żalu nieznośnego,W łaskę mnie przyjmie, pośmiewcy obroni.

Gdyż ja Panu ufam, cóż złosnemu trzebaMnie, wszetecznie kazać, po górach się chronić,Iż przeciwny ciągnie z strzałą jadowitąŁuk, dobrego łowiąc z strony, gdzie bezpieczny?

5 Co sam Pan postawił, to zły pieczołuje,Aby mógł wywrócić. Pobożny nie władnie.

Pan w kościele świętym stolicę ma nieba,Źrenicy swej zleca ubogie; tych bronićZwykł. Jego powieki synów ludzkich skrytą

10 Myśl znają pobożnych i złego wszetecznyWiek. Duszy szkodliwy kto złości miłuje,Te Bóg zniszczy, one sam wywyższa snadnie.

Długoż nieżyczliwy weselić się będzie,Że prośbą mą gardzisz, Panie? Oczy twojeZaż wiecznie odwracać na wołanie mojeBędziesz, chcąc żałością mnie utrapić wszędzie?

5 Zaż wiek skończę pierwej, niż pobożnej radySkutek dusza ujźry? A żale serdeczneNiszczyć dni me będą? Zaż zmysły fałeszne,Iż wysłuchać nie chcesz, nasycą się jady?

Nie gardź utrapionym, nakłoń z okiem ucha,

10 Wzrok mój racz oświecić, póki on sen wiecznyNie zajdzie, z radością jak pragnie wszeteczny;Niech w żal zniknie złosnych wesoła otucha.

Co łez moich pragną, już na śmiech gotowi,Jeśli mi się noga ku dołu powinie;

15 W tobie ma nadzieja, że ich radość minie.Proszę, niech mym smutkiem zły pociech nie łowi.

Sławić cię zmysł będzie, moc i łaskę twojęSiły me rozniosą, żeś wżdy kiedy, Panie,Wysłuchał w ucisku strapione wołanie,

20 Na drogach radości twierdząc duszę moję.

Jak ptaszek rozrzewniony,Co swoje doległościW krzu, na gałązce, listkiem zasłonionyOd słonecznej przykrości;

5 Śpiewaniem ciesząc nie chce odmienności,

Tak w nocy, we dnie k temuTeż płaczę, utrapiony,Za me występki, ciężkie sercu memu;A do ciebie skłoniony,

10 Proszę, odpuść je, Boże obrażony.

Lecz cię, widzę, nie ruszyGłos mój, łaski niegodny,Gdy żałość trapi a członki płacz suszy.

Wadzili, żem niezgodny

15 Często z twą wolą, a wnet zaś powodny?

Cóż mam rzec, jeśli śmiałyZmysł troki niezwyciężneNa mój kark włożył, co mi moc zabrały?Ach, że nie tak dołężne,

20 Żeby w drogach twych mogły być potężne.

Więc się bronić zmysłowiMdła natura nie może,Równa dziecięciu przeciw rycerzowi.A nic mnie nie wspomoże,

25 Opuściszli rąk twoich pracą, Boże,

Głupia, prosta owieczka,Gdy ją pasterz niebacznyW las bujać puści, skąd trudna ucieczka,A w puszczy jest zwierz łaczny,

30 Ginie a ów ma z szkodą frasunk znaczny.

Ach, nie puszczaj w smrodliwąSzczekę dusze ubogiejPrzeciwnikowi, by widząc błędliwąSamę, bez wodza, srogi,

35 Porwawszy nie wniósł za piekielne progi.

Zaż, ojcze dobrotliwy,Przetoś mieć chciał stworzoną,Byś dał za obłów złemu, lutościwy,Wężowi polubioną

40 Rzecz, wdzięczną pracą rzecz drogo kupioną?

Niech kiedy ku lutościNędze moje cię wzruszą.

Wyrwi Harpijam, pełnym wszech przykrości,Troskom, co siły suszą;

45 Daj, by tak sprośnie nie władnęły duszą.

Piecza, co rościesz i żywisz się złotem,A w tysiącu trwog i różnościach szkody,W teskliwych pracach, chcąc w skarbach mieć gody,On tracisz, co miał wiecznie cieszyć potem;

5 By w mię twój jad wszedł, jakoż myślisz o tem;Jad, który w leciech ma swoje pogody.Gdyżem twe zawżdy zdradliwe przechodyLudziom zwykł brzydzić i lżyć cię z kłopotem.

Więc tak ubóstwa szczyre, świętobliwe,

10 Ustawy gwałcąc deptać chcesz wszetecznaI w jego rządy śmiesz swą nogę stawić?

Idź, jędzo, gdzieś się zwykła sidły bawić,Śród zdradnych nadziej, tam pospólstwo chciwe,Tam twa pociecha, tam radość nie wieczna.

Do ciebie dusza moja nadzieję wyniosła,Nie bojąc się zelżenia. Pośmiech złośliwegoNiech jej nie tyka, Panie, gdyż wyroki wieczneWiernym pociechę dają.

5 Niech obłudni żałosną hańbę za cześć mają,Mnie ty sam drogę ukaż i ścieżki bezpieczne;

Prowadź sam, ucz woli twej, boś Pan wieku mego,Ile ma pamięć zniosła.

Wspomni na dobroć swoję, która z wieki zrosła

10 I łaski, któreś czynił, na płacz strapionego,Występki młodości mej niech pamięci wieczneZ głupstwem mojem wzgardzają.

W twej łasce me nadzieje przednie siły mają.Proszę, rozszerz nademną stróże swe bezpieczne,

15 Lutościś nieprzebranej, acz z wyroku twegoKaźń na złośliwe poszła.

Sąd pokornych Pan rządzi, jego łaska rosłaZ cichymi, ścieżki takich sprawuje, bo jegoDrogi dobroć a prawda z tymi, którzy wieczne

20  Ustawy w sercach mają.

Czyń łaskę moim grzechom, bo twą władzą znają,Dla imienia twojego, w którem jest bezpiecznePokolenie, coć ufa, bo bronisz każdego,Z kim się twa bojaźń zniosła.

25 Radość wiecznie trwająca tym w nagrodę poszła,Ziemia, dziedzictwem znana, potomka dobrego,Bo wstydliwym podporą są wyroki wieczne,Z tych swą cześć dobrzy mają.

Z tymi swoje źrenice me oczy puszczają,

30 Bo tak me nogi będą od sideł bezpieczne,Zmiłuj się, Boże dobry, przyjmi wzgardzonego,Żebyć stąd chwała rosła.

Będąc w pośród wieku prawie,Dusza moja do mnie rzekła:Przyjdzie z żalów iść do piekła.

Nadzieja z serca uciekła,

5 Łaski Bóg zapomniał w sobie,A sna chce trapić i w grobie.

Przyjaciel otuchy tobieNie da, ani będzie takiSkądby był ratunek jaki,

10 Wzgardził mnie pokój wszelaki;Bo Bóg, jak płóciennik wątek,Odciął pociech moich szczątek.

W skazie mej światła początekNiszczy z rana do wieczora

15 Ręka, na pomstę nie skora.

Wzgardzona z prośbą pokora.Jak lew, kości me pokruszył.Co mam rzec? Pan się obruszył.

Wyrwałeś duszę, aby nie zginęła,Nazad rzuciwszy grzech, którym słynęła,Przeto iż piekło nie umie cię sławićAni grób, prawdą twoją chce się bawić.

5 Wzgardza imię twe, kto w otchłań wstępuje,Żywy, mój Panie, żywy się raduje,Że cię sam chwalić i potomka możeNauczyć twoję łaskę poznać, Boże.

Boże, wybaw mnie z doległości moich,

10 A będęć śpiewał nie bez dziatek swoichW domu twym; póki łaska twoja będzieŻywić nas, chcemy ciebie wielbić wszędzie.

Także z poranku począwszy, mój Panie,Konać mnie będziesz, aż ciemna noc przyjdzie?Także cię z płaczem rzewne narzekanie,Także wołanie nieme przed cię nie wnidzie?

5 Piszczę, jak ptasze od matki zgubione,Hukam, jak gołąb po dzieciach straconych,Ustają oczy w niebo wyniesione,Gwałt cierpię! Panie, ratuj sił strapionych!

Świtanie ziołom wdzięczną rosę niesie, —

10 Mnie na powiekach gwiazdy łez odchodzą!Fortunne ziółka, szczęsna trawo w lesie,Wy czyrstwiejecie, a mnie mdłości szkodzą.

Zwierz, ptastwo w nocy swe posiłki mają, —Mnie trapić księżyc na niebo wstępuje!

15 U inszych oczy z słońca rozkosz znają,Lecz w moim sercu dzień trwogi szykuje.

Panie, jeśli to żywot — a takiemiŁaskami być ma ta dusza bawiona —Niech ci nie będę przykry słowy memi —

20 W pokoju, gorzkość, daj, była skończona!

Ciebie miłosierny proszę Zbawicielu,O waleczny mężu, Izraelski Boże,

Nadziejo, ucieczko, podporo, obrono,Kiedyś mnie odkupił, wspomni, co kosztuję.

5 Rozkaż swym aniołom, niechaj ich straż czujęWszech czasów, na mieścu, jak je kolwiek krzczono,Niechaj o mię walczą jako wierni stróże,Ciała, dusze broniąc od przeciwnych wielu.

Wzdychanie me z łkaniem, rozkaż, stworzycielu,

10 Niechaj ci odnoszą (gdyż inak nie możePrzed majestat twój przyść), owa uważonoBędzie me wołanie, ja się uraduję.

Tobie się, Boże mój, wszytek ofiaruję,Daj, me przedsięwzięcie było utwierdzono,

15 A gdy wnętrzność ziemską ciału dasz za łoże,Niech cię dusza wielbi, mój odkupicielu.

Królu wszelkich narodów,Czemu ludzi tak wiele,Co mi smutnych przechodówŻycząc, mają wesele,

5 A jak iskry wzruszone,Niechętnych wojska rostą niezliczone?

Więc między nimi siła,Co chcą, by dusza mojaNa twej pieczy nie była,

10 A nieskończona twojaDobroć o nię nie dbała;Stąd mych upadków nadzieja w nich wstała.

Lecz się ja cieszę tobą,Boś ty moją obroną,

15 Nadzieją i ozdobą,Przez cię ujźrę wznieconąMą cześć, acz teraz zgasła,Duszę wesołą, co w ciężki żal zaszła.

Kiedy rostą me trwogi,

20 K tobie wołam w ciężkościI znam, że duch ubogiZ gniazd twych ziemskich niskościW niebo wchodzi. Stąd bioręPewną nadzieję, że mi dasz podporę.

25 Zaczem członki bezpiecznie,Z bojaźni otrząśnione,Łożu zwierzam koniecznie,Które snem ucieszoneBiorą z siłą moc taką,

30 Że mi nie ciężko znieść pracą wszelaką.

By też lud niezliczonyPowstał na moje szkodyNie byłbym zatrwożony.Porusz niebieskie zwody

35 I zwierzchność, Boże wieczny,Rzekłbym: w twej władzy mój żywot bezpieczny.

Wiem, że ramię władnąceTwe złosnych już dotknęło,Gdzie serca źle życzące.

40 Z ich szczek kości zginęłoTyle, coś starł, że siędąW rychle, gdzie żałość wieczną cierpieć będą.

Ty z wszelkiej doległościMożesz lud tobie miły

45 Wyrwać i mieć w radościI ozdobić ich siły;Przecz spuść swą łaskę, Panie,Niech zawżdy cieszy twych wiernych ufanie.

Gdzie są dowcipy i rozum wysoki,Co się do nauk zacnych udawały,A stąd i same tę nagrodę miały,Że sława ich szła w świat i kraj szeroki?

5 Gdzie obyczaje i cnot stek głęboki,Co się po świecie wszędy rozlewały;Z Saturnem Marsa ani ich spraw znały,Co dziś wiek psują pnąc się pod obłoki?

Ach, że rozrywek ozdoba i władza

10 Gaśnie, obżarstwo od wszech ulubioneI wyniszczyło szlachetne zwyczaje.

Dziś jasna woda i żołądź nie dajeSmaku, każdy się do wina przysadza,Pierzyn, rozkoszy — a cnoty wzgardzone.

Nieszczęście, mych łez chciwe,Długoż jeszcze złośliweBędziesz po sercu jad swój rozlewało?Byś się mem łkaniem kiedy nacieszyło;

5 Czylić ból i płacz mało?Sna chcesz, byś tak dni moje wyniszczyło?

Inszy, kiedy truchleją,Wspierają się nadziejąI wdzięczną myślą serce zabawiają;

10 Mnie duszę bierze i ciało zabija,Że smutki dolegająA otucha przyszłych pociech omija.

Ratunku z żadnej stronyNiema mój wiek strapiony,

15 Łzą się zmieniły me źrenice obie;Przyszłych się lękam, przeszłych dni żałuję;Życzyłbym śmierci sobie,Lecz i w grobie odpoczynku nie czuję.

Co wszytkim władniesz, Panie,

20 Przyjmi ciężkie wzdychanie;Wzgardziszli ty mnie, gdzież obrócę oczy,Gdzie serce skłonię, gdzie podniosę ręce?Gdy żal z oka łzę toczy,Daj pokorę, daj cierpliwość w męce!

Panie, zmiłuj się a nie rzekę więcej,Zmiłuj się, Boże, nad ciałem co pręcej,Nad ciałem, mówię, bo z dawnego wiekuMiło nędznemu znać twą łaskę człeku.

5 Wiem, że staranie ludzkie nie pomoże,Jeśli ty skutku nie udzielisz, Boże;Stąd żal nieznośny, iż wzdycham do ciebie,Łkam, płaczę, wołam, wżdym wzgardzon w potrzebie.

Miłoć, Panie, sna, kto cię z serca wzywa,

10 Miło człowieku, gdy wysłuchasz, bywa,Usta wołają, źrenica łzę toczy,Wżdy miłosierdzia nie widzą me oczy.

Podobno grzesznych nie wysłuchasz, Panie;Co jeśli tak jest, toć próżne ufanie

15 Człowiek ma w tobie. Lecz ja chcę dni swojeKończyć ufając w miłosierdzie twoje.

Panie Boże mojego zbawienia, ku tobieWe dnie wołam i w nocy wznoszę oczy obie;Niech przed cię prośba wnidzie, przyjmi z łzą wzdychanie,Nakłoń ucha swojego na rzewne wołanie.

5 Bo dusza moja zewsząd złem jest napełniona,A na żywot piekielna szczeka otworzona,Policzonym z orszaki, co w otchłań zstępują,Co w śmierci, bez ratunku, wolnymi się czują.

Jak zranieni, którycheś zaniedbał, w grobie,

10 Od ręki twej zagnani, toż i ja znam w sobie.Wepchnionym jest w co głębsze jezioro i w cienieAlbo w mieśca, do których zajęte śmierć żenie.

Nademną twoje gniewy srogie zgromadzoneI wszelkie nawałności z strachem obrócone.

15 Oddaliłeś znajome, stałem się im brzydki,Wydanym bez występku, strapion nieużytki.

Cały dzień wołam, Panie, ręce wznoszę k tobie;Czyli dziwy czynić chcesz tym, co leżą w grobie,Czyli wskrzesić lekarz ma, coby cię sławili?

20 W grobiech twa dobroć tajna, w piekle ją wzgardzili.

Ciemności zaż znać mogą dziwne sprawy twoje?A w ziemi niepamięci sprawiedliwe zdroje?Ja k tobie wołam, Panie, a prośby wychodząDusze mej utrapionej, przód niż zorza wschodzą.

25 Czemuż, ojcze, odrzucasz modlitwy me? CzemuOblicze swe odwracasz? Przecz mnie ubogiemuZ młodości, w wielkiej pracy, we czci usadziwszy,W pokorze smutkom szkodzić dasz, tak poniżywszy?

Na mię się obróciły gniewy twe, a strachy

30 Bojaźnią napełniają mych przybytków gmachy.Jak wodą, ze wszytkich stron trwogi obegnały,Przyjaciela z znajomym me nędze nie znały.

Także mnie, mój Panie, zapomnisz koniecznie,I swą odemnie będziesz twarz odwracał wiecznie?Długoż dusza ma o mnie radzić ma bez skutku,Dni me w żałości tracąc i w nieznośnym smutku?

5 Długoż pysznie urągać ma człek nieżyczliwy?Wejźry a wysłuchaj mnie, Boże dobrotliwy,Oświeć oczy, by w śmierci nie zasnęły srogi[ej],Ani przeciwny rzec mógł, że mnie przywiódł w trwogi.

Pocieszy się nieżyczny, jeśli się pochylę;

10 Lecz, gdyż ci, Panie, ufam, niechaj się nie mylę.Twym ratunkiem serce me uweselisz, Panie,Zaczem ci chwałę oddam i z dzięką śpiewanie.

Panie, któż w gmachach twoich ma mieszkanieDla odpoczynku, któż na onej stanie

Górze świętej? Ten, co bez zmazy wchodzi,A z kogo sąd sprawiedliwy pochodzi.

5 Ten, co na sercu swem prawdę piastuje,Ani językiem złych fałszów cukruje,Co nie czyni źle bliźniemu swojemu,Ani życzy nic ku pośmiechu jemu.

Kto wykorzenić złego jest chętliwy,

10 Bogobojnego uczcić pożądliwy,A, co przyrzekł, na swej pieczy ma ono,Nie chcąc, by to fałszem było rzeczono.

Ten, co pieniędzmi w lichwę nie szafowałA za niewinne darów nie przyjmował.

15 Kto tak czyni, by upadł, trwog nie trzeba,Bo go wiecznie Bóg będzie bronił z nieba.

Mdłych, znędzonych krewkości,Przydź, o pocieszycieluŁaskawy, o ciężkościNaszych lekarzu z wszech przedni, nie z wielu,

5 Nad wszytkie, co ich byłoA swoją sławą który wiek zdobiło.

Przydź, duchu świętobliwy,A me serce nieczyste,Które mój płacz rzewliwy

10 Płócze, niech ognie twe suszą wieczyste.Ty oświeć te ciemności,Które powstały z moich nieprawości.

Wiesz, iż, chocia z opoki,Pobrzeżne psują ściany

15 Morskich wałów przeskoki;Tak i mnie wielkie a głębokie ranyCzynią grzechy brzydliwe,Stąd mi noc przykra, dni nie pożądliwe.

Przydź, władzo niezwyciężna,

20 A ręką wiecznej mocy,Co wszem siłam potężna,Przeciw tym lodom dodaj mi pomocy,Co mą duszę objęły;Niech nią nie władnie, acz ją w swą moc wzięły,

25 Śmierć albo więc zdradliwyNieprzyjaciel on srogi,Co się rad jak życzliwyStawi a zwodząc słodzi swe nałogi,By tak władnął bezpiecznie

30 W ciemnościach, gdzie strach i ból mieszka wiecznie.

Nie ma, gdy najśliczniejszyRok wszech pełen radości,Liścia las najgęściejszy,Ni kwiatów łąka, ni zioł w ich hojności,

35 Jak ja smutków, żałościMam w nędznem sercu z okrutnej chytrości.

Ulecz duszę troskliwąI nędzną, bo zwątpiłaW swem zdrowiu, gdy teskliwą

40 Febrą zjęta; daj, tobą się trzeźwiła,Nie konfekty z sokamiZ zioł różnych ani z kwiatków receptami.

Ugaś wnętrzne pragnienieOnym żywym potokiem

45 Łaski twej, co sumnienieW nas uwesela, nie ziemskich wód stokiem;Owaby jad zmiarkowałLudzkich żałości, który mnie zwojował.

Nie przeto, żem jest od państw oddalony,A, iż tak Bóg chce, w skarby nie bogaty,Nie, iż w gałązki moj szczep nie rogaty,Ni owoc jego nadzieją zmocniony;

5 Nie przeto, że mój dzień chmurą strwożonyPragnąć i głód mrzeć, potnieć, ziębnąć na tyZiemi przymusza; nie, iż świat, mej stratyChcąc, w tysiąc zdrad jest strasznie uzbrojony;

Ani, że ma przyść ostatnia godzina,

10 Żywot mi brzydzi: ale dla płomieniaCielesnej żądzej, co na mą krew chciwy.

Okrutny, szkodny, ciężki, niewściągliwyOgniu, dla ciebiem daleki zbawienia.Że śmierci pragnę, tyś przednia przyczyna.

Zastałem, zdrowo, zastałem, mój Boże,W cale to, za co dziękować nie możeNie tylko mój, lecz język, wymownegoWyrzec łaski twej, człowieka żadnego.

5 Ucieszyłeś mnie z swej dobroci, Panie,Odmieniłeś płacz w wesołe śpiewanie,Już wszytko insze duszy utrapionejZnośne, skądkolwiek złe przypadnie onej.

Bądź chwalon wiecznie, zmysł i ciało tobie

10 Niech cześć oddawa, a gdy członki w grobieZłożą swe kości, niech duch nie ustawa,Niechaj cię wielbi, niech ci chwałę dawa.

Boże wszechmocny, Boże dobrotliwy,Wspomni, proszę cię, jako mnie złośliwy,

15 Nieprzyjacielski duch pośmiechem trapi;Wybaw z przykrości, niż mnie śmierć załapi.

Dobroć mnie twoja, Panie, pocieszyła,Z chorób, frasunków duszę otrzeźwiła,Zaczem wzgardzonej lutnie swej dobędę,Łaskę twą sławiąc z śpiewaki usiędę.

5 Z wierszem dzięki mej strony zgodnie brzmiąceRozpuszczę, Boże, tak opływająceMiłosierdzia twe, lutości niezmierneRoznosząc między serca tobie wierne.

Bądź chwalon, Panie, za to, coć się zdało,

10 By się ochłodą mego serca stało;Proszę, w pokoju racz dni mych doliczyć,Przy tem do wiecznej chwały drogi życzyć.

Tu sławić, ojcze, tam cię chwalić wiecznieDaj, Boże święty; daj, proszę serdecznie,

15 Znak nieżyczliwym, żeś mnie wspomógł, Panie,Przejźry me głupstwa a potwierdź ufanie.

Panie, co wiecznym rozumem kierujeszNiebo i ziemię, czasom rozkazujeszIść zawżdy, zmiennym sam nie będąc, wszemuMienić się każesz, coś dał śmiertelnemu.

5 Zgrzeszyłem niebu i samemu tobie,Niegodnym, abyś mnie synem zwał sobie,Zbłądziłem, jak więc owca w ciemnym lesie,Niech do owczarnie twa łaska doniesie.

Nie śmiem źrenice wznieść na góry twoje,

10 Bo grzech zasłania wstydem oczy moje;Wszakoż, gdzież uciec mam przed twojem okiem,Gdzież się mam schronić przed strasznym wyrokiem?

Kto mym rzecznikiem przed tobą się zjawi,Kto mnie w liczbie twych wybranych postawi?

15 Zażeś nie ty jest, Panie, ojcem moim,Coś grzechy przeniósł miłosierdziem twojem?

Żem syn niegodny, sumnienie wyznawa,I słusznie, gdy mnie twój sąd na śmierć wzdawa;Lecz miłosierdzie niegodne przyjmuje, —

20 Ratuj mą duszę, gdy w grzechach styskuje.

Przecz, wieków Panie, ginę tak w żałości?Gdyż to głos twojej niezmiernej lutości,Że nie chcesz, by był grzeszny zatracony,Radniej chcesz, by żył k tobie nawrócony.

5 Przodkowie naszy wołali ku tobieIlekroć jaką ciężkość czuli w sobie,

Wybawiałeś je, gdy prosili oni;Iż ci ufali, nie byli zelżoni.

Gdy im co czynić rady nie stawało,

10 Skoro się oko ich k tobie udało,Wysłuchawałeś i zbawiał dla siebie.By znali dobroć nieprzebraną w niebie.

Częstoś był, Panie, ich sprawą zjątrzony,A gdyś je karał gniewem poruszony,

15 Widząc ich ucisk i łzy żałobliwe,Okazowałeś folgi pożądliwe.

A dziś, kędy są, ojcze, łaski twoje?Łaski, co z wieków słynęły? Przecz mojeChęci serdeczne ciału w moc są dane?

20 Niech w mych łzach będą twe łaski uznane.

Proszę, mój Panie, nie pchaj mnie od siebieAni opuszczaj, gdy wołam w potrzebie;Nie daj mi ginąć! Jakoż, wzgardziszli ty,Będę jako proch od wichrów ubity.

5 Zbłądziła dusza jak owca stracona,Nie daj, by była od wilków zjedzona;Gdyż tych wiele jest, co jej urągają:„Nie wie Bóg o niej“ wszetecznie wołają.

Ustawa w twoim ratunku, mój Panie,

10 Gdy oko łza żre, piersi targa łkanie;Wszytka ma krasa po ziemi spłynęłaPrzeto, iż ma złość twą łaskę odcięła.

Pamiętaj, Panie, żem proch starty nogą.Patrz, jakom zniżon ustawiczną trwogą;

15 Ochłodź łaską swą, grzech odpuść, niż zejdęNa mieśca, z których tu nazad nie przyjdę.

Po co się wznoszę, czemu tuszę sobieZ mojej krewkości spodobać się tobie?Gdyż twoje rady są niezrozumiane,A przecz co czynisz, przyczyny nieznane.

5 Gdy człowiek chętny a do kresu bieży,Na którym zakład wiecznej chwały leży,Podczas przypada, że mu wolą mienisz,A przeciwnego często swym być mienisz.

Których się sprawy chwalebne widziały,

10 W głębokość sprośnych ciemności wpadały;A co się chlebem anielskim karmili,Potem z świniami słodziny trawili.

Skąd rękę weźmiesz, świątobliwość ginie,Gdzie ty nie radzisz, tam rozum nie słynie;

15 W niwecz wszelka straż, w niwecz chęć i cnoty,Gdy, Panie, naszej nie wspierasz ochoty.

Próżno się upor przeciw tobie sili,Bez twej pomocy bieg, acz dobry, zmyli.Gdzie ty odstąpisz, tam się inak dzieje,

20 Niż obiecują serdeczne nadzieje.

Racz tedy nasze twierdzić dobre sprawy,Racz chęć odwodzić od brzydkiej zabawy,Chętne posilaj, przywiedź ociętnegoDla wiecznej chwały majestatu twego.

Zniszcz z nieba, królu możny,Żywym płomieniem twej świętej miłościOziębły a niezbożnyZmysł zwykłych nieprawości,

5 Co okoliczne zjął sercu krewkości.

By wszytek rozpalonyOgniem twym świętym, jak wdzięczne pochodniePałał z wsząd ogarnionyZawżdy jasno, nadobnie,

10 Wzgardziwszy radę, co zwodzi łagodnie.

W twej łasce zasadzonaMoja nadzieja, wielce pożądana,A tak jest rozkrzewionaI listkami odziana,

15 Że kwitnąc w różne barwy jest ubrana.

Posilaj ją potokiemOnej niebieskiej dobroci i świętej,Co codzień świeżym skokiemW swoich źródłach zaczęty,

20 Śród ziołek płynie, po łące rozpięty.

Bo gdyby powściągnionyBył twej łaski skok, łacnoby gałązkaUschła, czem ja strwożonyZniszczećbym mógł do kąska

25 I w strachu zginąć, gdyż twa droga wązka.

Daj, by wszelkie staranieProsto k tobie szło, jak do celu strzałaStrzelca dobrego. Panie,

Niechajby prostowała

30 Dusza ku tobie skrzydła, świat wzgardzała.

Tak, iżby on smok stary,Co czułem okiem zawsze pieczołuje,Nieżyczny, z wszelkiej miary,By mię wwiódł, usiłuje,

35 W swe cienie, gdzie płacz, ból, strach się najduje.

Próżno złosny pracował!Lecz, ptasznikowi rówien, co stawiającSieci, długo pilnował,A gniewem opływając,

40 Do domu się wrócił siebie przeklinając.

Gdym żył bez ciebie, dusza zimna była,Duch pełen pychy, serce nieczystości,Jeden dzień nie był, Panie wszech wieczności,By się twą wolą ma myśl zabawiła.

5 Przyszła kaźń, trwoga przytomna się lżyła,Strachu nie czynić we mnie ni żałości,Tak iżbym kiedy chciał odstąpić złości,Co zaślepiwszy w niewoli więziła.

Lecz z wnętrznych, świętych promieni znażony

10 Leżałem, mając za wodze i panySprosną chęć, zwyczaj zły, głupią nadzieję.

Z wiecznych przybytków z strachem wywołany,Byłem niebieskim zastępom wzgardzony,Gniew twój śmierć wwodził, przecz i dziś truchleję.

Zmiłuj się Boże, miłosierdzia Panie,Wysłuchaj, proszę, me rzewliwe łkanieWedług lutości nigdy nieprzebranejI dobroci twej, wiekom ukazanej.

5 Odwróć spół z twarzą oko dobrotliweA nie chciej baczyć na sprawy złośliwe;Występki moje, jakiekolwiek były,Niechby się wodą łaski twej omyły.

Serce stwórz we mnie w prawdzie przeźroczyste,

10 Niech nie bywają w niem myśli nieczyste,Duch wnętrzności mych, szczyrością zmocniony,Niech nie przyjmuje fałszów z żadnej strony.

A ty nie spuszczaj, ojcze, z twego wzroku,Lecz niechaj będę zawżdy na twym oku;

15 Ducha świętego, ducha twej własności,Nie bierz od moich śmiertelnych krewkości.

Gdzie się mam uciec? Głowę swoję kędyNa świecie skłonię, gdyż obchodząc rzędyLudzkich narodów, nie znam statecznościŻywych wnętrzności.

5 Nie najdziesz, ktoby z serca pożałował;Nie masz, ktoryby z chęci poratował,A choć postawa i słowa łagodne,Myśli niezgodne.

Nieszczęsny, kto się na ludzkim buduje

10 Duchu, bo rychlej niż z lodem szwankuje;W żal Pan przywodzi, gdy kto śmiertelnemuUfa, nie jemu.

Jeśliż więc człowiek w sprawach niestatecznyJest znan, i broni wierzyć mu Bóg wieczny,

15 Przeczżem tak głupi, czemu tak szaleję,Kłaść w nim nadzieję?

Do ciebie, Panie, wzdycham, i do ciebieRęce wynoszę w teskliwej potrzebie.W ciężkościach moich ściągni świętą rękę,

20  A oddal mękę!

Wyrwi, bo nie wiem o żadnym sposobie,By mnie ratował, lecz się we wszem tobieZlecam, bo sama twoja dobroć zawżdyLeczy ból każdy.

Panie, usłysz prośby moje,Na mój głos skłoń uszy swoje,W prawdzie twej sprawiedliwości,Wysłuchaj me doległości.

5 W sąd się nie wdaj z słngąsługą swoim,Bo któż przed obliczem twojem,Kto przed tobą sprawiedliwy?Nie nalazł się człowiek żywy.

I mej nieprzyjaciel duszy

10 Prześladując przykro tuszy,Ku ziemi skłonił me siły,Zmysły strwożył, co w nich były,

W nieznośne ciemności włożył,Jak te, co śmiercią utrwożył,

15 Udręczył mnie ciężkościami,Serce umęczył troskami.

A iż pomnię przeszłe lata,Jakoś zwykł ratować świata,Wynosi ręce ku tobie

20 Dusza, schnąc jak ziemia w sobie.

Proszę, niż we wszem ustanie,Byś ją raczył wspomódz, Panie,Słysząc jej łkanie rzewliwe,Niż pożre piekło straszliwe.

Boże, daj ratunk w mojem utrapieniu,Bo kłamna rada w ludzkiem pokoleniu,Nadzieja zdradna w pomocy człowieczej;Sam ten bezpieczny, kogo masz na pieczej.

5 Rzadki przyjaciel, a ledwo doznany,By trwał, gdy człowiek frasunkom podany.A jeślić więc raz w żałości poradzi,Przypadnie druga, ali się odsadzi.

Błogo tej duszy, która mówi sobie:

10 Pan cząstka moja, a nadzieję w tobiePokłada, bo któż widzian opuszczony,Któregoś ty wziął do swojej obrony?

Często człowieka i własny zmysł zdradzi;Cóż za dziw, jeśli obcy zdradnie radzi?

15 Kłamca duch ludzki! Komuż wierzyć, Panie,W kim jest bezpieczne, krom ciebie, ufanie?

Zewsząd ciężkości dusze dolegają,A wolę, że mnie twe gniewy sięgają,

Boś miłosierny. Lecz ludziom wpaść w ręce,

20 Niemasz skończenia, niemasz miary w męce.

Uchowaj od nich, strzeż wargi fałszywej,Prowadź me usta po drodze prawdziwej,Twierdź statecznością, a sam z doległościPomóż, mój Boże, z swej świątobliwości.

Dziecię się urodziło i syn nam jest dany;A więc nie syn kowalów, jako był nazwany,Ale syn rzemieśnika, co słońce z świtaniemStworzył, księżyc i gwiazdy swem upodobaniem.

5 On chocia wszytkie inne czasy sam zgotował,Jednak ten dzień z osobna hojnie udarował.Weselmy się z poskoki, gdyż go sam Pan sprawił,Nam dał wolność, szatana wszelkiej władzej zbawił.

Trzy dziwne rzeczy spaja: bóstwo nierozdzielne;

10 Dzisia, gdy ciało bierze z panienki śmiertelne,Złącza bóstwo z człowiekiem, matkę z panną, bierzeDo tych dwu ludzkie serce, pałające w wierze.

W jednę osobę weszło: słowo, dusza, ciało,I to troje jednem się, jedno trojem stało.

15 Wszakoż nie z pomieszania tych trojga istności,Ale z jednej osoby własnej społeczności.

Więc matka z panną spólnie: wtóre zjednoczenie.A tego nie słychało ludzkie pokolenie,Żeby panną być mogła, która porodziła,

20 Albo też matką bywszy, żeby panną była.

Trzecie: serca ludzkiego złączenie jest z wiarą;To acz pierwszego niższe, trzecią kładę miarą;

Jednak u wszech tak dziwne, że śmiem przyznać jemu,Iż swoją sprawą równe z tych pierwszych każdemu.

25 Bo zaż nie dziwna, jak ta wiara w sercu wstawa,Gdy słyszym, że się dzisia Bóg człowiekiem stawa.Więc iż panna bez zmazy, chocia porodziła,Owszem czystości więtszej, niźli w matce była.

Dziwują się prorocy, anieli, mędrcowie

30 Takiemu narodzeniu, święci doktorowie;Rozum nie jest, by sposób nalazł sprawy taki,Ustawa ludzki język i dowcip wszelaki.

Duch wieczny to sprawuje, duch nieogarniony,Duch boży, władzy pełen, duch niezwyciężony.

35 Weselmy się z poskoki, gdyż Pan ten dzień sprawiłNam wolność dał, szatana wszelkiej władzej zbawił.

Obrzezują twe święte, Panie, ciało,By stąd ludzkiemu poddane się stało;Zakonu tegoż by wolą pełniło,Z posłuszeństwa się nigdzie nie chroniło.

5 Daj, synu boży, daj o synu wieczny,Mnie też obrzezać mój zbytek serdeczny,Serce z złych myśli, z spraw przemierzłych ciało,By w twym zakonie zawżdy się dzierżało.

O światło wieczne a przewyższające

10 Słońce z błyskaniem, obłok przechodzące,Wnętrzność serdeczną oświeć, zmysły mojeOczyść, uwesel przez dobroci swoje.

Z królów chaldejskich trzej wieszcze niosąć dary,W trójcy jedynemu, potrójne ofiary.Bierz mirrę, żeś człowiek — złoto, żeś król wieczny, —Kadzidłem wyznawa Boga zmysł serdeczny.

5 Nieba oświadczają nowych gwiazd jasnością,Anieli śpiewaniem i wielką radością,Pasterze, lud prosty, zbawicielem znają,Przed swym stworzycielem zwierzęta padają.

A ja, nędzny robak, coć, Panie, przynoszę?

10 Ból, wzdychanie z łkaniem. Przyjmi z łaską, proszę,Mój ucisk potrójny a, w trójcy jedyny,Pomóż, bym uchodził twych gniewów przyczyny.

Każ, niech moje teskliweTroski, które mnie do dna pogrążają,A światem przyciskają,Srogie, nielutościwe,

5 Acz nic jeden dzień, serca żreć przestają.

Jeśli długi a srogiSzturm niebezpieczny a wichry straszliweI wody przeraźliweCichną, ulżając trwogi,

10 By wyschła, łódki żałując niebogi,

Czemuż moje ciężkości,Czasów nieszczęsnych, tak mają koniecznieMe serce cisnąć wiecznie?

O Boże, o lutości

15 Panie, racz władzą odjąć mej żałości,

Abym nie był skazanyNa długie, a sna ono potępienie,Gdzie wieczne strachów cienie;A gdym tak sfrasowany

20 Żywot mój nie był głupie dokonany.

Użycz, Panie, możności,Gdy złosne czasy trapią żałobliwie,Bym krzywdy niósł cierpliwie,A dusza w tej przykrości

25 Uczyła się znać obłudę nizkości.

Znać świat i jego wadyDaj, by z wysokiej twej krynice onyMój zmysł był napojony,A tu, żyjąc bez wady,

30 Wzgardził odmienny żywot i szkarady.

Każ, niech będą skończoneTroski, co od twej woli odrywają,A w nadziejej zdradzają;Zbieżeć daj, wzgardzić one,

35 Jak na koniu, gdzie skrzydła przyrodzone.

Wwiedź na górę wysokąTwych wdzięcznych zabaw, gdzie zimy nie bywa,Lecz kwiat wieczny nakrywaWiosny bez końca szeroką

40 Łąkę, co wszech cnót ma studnię głęboką.

Tę zdobi, a potoki,Co żywej wody źródełka puszczają,Brzeg ziołki nakrywają,

Z perłami kędzior troki:

45 Niech tam z anioły mój duch ma obroki.

Przy twym stole, o Panie,Gdzie twoja dobroć hojną rozkosz dawaTym, co swymiuznawa,A nigdy nie ustanie,

50 Acz i noc zginie i przy niej świtanie.

Tak łaską zapalonaDusza okowy zrzuci tej nizkościI fałszywe radości,Gdzie boleść zgromadzona;

55 Tak niech umiera, byś jej życzył łona [?].łona.

BędzieżI będzież koniec trapieniu mojemu?Ujźręż znak, jakoś, Panie, dobrotliwy?Światło wszech wieków, Jezu świątobliwy,Bądź posileniem pielgrzymowi twemu.

5 Usta bez głosu, tobie, wszechmocnemu,Milczenie skarży, iżeś tak leniwyPocieszyć łaską mój zmysł żałobliwy.Przydź, Panie, okaż łaskę pokornemu.

Spuść rękę możną, wyrwi z doległości,

10 Przydź, Panie święty, bo bez ciebie zdrojeGorzkich łez wstając oczy zatapiają.

Pokoju dzień mój nie ma od ciężkości,Od pokarmów są próżne usta moje;Panie, zdejm pęta, co serce targają.

Gdy wspomnię na swą złość, snadnie rzekę, Panie,Iż niegodno, aby me z płaczem wołaniePrzed majestatem twym kiedy stanąć miało,Bo wieczną wzgardą być dosyć przyczyn dało.

5 A przeto, gdy karzesz, czynisz sprawiedliwie,Przeciw temu mówić nie mogę prawdziwie,Pocieszyszli kiedy, nie godność ma czyni,Lecz twe miłosierdzie bez wszelkiej przyczyny.

Nie patrz na me głupstwo, odwróć oczy swoje

10 Od sprosności moich, a dobroci twojeNiech memi prośbami nie brzydzą się, Panie,Bo wzgardziszli grzesznym, zkądżeć cześć powstanie?

Nie są tej godności nieba, ni anieli,By swem dostojeństwem twoję łaskę mieli.

15 Dobroć twoja tylko, dobroć twoja, Panie,Napełnia obłoki, utwierdza otchłanie.

Czyń i zemnie, ojcze, tobie takowego,Abym poczytan był w liczbie ludu twego;Uskrom’ chęć do złego, a wziąwszy za rękę,

20 Wiedź, gdzie dobra twoje, a jać oddam dziękę.

Boskiej łaski, Panie, boskiej łaski pragnę,Boskiej łaski żebrzę, póki w grób nie wpadnę,Lutości tej proszę, co z wieków słynęła,A dla naszych złości z nieba się ściągnęła.

5 Jeśli miłosierdzie ludzkie mam znać w tobiePrzyjdzie zwątpić iście i rozpaczać w sobie,

Gdyż tak znam swe złości, że lutość człowieczaBy odpuścić mogła, próżna o tem piecza.

Gdyś w gniewie, mój Boże, uznaj krewkość moję,

10 A zatem miarkować chciej furyą swoję,Która zmysły moje szkodliwie zaraża,A w przepaści prawie i otchłanie zraża.

Grzech, Panie, gniewu chciw, występek karania;Lecz, ojcze dobroci, mojego wołania

15 Na stronę nie rzucaj, pomni łaskę swoję,Ratuj miłosierdziem smutną duszę moję.

Panie, modlą się za mną, nie sam proszę ciebie,Jednak cię miłosierdzie nie chce ruszyć w niebie;Boże mój, ulituj się; niech me złosne ciałoCiebie tak nie obraża, by mnie w śmierć dać miało.

5 W aniołach doskonałość nie jest naleziona,Coć przed obliczem służą; złość jest popełniona;Cóżbym rzekł, którzy się tu błotem oblepiliA głupstwem niewymownem zmysły zaślepili?

Zaczem, promień słoneczny gdy pędzi świtanie,

10 Wstawa kłopot z frasunkiem na nas nędzne, Panie,Który człowieka dręczy a gryźć nie przestawa,Acz księżyc swoje czasy odpoczynkom dawa.

To tak dzień za dzień zawżdy, póki nie upadnie,Wola tem twoja, Panie, twa łaska tem władnie.

15 Lecz, gdy człeka nawiedzasz, pomniąc krewkość jego,Racz od wiecznej śmierci strzedz i upadku złego.

Zaprawdę, błogo temu, kogo Bóg nawiedza,A głupi, kto go za to chwałą upośledza.Bo ten jest, co zasmuca, ten jest, co weseli,Ten jest, co żywot dawa i ten, co z nim dzieli.

5 Z sześci niebezpieczeństwa on cię wyswobodzi,A siódme cię nie dotknie, bo on w to ugodzi;W głodzie broni od śmierci, od miecza na wojnie,Od bicza ust wszetecznych, dobrem uczci hojnie.

Dostatek wszego ujźrysz, a kiedy potrzeba,

10 Niemy zwierz przychylnym ci dadzą życzne nieba,Kamień leżący w roli szkodzić ci nie będzie,I owszem, do pożytku sam się skłoni wszędzie.

Obaczysz pokój w domu, a czeladkę twojęKarmiąc, uznasz wesołą wszędy duszę swoję.

15 Ucieszy cię potomek, a obfitość wszegoPrzeniesie liczbę kwiatów i liścia różnego.

Wstąpisz w starości w grób swój, jak kłosek pożęty,Co w snopiech, czasu swego, do stodół przyjęty.Doznali tego inszy, okaż i mnie, Panie,

20 Że każdy skutek weźmie me w tobie ufanie.

Obrażali głupstwo me, racz być stróżem moim,A pomóż, bym tu chodził w rozkazaniu twojem;Uczyń koniec uciskom, bo to czuję w sobie,Że dziękować za łaskę pewnie będę tobie.

Rzeki z siebie puszczają oczy, Panie, moje,Że lekce poważyły przykazanie twoje;

Co za ucisk z wzdychaniem tacy słudzy mają,Dobrze to z swoją skazą zmysły moje znają.

5 Nędznym ja, i któż wyrwie z ciała poddanegoStrasznej śmierci? Któż przyjmie w obronę drżącego?Zstąpięli na dna morskie — tam wieczny Bóg władnie,Skryjęli się w otchłanie — i tam najdzie snadnie.

Cóż rzekę w tej swej trwodze? Rozpacz mnie nalega,

10 Nadzieja osłabiała, co dawno przestrzega,Aby z kresu onego dusza nie zstąpiła,Na którym w zbawicielu ratunk zasadziła.

O lekarzu, co władniesz biegi niebieskiemiA wszelkie niedostatki leczysz tu, na ziemi,

15 Od frasunku oczyszczasz, wracasz do żywota,Acz się już kto opiera o piekielne wrota.

Zgładź głupie nieprawości, osusz oczy moje,Oświeć zmysły, by znały przykazanie twojeChcącemu k tobie pomóż, przymuś upornego,

20 Ty, co żałość odnosisz z zginienia grzesznego.

Gdy uzdy kładą na słoneczne konieGodziny, noc skracaŚwitanie a po stronieWszelkiej światłem pozłaca

5 Niebo i łąkom hojność ozdób wraca,

Obracam oczy, łzami obciążoneI snem jeszcze, k wiecznemuBogu, by omył oneZmazy, które smutnemu

10 Ciężą na duszy, niszcząc zmysł nędznemu.

A jak z krynice, co w każdej godzinieWypuszcza potok żywyPrzejźrystem źródłem płynie,Własnością swą, życzliwy,

15 Ziółka odżywia i kwiat pożądliwy,

Tak też z mych oczu przez jagody, skokiJasne w swojej własnościMają hojne potoki;A za me nieprawości

20 Wilżą piersi łzą pełną wszech gorzkości.

Zatem me serce do Pana wynoszę,By me występki złosnePrzejźrane były, proszę,Myśli zeszły żałosne,

25 Co, jako głodne Harpije i sprosne,

Duszę mą trapią godziny wszelakiejStrachem, by uczajonyWąż nie brał chluby jakiej,Nad mię władzą zmocniony;

30 A ja, bym nie był w wieczną śmierć wrzucony.

Bo zmysł, prze długi zwyczaj okrutnościPełen, złosny, panujeA zdradą wszech wdzięcznościSerce zwodząc zyskuje

35 I w zwykłe błędy drogi mu prostuje.

Duszo uporna, ślepegoś to wodzaPrzewodnikiem obrała?Nędzna, tak ciągną wodzaJego pochlebstw, byś trwała

40 A niebezpiecznych dróg nie opuszczała.

Ty, królu nieba, ojcze dobrotliwy,Duszy, prostoty srogi[ej],Którą on, tak zdradliwySmok, załudza w swe progi,

45 A skrępowawszy silen jest ubogi[ej],

Rozetni węzeł szpadą rozpalonąTwej łaski nieskończonej,By nie szła zniewolona,Gdzie wabi utajony,

50 I gdzie strwożoną ciągnie duch zwaśniony.

W tobie, mój Panie, mam nadzieję swoję,A przetoż ofiaruj꯹dzą i z nią myśl moję,I tę dziś opłókuję

55 Łzami pokuty, którą w sercu czuję.

Przytem twej łaski, miłosierdzia k temu,Przy lutniej rym śpiewając,Pamięć dam światu temu,Że serce me ufając

60 Łaskę odniosło, k tobie przystawając.

Podobny morzu w głębi rozległemuŻywot mój, troski zewsząd napełniony:W morzu rozliczny dziw jest zatajony, —Z strachem skryta myśl — nie gość sercu memu.

5 Częsty skarb w morzu, niepotrzebny jemu,W głębokich piaskach bywa naleziony; —Tak ja klenoty jestem obciążonyPrzeszłych rozkoszy, wdzięcznych czasów k temu.

Z wiatry, deszczami, jak się morze wadzi,

10 Tak płacz z wzdychaniem mój wiek prześladuje —W niem ryb obfitość — z troski a żałości.

Po morzu okręt nie jeden żegluje —Ma myśl też żądzą nie jednę prowadzi;W niem wody — we mnie jest nadzieje dości.

Jako iskra, która się na świat ukazuje,Bujno z swego płomienia [w] górę wylatuje;Tę wiatr tam i sam miece, aż od niego zgaśnie, —Tak człowiek, acz się zdobi, niszczeje tu właśnie.

5 Gdzież się tedy uciekać i co myślić sobie?Do ciebie się obrócić trzeba, bo o tobiePewna wiadomość, Boże, iż twa moc tak władnie,Że, jako się jej schronić, duch żaden nie zgadnie.

Uniżone w sercu ich wystawiasz na takie

10 Mieśca, gdzie mijać muszą kłopoty wszelakie,Mędrce z ich głupstwa karzesz, a złosnych chytrościObracasz w pośmiech ludzki, onym ku lekkości.

W tobie nędzny zasadził nadzieję, a złosnyZawarł wszeteczną szczekę i swój umysł sprosny;

15 W tobie sierota żywie, nakarmion łaknący,Nagi ciepło nakryty, wzięt pielgrzymujący.

K tobie i ja obracam oczy w swojej trwodze,Tobą żale swe leczę, co mnie niszczą srodze.Gdy tak złe wiatry miecą iskrę, Panie, twoję,

20 Niż na wieki zagaszą, daj znać łaskę swoję.

Ale jakoż do Boga, gdyż niebo zamknione?Próg regestry założon, gdzie złości znaczone,Sprawiedliwość nagrzewa, świat nie ma przyczyńce,Rozrywka i baczenie pełne są tesknice.

5 Łaska chce polepszenia, my w gorsze śpieszymy,A, jak rzeczy powinnej, folgowania chcemy.Nic to, acz gorsze czasy, świat zewsząd niszczeje,Nic, kiedy nie przytłucze ciężar, acz się chwieje.

Żałości zewsząd cisną, a sumnienie piecze,

10 Serce frasunki trapią a z oka łza ciecze;Że Bóg karze, mówiemy, że nielutościwy,A tego nikt nie wspomni, że winien złośliwy.

Niemasz, ktoby poprawił domu gnijącego,Tych dość, co popychają ledwo stojącego;

15 Odwieść się żaden nie da, każdy, umysł wziętykażdy umysł wzięty,Pełni a dosyć jemu, ze z postawy święty.

O Panie, zaż to nie lud, co stworzon twą ręką?Zaż nie ci są, któreś ty odkupił swą męką?Zaż chytrość dyabelska ma mieć władzą taką?

20 Czyli na zatracenie chcesz wzdać płeć wszelaką?

O Panie, prace rąk twych nie rzucaj od siebie,Acz się drze upornie precz. Zbawicielu, ciebieProsiem, zwiedź gwałtem z drogi, w której cię gniewamy,Zaż nie lepiej, niż zginąć, żeć cześć, chwałę, damy?

Panno, nad wszytkie chwalebna od wieku,Córko, małżonko, matko wszechmocnego,Ołtarzu chleba żywy,Co czyni wiek prawdziwy,

5 Pomocy wielka u Boga wiecznego!Żywota twego on owoc tak święty,Żródło łaski płynące,Proś, by cnoty kwitnąceWe mnie mnożył, a nie szkodził przeklęty.

10 Stopniu, po którym syn wiecznego, z nieba,Boga zszedł, by dał żywot śmiertelnemu,Niech przez cię głos wstępuje,Gdy mój duch ciężkość czuje.Racz być pomocą do łaski nędznemu!

15 Jak matka w domu, czci, wolności zatemUżywając, proś zawżdy,By syn grzech przejźrał każdyW chwale, na onym świecie, w łasce na tym.

Wielkiej zacności, wielkiej Panno cnoty,Zaż w mocy mojej takie są klenoty,Co dane twejby godne były ręki,Albo źrenice? cóżbym rzec chciał, dzięki?

5 Z wstydem postępki, cnót liczba tysięczna,Znaczna pod słońcem, zna ją i miesięcznaTrzoda ślicznych gwiazd, a człowiek gdy onęWidzi, twą sławę niósłby w każdą stronę.

Cóż tedy pocznę? gdyżbym rad darował

10 Czegoś jest godna, a Bóg to zachowałOd mojej władzej; więc sławić myśl chciwaWielką chęć małym rozumem rozrywa.

Lecz jeśli dobra wola mieśce miewa,Przyjmiesz i żale, co ten świat rozsiewa;

15 Puścisz przed oczy smutne rymy mojeA Bóg ucieszy wszytkie drogi twoje.

Waszej Miłości, mojej Miłościwej Pannypowolny i wszego dobrego życzliwy sługa

Sebastyan Grabowiecki.

Słoneczne zorza, alboście zniknęły,Czyli me oczy łzami wypłynęły?Że wesołego dnia widzieć nie mogę,Nawet i nocna cichość dawa trwogę.

5 Nieba posępne oczy, a żal duszęRozlicznie trapi, zaczem wierzyć muszę,Iż piekło z swoich wyzuło się złości,Z których przychodzą na mię te ciężkości.

Powieki w niebo, dusza k tobie, Panie,

15 Wynosi swą moc i ma to ufanie,Że się też kiedy onej użałujeszI dasz znać, jako pokorne miłujesz.

Skończ, Panie, swój gniew, skończ wzdychanie moje,Jeśli twa wola i zbawienie moje.

15 Chcąli też trapić twe wyroki wieczne,Daj skromnie znosić ciężkości serdeczne.

Serce struchlało, żywot cięży duszy;Strasznie upadła, więc sumnienie suszy,Wstyd opuściwszy, sprosność ulubiła,Grzech popełniwszy, więtszym go pokryła.

5 Haniebniem zbłądził, jednakeś, o Panie,Łaskawe ucho miał na moje łkanie.Acześ obrażon, wżdyś nie chciał sromotyW świecie przepuścić na moje prostoty.

O Panie, gdyś tu nie skarał wzruszony,

10 Owszem łaskawie skryłeś grzech pełniony,Niechciej na on dzień w pamięci go chować,Gdy na świat przyjdziesz złość wyrokiem psować.

Nie chowaj pomsty, nie chowaj karaniaNa on wiek przyszły, lecz moje starania,

15 Gdyż przykre były, do ciebie wołają;Bez obelżenia niech swoję kaźń mają.

Jako córka przed ojcem żałobliwaPłacze wstydu i czystości, rzewliwaŁzy leje,Błagając tęż złość sieje;

5 Piersi także ma dusza macza łzamiPłacząc złości z dziwnymi występkamiWżdy o tem,Coć brzydko, wnet myśli potem.

Płacz jej przyjmi, Boże mój lutościwy,

10 Chęć dobrą mnóż, a jak ociec chętliwyWszytko to, co cię boli,Odpuść, a rządź w twej woli.

Nie obrażaj się, ojcze dobrotliwy,Iżem, o sobie myśląc, tak troskliwy,Że pod czas zgoła zapominam ciebie,Ojcze nasz w niebie.

5 A choć też wspomnię, nie tą gorącością,Jakoby trzeba, ni tą zjęt miłością,Ratunku żebrzę, ani (wierząc sobie)Westchnę ku tobie.

Troski docześne k sobie przyciągają

10 W moc swą podbiwszy, serce odrywają.A ciężkościami, które we mnie rodząZ twoich dróg zwodzą.

Zatem i żądza następuje sprosna,Czystości zajźrąc zmysły zwodzi złosna,

15 Która tem cięższa, iż zgorszenie dawa,Stąd gniew twój wstawa.

O miłosierdzie proszę, dobrotliwyOjcze, syn zgubny. Odpuść, lutościwy.Odpuść występki, zwiedź z drogi przewrotnej

20  W złościach nieskrotnej.

Nie daj mi ginąć, pracej twojej ręki,Ratuj nędznego, a jać wieczne dziękiOddam, mój Panie, Boże wszem władnący.W łasce gorący.

25 Wiem, że nie życzysz zginienia grzesznemu.By żył bez grzechu, radniejbyś dał jemu;Zaczem ja wierzę, że się też zmiłujesz,A mnie ratujesz.

Skłoń ucho lutościwe,Gdy śród strasznego morzaŚwiata złego, gdzie pełno trwogi, zorza,Niesiem prośby rzewliwe

5 Do ciebie, byś nas ratował, troskliwe.

Widzisz, że szturm burzliwyZawżdy nas miece, trwożyNawałność, która dzień i noc się sroży,Tak iż jej skok straszliwy

10 Oderwał wiosła i żagiel życzliwy.

Bądź ratunkiem kwapliwymŁódce już połupany,Którą wiatr miece z plutą pomieszany,By w morzu śmierci chciwem

15 Nie zalał, dając późny żal chętliwym.

Widzę, że już przybiła,Panie, do ostrej skałyA coraz bliżej z strachem cisną wałyI chwila wichrowita,

20 Tak iż się boi na dnie być zakryta.

O jak błogosławieni,Co w twoje porty wieczneWpadli, przez drogi, miejsca niebezpieczneŻycznym wiatrem pędzeni,

25 Żagle zwinąwszy na twój brzeg zsadzeni.

A pozbywszy ciężkości,Trosk omylnego wieku,Serce uwiodszy z nędz przykrych człowieku,W polach twoich radości

30 Żywią, w pokoju wszelakich wdzięczności.

My jeszcze pełni trwogi,Co na tej głębi trwamyOkrutnej, kędy pewności nie mamyO czasie, gdy wiatr drogi

35 Pańskiej wprowadzi w wiecznych gmachów progi.

Błądząc oczy wynosiemyKu ojczystym przyłogom,Gdzieś ty król królem i bóg inszym bogomA wygnańcy prosiemy

40 Twej łaski; Panie, niech ją odnosiemy!

Rozpuść swoje promienieW nasze straszne ciemności,Uskrom nawałność pełną wszech przykrości,By spokojne płynienie

45 Wesołe drogi swej miało skończenie.

To morze, piaski i skały straszliweZ mymi kłopoty podobieństwo mają:Bo te nie różną liczbę we mnie dają,Jak morze piasków ma w sobie błędliwe.

5 Więc tej ostrości me myśli troskliwe,Że morskie skały z niemi nie zrównają;A jak na morze, tak na mię wpadająTo bojaźń, to wnet nadzieje zdradliwe.

Jak piasek, tak mój dowcip nierodzący;

10 Dusza z frasunku w skałę przemieniona;Serce, jak morze, wichry utrapione.

Ono wód pełno, a me zatopioneOczy są łzami; wżdy myśl niezgwałcona,Acz wszelka radość rodzi żal trapiący.

Nie chciej straconym mieć, Boże wszechmocny;Dzienne wzdychanie i płacz przyjmi nocny,Pomóż mi z sideł i ciężkości srogi,Zmień złe nałogi.

5 Zwiedź z brzydkiej drogi, gdzie nowiną cnota,Chytrości ważne, z pośmiechem prostota,Występki rozkosz, ciężkość służyć BoguW bezbożnym progu.

Ku tobie wołam, królów panie wieczny,

10 Me łkanie uważ, głos przyjmi serdeczny,Żądzą moję znasz, przed tobą własnościMoich krewkości.

Zmiłuj się, ojcze, pomóż chętliwemu,Na twoje drogi, podaj rękę jemu,

15 Wyrwi z tęsknice, ulecz trwogi moje,Boleści zdroje.

Uprzejmość moja izaż mnie zasmuci?Szczyrość zaż trwogą zjętego porzuci?Boże wszechmocny, co prawdę miłujesz,Ty mnie ratujesz.

5 Niech nie przemaga nademną fałsz, zdrada,Ani obłudnych na mą skargę rada;Nie daj szwankować cnotam w ich prostocie,Bierz moc niecnocie.

Racz, Panie, w radość zmienić moje trwogi,

10 Gdyż na tobie mój duch poległ ubogi,Nie daj się zemnie cieszyć przeciwnemu,Ni przewrotnemu.

Złosne handszlaki, skarby wylichwione,Niech w mojem sercu nie będą pieszczone;

15 Dochodów, proszę, racz strzedz w mojej maleTobie ku chwale.

A przymnożyszli, nie mień mojej chęci,Niech mi twa łaska będzie na pamięci,Niechaj się twój lud spół zemną weseli,

20  Twym darem dzieli.

Tobie ofiary, tobie niech dawająChwałę, zemną spół dobroć wyznawają,Niech ci śpiewają, gdy odżeniesz srogąBojaźń z mą trwogą.

Wierzę, że do skruchy ty mnie sam przywodzisz,Ty swojemi słowy upadłego chłodzisz,Boś rzekł, że nie może nikt wchodzić do ciebie,Oprócz, by go ociec twój wciągnął do siebie.

5 To żeś mi dał poznać, wszech zbawienia chciwy,Uniżenie proszę, ojcze dobrotliwy,Spół i z synem miłym i Duchem swym świętym,Grzech odpuść, daj potem być w twe gmachy wziętym.

Zmiłuj się nademną, zmiłuj się, łaskawy

10 Ojcze, nie dopuszczaj, by złośliwe sprawy,Grzechy i występki, winy, niedbałości,Miały w zatracenie podać me krewkości.

Ty, co upadłego nie pragniesz zginienia,Owszem, dobrotliwy, czekasz nawrócenia,

15 Coś przyszedł pocieszać w żałości rzewliwe,Owce w swą owczarnią odnosić błędliwe,

Zmiłuj się, nie chowaj pomsty do żywotaPrzyszłego, lecz ma złość i z grzechem prostotaNiech, proszę, odnosi tu z pomstą karanie,

20 Kiedyć się spodoba i jak raczysz, Panie.

I wyście nieba, czyli ziemia krzywa,Moja źrenica iż tak na płacz chciwa,Widząc jak czasy z dobrymi kuglują,Gorszych szanują.

5 Sna próżno gwiazdy w tym winić, złe bogi,Gdy w zmysłach ludzkich szkodzą różne trwogi;Swawola winna, której to własnościMnożyć żałości.

Więc, żeśmy kresu dobiegli onego,

10 Na którym zakład zawodu dawnego,Płaca pustoty a nagroda złości —Ciężar przykrości.

Oko nie widzi, czemby się cieszyło,W ucho nie wpada, coby sercu miło,

15 Zmysł nie tak śmiały, by lepiej potuszył;Bóg się obruszył.

Bóg wieczny w prawdzie, Pan wieku onego,Co go nie począł czas ni skończy jego,

Pan, co wszem władnie, a gdzie wzrokiem ruszy.

20  Wszytko się kruszy, —

Zatrząsnął światem, jako rozgniewany,Roztropny z bacznym na pośmiech wydany.Lecz wspomni, Panie, (proszę) imię swoje.Sprawyć to twoje.

25 Niech się zły człowiek z onych nie weseli,Co w tobie, Panie, swą nadzieję mieli,Niech twoi znają, żeć dobrze ufali,Acz pośmiech znali.

Jak dobra córa, kiedy w ojcu znakiGniewnGniewu k sobie najduje,Prze występek swój jaki, —Twarz wstydem zafarbuje,

5 Pokornym sercem, głosem pełnym trwogi,O łaskę prosząc, upada pod nogi,

Tak, ojce dobry, wzrok wstydem zniżony,Pokory napełnioneSerce, acz z każdej strony

10 Obłokiem obtoczoneNikczemnych myśli, do ciebie podawam,Bo cię strapionych pociechą wyznawam.

Występków taić zmysły dróg nie znają,Gdyż wszelka skrytość tobie

15 Jak kryształy, co mająŚwiecę albo kwiat w sobie;Cokolwiek pocznie chęć nędzna, błędliwa,Twej przytomności wszytko się odkrywa.

Obacz me serce i żałości związek

20 Prze grzech często pełniony,Co, jak ptak śród gałązekNarzeka utrapiony,Gdy towarzysza utraci troskliwy,Którego z sobą niesie człek myśliwy.

25 Często więc mój zmysł przeciw rozumowiW mem sercu wojnę zwodzi.Lecz ta moc jest zmysłowi,Że mnie więźniem przywodziZłemu, iż muszę wszędy naśladować,

30 W tem szyszak ani szpada chce ratować.

Tyś sam jest świadom, jako człowiek mdłegoZmysłu i wszech krewkości,Jako chętny do złego,Gdzie niemasz twej zwierzchności,

35 Jak chytry, zdradny, zdawna jadowitySmok w sidłach swoich, nieprzyjaciel skryty.

Chęć prędka we mnie, siły nie dostawa,Więc się żądza nie zgadza,Co się w społeczność wdawa,

40 Jak stok, co w rzekę wchadza.Cóż tedy rzekę wszytkim utrapiony?Mamli ręce wzdać jako zwyciężony?

Ojcze dobroci, łaska nieskończonaTwa niech mię sama broni;

45 A dusza tak zwiedzionaNiech w cień twych skrzydeł stroni.Niech się zapala w twej, Panie, miłości;W tem, coć nie miło, niech nie ma radości.

Boże mój, o Boże mój, tożeś jest cierpliwy,Gdy cię ja gniewam grzesząc, tyś z łaską chętliwy.

Boże mój, o Boże mój, tożeś dobrotliwy,Gdy śmierci prze złość szukam, tyś zdrowie dać chciwy.

5 Boże mój, ojce łaski, cóż człowiek złośliwyMożeć oddać za dzięki, gdyś tak lutościwy?

Twa dobroć niech cię sławi, chwały tobie wieczneNiech wszytkie dni me dają i siły serdeczne.

Wierzyłem, żeś mnie miał wysłuchać, Panie,Przeto swój skutek wzięło me ufanie,Łaskąś zasłonił postępek złośliwy,Chcąc mi okazać, jakoś dobrotliwy.

5 A ja co czynię za dobroć tak wielką?Jak wiadro wodę, złość w się czerpam wszelką.Niewdzięczności dość, kiedym miał dziękować;Mam roskosz w grzechu, com zań miał żałować.

Zmiłuj się, Panie, zmiłuj się, łaskawy,

10 Niebu i ziemi brzydkie moje sprawyNiechaj nie wchodzą przed wszechmocne oko,Wyrwi z przepaści, w której tkwię głęboko.

Tobiem wystąpił i zgrzeszyłem tobie,Żałuję z serca, a źrenice obie

15 Łzy zatapiają; odpuść, dobrotliwy,Odpuść, o Panie, skutek obraźliwy.

Zmysł mi trwoży, Panie, twój sąd sprawiedliwy,Sumnienie mi gryzie mój grzech niewstydliwy,Strach serce przenika, oczy się zaćmiłyMe ciało struchlało a zginęły siły.

5 Uciska łakomstwo, pycha mnie nadyma,Zazdrość pokój niszczy, żądza krewkość zdżyma,Nieczystość gwałt czyni, lży obżarstwo sprosne,Gniew baczenie gubi, myśli mnoży złosne.

Omowa poduszcza, więc chciwość zawodzi,

10 Drapiestwo nalega a niezgodę rodzi,Gniew miesza w żyłach krew, płochość mnie rozpuszcza,Więc gnuśność potłomia, chytrość w złość poduszcza.

Pochlebstwo mnie zwodzi, ludzka chęć unosi,Szczypie potwarz; — a w tej trwodze oko wznosi

15 Dusza moja k tobie, o Boże łaskawy,Wspomni krewkość moję, z lutością sądź sprawy.

Oto, zbawicielu, zbiór ów zapalczywych,Oto, z którymim żył z początku sił żywych,Oto me kochania, którymem folgowałI przednia zabawa, którym wiarę chował.

5 To w czymem się ćwiczył, dawa potępienie,Co umiem, to dawa znaczne obelżenie;

To są, którem ważył, przyjaciele moi,To mistrzowie, wiodąc do niełaski twoi,

To panowie, com im posłuszeństwo wszędy

10 Oddawał, i to są rajce, którzy w błędyWierzącego wiedli, zemną mieszkający,To mieszczanie w domu mym spólnie żyjący.

Ach, niestetyż, królu i Boże mój wieczny,Grzech a złość to mój skarb, przeto ból serdeczny

15 Cierpię. Ucieczko ma, Panie, zaż kto żywie,Aby przed twem okiem mógł czyst być prawdziwie?

Jeśli miłosierdzia twojego nie będzieIzaż sprawiedliwy stanie w którym rzędzie?Jeśli twoja łaska człeka nie uprzedzi,

20 Zaż nie próżno chętny w myślach swych się biedzi?

Odpuść występki; łzy me osusz, Panie,Oddal ode mnie nadzieje fałszywe,Brzydkie rady zniszcz, omylne kochanie,Gmachy pokoju ukaż pożądliwe.

5 Sprawuj mnie, Boże, wziąwszy z rąk złosnemu,W pokoju, chleba żebrakowi twemuUdziel nędznemu.

Nagim jest, Panie, przed okiem twem, w złości;Nakryj mnie łaską, a któregoś sobie

10 Swym domowym zwał z ojcowskiej miłości,Nie chciej, bym kiedy miał brzydkim być tobie.Me serce twoja dobroć niech sprawuje,

Moim upadkiem niech się nie raduje,Kto źle winszuje.

Trąd sprosnych występków osiadł duszę moję,Przeto ciało krasę utraciło swoję,Z wiecznego żywota domum wyłączony,Z bram przybytków twoich swą wolą wypchniony.

5 Ściągni rękę swoję; możesz, gdy chcesz, Panie,Mnie zleczyć; bez ciebie próżne me staranie.Udziel mi izopu skruchy nieskończonejZ gorzkością pokuty złości niezliczonej.

Drzewo krzyża twego, ceder trwały wiecznie,

10 Niech w dobrym umyśle chowa mnie statecznie,Owoc niechaj we mnie trwa sprawiedliwości,Niech moc nie uwodzi żadnej odmienności.

Jedwab’ niech też będzie on jasnogorącyW ręku mych, jak miewał z trądu wychodzący;

15 Miękki, łacny umysł daj ku proszącemu,Jasny i gorący w chęci ku bliźniemu.

Para ptaszków zatem będzie twa ofiara,W ciele i duszy mej żywa wszędy wiara.Myśl o woli twojej nieodmienna będzie

20 I głosy twej chwały napełnione wszędzie.

Tak z trądu występków sprosnych oczyszczony,Z znaki zdrowia mego ondzie przypuszczonyBędę, gdzie przybytki twe, a w nich mieszczanie,Którzyć bez przestanku chwałę dają, Panie.

Jezu, Dawidów synu, miej nademnąLutość, gdyż widzisz, co ślepota zemnąPoczyna; widzisz, jak mój wzrok ubogiNie zna promieni twej światłości drogi.

5 Jezu, Dawidów synu, swej lutościPorusz, a choć mnie lud w pospolitościPrecz pcha od ciebie, jednak ty, mój Panie,Obróć się ku mnie, a słysz me wołanie.

Po wzroku, Panie, po wzroku styskuję;

10 Iżeś wszechmocny, przeto usiłuję,Byś mi oczyścił oko niewidome,A światło dał znać twym wiernym wiadome.

Jako Hierycho znaczy niedostatek,Tak człowiek bez twej rady jest niestatek.

15 Przybliż się, proszę, a gdyżeś sam droga,Przy tobie leżąc, żebrze, choć nieboga.

Obróć się ku mnie, usłysz me wołanie;Tłuszcza zawisna niech nie wadzi, Panie.Spytaj, czego chcę, ja powiem, ocz proszę:

20 Chcę widzieć, ty daj, niechaj wzrok odnoszę.

Jezu, Dawidów synu, racz nademnąLutość mieć, widząc, co zła krewkość zemnąPoczyna, gwałtem ciągnąc w swe okowy;Nie ratujeszli, jam więzień gotowy.

5 Jezu Dawidów, nie daj mnie nędznemuSzkodzić smokowi w chytrości możnemu.

Daj wzrok serdeczny, uszy przeczyść moje,Wiedź bieg leniwy, gdzie twej łaski zdroje.

Oswobodź związek mojego języka,

10 Zlecz trąd, bo gwałtem dusze mi się tyka,Uzdrów chorego, wzbudź martwe me siły,A chciej, by o mnie twe łaski radziły.

Tak zawżdy będę, Panie mój, żył w tobie,Mając twę chwałę w powinnej ozdobie,

15 Wiedząc, żeś ty jest syn boży prawdziwy,A iż sam żywot dawasz dobrotliwy.

W tobie i przez cię zna radość, co żywie,Ty wszytkim rządzisz, ty władniesz prawdziwie,Tobie cześć, sława, chwała wieków wiecznych.

20 Rzecz: dziej się według prośb twoich serdecznych.

Jakoż cię chwaląc, Panie,Siędę przy lutniej swojej?Jak rozpuszczę śpiewanie,Gdyż ty wymowie mojej

5 Rozum, głos dawasz z wiecznej władzej twojej.

Śmiertelna myśl nie może,(Acz barzo na to śmiała)I podobieństwem, Boże,Dosiądz, jaka twa chwała,

10 Nie tylko, żeby ją co zdobić miała.

W naczynie, Panie, ciasneTaka władza nie wpadnie,By wschód i zachód jasne,I jak nadzieja władnie,

15 Maluczką skierką oświeciło snadnie.

Jak słonecznej światłościOko się przypatrowaćNie może, tak krewkościLudzkie próżno gotować

20 Myśl mają, słowa, twe chwały zachować.

Twej zacności, wysoki,Nie widzą ni dochodząNaszych zmysłów przeskoki;Bo promienie zachodzą,

25 Które ćmią oczy i wzrokowi szkodzą.

Lecz gdy ty swej świecącejMnie udzielisz jasności,Obłok spędzisz ślepiącyTak, bym był tej godności,

30 Jak duchy, co tu żyły w twej miłości —

To pójdę w nocy, we dnie,Twe imię rozsławiając,W koliczny kraj i średnie,Dusze te zwoływając,

35 Co się wzbłąkały, żądzej dogadzając.

Źródło wieczne i żywe,Które skoki różnymiPuszczasz światło prawdziweW te, które w niebo swymi

40 Sposoby wwabiasz i czynisz własnymi,

Oczyść serce z ciemności,Które miąższa zasłonaTych świeckich obłudności

Ślepi! Daj, aby ona

45 Wesoło mogła, co dziś tak zemdlona,

Źrenica widzieć ciebieI łaski obiecane;Sam z sobą walcząc, z siebieZwycięstwo mieć żądane,

50 Tu zszedłszy, k tobie nieść zmysły wezwane!

Jak człowiek, co się dopuści niecnoty,Słońca nie lubi, lecz się kryje w cienie,Tak, skorom wzgardził twej łaski promienie,Wzrok wiecznych ogniów opuszczony, złoty,

5 Opadli duszę mą pełni ochotyNieprzyjaciele; ten, ów precz z niej żenieDary, co miały z nią trwać w wiecznej cenie,I przednie, co ją miały zdobić, cnoty.

Pałało serce, gdy mrozy trzaskały,

10 Ogniem piekielnym zewsząd obtoczone,Gnuśność spół mając, a z niem próżnowanie.

Błądziłem, gdzie dróg obłudności chciały,Bez światła, którem nieba ozdobione.O sprawo, z której nic nad żal nie kanie.

Podobneś mi jest drzewo, ucieszę się tobą,Bo widzę, że, jak zemną, świat poczyna z tobą;

Jedne gałązki poschły, drugie precz odcięte,Snać ci żal, żeś kiedy jest od ziemi przyjęte.

5 Tak zemną poczynają czasy zamierzone,Że jedne zmysły gasną, drugie już zniszczone,A często mi żal tego, że świat oko widzi,Bo kłopot serce trapi a żal żywot hydzi.

Myślęli co, nie pocznę, — pocznęli, nie sprawię,

10 Głowę troską a ręce próżną pracą bawię,A kiedy się ku nocy wdzięcznym snom raduję,Frasunk zwierzchnią pierzyną, żal poduszką czuję.

Panie, ty wiesz złości me, karz, niż weźmiesz z świata;Bo, niżbyś tam wzgardzić miał, wolę z płaczem lata.

15 Wszakoż strzeż dusze mojej, by nie chciała tego.tego,Czemby naruszyć mogła majestatu twego.

Królestwo Pańskie, któreś gorczycznemuZiarnu równane, co więc, gdy czas temu,Rość, rodzajnem być, ku drzewku podobne,Żywić i cieniem chłodzić jest sposobne,

5 Me ciało, zagon nieuprawnej roli,Daj być sposobnem siewu twojej woli;Daj, by gałązki szeroko wzniesioneTobie nosiło ziarny obciążone.

Albo ty, pani, co w dzieży trzy miary

10 Kwasisz, chcąc abyś z niej miała chleb jary,Gdyż mnie w dzieży masz, którą znam być światem,A wiarę świętą kwasem mienię zatem,

Mąki ze trzech miar nie żałuj udzielić:Życz, w trójcej świętej żądzam się weselić,

15 O święta pani cyrkwi, króla twegoProś, niech gorczyce ma łan z ciała mego.

Proś, niech gałązki jej się rozszerzają,Ziarna szczerości niech strączki oddają.Ptacy niebiescy, najświętszy anieli,

20 Z radością na nich odpoczynek mieli.

Kościele wieczny, zborze świętych w niebie,O ratunek mej chęci wzywam ciebie,Ten, co was w świecie czynił potężnymi,Proście, by tenże rządził zmysły memi.

Przednia części mych dóbr, Panie, zmysłów moichJest chęć zawżdy chodzić w świętych drogach twoich;Przeto przed twem okiem padając, serdecznieProsiłem o lutość, ojcze możny wiecznie.

5 Pomniąc na swe drogi czasów przepuszczonychOdwróciłem nogę, jak od obrzydzonych,A wyprostowałem bieg ku gościńcowiTwej wolej; bądź wodzem, proszę, pielgrzymowi.

Gotówem, a nie znam ni skąd roztargnienia,

10 Strzedz wszelkiego woli twojej naznaczenia,Skoro grzechów troki, którymim związanyBył, tyś oswobodził i poleczył rany.

Za czem i śród nocy porywam się z łożaDziwując się, jako wielka twa moc boża,

15 Jako ty o każdym, kto cię prosi, radzisz,A jak, z dróg przepaści zwiodszy, złości gładzisz.

Jestem jednym z onych, co się ciebie boją,I chęć mam zgadzać się z świętą wolą twoją;Miłosierdziem twojem gdyż ziemia opływa;

20 Ukaż twe przybytki duszy, co cię wzywa.

Panie nad pany, ojcze wszech lutościDo stołu syna twego w tej nizkościIdę, ciałem z krwią jego posilonyChcąc być a pragnąc pociech, utrapiony.

5 Idę do dawce żywota, schorzały.Nieczysty do wód łaski zawżdy trwały,Ślepy, do światła wieczystej jasności,Nagi, potrzebny, do pana wszech włości.

Proszę twej tedy łaski nieskończony,

10 Bym był z choroby swojej uzdrowiony,Oczyść z brzydkości, oczyść mą ślepotę,Ubogać nędzę, skryj nagą prostotę,

Bym anielskiego pana, królującychRozkażyciela i sprawcę władnących,

15 Z tą uczciwością, skruchą i miłością,Wiarą, pokorą przyjął i czystością,

Z tą wolą w sercu mocno utwierdzoną.Że potem nie ma chęć być złością lżoną;Zaczem duszy mej skąd by się twierdziło

20 Zdrowie i codzień pewniejszeby było.

Tak, ojcze łaski, syna jedynego,Jezusa pana i Boga naszego,Daj ciało przyjąć, które z Panny czystejWziął, chcąc nas wrócić do swobody istej.

25 Jakobym w ciele tajemnic zakrytychJego członkiem wzięt darów był obfitychNapełnion, które wieki sprawowały,A w drogach jego bezpiecznym chowały,

Ojcze lutości, daj, bym syna twego,

30 Którego jako pielgrzym świata tegoTu zakrytego przyjąć chcę w świątości,Istotnie widział w niebieskiej radości.

Najśliczniejszy Jezu, przez srogie wylanieKrwie twej, niechaj źródło gorzkich łez powstanieZ serca skruszonego, gdy mi się przed oczyNiewymowna łaska i twa dobroć toczy.

5 Zwłaszcza gdy przystąpić chcę do twego stoła,Świątość przyjąć pełną twych tajemnic zgoła,Świątość dziwną prawie, niebieską ofiarę,A czci z nabożeństwem dostojną nad miarę.

Świątość, coś, kapłanie sam niepokalany,

10 Ustawił, abyś stąd w miłości uznanyChwalon był od ludzi, a pomniąc na mękęI śmierć twą za nasz grzech, od nas miał swą dziękę.

W środku tak wysokich tajemnic twych, Panie,Niech się twa przytomność mym posiłkiem stanie,

15 Niech cię dusza czuje i przed tobą śpiewa,Niechaj się weseli, co teraz omdlewa.

Ogniu niezgaszony, miłości gorąca,Słodki Chryste Jezu, dobroci płynąca,Chlebie, co wszech żywisz, acz cię nie ubywa,

20 Całyś, acz łaknący pokarm z ciebie miewa.

Oświeć mnie, chęć zapal, poświęć twe naczynie,Oczyść z złości, łaski niechaj twej napłynie,Daj tak jeść twe ciało, bym przyjmując ciebie,Z ciebie i w tobie żył, wszedł i spół był w niebie.

Najwyższy kapłanie, biskupie prawdziwy,Jezu Chryste wieczny, któryś, dobrotliwy,Ojcuś się na krzyżu srogim ofiarował,Ofiarą czystości byś brzydkich ratował, —

5 Ty, któryś swe ciało nam dał ku żywnościA krew ku napoju i mdłych sił krewkości,Daj, to myślić co chcesz, rozumieć statecznie,Mówić o tym darze, któryś zrządził wiecznie.

Święty chlebie, żywy, śliczny, czysty k temu,

10 Coś z nieba zszedł żywot dając światu temu,Wnidź w me serce, wyniszcz ducha z ciałem zwady;Duszy, ciału użycz do zdrowia swej rady.

Nieprzyjaciele me, co sidła stawiają,Odżeń, twej bytności niechaj się lękają,

15 Bym z wewnątrz i z wierzchu tobą ostrzeżony,Do przybytków twoich prosto był wiedziony.

Tam zasłon nie będzie, tam się tajemniceOdkryją a święte widzieć dadzą lice,Sobą swe nasycisz, tam głód ciężki duszy

20 Nie będzie, a zmysłów pragnienie nie ruszy.

Racz być miłosierny, proszę, mnie grzesznemu,Ojcze wszelkiej łaski, ty utrapionemuOkaż się ratunkiem i mieścem bezpiecznym,A nikt nie zatrwoży strachem, by chciał, wiecznym.

5 Oto martwy leżę, Jezu lutościwy,Powstań, wskrześ mnie, a jać chwałę dam chętliwy;Nędznym i zemdlony, zdrowia nie znam w ciele,Tyś lekarz, ku tobie oczy niosę śmiele.

Nagim, więc mróz cierpię, ty władniesz pokłady.

10 Przeto w mym ucisku życz odzieniem rady;Głodem ginę śród tej tu strasznej pustyni, —Tyś pokarm, posilić racz, chlebie jedyny.

W pragnieniu omdlewam, — tyś napój żywota —Ochłodź! a gdy widzisz, że moja prostota

15 Na głębią przepaści strasznej zawiedziona,Ratuj, bo nawałność zewsząd poburzona.

Pracowałem krzycząc — przeto oniemiałoGardło me, a duszy mieśce nie zostało,Na którem od wody byłaby bezpieczna,

20 A prawie jej gaśnie władza ostateczna.

Wyrwi mnie z tej toni, posiłko zemdlonych,Ratuj, należco dusz, ludzi zawiedzionych;Tyś sam ma podpora, obrońca, wódz mężny,Tyś król, Pan i Bóg mój, mocą niezwyciężny.

Tyż to, mój Panie, Jezu lutościwyNawiedzić sługę masz, zbawienia chciwy?

Ale co sługę? Sna nieprzyjaciela,Com nie był wdzięczen twojej łaski wiela.

5 Różnych twych darów liczba nieskończona,Mnie ku pociecham często pozwolona,Powolnym tobie rzadko uczyniła,Częściej się tam drąc, gdzieby obraziła.

Lecz prze tę miłość, co cię z nieba zwiodła,

10 Ludzkim narodom otwierając źródłaTwojej dobroci, i która mieć chciała,Byś powłokę wziął z człowieczego ciała,

Więc głód, pragnienie, zimno, gorącości,Prace z pośmiechem, wzgardę, zelżywości,

15 Bicze, policzki, insze razy srogie,Aż śmierć na krzyżu zniosły członki drogie, —

Prze tę cię miłość, Jezu dobrotliwy,Proszę nie pomni, jakom ja złośliwy;Nie pomni, proszę, owszem oczy swoje

20 Odwróć a nie patrz na występki moje!

A gdy zasiędziesz na sąd ostateczny,Przejźry, o Jezu, żem ja tak beśpieczny,Nie wzdaj mnie z grzechy na winne karanie,Lecz niech twych zasług darem będą, Panie,

25 Niechaj zasłoną nieomylną wszędzie,W każdej mej trwodze, wiecznych czasów będzieKrew twoja droga, na srogim wylanaKrzyżu, gdyś nas brał z mocy od szatana.

Boże lutości, zmiłuj się nademną,A póki czas jest, uczyń łaskę ze mną,

Czas miłosierdzia póki służyć może,Bądź miłosierny, nie trać wiecznie, Boże.

5 Straszny mi, Panie, twój sąd ostateczny;Lecz zażbyś wolał mnie wzdać w on płacz wieczny?Gdyż z tam podanych cześć nie idzie tobie,Ani cię wielbią ci, co leżą w grobie.

Przecz, dobry Jezu, bądź mi lutościwy;

10 O Panie, nie bacz, jakom człek złośliwy.O słodki Jezu, wybaw mnie z mej trwogi,O Jezu, stróżem bądź duszy ubogiej.

Pomóż, o Jezu, wniść wśród twych wybranych,O zbawicielu, w twej wierze doznanych.

15 Nadziejo, tarczy tych, którzyć ufają,Przyjmi łzy, prośby niech twą łaskę znają.

Synu spłodzony z najczystszej dziewice,Przychodzącemu przed twe boskie liceNadzieję zmocni, otwórz skarby swoje,

20 Posil ciałem, krwią, mdłe krewkości moje.

Pokorę zatem, miłość i myśl czystąDaj; w troskach, smutku, cierpliwość wieczystą;Niech cię ze wszech sił ma dusza miłuje,Z tobą, w tobie, się niech wiecznie raduje.

JezuO Jezu, źródło łaski, Jezu dobrotliwy,O synu łaski pełnej panny, świątobliwy,Prawdy a miłosierdzia pełeneś, świątości,Zmiłuj się według twojej niezmiernej lutości.

5 Ciebie proszę, prze twojej wylanie krwie drogiej,W on czas, gdyś odkupował naród nasz ubogi,

Omyj złość mą, nie pchaj mnie od siebie, wzgardziwszy,Ciebie wzywam, aczem jest grzesznik najbrzydliwszy.

O Panie, coś mnie stworzył, stworzywszy krwią kupił,

10 Nie daj, by nieprzyjaciel mnie z twej łaski łupił;Nie cierp, aby moja złość mnie potępić miała,Gdy twa lutość niebieskiej łaski godnym znała.

Obacz a uważ, Boże, co twego jest we mnie,A co mem własnem być znasz, to wyrzuć precz ze mnie;

15 Przyjmi k tobie chcącego, póki czas lutości,Uczyń przybytek zemnie, a chowaj w czystości.

Panie i stworzycielu wszego, gdzie co żywie,Który niedołężności me leczysz prawdziwie,Boś możny, zbawicielem moim będąc k temu,Łaskę twą ofiarujesz występkowi memu.

5 Przetoś ty na świat zstąpił, byś zbawił stracone,A zbawiennymi czynił duchy zawiedzione;Daj z łaski a dobroci, mnie też pożyteczneByło, coś ludu swemu dał za skarby wieczne.

Daj, by mocą wylanej krwie i twego ciała

10 Dusza czysta od grzechów i sprosności trwała;Broń od niebezpieczeństwa a dzierż na swej drodze;Niech mnie twe miłosierdzie wyrwie wszelkiej trwodze.

Bądź zbawienie wszego świata pozdrowione,Od wieków ojcowskie słowo uwielbione,

Ofiaro prawdziwa, ciało wieczne, żywe,Niezmienny żywocie i bóstwo prawdziwe.

5 Bądź wielbione ciało z panny czystej wzięte,Coś za nas cierpiało na krzyżu rozpięte,Któreś rannym bokiem wylało krew z siebie,Gdy śmierć przyślesz, niech mam swój posiłek z ciebie.

O dobry, o wszelkiej napełnion lutości,

10 Użyj miłosierdzia, nie pomni mych złości,Daj by twoja męka mą też cząstką była,A kaźń złością winną w łaskę odmieniła.

Bądź krwi Pana mego Chrysta pozdrowiona,Z boku naświętszego srodze roztoczona,Co stary i nowy zakon płoczesz z złości,Omyj, poświęć duszę mą k wiecznej radości.

5 Panie, któryś nam tu, przy swej ostatecznejWieczerzy ciało dał, by we czci statecznejNam posiłkiem było, krew strzegła od mdłości;Daj pamiętać łaski twej wielkiej miłości.

Zmiłuj się, mój Boże, daj, by nie daremnie

10 Za mię się wylała, owszem to spraw we mnie,Abym w liczbę twoich wybranych był wzięty,I wszedł w on przybytek ojca twego święty.

O Panie, jak cię kapłan na trzy części dzieli,Tak się z twoich trzech osób niech każdy weseli,

Który w cię wierzy, Boże, a gdy przyjdzie k temu,Że więc dług płacić każesz tobie, Panu memu,

5 Kiedy się serce padać, kiedy język będzieSwoją mową się brzydził, a oko osiędzieOn sen twardy, — racz ducha wdzięczen być mojego,Daj wielbić w trzech osobach istność bóstwa twego.

Przyjąłeś, Boże wieczny, w mem ciele mieszkanie,A nie raczyłeś gardzić nędznym dachem, Panie;Za czem od dyabelskich sideł już beśpieczny,Wiecznie cię chwalić będzie mój umysł serdeczny.

5 Daj, Panie, pókim tu żyw, w ciele tem śmiertelnem,By me serce z chwałą twą nie było rozdzielnem.Niech cię sławi język mój, a wszytkie krewkościNiech mówią: i któż rówien twojej wszechmocności?

Niech mój zmysł czuje słodkość istności twej świętej,

10 Niech będę w środek straży anielskiej przyjęty,Rościągni rękę swoję a każ ustępowaćTym, co zwykli na me złe swe sidła gotować.

O światło najaśniejsze wiecznej prawdy bożej,Oświeć mój zmysł a rozpądź mgłę, co duszę trwoży,

15 Abym się wystrzegać mógł tobie brzydkich rzeczy,A coć miło, to daj mieć na ostrożnej pieczy.

Już we mnie miej przybytek wiecznie ulubiony,Bym z tobą, wdzięczny Jezu, bez końca złączony,Światem gardząc w twą władzą swój żywot oddawał,

20 A czystem sercem szczerze czcić cię nie przestawał.

Dziękujęć, żeś duszą mą nie wzgardził, Panie,Gdyż w pokorze z skruchą ma w tobie ufanie:Dziękujęć, żeś się mą nie brzydził wnętrznością,Owszemeś ją swoją ozdobił istnością.

5 Przeto na twej pieczy, o mój gościu drogi,Proszę, niechaj będzie ten pałac ubogi,I proszę, byś sobie ten gmach tak ulubił,By go wiecznie nie znał, co chciał, by mnie zgubił.

Strzeż, proszę, rycerzu nieprzezwyciężony,

10 Aby nieprzyjaciel z wzgardą wyrzucony,Gdy się z swym posiłkiem o mnie będzie silił,Za twoją pomocą na wszem się omylił.

Nie wpuszczaj go, Boże, w ten przybytek mały,Sprawy tobie miłe, daj, by w nim mieszkały,

15 Daj żywot bez wady, zmysł daj bez zganienia,O Panie, co pragniesz ludzkiego zbawienia.

Tak ci dusza moja od złego beśpieczna,Tak ci odda dzięki moja chęć serdeczna,Tak cię język nędzny chwalić, Boże, wszędzie

20 Za twoję obronę i ratunek będzie.

Dziękujęć, wiecznie możny, ojcze dobrotliwy,Wrócenia dusz do ciebie i zbawienia chciwy,Żeś niebieskich tajemnic i wiecznie trwającychDziś mi użyczyć raczył, zmysł posilających.

5 Racz drogi me sprawować, w bojaźni twej chodzić,Daj, aby żywotowi nie mogło nic szkodzić,Ścieżki nasze przed tobą niech będą bezpieczne,A ku tobie skłonione, daj, żądze serdeczne.

Niech będzie imię twoje sławne nad niebiosy;

10 Niech je po wszytkiej ziemi wielbią czyste głosy,Niech twa dobroć i łaska wszelkich wieków słynie.A niech szatańska chytrość przed twem okiem ginie.

Dziękujęć, o żywocie wszech żywiących prawy,Zbawicielu pokornych, Jezusie łaskawy,Który nas, nędzny lud swój, pielgrzymami znającI sierotami swemi, cieszysz nie przestając.

5 Przez kapłański postępek nieba swe otwierasz,A tu na świat zstępując grzeszne k sobie zbierasz,Tobie, najwyższy Panie i wiecznie władnący,Cześć dawa dusza moja i zmysł pałający.

O miłości, coś słowy nie jest wymówiona,

10 O dobroci, coś zmysły nie jest ogarniona,O Panie, co chcąc tylko byś z ojcem zjednoczył,Ciałoś swe za nas wydał i krew swą roztoczył,

Racz mi to, proszę cię, dać, by ten znak miłościI sakrament twój święty mnie strzegł od ran złości,

15 Niech mnie posila, Panie, w sprawach wdzięcznych tobie,Póki mi tu trwać każesz, niż wzowiesz ku sobie.

Boże wszechmocny, ojcze syna wiecznej chwały,U którego pokornych głosy wdzięcznie stały,Co prośbę i milczących, łaskawy, rozumiesz,A wedle ich zbawienia co chcesz, zrządzić umiesz,

5 Ja tobie dzięki czynię, żeś godnym uczyniłMnie twych świątości, a to, com ci był przewinił,Odpuściłeś łaskawy, łącząc mnie od złosnych,Ostrożnym być mi każąc od postępków sprosnych.

A gdyż nademną twoje imię jest wzywane,

10 Daj, niech drogi przewrotne będą zapomniane.Złącz mnie z miłymi tobie, a duch świątobliwyTwój niech zmysły me rządzi, pókim jedno żywy.

Ucz rzeczy niewiadomych; niedostatki mojeDoskonałością oświeć; a co znam, że twoje

15 Źrenice rade widzą, daj czynić serdecznie,Abyś mnie zatem w łasce swojej chował wiecznie.

Kapłany, sługi swoje, daj niepokalane;Króla chowaj w pokoju, a zwierzchności daneDzierż przy sprawiedliwości; niebo życzne zdrowem

20 Powietrzem zdob’ a ziemię daj z dochodem nowym.

Lud chowaj w opatrzności, na wszem doskonały,Nieprzyjaciel niech leci pod nogi zuchwały;W żywocie niewinności strzeż nas, dobrotliwy,A zatem ci cześć odda wszelki człowiek żywy.

25 Panieńskiej czystości strzeż, małżeństwem złączoneW statecznej wierze chowaj, potwierdź nieuczone,Niemowlątka chować racz do onego wieku,Aż zniosą w twojej chwale kres dany człowieku.

Nowotne w wierze utwierdź, a jeszcze błędliwe

30 Naucz swych naśladować, drogi znać prawdziwe;Nas wszytkie zgromadzić racz, a w one pokojeWiedź, gdzie w wiecznej radości masz przybytki swoje.

Napełni usta me, Panie, twoją chwałą,A wargi ozdobić radością racz trwałą,Żebym twoje imię sławił nie przestając,Twą wielmożność wielbił wszędy nie ustając.

5 Dzięki czyni tobie, Chryste, Boże wieczny,Dusza ma pokorna i umysł serdeczny,Żeś ciała i krwie twej nas uczestnikamiMieć chciał, grzechy nasze gładząc z występkami.

Więc życzysz wdzięcznego żywota i za tym

10 Straż dawasz, by dusza zdradom wichrowatymUchodząc, beśpieczną była od zginienia;Bądź cześć, chwała tobie, Panie, bez skończenia.

Dziękujęć, o Boże mój, żeś, acz niegodnego,Raczył, ojcze, przypuścić do stołu twojego,I uczyniłeś ducha mego ucześnikiemŁaski w sprawie kapłańskiej, acz się znam nędznikiem.

5 A gdyżem twe stworzenie, nakłoń ucha, proszę,Daj, niech z tego przyjęcia posiłek odnoszę,Niech to będzie wszem żywym i zmarłym k ochłodzie,Obroną od zginienia, ratunkiem w przygodzie.

Daj, abyśmy w radości na twój sąd powstali,

10 A obcując z twoimi wybranymi trwali;Niech twój syn, sędzia główny, na prawicę stawi,A z swemi owieczkami wiecznie błogosławi.

Niechaj, o Jezu Chryste, ta twa świątość będzieNaszem zdrowiem, niech gładzi nasze grzechy wszędzie;A gdyż nam ku zbawieniu twa podjęta męka,Niech z nami ku obronie będzie twoja ręka.

5 Dla nas piłeś gorzką żółć, abyś w nas gorzkościZmorzył, nieprzyjaciela straszliwej srogości;Dla nas pojoneś octem, aby mdłości mojeSwe posilenie brały i moc w trwogi swoje.

Dla nas uplwanyś, Panie, abyś nas pokropił

10 Rosą nieśmiertelności, a gdy nas grzech topił,Tyś od nas nawałności wszelakie odwrócił,A chcąc lud mieć beśpieczny, na sięś je obrócił.

Kruchą trzciną jesteś bit, abyś nas, nietrwałe,Do wiecznego żywota czynił doskonałe;

15 Cierniemeś koronowan, abyś w cię wierząceW korony twej miłości przybierał gorące.

W prześcieradłoś obwinion, abyś nas odziewałŁaską i pobożnością, a stąd radość miewał;Więc w nowym jesteś grobie martwym położony,

20 By w nowej łasce nowy świat był utwierdzony.

Niechaj tedy, o Jezu, ta twa świątość wszędzieStróżem grzechu a łaski twej przyczyną będzie;Niech zdrowie ciału dawa, dusze od zginieniaNiech broni, o obrońco wiernych pokolenia!

Miłuję, ojcze, ja ciebie, miłuję,Lecz nie tak, jak chęć pragnie,Bo więcej usiłuję

I znam żal, że moc mniej niż wola władnie,

5 Bobym dla ciebie wszytko wzgardził snadnie.

Lecz na szyi ma ciężkie jarzmo dusza,Nikczemnościami spięteTak, iż się ledwo rusza,Za swoje miłe skarby przedsięwzięte,

10 Zdradne nadzieje z obłudą przyjęte.

Zmysł nieostrożny jej tak jest zmocniony,Iż, gdzie chce, gwałtem wleczeŁańcuch na nię włożonyWoli, która ją swym uporem siecze

15 A z przystojnych dróg ściągnąwszy precz ściecze.

Stad, zbawicielu, niepamięć przychodziO tobie; i z błędów w błędyGdy ją żądza zawodzi,Żądza, wódz zdradny i omylny wszędy,

20 W łasce twej szkodząc, jako może kędy.

Bym twe ozdoby widział nieskończone,Bez cielesnej zasłony,Jak dusze uwielbione,Które twej łaski promień niezgaszony

25 Ogarnąwszy, wniósł przed anielskie trony.

Subtylny promień twej ślicznej jasności,Nade wszytkie mogący,Tego świata marnościZ myśli mojej by wypalił, gorący,

30 Tobą mnie ciesząc, w sercu pałający.

A jak Clitia, iż słońce miłuje,Tak nadobne od wieka, —Milcząc po niem styskuje

A swojem okiem poglądając z lekka

35 Kołem przywykłem pochodzi daleka, —

Tak ja źrenicą oczu mych serdecznych,Ku tobie obróconychZ onych żywiołów wiecznych,Duszębym cieszył, a żądzy mierzionych

40 Drogę precz puścił, w niepamięć rzuconych.

Z twej śmierci, Jezu, dochodziem żywota;Śmierć podejmując dla nas, władzą śmierciBierzesz, a z twej k nam miłości tej śmierciMoc dawasz, co nas wpuszcza do żywota.

5 Śmierci, ty godność przechodzisz żywota,Bo tobą człek ujść może wiecznej śmierci;Nie ma nic nad cię, święta, wdzięczna śmierci,Droższego ten skarb zmiennego żywota.

Przeto i mnie zbrzydł żywot, pragnąc śmierci,

10 Gdyż śmierć tylko wwieść może do żywota;Tak wielka waga w mych zmysłach tej śmierci.

Tak ja mrąc żyję, konam tak, żywotaDochodzę i tak pożądam tej śmierci,Że w niej jest rozkosz mojego żywota.

Synu wieków Pana, Jezu dobrotliwy,Królu nieba, ziemie, o Boże prawdziwy.Dla twych ran cię proszę, coś ukrzyżowany,Byś nas zbawił, racz dziś zleczyć moje rany.

5 Racz strzedz przez wszytek wiek śmiertelnie zgrzeszenia,Zelżywości, pokus, złej sławy, zgorszenia,Pośmiechu złośliwych i takiej przygody,Z której dusza twój gniew — nieżyczny znał gody.

Straż pilną, Boże mój, o mnie racz mieć zawżdy,

10 Od nagłej i inszej sprosnej śmierci każdyRacz strzedz, od płomieni otchłani piekielnychI przepaści z wieczną męką nierozdzielnych,

Boże dobrotliwy, niechaj to odnoszę:Dziś i zawżdy czynić (o to pilnie proszę)

15 To, co tobie miło; daj tego uchodzić,Coby na twej łasce duszy mogło szkodzić.

Boże miłosierny, źródło wszech lutości,Nad sprawą rąk twoich, wszędy łaski dości,Prze twe rany drogie, zacność męki twojej,

20 Śmierci sprawiedliwych życz jedynej mojej.

Świętej i pobożnej śmierci życz, życz końca,Coćby się spodobał; o wieczny obrońca,Daj, bym pierwej ciałem był, krwią twą pojonyI olejem świętym dostojnie sprawiony.

25 Zdrowy zmysł, nadzieję stałą, mocną wiaręDaj w ten czas, gdyć ducha oddam za ofiarę,Daj znać twoję łaskę, a w chwale, co wiecznieTrwać będzie, bym, Panie, z tobą żył społecznie.

O jak zły owoc niepowściągliwości!Gorzkość w nim jak żółć, a miecz mniej srogościW sobie ma ostry, bo zaż co niszczejeStraszniej, jak w kim złość podporą nadzieje?

5 O, jako dusza moja jest wzgardzona,Jak lekkoważna i wszem ohydzona,Jak zgasła, a jej sławę złość stłomiła,By sen, co z siebie źrenica złożyła.

Obraz jej z pańskich przybytków rzucony,

10 W księgach żywota jej wiek nie wspomniony,Stała się jako puhacz wszem straszliwy,Albo wróbl w pustkach, bez drugich teskliwy.

Wejźrysz po stronach, jakby lunął wodą,Niemasz nikogo, by chciał być ochłodą,

15 Nie ujźrysz, ktoby znajomym się liczył,Albo w ucisku pociechy użyczył.

W takiej, o Boże, w tej dusza ma toni;Nikt nie ratuje, życzliwy precz stroni,Stałem się jako naczynie wzgardzone;

20 Me imię ludzkim językiem zelżone.

Jednęż drogę wiem, tak żalem strapionyTwej łaski szukać; a ty obrażony,Widząc mą żałość, znając me gorzkości,Racz się poruszyć, proszę, ku lutości.

Dosyć już, duszo, niestałości było,Dość odmian w gorsze, dość w to, co cię lżyło,Przemień się w skałę i opokę twardą,W świętej pokorze bądź pokusom hardą.

5 Hardą pokusom bądź świętą pokorą,Nieprzyjaciele twoi niechaj biorą

Z żalem zelżywość, kiedy twoje siłyPańską pomocą będą się szczyciły.

Przemień się w krzemień, ten niech ogień dawa,

10 Co w niebo świeci, nie, co na śmierć wzdawa;Niech twoje serce do chwały zapalaWiecznej, a gniewu pańskiego oddala.

O Boże wieczny, co rządzisz niebiosy,Przyjmi łkanie me, przyjmi rzewne głosy;

15 Gdy o ratunek dusza ma się wznosiDo ciebie, ściągni rękę, daj, ocz prosi.

Daj niezmienną moc, życz tu, w niewinności,Daj stałość, strzedz się wszelkiej nieprawości,Daj, niech twa wola mnie weseli wszędzie,

20 A to, coć brzydko, niech we mnie nie będzie.

Złość wieków przeszłych niech ci na pamięci,Ojcze, nie będzie, i niech mnie nie smęciTwój gniew. O Panie, wyrwi z dróg brzydliwych,Daj ku twej czci żyć w ścieżkach świętobliwych.

Od wszech złości mych oczyść, Boże wieczny,Bo mnie i głupi wzgardza i wszeteczny.Ja milczeć muszę, bo moc twoja wielka,Lecz ulży ręki, zginie boleść wszelka.

5 Władza twej mocy tak mnie poniżyła,Że od karania już zginęła siła;Złości w tym winne, że duszę mą smucisz,A dziw, że na grunt piekielny nie zrzucisz.

Żyły me twój gniew zrównał pajęczynie,

10 Wżdy próżno, acz schnie człek w każdej godzinie,

Chciej głos mój słyszeć, przyjmi moje prośby,A płacz mój znając, wściągni gniew, zmień groźby.

Nie zwłócz, bom pielgrzym, cudzoziemiec k temu,Jak i przodkowie moi, oku twemu.

15 Sfolguj, daj wytchnąć, póki stad nie zejdęNa ono mieśce, skąd nazad nie przyjdę.

Czekał w nadziei człek nędzny, troskliwy,Owa Pan wejźry a jak, dobrotliwy,Głos mój usłyszy, więc ściągnąwszy rękę,Zmieni mą nędzę, zmysłom ciężką mękę

5 Wyrwie z jeziora moich doległości,Wprowadzi na grunt pełny wszech pewności,Drogi me w łasce swojej wyprostuje,A ich bezpieczność strażą obwaruje.

Wpuści w usta me wesela głos nowy,

10 Zaczem wnet chwałę da język gotowy,Co wiele inszych widząc (acz się strwożą)Uczyć się będą żyć pod łaską bożą.

Błogosławiony, komu imię pańskieMocną nadzieją, bo sidła szatańskie

15 Ten snadnie potrze a omylne chęciWzgardzi, puszczając obłudę z pamięci.

Czyniłeś, Panie, zawżdy cudów wiele,Cóż, gdybyś ucisk mój zmienił w wesele?Przeczbyś co czynił, rada nie wytkniona;

20 Proszę, niech dusza wydchnie utrapiona.

Boże, na ratunk, proszę, bądź chętliwy,Gdym w swym ucisku nędzny człek troskliwy,Nie odwłócz, Panie, a racz mnie ratować,Ty sam tem władniesz, nie daj mi szwankować.

5 Wzdaj tych na hańbę, niech będą zelżeni,Co na mej dusze ucisk rozsadzeni,Odwróć ich rady, niech się wstydzą złości,Zetrzy te, którzy pragną mej żałości.

Niech się weselą, niechaj się radują,

10 Co cię szukając naleść usiłują,Niech mówią krzycząc: bądź wielebny wiecznie,Boże nasz; woli twej strzegąc serdecznie.

A ty, gdyż widzisz, żem smutkiem ściśniony,Racz być na ratunk, ojcze mój, skłoniony;

15 Bądź mym posiłkiem, o mocny obrońca,A mym uciskom nie odkładaj końca.

Nie opuszczaj mnie, ojcze dobrotliwy,Nie odstępuj mnie, gwałt cierpię troskliwy,Spiesz się z ochłodą, kwap się mnie zachować,

20 Bez ciebie nikt mnie nie może ratować.

Dobry Jezu, o moja ucieczko prawdziwa,PrzyjemcoPrzyjęmco, zbawienie me, w którym, acz omdlewa,Dusza swą nadzieję ma, ufa, wierzy tobie,I twą wszytka być pragnie, przyjmi ją ku sobie.

5 Jak jeleń spracowany chłodnej szuka wody,Tak, źródło żywe, k tobie dusza ma przechody

Wiedzieć żąda, chcąc czerpać z źródeł obfitościZbawiciela swojego rzek, wszelkiej wieczności.

Jak najemnik ku końcu wzdycha prace swojej,

10 Tak ja ku tobie, Panie. Użycz prośbie mojejUcha boskiej lutości, niech przed cię przychodzi,Boże, wołanie moje a pomoc przywodzi.

Jam jest owca błędliwa, pasterzu łaskawy;Szukaj jej a w klipę swych prowadź, stróżu prawy,

15 Odmień płacz mnie w wesele, nakłoń twego ucha,A racz głos przyjąć, Panie, strapionego ducha.

Nie patrz na mą niegodność, lecz dla twej lutościRacz mi się dać w dziedzictwo, królu wysokości,Nie zawieraj przedemną drzwi swojej owczarnie,

20 Bo szatańska szczeka tuż, nie daj ginąć marnie.

Córo Syońska, zrzuć łańcuchy z szyje,Niech dana wolność w więzieniu nie żyje,Z rąk i nóg twoich otrząśni okowy,Wyrwi z niewoli ozdoby twej głowy.

5 Ciernie precz wykop i oset kolący,Siej na nowinie i roli rodzący,Obrzeż się Panu, a myśli swych zbytekPorzuć pod nogi Panu twemu wszytek,

By kiedy nie wstał gniewem poruszony

10 A ogień puścił, z tej i owej stronyObjął płomieniem a w ciężkości takiejNiskąd nie było pomocy nijakiej.

Wstań, woła na cię Pan, a spiesz się k niemu;Poddawszy ramię brzemieniu swojemu,

15 Nieś swe uciski, złóż i doległościPrzed oczy święte Pana wszech lutości.

Za podle siebie kiedy cię postawi,W on czas niech ci się, jak kto raczy, stawi,Nie będzie ta moc, być była straszliwa,

20 O Panie wspomóż, dusza władzej zbywa.

Ach Panie, i cóż widy jest i przeczże się dzieje,Że deszcz we dnie i w nocy bez przestanku leje?Alboć przeto, że nasze serca zatwardzoneW złościach, więc niebo za nas w łzy jest obrócone.

5 O Boże, coś i z wody sakrament ustawiłA żywot chrześcijański z pogan przezeń sprawił,Prosiem, wysłuchaj głosy ludzi tobie wiernych,Racz wściągnąć, dobrotliwy, niepogód bezmiernych.

Bicz twój żywioła tego w tajemnic twych skutek

10 Obróć, uśmierz strach w ludziech, uskrom’ w sercach smutek;Daj, co się ku twej chwale w wodzie odrodzili,By tym gniewem wzruszeni w twych drogach chodzili.

Jak spracowana i pragnąca łaniaSzuka wody chłodzącej,Tak dusza, bez przestaniaZ światem i jego sprawy się biedzący,

5 Chce cię, zdroju żywiący.

Z którego, jak z dziś dobytej kryniceWdzięczne potoki wstają,Zatapiając tesknice,

Myśl świętej chęci hojnie napełniają,

10 Miłować cię wzbudzają.

I będzież kiedy, że oswobodzonaZ tych doczesnych ciężkości,Z żywota obłud, onaKu pałacom twej niebieskiej radości

15 Puści skrzydła wolności?

I kiedyż tego błędliwego wiekuPuszczej błotnej, straszliwy,Dam tył? Skąd bieżeć człekuZa tobą się chce, o wodzu życzliwy,

20 Tuż w trop twój świętobliwy.

Wynidzież kiedy, zwyciężywszy trwogi,Z onych trosk, które siejeŚwiat, z nich czyniąc szturm srogi,Z zdradnych rozkoszy, omylnej nadzieje,

25 Czy w nich dusza zniszczeje?

Weź styr sam, Panie, łódki utrapionej,Wieź, jak żeglarz życzliwy,A gdy ciężar ulżonyZ towarów będzie, co kładł świat zdradliwy,

30 Wnet wpłynę w port prawdziwy.

I ujźrę na twem wszech jasności ciele,W twarzy oświecający, —Z której Oryzon śmieleSwe światło bierze, gdy każesz, władnący —

35 Raj, wieczny wiek dający.

O dniu pożądny, o czasie wesoły,W którym upadnie trwoga,A dusza spół z anioły

Ten świat obłudny wzgardziwszy, nieboga,

40 Wnidzie do Boga!

O wieczny Boże, studnico lutości,Wejźry, proszę cię, na moje żałości,Które mnie zewsząd nad miarę ścisnęłyI zmysły zjęły.

5 Snam cię opuścił, przetom człek zelżony;Odstępiłem cię, więcem w proch rzucony;Wzgardziłem, Panie, twych wód potok wieczny,Stąd ból serdeczny.

Uzdrow’ mnie, ojcze, a stanę się zdrowy;

10 Zbaw’ mnie, a trwoga nie tknie mojej głowy;Tyś ma ozdoba, z ciebie mnie cześć wstawa;Niech nie ustawa.

Oto mi mówią: Gdzie są obietnicePańskie? Niech przyjdą! A stąd mnie tesknice

15 Nie tkną, bo zmysły ludzi się nie bojąZa strażą twoją.

Nie trwoż tylko ty, o nadziejo moja,Niech mnie w trapieniu strzeże łaska twoja,A jeśli mnie w czem tknie człowiek złośliwy,

20  Karz, dobrotliwy.

Niech zelżon będzie, kto mnie prześladuje,Na mnie shańbienia niech nikt nie najduje,Niech je żrą trwogi, niech je strach zabija,Mnie złe niech mija.

25 Rozmnoż żałości w ich dniach niezliczone;Pośpiesz; niech, Panie, rychło widzą one,

Ile mnie życzą, daj tyle troj onymSkutkiem dotknionym.

Żałość serce żre, łzy psują źrenice;Boże mój wieczny, obacz me tesknice,Niemasz ratunku i nikogo z onychMnie ulubionych.

5 Zaż co złego jest; by dusza nie znała?Tylko śmierć; i tej mniejby się lękała,Niż takich żalów, jakie mnie trapiłyPsując me siły.

Powinni, krewni, wszyscy mnie wzgardzali,

10 A na mą hańbę straż swą rozsadzali,Prześladując mnie, wiedli w mieśce ciasne,Niewoli jasne.

Wszytkie me drogi łzami opływały,Ktoby z pociechę do mnie szedł, nie znały,

15 Wrota otworem, kłotki pogwałcone,Smutkiem stłuczone.

Służebnice me i słudzy życzliwi,Jako sieroty chodzili troskliwi;Dusza gorzkością srogą napełniona,

20  We mnie trapiona.

Dziatki niewinne, ledwo oglądane,Na świat przyjęte, zaś wskok z świata brane;Śród mych ciężkości to ochłody moje:Łez gorzkich zdroje.

25 Z ucisku mego cieszył się złośliwy,Iżeś ty tak chciał, ojcze dobrotliwy;

Odmień ich radość, ulży swojej ręki,Skończ moje męki.

Nieprzyjaciele głowy pilnowali

30 A obfitszymi we wszem się stawali.Czemuż, o Panie? Przyczyn gorzkościSna me krewkości.

Lecz zaż jest, Boże, kto nie grzeszy tobie?I aniołowie nie są w takiej próbie!

35 Nie chciej, o Panie, wchodzić w sądy zemną,Bo śmierć nademną.

Zdradne przeciw mnie języki puszczali,A jadów pełną mową zabijali,Co za moję chęć mnie szanować mieli,

40  To zelżyć chcieli.

W tem serce moje modłą się bawiło,Żeś je wysłuchał, pokorą sprawiło;Stąd co me dobre złości oddawali,Twój gniew poznali.

45 Gdy mnie smucili ludzie nieprawdziwi,A bez przyczyny trapili złośliwi,Tyś mi obrońcą powstał, tyś żałościMienił w radości.

Lżycieś mnie nie dał, gdy fałsze wstawały,

50 Takie twe łaski moje łkania znały.Niech i dziś widzą, żeś ty mój stróż drogi;Broń mnie od trwogi!

Chwalcie Pana anieli jego niezwyciężni,I którzy świętą wolą czynicie, potężni;

Chwalcie Boga zastępów wojska przeraźliwe,Któreście rozkazania jego pełnić chciwe.

5 Chwalcie Pana, ile was świętych kiedy było,Pana, którego imię nieba przewyższyło,Pana, którego chwała przeszła świata brzegiI co rządzi niebieskie od wszech wieków biegi.

Jego sprawy z waszych ust chwałę niechaj mają,

10 W krajach, gdziekolwiek jego wszechmocności znają,Gdzieżkolwiek władzej jego wiadomość dochodzi,Z ust, Panie, żywiących dusz niech ci się cześć rodzi.

Boś mnie z ucisku mego, ojcze, wyswobodził,Niechętnemuś zabronił, że mnie nie uszkodził,

15 Gdy mówił nieprzyjaciel: »upadł, wykrzykajmy,Dzierżmy, a iżby nie wstał, pilnie przestrzegajmy«,

Bóg się mej nędze podjął, przyjął mnie w obronę,W tem oko me pojźrało w tę i owę stronę,Ujźrałem władzą pańską i chęć ludzkiej złości;

20 Ta zeszła; Pan obrońcą wszelkiej niewinności.

Niech go wszelki głos chwali, którykolwiek żywie,Wszelka myśl, miłosierdzie niech sławi chętliwie,Niech będzie Panu memu z chwałą wieczna dzięka,Gdyż on sprawił, że w radość zmieniła się męka.

Łuk, wszelakiej trwogi pełen i żałości,Z strzałą Pan wyciągnął, chcąc karać me złości;Co gdy dusza moja troskliwa poznała,Grzech znając, wnet zniknąć, by gdzie było, chciała.

5 Każ jej, proszę, zostać, każ ustąpić trwodze,Niech twój gniew ucichnie, bo mnie doległ srodze,A jać w twym kościele dam z ofiarą dzięki,Pamięć wiekom twojej lutościwej ręki.

Węzeł doległości, ciężar mojej głowy,

10 Co żywot skracając, kres dawa gotowy,Łkanie piersi targa, łza źrenicę psuje,A nie sfolgujeszli, strach śmierci zgotuje.

Żywić me ubóstwo mnie w pokorze chciało,Lecz mu w twej niełasce możności nie stało,

15 Bo zmysły zniknęły, z mieśc zstąpiły kości,A wszelkie ozdoby zgubiły krewkości.

Kogóż mam do ciebie obierać rzecznika?Kto się mnie przed tobą podejmie, nędznika?Lud wybrany, Panie, z tobą królujący,

20 Za mną prosić będzie ciebie, władający!

Wskisiawszy me rany stały się smrodliwe,Lecz je zleczyć mogą twoje dobrotliweWyroki. Ojcze mój, zmiłuj się nademnąA chceszli grzech karać, wżdy sam racz być zemną.

Jak prędka i lękliwaŁania przed paznokciamiSrogimi, spół z dziatkami,Których obronić chciwa,

5 Zbiega na dalę lwa widząc, straszliwa.

Tak też przed drapieżliwymSmokiem, stanu ludzkiemuPrzeciwnym, zbieżeć jemu

Pragnąc, dusza kwapliwym

10 Pędem uchodzi w żywocie teskliwym.

Lecz któż może bez twojejRady, Panie, tak stronić,By się mógł temu schronić,Co chytry w sprawie swojej

15 A w pierzu zgoni i dobędzie w zbrojej?

Gdyż sieci rozstawioneMa, gęstsze sidła, wędy,Niż liście w lesiech wszędy;Rzedsze ziołka puszczone

20 Z ziemie, na wiosnę, niż zdrady rzeczone.

Niemasz w świecie kochania,Gdzieby ten nie przyskoczył,Swych jadów nie natłoczył.O świecie, o starania,

25 Gospodo złości, zdrad i oszukania!

Gdzież swój bieg wyprostuję,Niestetyż, bym omylnieW sidłach nie uwiązł silnie,Które zewsząd gotuje

30 On, co w upadkach ludzkich rozkoszuje?

Ty, co niebezpiecznościTe znasz i wiesz mą trwogę,Gdy chęcią wzmódz nie mogę, —Przecz, jak ociec lutości

35 Syna nie wyrwiesz z takowej srogości?

Przecz twe niezwyciężoneRamię, o wieczny Panie,Przed którem drżą otchłanie,

Sideł nie potrze zgromadziwszy one,

40 Aby człek zmysły miał oswobodzone?

Chwali cię dusza moja, Boże wieczny,Twe imię sławi cały zmysł serdeczny,Dziękić oddawa mój duch, jakie może;Łaski twej nigdy nie przepomnę, Boże.

5 Który mym grzechom jesteś lutościwy,Wszytkie bole me leczysz miłościwy,Nie chciałeś cierpieć mojego zhańbienia,Zdrowo bez wszego strzegłeś uszczerbienia.

Okazałeś mi, że nigdy bez ciebie

10 Człowiek nie umrze, ni zachowa siebie,A co więc gorsza, ani przyjaciele,Gdzie ciebie nie masz, za nic prace wiele.

Moc twojej władzej dałeś znak nademną,Chocia nadzieja już tęskniła zemną,

15 Gdy ubywało otuch niewinności,Aliś ty weźrał, rozkwitły radości.

Dałeś znać smutek i żale straszliwe,Lecz gdyś usłyszał me prośby rzewliwe,Łaski wzruszywszy, wneteś mnie ratował,

20 A, jako ociec syna, mnieś zachował.

Wysławiać cię chcę, chwalić imię twojeBędę na wieki. A jeśli czas swojeBiegi dłuższe ma, żeś w czem dobrotliwy,Świadczyć to będę, bom doznał, troskliwy.

25 Chwalcie spół zemną Pana, ludzie święci;Niech nieskończone niosą to pamięci,

Że dobroć jego niebiosa przewyższa,A w jego pieczy dusza i naliższa.

Ustąpcie, wy Muzy, bo wasze śpiewaniaIzaż mogą, wściągnąć moich łez i łkania?Gdy mnie ból mój trapi a boleść serdecznaChce, bo mnie odmiana nie uznała wieczna.

5 Lecz gdyż przed pysznemi drzwiami człek ubogiCzęsto śpiewa, acz ból i głód trapi srogi;Temu gdyżem rówien, śpiewając, lutościW niebie żebrać będę w każdej doległości.

O Panno, na ratunk mnie zawżdy chętliwa,

10 Córko boża, boża matko dobrotliwa,Teraz, teraz oczy racz też skłonić swoje,A łzami oblane przyjmi prośby moje.

Tobie ja i za to, że mówię, dziękuję,A w swoim języku jeszcze władzą czuję,

15 Tobie za to, że wżdy, śród żył, czuję duszęPod kościami swemi, dziękować ja muszę.

Nad to troje nic w mem ciele nie zostawa,Nic czwartej żałości we mnie nie uznawa.Krew łzami wyciekła, zginęła ozdoba;

20 Co żal umie, na mnie dostateczna próba.

Barwa i członki me, te — jakie miewająCiała zmarłych, co więc po nocy bujają;Oczy, — jakby z jamy strasznej wyglądały,A źrenice więtszą część wzroku stradały.

25 Równy się zdam męką Prometeuszowi,Który był na skale przykowan ptakowi;

Jak on władze nie miał, z opoki zwieszony,Tak sobą nie władnę bólem zwyciężony.

Więc serce drapieżni żarli mu sępowie —

30 Mnie żal wnętrzność suszy zmysł trapiąc surowie,Chwila dla ulżenia żadna mi nie dana,I we mnie ochłoda nigdy nie uznana.

On ptaka czemkolwiek mógł kiedy zatrwożyć,A tem nieco męki na stronę odłożyć,

35 Lecz ja rady nie mam w tem, co trapi serce;Tak długo cierpliwy król najwyższy mieć chce.

Tak się to królowi zdało najwyższemu,Który długo cierpliw z tą łaską złosnemuKaranie znieść kazał za niezmierne złości,

40 Przy kaźni chciał dać znak swej wielkiej lutości.

Zasłużyłem więcej, ojcze dobrotliwy,Dawnom piekła godzien, bom człowiek złośliwy;Bo sna ten grzech nie jest, bym go nie skosztował,Aczem syn twój, wżdym się z przeciwnym buntował.

45 Wielka dobroć w tobie; bo, com potępionyJuż być miał, to karzesz, szkodzić z żadnej stronyNie chcąc ani puścić zguby na złą głowę,Boże, miłosierny nad wszytkę wymowę.

Zaprawdę, gdybym miał sądzić złości swoje,

50 Prędkibym wyrok dał sam na żądze moje,Każąc, abym w wieczne ognie był wrzucony,A piekielnym wężom za pokarm zlecony.

Ty nic takowego nie każesz, łaskawy,Nie jak sędzia, ale jako ociec prawy,

55 Mając na tym dosyć mnie pokarać mało,Jak matka, gdy dziecię u wód się zastało.

Przydaj co ostrszego, proszę, gdyż wiadoma,Że gdy karzesz kogo, masz go pod skrzydłoma,A ty Panno, przybądź i proś syna Boga,

60 By mnie przemóc nie mógł żal, ból, płacz i trwoga.

Abym się nie skarżył, ni Boga zwał srogim,(Co smutny rad czyni w umyśle ubogim),Krzyż, co na mię włożył, niech znoszę cierpliwie,Wiedząc, że go ma złość przewyższa prawdziwie.

65 I śmierć niech mi będzie wdzięczna, jeśli onejJuż Pan kazał z kosą do szyje zemdlonej;Acz nie wiem, przeczby mi też być straszną chciała,Gdyż się z dwu przymiotów nędznym wdzięczna stała.

Ciało zabijając już możność ustanie

70 Grzechem i złościami ciebie gniewać, Panie;Duszy da przyczynę wyniknąć z ciemności;Daj godzinę, proszę, Boże, tej godności.

Wtenczas okiem ujźrę, czego myśl nie możeDosiądz ani słowem pomienić, o Boże,

75 Ciebie, królu, z twymi; wtenczas, o królewno,Wzowiesz, a przed nogi swe sieść każesz na pewno.

Bo w tem zażbym zwątpił? Wierzę, że tak będzie,Gdyżeś mym ratunkiem w trwogach była wszędzie,Jesteś przy mnie zawżdy i, proszę, bądź wiecznie,

80 Zwłaszcza tu, na tym świecie, broń złościam statecznie.

Panie, twarz swą przybranąW rumianość uczciwości,

Serce pełne żałości,Pod gwiazdą niewidaną,

5 Niosę złości swych liczbę niesłychaną,

By mnie z mego brzemieniaTwa lutość wybawiła,A w tymby się omyłaChęć pełna obelżenia,

10 W potoku moich gorzkich łez płynienia.

Nie tak śćkło przebijająRóże białe, czyrwone,Jak złości popełnioneI myśli, co powstają

15 W sercu mem, przed twe oko wynikają.

Przed twojem światłem, Panie,Nic tajnego nie będzie,Szerz, dłuż, głębokość wszędzie,I zaćmione otchłanie

20 Wzrok twój przechodzi, a jasno, gdzie stanie.

Ty znasz me błędliwości,Serce, co skruchę rodzi,Z której źródło wychodziŁez gorzkich, a w żałości

25 U ciebie, Boże mój, żebrzę lutości.

Jak ptaszek żałobliwyPo towarzyszu często,Gdzie gałązki tkwią gęsto,Styskuje, tak troskliwy

30 Ja krzyczę, byś mnie wspomógł, dobrotliwy!

A jeśli mdłe krewkościZłośny nałóg uwodzi,I z kwapliwością szkodzi

Tak, iżby twej srogości

35 Godzien; chciej pomnieć me niedołężności.

Wiesz, żem z ziemie stworzony,Podłej, wilgotnej, ciemnej,Więc w naturze nikczemnej,Jak sen, błąd rozmnożony —

40 A zmysł przeciwko duchowi zjątrzony.

Upaść — zwyczaj człowieczy;Powstać — sposób anielski;A ty, Panie niebieski,Wiedząc o wszelkiej rzeczy,

45 Znasz łzy, co mają grzechy me na pieczy.

Podaj rękę, co władnie,Wznieś me upadłe serce,Które to samo treskceIż twą łaskę grzech kradnie;

50 Ratuj, póki mój dzień w zachód nie wpadnie!

K tobiem oczy wyniósł, o Boże mój wieczny,Po którego woli chodzi bieg słoneczny,Oto jako słudzy na pana patrzają,W którego hojności swą nadzieję mają.

5 Jako służebnica chęci paniej swojejCzeka, tak i nasze oczy łaski twojej.Zmiłuj się nad nami, Panie, bo lud hardyObrócił doległość na nas wszelkiej wzgardy.

Już dusza pod zbytkiem ciężkości ustawa,

10 Ludziom obfitości pośmiechem się stawa,A ci, co przykrości z przypadków nie znają,Pysznemi wzgardami nas w tecz urągają.

Niech lutość mieśce ma, lutość niech się ruszy,Hardość niech pokornej nie dokucza duszy,

15 Niechaj smutne siły we łzy nie topnieją,Ratuj, Panie, łaską, zgodź skutek z nadzieją.

Ziemiam, o Panie, i popiół nikczemny,W ciężkości zejdę, a frasunk daremnyW tem nie ratuje; stąd ciało brzydliweRobactwu pokarm stanie się smrodliwe.

5 Cóż jest mój żywot, o Panie, inszego,Jeśli nie obraz cienia niknącego?Podobny kwiatom, co swą śliczność mająTeraz, wnet czyste sianem się stawają.

Podobien rzeczom żywot nasz takowym,

10 Bo już bez dusze, co oto był zdrowym,A choć jako cień albo słabe zieleWżdy dziwnych sideł ma ze wszech stron wiele.

Z takiej odmiany zażem jest wyjęty?Toż i nademną wisi, Boże święty,

15 Przyjdzie się i mnie zgadzać z ciemnym grobem,Lecz nie wiem kiedy i jakim sposobem.

Przeto cię proszę, łaski pełny Boże,Niech mi z mej nędze twa łaska pomoże,Swej władzej użycz, swojej udziel mocy,

20 W niedołężności mej stań ku pomocy.

Wynikni słońce, ukaż swe promienie,A oświeć w sercu mem nieznośne cienie;Z takiej twej łaski niech się uradujeDusza ma, którać już chwałę gotuje.

25 Przydź, o żywocie przedniejszej zacności,Który w sobie masz stok wszelkiej wdzięczności,Niech w tobie żyję, u ciebie i w twoimNiebie. O Panie, nie gardź głosem moim.

Krynice gorzkich łez, gdzieście zginęły,Gdy trzeba, byście rzekami płynęły,Z nieszczęsnej głowy, źrenic utrapionych,Na piersi lejąc z oczu zatopionych?

5 Styskuje dusza ran pełna śmiertelnych,W trwogę zmienione ozdoby niedzielnychI świętych dni twych, a wdzięczne śpiewanieObróciło się w płacz i narzekanie.

Następuje żal, gdzie hymny cieszyły,

10 A lament z łkaniem, gdzie psalmy śpieszyły;Miasto ochłody trapienie się mnoży,Co cieszyć miało, to śmiertelnie trwoży.

Sumnienie moje tak mnie poniżyło,Że i słów ustom moim zabroniło;

15 Cóż jest przyczyną żalów? Boże możny,W niełasce twojej żywot nieostrożny.

Cherubinowie z Serafiny, święci,Zastępy w niebie, proście, by z pamięciBóg wieczny puścił moje nieprawości

20 Pierwej, niż ziemi odda moje kości.

Ciśnie mnie bojaźń i zejmuje trwoga,Serce me pała a dusza nieboga

Im pilniej swój wiek a twą moc rozbiera,Panie, tem w cięższym płomieniu umiera.

25 Każe mi wątpić w łasce twej serdecznyBól mój, o Panie, o Boże mój wieczny;Lecz i w przepaściach nie przemogą trwogi,By w tobie zwątpić miał duch mój ubogi.

O Boże, Boże, o Boże mój wieczny,Obacz, proszę cię, ucisk mój serdeczny,Zmiłuj się Panie, zmiłuj się nademną,Widząc co żałość i ból czyni ze mną.

5 Wiem i znam, Panie, żem człowiek złośliwy,Jednak cię prosi duch mój żałościwy,Byś pomnieć raczył, żem z ziemie stworzony,A szatańskimi sidły obtoczony.

Niemasz z to władzej, niemasz ostrożności,

10 Tyle w mych zmysłach, abym mógł chytrościSzatańskiej zdołać, który stąd nie małoZyskawa, że mu chętne moje ciało.

O ty, co nie chcesz, aby grzeszny ginął,Lecz pragniesz, by twym nawrócony słynął,

15 Nie wchodź w sąd ze mną, bo przegrana moja;Niech przewycięża mój grzech lutość twoja.

A jeśliże więc we wszem ich odpuścićNie chcesz, lecz na mą złość masz swą kaźń spuścić,Bij, Panie, rzeż, pal, pókim tu na ziemi,

20 A nie racz złączać z mękami wiecznemi.

Otom w ręku twych! Wytop żużel zemnie,Abyć brzydkiego nic nie było we mnie;

Przez jaki sposób i jakie chcesz drogi;Wiesz, umiesz wszytko, — jam nędznik ubogi.

25 Dzień sądu twego niech nam ustawiczniePrzed okiem będzie, jak karzesz rozlicznieZłość ludzką; zatem niech źródła łez wstająA we dnie, w nocy twarz, piersi maczają.

Za, gdy to będzie a ty me żałości

30 Serdeczne ujźrysz, poruszon k lutości,W sąd się nie wdając, zniszczysz wszelkie trwogi,A z radością wniść każesz za twe progi.

Racz, o Boże mój, płaszcz łaski rozszerzyć,Nim złość mą zakryć, ból, żałość uśmierzyć.

35 Samarytanie, lutością wzruszony,Wznieś leżącego, wiesz, żem człek zraniony.

Zaż można, wieków Panie, liczbę mieć mej złości,Którą cię niepomiernie ku słusznej srogościWzruszając, aczem wiedział, jak twa ręka władnie,Rzadko przystojnie ważąc zaniedbawał snadnie?

5 Jakoż ci nie dziękować, żeś był tak cierpliwy,A nie karał, to widząc, jakom ja złośliwy?Jakoć chwały nie dawać, gdyś mego przewłokiNawrócenia pod łaski swej płaszcz krył szeroki?

O jakoż wdzięcznym nie być, żeś słuchał me prośby

10 I w dobrodziejstwo mienił słuszny gniew i groźby.A to, zaż wyrzec mogę, jakoś dobrotliwy,Nie gardząc, gdym cię w wnętrzność swą wziąć był chętliwy.

Godzienem był, Panie mój, przepaści piekielnej,Gdym sam chciał; sobieś mnie wziął, chcąc, by nierozdzielny

15 Duch mój z twoim trwał wiecznie. O ojcze, o Boże,Zaż anioł, a nie człowiek, wysłowić to może?

Dzięki dawam ci, Panie, jako mogę za to,A ty odpuść występki, patrzając nie na to,Że ja strapiony proszę, lecz żeś ociec mojej

20 Dusze; nieprawość puścić racz z pamięci swojej.

Omyj zmazy, rany zgoj, zgładź blizny; niech wadyWe mnie nie zostawuje występek szkarady:A ty wziąwszy w opiekę chciej mnie sam sprawować,Błogosławić ku twej czci tu i wiecznie chować.

Oto, ojcze i Panie,Wracam się k tobie żałosny, strapiony,Jak ptaszek z rószczki lepem zachwycony,Gdy o nim swe staranie

5 Chytry ptasznik ma a on wolnym stanie.

Oto serce, zranioneZa swoje złości, srogie i obfiteRzeki żałości puszcza, łez nie syte;Myśli też oczyszczone

10 Ile krewkości zniosą uniżone.

Nie odkładaj lutościOd nędznej dusze, grzechy obciążonej,By, jak Ceixa smutnej Alcionej,Śród morza ciężkich złości

15 Płacz mnie nie zastał martwym w głębokości.

Nie wzgardzaj mnie, acz chciwieCzęsto, jak ryba, do wędy się spieszę,A z zdradnych pociech z swym zmysłem się cieszę,

Acz rwę, wiążę kwapliwie

20 Sidło gwałtowne, w którem dusza żywie.

Gdyż ociec dobrotliwyChętny do rady i pomocy swemuSynowi podczas, acz nieposłusznemu,Byle z serca troskliwy

25 O łaskę prosił za grzech obraźliwy.

Ojcze wiecznej lutości,Gdyżem rąk twoich pracą człek stworzony,A wielkim skarbem, za syna, kupiony;Proszę, mej mdłej krewkości

30 Racz wesprzeć przeciw smokowi wszech złości.

Bez twej pomocy życznejI tarcze łaski, z którym obnażony,Łacno mnie zwalczy smok w złości ćwiczony,Trudno, sztuce rozlicznej

35 Uledz dusza ma zdrady okolicznej.

A gdyż ta, jak owieczkaPokorna, pełna wszelakiej prostoty,W puszczy, gdzie trwogi mieszkają z kłopoty,Krzyczy, lękliwa rzeczka, —

40 Usłysz pasterzu, gdyś ty jej ucieczka.

Boże nad wszytkie rzeczy wywyższony,I który rządzisz świat przez cię stworzony,Ty długo cierpiąc znosisz, lutościwy,Złość ludzką, acześ nad nią żałościwy.

5 Wyznawam, że jest liczba moich złościWiętsza, niż piasków w morskiej rozległości;

Złości, któremiś ty wielce wzruszonyA ja nad miarę wszelką obrzydzony.

Zgrzeszyłem, Panie, zgrzeszyłem, mój Boże,

10 W tem izaż jest co, a pocieszyć może,Prócz tego, żeś rzekł pokutującemuByć lutościwym i grzech przejźreć jemu?

Upadam tedy, Boże, przed twe nogiSerdecznie prosząc, ja, grzesznik ubogi,

15 Byś, słowa swoje wspomniawszy, nademnąŁaski swej użył, w sąd nie wchodząc zemną.

Nie trać z sprosnymi występki społecznie,Ani na mój żal ich kaźń chowaj wiecznie,Niech gniew na mój grzech u ciebie, mój Boże,

20 Więcej, niż łaska i lutość, nie może,

Aczem niegodny, zbaw’, proszę, z tej miary,Jakoś o łasce swej użyczył wiary,A jać nędzny dam dzięki spół z onymi,Z których masz chwałę wieki wieczystymi.

25 Wszytkie zastępy niebieskie i władza,Jako je kolwiek twa wola rozsadza,Tobie cześć niosą, bo tobie należy;Niech w niej mój krótki, niech wieczny wiek bieży.

Grzech mój przeraża nieba, a tam, Panie,Przed tobą imię synowskie jak stanie?Który nie śmiem wznieść oczu pod obłoki,Prze twoje na złość straszliwe wyroki.

5 Bo izaż może dostać mi śmiałościKu twej stolicy wejźreć? Zaż brzydkości

Ust moich dadzą władzą językowiI serce z tobą mówić, nędznikowi?

Gdyżem jest niebu brzydki, a krąg świata

10 Widząc, jak marnie trawię swoje lataMnie sobie hydzi, tem ku mnie zwaśniony,Żeś ty, mój Boże, przez grzech obrażony.

Proszę, o Panie, proszę, od twej twarzyMnie nie odganiaj, gdy się me złe żarzy;

15 Nie odstępuj mnie, nie porzucaj wiecznie,Bo bez twej łaski gdzież stąpię bezpiecznie?

Odstąpiszli mnie, — wnet rówien lekkiemuProchowi będę, co grzyskiem tchu wszemu;Lada cień będzie miał więcej godności

20 Niż ja, wzgardzony od twojej lutości.

Jakoż, skorom z twej drogi, Boże wieczny,Uszedł, radości nie zna zmysł serdeczny,A jeśli który dzień wdzięcznym się zjawił,Ten mi naprzykrsze gorzkości zostawił.

25 Więc, gdym z swych błędów przykrości doświadczył,Proszę, abyś me głupstwo przejźreć raczył;Proszę, nademną — jakoś nad straconymSynem był kiedyś — bądź łaską wzruszonym!

Dary łaski twej obracając marnie,Pośmiech się zewsząd na mię, Panie, garnie.Dobroci twojej skarby rozpraszając,Ginę, swój żywot wszech zmaz pełen znając.

5 Zmiłuj się, Boże, nademną a złościMych pomnieć nie chciej, ni głupich sprosności;

Zmiłuj się, Panie, jak nad łotrem onym,Z jawnogrzesznikiem tobie ukorzonym.

Ci miedzy ludźmi, gdy na świecie żyli,

10 Jak już straceni, wszem wzgardzeni byli;Ty je przyjąwszy w rozkoszyś wprowadził,A jak wdzięcznymi syny raj osadził.

Nie wzgardzaj, proszę, pokuty serdeczny;Aczem ci służąc nie jest pożyteczny;

15 Wyrwi z pośmiechu, wyrwi, Panie, z wzgardy,Którą ciężki jest pokornemu hardy.

Wszakeś nie przyszedł, abyś sprawiedliwychBrał do pokuty, lecz w grzechach teskliwych.Nie gardź mną, proszę, acz światu wzgardzonym,

20 Któryś od wieków wiecznie jest chwalonym.

Skąd robakowi nędznemu śmiałościDostanie, bym rzekł co do wszech możnościPana? Bo człowiek zaż godzien tak wiele,Do stworzyciela by co rzec mógł śmiele?

5 Jeślim ja tedy tak bardzo wszeteczny,Że k tobie wołam, odpuść, Boże wieczny,Gdyż nie przychodzi duszy to wołanieZ zbytku rozkoszy, lecz z ucisku, Panie.

Potrzeba nie ma ustawy, gwałt miary,

10 Że mi tę śmiałość odpuścisz tym wiary,Gdyż ból, co cierpię, a nędza wyciska,Iż k tobie krzyczy ma pokora niska.

Bolesnym, Panie; tobie swą chorobęPrzed nogi kładę i nędzną osobę.

15 Ulecz mnie, proszę, lekarza prawdziwy,Bez twej pomocy nie mogę być żywy.

Oczy me, Panie, ciemnością zgwałcone;Do ciebie, światło, bieżę, oświeć one;Zmysły me wszelka władza opuściła, —

20 Tyś żywot, k tobie dusza się rzuciła.

Do ciebie, Jezu Nazarański, bieżę;Wróć, proszę, siłę, bo jak martwy leżę;Synu Dawidów, Jezu dobrotliwy,Zmiłuj się, łaski potoku chętliwy!

25 Me niedostatki słyszysz; ściągni ręki,A oddaliwszy me nieznośne męki,Wwiedź mnie do siebie, nie daj wątpić w sobie,Niech wieczne światło widzę żyjąc w tobie.

Zmiłuj się, bom człek nieszczęściem strapiony,

30 A wiek mój w krótki czas barzo ściśniony;Więc jest napełni on różnością przykrości;Schodzę, niedawno rodzony w ciężkości.

Tenże to koniec, coś przeń wiek mój sprawił?Więceś dlatego mnie w świecie postawił,Członki dawszy mi w matki mej żywocie,Abym łzy toczył, tu żyjąc w kłopocie?

5 O wiekowładco! Zaż nie lepiej było,Żeby człowiecze siemię nie spłodziło,

Albo więc gdyby mnie śmiertelne okoZajrzawszy, wnet zaś w grób złożyć głęboko?

Byłbym jak nie był, byś tego sposobu

10 Był użył, a mnie z żywota do grobuZachować kazał, i nieścigłym biegiemNiebo, świat i grób zwarł jednym noclegiem.

Niech wiem, proszę cię, dni tych jeśli wielkaLiczba, w których mnie ma żreć żałość wszelka;

15 Bo jeśli wiele, zaż nie skrócisz wieku,Co bywa drogi w pokoju człowieku?

Tego nie daszli uprosić u siebieMej niegodności? Lutość niech wżdy ciebieBoska poruszy, sfolguj, zgorzkłą ślinę

20 Niech przełknę, a strzeż duszę, niż w łzach spłynę.

Przecz tak na Boga często kołacemyGłupstwem żądzej swej, a po swojej chcemyWoli mieć niebo i w niem skryte rady,Wieczne pokłady?

5 Izaż śmiertelny człek zmieni bieg wieczny,Chcąc być od przygód i smutku beśpieczny?Chcąc żalu nie znać, a sna w polu, saduNie cierpieć gradu?

Pojźry po sklepie i kręgu przejźrystym,

10 Uznaj i wagę, patrz, jak kołem istymChodzi, a ty chcesz, aby się toczyło,Jak tobie miło?

Cząstko maluczka, tu krótko żyjąca,I tak lękliwa, że miód zbierająca

15 Pszczółka się trwoży, ty chcesz wieczne progiRządzić ubogi?

Ty, którego pchła (wspomnienia niegodnaPrze nikczemność jej) przez całą noc, głodna,Przewraca wdzięczny sen biorąc z źrenice,

20  Mnoży tesknice?

Umiłuj rozum, kochaj się w baczeniu;Na miłosierdziu godzi się stworzeniuPańskiem polegać. Mów: niech, ojcze, będzieTwa wola wszędzie.

Kiedy cicha noc swoje cienie chłodzi,A myśli, które kołemWe dnie bujały, prawie wszytkie społemW cnej zgodzie serce wodzi,

5 W nabożeństwie, w radości,Śpiewajmy chwałę Panu wszech możności.

Zniżmy kolana a wznieśmy źreniceDo światłości wieczystej,Słowa do chęci przyłączywszy czystej.

10 Prośmy, by lżył tesknice,A krewkości potężneSkromił przez łaski swoje niezwyciężne.

A jako czyni przy pracej młockowiPożądny wiatr czerwcowy

15 W słonecznym ogniu z ziarn precz wiejąc plewy,Aby też człowiekowi

Duch jego łaski wiecznejTroski odwiewał z istności serdecznej;

By błogosławił polam w obfitości,

20 Tak izby ziemia miłaWięcej owocu niż kwiecia rodziła,Rószczki pełne radości.Pokój torem wybornym,W jasnym ubierze, umyśle niespornym.

25 W koło niech buja w wieńcu oliwowymW roskoszy opływając,Gaje, pagórki, rzeki okrywając,W bezpieczeństwie takowym,By bez broniej wszelakiej

30 Każdy wolno szedł bez bojaźni jakiej.

A jak słoneczne promienie życzliweWilgotność wysuszają,Którą użytki z ludźmi upadają;Tak błędy nam szkodliwe

35 Niech niszczy Bóg lutościA potem wwiedzie do wiecznej radości.

Boże, ku lutości, w żałości a trwodze,Racz powstać, bo ciężko mej sile niebodze;Lekkość i sromota niech ogarnie one,Którzy mi źle życzą, potrzy obelżone.

5 Napełni te strachem, niech z hańbą biegają,Co mnie prześladując złośnie urągają.Te uwesel, Panie, tych rozmnóż radości,Co mych pociech widzieć pragną z twej lutości.

Nędznym ja, o Panie, nie zdążą me siły,

10 By im dały odpór a mnie pocieszyły.Ty mnie ratuj, Panie, tyś moja podpora,Niech mnie wzmódz twa łaska, proszę, będzie skora.

To, czemkolwiek władnę z chęci swej serdecznej,Za własność przyznawam Panu chwały wiecznej,Jego miłosierdzie to wszytko sprawiło,Co się tylko przy mnie dobrego zjawiło.

5 Wielkie sprawy Pańskie a wiadome onym,Co się przypatrują skutkom nieskończonym,I widzą, że godne wiecznego sławieniaTo, co sprawiedliwy zrządził Pan stworzenia.

Sławy, mocy jego wiek żaden nie stłomi;

10 Ani jego władzej wszytek świat przełomi;Bo to tak utwierdził pełen wszech lutości,Pełen wszelkiej łaski, studnicą miłości.

Łup nieprzyjacielski w działy rozdał onym,Co go we czci mają, a jak ulubionym

15 W swej pamięci wiernej słowa swoje mając,Wszytko iście będzie, wszemu swój kres dając.

Jeśli władze jakiej w on czas było trzeba,Niż ziemię zawisłą obtoczyły nieba,Rzeczą samą jego lud poznał wybrany,

20 Biorąc sobie, co człek odbiegał wygnany.

Wszytkie sprawy jego wiarą opływają,A postępki wszelką sprawiedliwość mają,To, cokolwiek pocznie, kończy wszytko mężnie,Wszelki upór waląc i krusząc potężnie.

25 Tak moc swą utwierdził, że jej biegi wiecznieNie zmienią prowadząc swój umysł statecznie;A co począł kiedy, to sprawiedliwościI wiary jest pełno, łaski a lutości.

Oto lud pyszny, lud tobą gardzący,Złośnie przeciwny, Boże wszechmogący,Twoje dziedzictwo chce przywłaszczyć sobie,Królestwo targa, i już po ozdobie

5 Kościołów, ku twej chwale budowanych,A sztuki stoją murów połamanych.

Miasta zwalone na kupy kamienne.O jako ludzkie nadzieje odmienne!Twoich, Panie, sług ciała nie grzebione,

10 By ptastwo było niemi nasyconeA tych, którzy się tobie poświęcili,Dla różnych bestyj członki rozrzucili.

Krew, jako z krynic wodę, roztoczyli,A miasta twego pola zamoczyli;

15 Wżdy ten niewidzian, by się użałował,Pomordowane przed ptastwem pochował;Tych okolicznie dosyć, co się śmiejąI cieszą, że ci legli, owi mdleją.

Długoli będzie, o nasz dobrotliwy

20 Boże, z twej kaźni cieszył się złośliwy?Długoli ten twój gniew lud już strapionyZnać będzie? Izaż, lutością sławionyPanie, na wieki nie ma się uśmierzyć,Zaż jako możny płomień ma się szerzyć?

25 Obróć tę skazę radniej w kraje one,Gdzie imię twoje wielebne wzgardzone,W państwa, które cię o łaskę nie proszą,Owszem swą własną władzą tak wynoszą,Że wszelki skutek swą mocą mianują,

30 Tym, co cię chwalą, głupstwo przypisują.

Potomstwo, Panie, starli bogobojne,Pod nogi lecą twych kościołów hojneOzdoby, w sprosne poszło używanieTo, co ku twej czci poświęcono, Panie,

35 Co do twej chwały lud nadał wybrany,To w zysk obrócił człek tobie nieznany,

Przeszłe występki niech u ciebie tyleNie ważą, iż byś, niezwyciężnej sileSwej gniew przydawszy, nas chciał wykorzenić.

40 Racz, ojcze, radniej to w lutość odmienić;Widząc, jak nasze siły wyniszczały,Każ, by im z łaski twej posiłki wstały.

Ratuj nas Boże, ludzkiego zbawieniaSprawco, a chocia nic dla pokolenia

45 Naszego, jednak dla twojej czci wiecznejZmień wzgardę a życz pociechy serdecznej.Racz złości przejźreć; wszak prawda od wieku,Żeś miłosierny, gdy prosi, człowieku.

Zaż można, byś się nie miał dać uprosić,

50 A radniej na swym ludu pośmiech znosić?Gdy mówią; kiedyż z swym Bogiem chwalebnymStaniecie? Wzrusz się, Boże nasz, haniebnemBluźnierstwem, prosiem; uważ roztoczonąKrew a wnet rozkaż, by była zemszczoną!

55 Niech twych dochodzi uszu płacz rzewliwyTych, które trzyma w okowach złośliwy;Niechaj zachowa siła twojej ręki,Gdyż w śmierć iść mają sna i srogie męki;Płać siedmiorako i złóż na ich łonie

60 Zelżywość, co się śmieją z nas na stronie.

My twój lud; zatem, stado pasze twojej,Dziękić oddamy z całej duszy swojej.Ile rodzajów, ile wieków będzie,Twe miłosierdzie chcemy sławić wszędzie.

65 Więc i potomstwu na piśmie podamy,Że cię wiecznej czci godnym, Panie, znamy.

O jak ubłogosławieni,Których nadzieje w Bogu zasadzone!Jak chciwego, co ceniWszytko za nic, wzgardzone

5 Wszytko, a tylko złoto ulubione,

Bo ci mogą bezpiecznieI wesoło iść przez wojska gniewliwe,Morskie szturmy statecznie,Drogi inszym straszliwe

10 Znieść i trwogi ich znać sobie życzliwe.

Gdzie złych zwierząt niezgodyW okrutnych puszczach, w lesiech, leda kędy,Gdzie lwów, panter przechody,Płomiennych smoków błędy,

15 Leżeć bez trwogi i spać mogą wszędy.

Bo Pan za ich ufaniem,Które w nim mają, obrońcą się stawa;Dzień, wieczór, noc z świtaniemW wdzięcznym pokoju dawa,

20 O nich, jak ociec, radzić nie przestawa.

Od chytrości pokrytychŚwiata złośnego i ludzi fałszywych,Tyranów, krwie nie sytych,Na skazę ludzką chciwych,

25 Obron dodawa możnych, świętobliwych.

By nadzieje ich pilne,Mocno w ich sercach już zakorzenione,Twierdząc czynił usilne.Gałązki rozkrzewione

30 I rószczki mnożąc, wszech dóbr napełnione.

Uczyń, aczem niegodny,Mnie tym podobnym, ojcze dobrotliwy,Abym wniść mógł sposobnyW przybytek świętobliwy,

35 I żyć w twej łasce, jako syn prawdziwy.

Są ludzie, o Panie, co obyczaj mają,Iż, gdy źle uczynią, tobie winę dają;Są, co gdy je karzesz, na srogość styskują,Iż próśb ich nie słuchasz, które w uściech kują.

5 Ja grzech swój wyznawam, a sumnieniu memuTo cięży, żem zgrzeszył tobie, wszechmocnemu;

Tobie, tobiem zgrzeszył, a me nieprawościW niebie cię sięgają, Panie wszech wieczności.

Sobie winę dawam, abyś źle sądzony

10 Nie był od głupiego; owszem, z wszelkiej stronyKażdy w swych wyrokach znał się sprawiedliwymA ty winy nie miał w dekrecie złośliwym.

Więc jeśli odpuścisz moję złość brzydliwą,Mnie, co cię tak gniewam, zwykle lutościwą

15 Łaskę dasz znać, barziej słowa święte swojeNa pamięci mając, niż występki moje.

I któż nie będzie znał, żeś, o Boże wieczny,W pełnieniu obietnic łaskawych stateczny?I któż znać nie musi, żeś jest sprawiedliwy,

20 Gdy karzesz, kiedy cię nie szuka złośliwy.

Cierpliwie, Boże wieczny,Twą przewłokęm znosił,Gdy cię duch mój serdecznyO znak łaski prosił;

5 Wzdychanie ustawiczne twą lutość wzruszyło,A w tesknicy z żałością niszczeć obroniło.

Z progu, w którym me nogiNieostrożne stały,A z rozmaitej trwogi

10  Pośmiechu się bałyPan mój i król najwyższy, co światło słoneczneRządzi, wwiódł mnie za rękę na miejsce bezpieczne.

Na miejsce wwiódł za rękę,Gdzie stać pewnie mogę;

15  Bym mu dał z chwałą dziękę,Otworzył mi drogę;Jakoż, póki mym duchem władnąć, Boże mocny,Dasz, chwały twej dzień będzie pełen i czas nocny.

Zatem, co nie wiedzieli,

20  Żeś lud miał na pieczy,I owszem tak mnimieli,Że to błędne rzeczy,Widząc, jak o swych radzisz, udadzą się k tobie,Starając się, by łaskę twą zyskali sobie.

Piecza, co złotem karmisz się i żyjesz,A prze jeden zysk wielem trosk myśl bijesz,Gdy dla bogactwa w pocie usiłujesz,Wieczyste skarby tracisz, a nie czujesz.

5 Jakoż być może, że mi serca tykasz?Sna, imem starszy, tem się barziej wmykasz,Gdyżem, brzydząc się twym fałszem, był hardy,I ludzie insze wiodłem na twe wzgardy.

Więc złotej miary, ubóstwa bez wady,

10 Progów ruszać śmie twa chęć swymi jady?Izaż się kusić chcesz, święte ustawyI wiecznych dziedzictw lżyć porządek prawy?

Idź precz, okrutna, gdzie sidła prostujeszŚród nadziej zdradnych; tam się uradujesz,

15 Nalazszy skarby, o których twa praca.Niech Bóg dla ciebie łaski nie odwraca.

Jak człowiek, co skarb naleść usiłuje,A starszej matce wnętrzności otwieraChciwością zjęty, acz w pracej umiera,Nie dba, nadzieją zysku pot cukruje;

5 Lecz, gdy im głębiej kopa, mniej najduje,A miasto bogactw nędze się dobiera,Nakładu, pracej żal w sercu zawiera,A powetować sposobu nie czuje:

Podobny temu każdy, co się kusi

10 Bez ciebie, Panie, naleść skarby wieczne,Albo się kiedy niezmiernie radować.

Próżno się stara; owszem, co dzień musiNieszczęśliwym być; stąd dni ostateczneŻal z trwogą bierze, a trudno wetować.

O panno świętoświęta, łaski napełniona,Tyś, gdy cię szczyra pokora zaleca,W niebo wstąpiła. Znasz, jakom strapiony!Z ciebie studnica lutości spłodzona,

5 Sprawiedliwości słońce, co oświecaŚwiat, strasznych błędów zewsząd napełniony.Trzemi wielkiemi uczczonaś imiony:Matkaś, córka i żona,Panno błogosławiona,

10 Króla, którego łaską rozdziergniony

Nasz węzeł ciężki; stąd świat szczęsny wiecznie.Proś, niechaj w rany święteMe zmysły wzięteChwalą go serdecznie.

Boże bogów, Panie, nad złością cierpliwy,Wiem, że jawnie przyjdziesz, sędzia sprawiedliwy,Nie będziesz chciał wiecznie milczeć, gdy przed twarząSwą wichry poruszysz, ognie się rozżarzą.

5 Gdy z wysoka wzowiesz nieba, wzbudzisz ziemięRozeznawać wszelkie ludu twego plemię;Oto przed tak wielem tysięcy wybranychBędzie czytan regestr złości niesłychanych.

Tam hufy anielskie występki uznają,

10 Nie tylko które tu skutek w sobie mają,Lecz i myśli, owoc chęci niewstydliwejI głos od języka mowy niewściągliwej.

Tyle sędziów, ile w sprawach lepszych było;A karzących, ile na dobre uczyło;

15 Tyle świadków, ile przykładów dawano,By się wedle wszech cnót w świecie sprawowano.

Panie, cóż ja pocznę? Mój głos tam ustanie,Gdy się niebo strwoży a ziemia powstanie.Jeśli nie używiesz miłosierdzia zemną,

20 Rozciągną otchłanie swą srogość nademną.

Skutki sławne i znaczneMonarchy wieczystego,Co mgnieniem rządzi, władzą z przyrodzeniem.

Przejźrenia przednie baczne,

5  Wam bieg czasu żadnegoNie wadzi; z was to znać lada wejźreniem,Jak Bóg z swojem stworzeniemPochodzi dobrotliwie.Okręgu i gospodo,

10  Woli bożej dogodo,Oddajcie panu cześć, chwałę chętliwie.A to niech was nie boli,Powolnym we wszem być wszechmocnej woli.

Ta światłość, Panie, z której dusza żywie,I którą się zwykł duch cieszyć prawdziwie;Zwłaszcza promieniem onej wspomożony,Chce ją zdobion być i błogosławiony,

5 Zwykła, niebieski królu, w nas przychodzićZ twej woli, której skrytości uchodzićNie mogą, i ta stąd, iż dawa namaUmiętność, rozum, cześć, chwałę ma sama.

Tyś sam jest mądrość, ty dawasz ozdoby

10 Wszemu, ty z światem niebieskie sposobyRządzisz, a twój wzrok jako kędy władnie,I jak wszytko wiesz, zaż jest, kto to zgadnie.

Zmiłuj się, proszę; z twych przybytków wiecznychSpuść ducha twego do mych sił serdecznych;

15 Daj, by oświecił zmysły zaślepioneI zjął miłości ogniem oziębione.

Duchy niebieskie, czyste,Zwierzchnie kręgi i biegiI wy niebieskie przejźryste kryształyKtóre, ognie wieczyste

5  Miarkując, w kresiech brzegiMacie i władze, skąd wszytkie powstałyRzeczy, co się poznałyW świecie; słońce świecące,Wszech żywiołów przeskoki,

10  Wiatry, gromy, obłoki,Zimny i ciepły czas i dżdże moczące,Lody, śniegi i rosyKu wiecznej chwale pańskiej nieście głosy!

Sferami ziemię w koło obległemiOzdobić, niebo duchy chwalebnymi,Skłonność w żywiołach rozliczną miarkować,A ich niezgodą świat w ozdobie chować,

5 Słońcu dzień, chwilę księżycu dać nocną,Wieszać na wietrzech zasłonę obłoczną,Wiatr kiełznać, czynić, że rosy i lodyHojne oddają człowieku dochody,

Rzeki tą puścić stroną, drugie ową,

10 Człeka ozdobić rozumem i mową,Dać żywot czuły źwierzęciu niememu,Zmysł jakikolwiek i władzą każdemu, —

Twych to rąk władza, twoje własne, Boże,To sprawy, skąd wzrok niedołężny może

15 Znać, jakoś, Panie, moc niezwyciężny,Nas miłujący, w pociechach potężny.

Jasne dzienne światłościI chłodne nocne cienie,Imię wszechmocne w pieśniach wysławiajcie!Równia, pełna wdzięczności,

5  Pagórki, gór wzniesienie,Pola i lasy, chwałę Panu dajcie!Wy, co ziemi dawacieMoc, że kwiat na się biera,Źródła krysztalne, czyste,

10  Wody wdzięcznie przeźryste,Chwalcie, co niebo otwarza, zawiera,A z niezmiernej lutościLud k sobie ciągnie, nie chcąc pomnieć złości.

Wy miłujący skarb, co lata głodząA z czasem lada chorób władze szkodzą,Próżną ozdobę, co, skoro się zjawi,W lot z oczu ginie, statkiem się nie bawi;

5 Byście znali czas, bez pochyby pewnie(Gdyż to myśl psuje, serce trapi rzewnie)Wzgardzilibyście, a wzrok ten łagodnyLekceby ważon, do błędu sposobny.

Zwłaszcza, gdybyście tam rzucili oczy,

10 Gdzie nieśmiertelnych rzeczy krąg się toczy,Gdzie wielkość liczby wdzięczności rozlicznych,A znać, jaki sam pan rzeczy tak ślicznych.

Który od zmiennych miłości, fałszywych,Odwodząc, wzywa do roskosz prawdziwych,

15 Do wiecznych pociech, gmachów zgotowanych,Dla wiernych jego i ludzi wybranych.

Wodne państwo i słoneZ dziwy, co żyją w tobie,Rzeki, jeziora i pełne ryb stawy,Acześ ograniczone,

5  Swych głosów porusz w sobie!Wynoście pańskie chwały wiecznej sprawy,Nie tajcie znacznej sławy,A ile mocy stawaW was: pokornych, lubieżnych,

10  Zwierzach, ptakach drapieżnych!A człek, więc człowiek, niech cześć chwałę dawaRoztropnie wymyślnymiGłosy z pieśniami, sercy nabożnemi.

O żywe źródło żywota wiecznego,W którem żyć wieku rzecz doskonałego;Szczyry, chwalebny, czysty i wybranyŻywocie, mową ludzką nie wyznany.

5 Od ciebie, wdzięczny potoku, pochodziŻywot nasz, i to, co ten żywot słodzi.Z twoich rąk wszytko ma, czego potrzeba,A coś sam stworzył, opatrujesz z nieba.

Przecz i ja proszę, przydź w me wpółzmartwione

10 Zmysły, a zapal w lody obrócone,

Zdobycz piekielną, łupy duchów sprosnych,Za własną wolą mych występków złosnych.

W gruntach serdecznych zatem chęć powstanie,Co ku twej chwale głosy wzniesie, Panie.

15 Sławiąc, w jakiej lud chowasz opatrznościI jak żywot ma wszytko z twej lutości.

Bogu miłe, kochanePlemię, z ojca onegoCo przemógł tego, co Bogu podobny;Z trybu Lewi wybrane,

5  Skąd skok rządu świętego,Do ofiar i wszech świątości sposobny;Co łaski świat ozdobnyMa i co się jej rodziW niebie, w wielkiej hojności

10  Dawać pan wszech lutości.Przecz, póki słońce wschodzi i zachodzi,Niech twój głos cześć oddawaBogu wiecznemu, pókić sił dostawa.

Tak wielkie dobro, o wieczna miłości,Z którego płynie źródło twej lutości,Że wszytek naród i wiek stąd obfity,Ciało i duch w nim ubogacon skryty.

5 Co miedzy nami mrze i z ziemie wstawa,Niebu i duchom ozdoby rozdawa,

Szlachci i w świętej miłości zapala,A nic nagiego zimnom nie pozwala.

Dobro to czyste, dobro doskonałe,

10 Tego wysłowić me dowcipy małeNie podołają, ni usta wymowneAni dosięgą żadne siły słowne.

Raczże oświecić tem dobrem, o wiecznyPanie, duszę mą i mój zmysł serdeczny;

15 Dobrem niebieskim i dobrem prawdziwem,Bym wszytko insze wzgardził w świecie żywym.

Myśli święte i drogieI dusze sprawiedliwych,Co imo ciało do nieba się pniecie;Wy pokory ubogie,

5  Coście dróg świętobliwychPilne, ku dobru, co nam tajne w świecie.Zaż chęci nie wzniesiecieKu czci, chwale onemu,Co was chowa beśpieczne,

10  Wabiąc w tryumfy wieczne?Wy, ogniu niezgaśnemuWydarci, chwalcie zgodniePana, co, gdy chce, w lód obraca ognie!

Daj, proszę, Boże wieczny, ojcze dobrotliwy,By cię serce chwaliło, pókim w ciele żywy.Niech ci język mój chętny winną cześć oddawa,A w tem (acz ci mało da), niechaj nie ustawa.

5 Niech się zmysł, niech się wszytkie siły me dziwują,Mówiąc: izaż się władze twym równe najdują,Panie? który wszem władniesz, królu, co bez ciebieBytu na ziemi niema, bytu niema w niebie?

Władza wszego twa własna, przetoć cześć dajemy,

10 W trzech osobach istności jednej boskiej czciemyOjca nierodzonego a jednorodnegoSyna, więc od obudwu Ducha idącego:

Trójcę świętą, bez wszelkich działów i różności,Boga jednego, w jeden wszech wieków istności,

15 Który, gdyśmy nie byli, z własnej nas swej chęciStworzył, ani straconych puścić chciał z pamięci.

Łaska twa, Boże wieczny, z niczego stworzyła;Taż, gdy nas grzech potracił, w wolność przywróciła.Przecz proszę, niewdzięcznym być nie daj tej dobroci,

20 Daj, niech się wszytko, com jest, w twą chwałę obróci.

Szczęśliwa Panno, i godna czci wszelkiej,Któraś u Boga była w wadze telkiej,Że cię za matkę obrał, a wnętrznościTwej zwierzon stwórca nieb i wszech nizkości.

5 Izaż jest sposób, jak dziękować mamy,Gdy z twej godności zbawieni się znamy?Zaż niedołężność nasza zdoła temu,Za żywot chwałę dać stanowi twemu?

Przyjmiże tedy, prosiem, jakie mamy

10 Dzięki, jakicheś godna gdyż nie damy;

Niechaj chęć nasza tobie wdzięczna będzie,A przed swym synem lud swój ratuj w błędzie.

Pokorne prośby puść przed święte uszy,Racz łaskę jednać, gdy grzech cięży duszy,

15 Gdyż niemasz, ktoby przed sędzim ratował,Co swe wyroki na złosne zgotował.

Syn twój jest źródło dobroci wszelaki[ej]A jeśli matkę czci syn ladajaki,Rzecz słowo tylko, a będzie zbawiona

20 Z jego lutości dusza utrapiona.

Panu i ojcu jako mam wiecznemuDziękować, żeć mnie zlecił, ostrożnemu,Aniele święty, stróżowi; chcąc wiecznie,Bym w twej opiece żył wszędy bezpiecznie?

5 Przeto cię uczcił dary rozlicznymi,Byś władnął snadniej członki zleczonymi,Bronić postępu racz każdej godzinyGrzechom i wszelkiej do gniewu przyczyny.

Rządź mnie głupszego, rozumem uczczony,

10 Niewiadomego wiedź, wodzu ćwiczony,Zwłaszcza, gdy przygód niebezpiecznych tyle,Że się strzedz ludzkiej, rzecz nie można, sile.

Jakoż i za to pokornie dziękuję,Co z twej pilności każdy dzień najduję,

15 Nie racz w swej pieczy życzliwej ustawać,W dobre wiedź, we złym skutku nie chciej dawać.

Tak mnie do chwały, gdzieś sam jest, wprowadzisz,Tak mnie w rząd duchów wielebnych posadzisz,

Chwałę odniesiesz, żeś tak pieczołował

20 A od zginienia duszę mą zachował.

Proszę, kto w on czas mnie przychylnym będzie,Gdy on ostatni sędzia na sąd siędzie?Kto stanie w onej straszliwej potrzebieCo świat odnowi, odmianę da w niebie?

5 W onej godzinie, pełnej trwóg, tesknice,Kto serca wesprze, kto osuszy lice,Kiedy żywioły i rzeczy stworzonePrzeciw mym grzechom będą poruszone?

Panno wielebna, a tegoż sędziego

10 Matko, nadziejo człeka upadłego,Ty, syna swego gniew onej godzinyBłagaj, i ty proś, by odpuścił winy!

W ten czas, hej, w ten czas, stróżu mój, aniele,Z kory wszytkimi, występków mych wiele

15 Omawiaj, proszę; padszy, ręce wznoście,Za mną, przy sądzie, miłosierdzia proście!

W ten czas, o święci, o wojsko wybrane,Żałości wasze niechaj będą znane;Bronić mnie trudno, lecz prośbą ratować

20 Możecie, gniewu wiecznego hamować.

Im pilniej patrzę w świat i jego strony,Szlachetny Pietrze, a im się dziwuję,Tem barziej pragnę, byś od wszech był czczony.

Bo izaż w ludziech gdzie szczyrość najduję?

5 Zaż kto dla cnoty podźwignion w potrzebie? —W tobie, jak w gniaździe, uczynność mianuję.

Twirdzę to, (bo mam pewną próbę z siebie),Iż godna sławy, godna wiecznej chwałyTwa szczyrość, gdyż w niej wiele ich zna ciebie.

10 W której, jak ja wiem, jeśli jest świat stały,Czasuby trzeba; więc tego nie liczęI mijam, kto w niej czarny a kto biały.

Lud, — rozumieli rzecz, której nie milczę, —Dobrze; lecz, by też niepojęta była,

15 Nie dbam, bo skutkiem snadnie się doliczę.

Człek czasby tracił i wiele pracowałChcąc nad jednego naleść, aby cnotęCudzą nad własny pożytek miłował.

Gęsty, co słowy zdobi swą ochotę,

20 Gęsty w przyjemną postawę odziany, —Trudno o szczyrość przybraną w prostotę.

Kędy gość przydzie Potrzeba nazwany,Tam skutku nie patrz, a język swej mowyChocia się zaprzy, chce być bez przygany.

25 Gdzie grosz, tam dzisia przyjaciel gotowy, —Próżnyli worek, towarzyszem sobieFrasunek uzna, żal i ból surowy.

W tym z nami żyją i mrówki sposobie,Gdzie próżne kąty nie postoją one, —

30 Tak i przyjaciel zmyślny czyni tobie.

Nie idzie, kędy worki wypróżnione;Pełna śpiżarnia kupą ciągnie k sobie,Ochota płynie, gdzie mieszki natknione.

Tego, co koło ono ma na próbie,

35 Które dobrego tłomi, złe wystawia,Lada bestya wzgardza o tej dobie.

A ów, który cię zaloty zabawia,I być rozumian życznym usiłuje,Przód, niż kto inszy, żalu cię nabawia.

40 Co przyjaciela prawego zyskujeImię, gęsty jest, lecz gdy się zachwiejeFortuna, każdy zrazu ustępuje.

I jaskółki tak; póki niebo grzeje,Póki wesoła ziemia rozkosz dawa,

45 Szczebiecą w domiech, — giną, gdy mróz wieje.

Kiedy kto słowa rad za rzecz udawa,Ledwo co koła Fortuna tknie z strony,Wnet i bez ręki proszenia odstawa.

Tak, gdy Skop słońcem bywa ozdobiony,

50 Zioła kwiat, drzewa owoc światu dają,Ledwo padnie śnieg, ali on wzgardzony.

Nędzni, ach nędzni, co zbytnie ufająSłowom z postawą; a owi szaleją,Co język prawdy gniazdem być mnimają.

55 Mądrzy, co na fałsz tę próbę umieją:Słowom nie wierzyć, ni wdzięcznej postawie,Skutkiem przyjaciół patrząc, nie nadzieją.

Nie byłby wzgardzon i opuszczon prawieDrugi, co wierzy, że bogat w życzliwe,

60 Gdyby każdego wprzód znał dobrze w sprawie.

Przynosi zbytnia ufność przeraźliweSzkody. Sromota ufać mało; cnemuZysk a uczynność w mierze są prawdziwe.

Acz więcej skłonnych zbytkowi szkodnemu,

65 Lecz on mniej grzeszy, co słowy leniwyA z obietnicą, pewny skutek wszemu.

O cnotą lekki świecie, niewstydliwy,Jak to rzecz trudna, by na łonie twojemRodził się często przyjaciel prawdziwy.

70 Bo dziś przemysłem nie jednym, lecz troim,Dziwnym sposobem uczynność udają,Nie z cnych ratunkiem, ale z zyskiem swoim.

To rzecz i miejsce pilnie rozmierzają,Jako i kiedy a kędy pożytek

75 Więtszy obaczą, tam chęć obracają.

Już słowa za nic i obietnic zbytek;Sam zysk osoby i godność cukruje;Zysk — tarcz od hańby, przyjaźni cel wszytek.

Owa uczynność — ta się dziś najduje

80 Jak towar, który z daleka przywodziKupiec, a na nim zysk mieć usiłuje.

Stąd im mniej takiej cnoty w świat przychodzi,Tem cię twa znaczniej, Pietrze, zdobi wszędzie,I nieskończoną tobie sławę rodzi.

85 A nietylko me pióro świadczyć będzie,Że radniej zawżdy dobrego ratujesz,Niż szkody strzeżesz. Wiele nas w tym rzędzie.

Za co, acz ze mnie nagrody nie czujesz,Nie tak z nieszczęścia, jak prze lud fałszywy;

90 Wierzę ja jednak, iż dzięki przyjmujesz.

Przyjmujesz papir, na którym życzliwyTwe imię sławię i wiekom gotuję,I to, jakoś jest szczyremu chętliwy.

Niechaj to świat wie a ja się raduję,

95 Że słońcu równe w tobie cnót promienie,Których, jak w Argu oczu, być najduję.

Wierny ratunku, który w wielkiej cenieMasz wiernych ciężkość, życzliwych przykrości;W tobie stateczność, szczyrość a baczenie

100 I hojność niech wiek przedłuża w radości.

Comments

Loading comments…