Setnik rymów duchownych wtory — całość
Wielkiej zacności, wielkiej Panno cnoty,Zaż w mocy mojej takie są klenoty,Co dane twejby godne były ręki,Albo źrenice? cóżbym rzec chciał, dzięki?
5 Z wstydem postępki, cnót liczba tysięczna,Znaczna pod słońcem, zna ją i miesięcznaTrzoda ślicznych gwiazd, a człowiek gdy onęWidzi, twą sławę niósłby w każdą stronę.
Cóż tedy pocznę? gdyżbym rad darował
10 Czegoś jest godna, a Bóg to zachowałOd mojej władzej; więc sławić myśl chciwaWielką chęć małym rozumem rozrywa.
Lecz jeśli dobra wola mieśce miewa,Przyjmiesz i żale, co ten świat rozsiewa;
15 Puścisz przed oczy smutne rymy mojeA Bóg ucieszy wszytkie drogi twoje.
Waszej Miłości, mojej Miłościwej Pannypowolny i wszego dobrego życzliwy sługa
Sebastyan Grabowiecki.
Słoneczne zorza, alboście zniknęły,Czyli me oczy łzami wypłynęły?Że wesołego dnia widzieć nie mogę,Nawet i nocna cichość dawa trwogę.
5 Nieba posępne oczy, a żal duszęRozlicznie trapi, zaczem wierzyć muszę,Iż piekło z swoich wyzuło się złości,Z których przychodzą na mię te ciężkości.
Powieki w niebo, dusza k tobie, Panie,
15 Wynosi swą moc i ma to ufanie,Że się też kiedy onej użałujeszI dasz znać, jako pokorne miłujesz.
Skończ, Panie, swój gniew, skończ wzdychanie moje,Jeśli twa wola i zbawienie moje.
15 Chcąli też trapić twe wyroki wieczne,Daj skromnie znosić ciężkości serdeczne.
Serce struchlało, żywot cięży duszy;Strasznie upadła, więc sumnienie suszy,Wstyd opuściwszy, sprosność ulubiła,Grzech popełniwszy, więtszym go pokryła.
5 Haniebniem zbłądził, jednakeś, o Panie,Łaskawe ucho miał na moje łkanie.Acześ obrażon, wżdyś nie chciał sromotyW świecie przepuścić na moje prostoty.
O Panie, gdyś tu nie skarał wzruszony,
10 Owszem łaskawie skryłeś grzech pełniony,Niechciej na on dzień w pamięci go chować,Gdy na świat przyjdziesz złość wyrokiem psować.
Nie chowaj pomsty, nie chowaj karaniaNa on wiek przyszły, lecz moje starania,
15 Gdyż przykre były, do ciebie wołają;Bez obelżenia niech swoję kaźń mają.
Jako córka przed ojcem żałobliwaPłacze wstydu i czystości, rzewliwaŁzy leje,Błagając tęż złość sieje;
5 Piersi także ma dusza macza łzamiPłacząc złości z dziwnymi występkamiWżdy o tem,Coć brzydko, wnet myśli potem.
Płacz jej przyjmi, Boże mój lutościwy,
10 Chęć dobrą mnóż, a jak ociec chętliwyWszytko to, co cię boli,Odpuść, a rządź w twej woli.
Nie obrażaj się, ojcze dobrotliwy,Iżem, o sobie myśląc, tak troskliwy,Że pod czas zgoła zapominam ciebie,Ojcze nasz w niebie.
5 A choć też wspomnię, nie tą gorącością,Jakoby trzeba, ni tą zjęt miłością,Ratunku żebrzę, ani (wierząc sobie)Westchnę ku tobie.
Troski docześne k sobie przyciągają
10 W moc swą podbiwszy, serce odrywają.A ciężkościami, które we mnie rodząZ twoich dróg zwodzą.
Zatem i żądza następuje sprosna,Czystości zajźrąc zmysły zwodzi złosna,
15 Która tem cięższa, iż zgorszenie dawa,Stąd gniew twój wstawa.
O miłosierdzie proszę, dobrotliwyOjcze, syn zgubny. Odpuść, lutościwy.Odpuść występki, zwiedź z drogi przewrotnej
20 W złościach nieskrotnej.
Nie daj mi ginąć, pracej twojej ręki,Ratuj nędznego, a jać wieczne dziękiOddam, mój Panie, Boże wszem władnący.W łasce gorący.
25 Wiem, że nie życzysz zginienia grzesznemu.By żył bez grzechu, radniejbyś dał jemu;Zaczem ja wierzę, że się też zmiłujesz,A mnie ratujesz.
Skłoń ucho lutościwe,Gdy śród strasznego morzaŚwiata złego, gdzie pełno trwogi, zorza,Niesiem prośby rzewliwe
5 Do ciebie, byś nas ratował, troskliwe.
Widzisz, że szturm burzliwyZawżdy nas miece, trwożyNawałność, która dzień i noc się sroży,Tak iż jej skok straszliwy
10 Oderwał wiosła i żagiel życzliwy.
Bądź ratunkiem kwapliwymŁódce już połupany,Którą wiatr miece z plutą pomieszany,By w morzu śmierci chciwem
15 Nie zalał, dając późny żal chętliwym.
Widzę, że już przybiła,Panie, do ostrej skałyA coraz bliżej z strachem cisną wałyI chwila wichrowita,
20 Tak iż się boi na dnie być zakryta.
O jak błogosławieni,Co w twoje porty wieczneWpadli, przez drogi, miejsca niebezpieczneŻycznym wiatrem pędzeni,
25 Żagle zwinąwszy na twój brzeg zsadzeni.
A pozbywszy ciężkości,Trosk omylnego wieku,Serce uwiodszy z nędz przykrych człowieku,W polach twoich radości
30 Żywią, w pokoju wszelakich wdzięczności.
My jeszcze pełni trwogi,Co na tej głębi trwamyOkrutnej, kędy pewności nie mamyO czasie, gdy wiatr drogi
35 Pańskiej wprowadzi w wiecznych gmachów progi.
Błądząc oczy wynosiemyKu ojczystym przyłogom,Gdzieś ty król królem i bóg inszym bogomA wygnańcy prosiemy
40 Twej łaski; Panie, niech ją odnosiemy!
Rozpuść swoje promienieW nasze straszne ciemności,Uskrom nawałność pełną wszech przykrości,By spokojne płynienie
45 Wesołe drogi swej miało skończenie.
To morze, piaski i skały straszliweZ mymi kłopoty podobieństwo mają:Bo te nie różną liczbę we mnie dają,Jak morze piasków ma w sobie błędliwe.
5 Więc tej ostrości me myśli troskliwe,Że morskie skały z niemi nie zrównają;A jak na morze, tak na mię wpadająTo bojaźń, to wnet nadzieje zdradliwe.
Jak piasek, tak mój dowcip nierodzący;
10 Dusza z frasunku w skałę przemieniona;Serce, jak morze, wichry utrapione.
Ono wód pełno, a me zatopioneOczy są łzami; wżdy myśl niezgwałcona,Acz wszelka radość rodzi żal trapiący.
Nie chciej straconym mieć, Boże wszechmocny;Dzienne wzdychanie i płacz przyjmi nocny,Pomóż mi z sideł i ciężkości srogi,Zmień złe nałogi.
5 Zwiedź z brzydkiej drogi, gdzie nowiną cnota,Chytrości ważne, z pośmiechem prostota,Występki rozkosz, ciężkość służyć BoguW bezbożnym progu.
Ku tobie wołam, królów panie wieczny,
10 Me łkanie uważ, głos przyjmi serdeczny,Żądzą moję znasz, przed tobą własnościMoich krewkości.
Zmiłuj się, ojcze, pomóż chętliwemu,Na twoje drogi, podaj rękę jemu,
15 Wyrwi z tęsknice, ulecz trwogi moje,Boleści zdroje.
Uprzejmość moja izaż mnie zasmuci?Szczyrość zaż trwogą zjętego porzuci?Boże wszechmocny, co prawdę miłujesz,Ty mnie ratujesz.
5 Niech nie przemaga nademną fałsz, zdrada,Ani obłudnych na mą skargę rada;Nie daj szwankować cnotam w ich prostocie,Bierz moc niecnocie.
Racz, Panie, w radość zmienić moje trwogi,
10 Gdyż na tobie mój duch poległ ubogi,Nie daj się zemnie cieszyć przeciwnemu,Ni przewrotnemu.
Złosne handszlaki, skarby wylichwione,Niech w mojem sercu nie będą pieszczone;
15 Dochodów, proszę, racz strzedz w mojej maleTobie ku chwale.
A przymnożyszli, nie mień mojej chęci,Niech mi twa łaska będzie na pamięci,Niechaj się twój lud spół zemną weseli,
20 Twym darem dzieli.
Tobie ofiary, tobie niech dawająChwałę, zemną spół dobroć wyznawają,Niech ci śpiewają, gdy odżeniesz srogąBojaźń z mą trwogą.
Wierzę, że do skruchy ty mnie sam przywodzisz,Ty swojemi słowy upadłego chłodzisz,Boś rzekł, że nie może nikt wchodzić do ciebie,Oprócz, by go ociec twój wciągnął do siebie.
5 To żeś mi dał poznać, wszech zbawienia chciwy,Uniżenie proszę, ojcze dobrotliwy,Spół i z synem miłym i Duchem swym świętym,Grzech odpuść, daj potem być w twe gmachy wziętym.
Zmiłuj się nademną, zmiłuj się, łaskawy
10 Ojcze, nie dopuszczaj, by złośliwe sprawy,Grzechy i występki, winy, niedbałości,Miały w zatracenie podać me krewkości.
Ty, co upadłego nie pragniesz zginienia,Owszem, dobrotliwy, czekasz nawrócenia,
15 Coś przyszedł pocieszać w żałości rzewliwe,Owce w swą owczarnią odnosić błędliwe,
Zmiłuj się, nie chowaj pomsty do żywotaPrzyszłego, lecz ma złość i z grzechem prostotaNiech, proszę, odnosi tu z pomstą karanie,
20 Kiedyć się spodoba i jak raczysz, Panie.
I wyście nieba, czyli ziemia krzywa,Moja źrenica iż tak na płacz chciwa,Widząc jak czasy z dobrymi kuglują,Gorszych szanują.
5 Sna próżno gwiazdy w tym winić, złe bogi,Gdy w zmysłach ludzkich szkodzą różne trwogi;Swawola winna, której to własnościMnożyć żałości.
Więc, żeśmy kresu dobiegli onego,
10 Na którym zakład zawodu dawnego,Płaca pustoty a nagroda złości —Ciężar przykrości.
Oko nie widzi, czemby się cieszyło,W ucho nie wpada, coby sercu miło,
15 Zmysł nie tak śmiały, by lepiej potuszył;Bóg się obruszył.
Bóg wieczny w prawdzie, Pan wieku onego,Co go nie począł czas ni skończy jego,
Pan, co wszem władnie, a gdzie wzrokiem ruszy.
20 Wszytko się kruszy, —
Zatrząsnął światem, jako rozgniewany,Roztropny z bacznym na pośmiech wydany.Lecz wspomni, Panie, (proszę) imię swoje.Sprawyć to twoje.
25 Niech się zły człowiek z onych nie weseli,Co w tobie, Panie, swą nadzieję mieli,Niech twoi znają, żeć dobrze ufali,Acz pośmiech znali.
Jak dobra córa, kiedy w ojcu znakiGniewnGniewu k sobie najduje,Prze występek swój jaki, —Twarz wstydem zafarbuje,
5 Pokornym sercem, głosem pełnym trwogi,O łaskę prosząc, upada pod nogi,
Tak, ojce dobry, wzrok wstydem zniżony,Pokory napełnioneSerce, acz z każdej strony
10 Obłokiem obtoczoneNikczemnych myśli, do ciebie podawam,Bo cię strapionych pociechą wyznawam.
Występków taić zmysły dróg nie znają,Gdyż wszelka skrytość tobie
15 Jak kryształy, co mająŚwiecę albo kwiat w sobie;Cokolwiek pocznie chęć nędzna, błędliwa,Twej przytomności wszytko się odkrywa.
Obacz me serce i żałości związek
20 Prze grzech często pełniony,Co, jak ptak śród gałązekNarzeka utrapiony,Gdy towarzysza utraci troskliwy,Którego z sobą niesie człek myśliwy.
25 Często więc mój zmysł przeciw rozumowiW mem sercu wojnę zwodzi.Lecz ta moc jest zmysłowi,Że mnie więźniem przywodziZłemu, iż muszę wszędy naśladować,
30 W tem szyszak ani szpada chce ratować.
Tyś sam jest świadom, jako człowiek mdłegoZmysłu i wszech krewkości,Jako chętny do złego,Gdzie niemasz twej zwierzchności,
35 Jak chytry, zdradny, zdawna jadowitySmok w sidłach swoich, nieprzyjaciel skryty.
Chęć prędka we mnie, siły nie dostawa,Więc się żądza nie zgadza,Co się w społeczność wdawa,
40 Jak stok, co w rzekę wchadza.Cóż tedy rzekę wszytkim utrapiony?Mamli ręce wzdać jako zwyciężony?
Ojcze dobroci, łaska nieskończonaTwa niech mię sama broni;
45 A dusza tak zwiedzionaNiech w cień twych skrzydeł stroni.Niech się zapala w twej, Panie, miłości;W tem, coć nie miło, niech nie ma radości.
Boże mój, o Boże mój, tożeś jest cierpliwy,Gdy cię ja gniewam grzesząc, tyś z łaską chętliwy.
Boże mój, o Boże mój, tożeś dobrotliwy,Gdy śmierci prze złość szukam, tyś zdrowie dać chciwy.
5 Boże mój, ojce łaski, cóż człowiek złośliwyMożeć oddać za dzięki, gdyś tak lutościwy?
Twa dobroć niech cię sławi, chwały tobie wieczneNiech wszytkie dni me dają i siły serdeczne.
Wierzyłem, żeś mnie miał wysłuchać, Panie,Przeto swój skutek wzięło me ufanie,Łaskąś zasłonił postępek złośliwy,Chcąc mi okazać, jakoś dobrotliwy.
5 A ja co czynię za dobroć tak wielką?Jak wiadro wodę, złość w się czerpam wszelką.Niewdzięczności dość, kiedym miał dziękować;Mam roskosz w grzechu, com zań miał żałować.
Zmiłuj się, Panie, zmiłuj się, łaskawy,
10 Niebu i ziemi brzydkie moje sprawyNiechaj nie wchodzą przed wszechmocne oko,Wyrwi z przepaści, w której tkwię głęboko.
Tobiem wystąpił i zgrzeszyłem tobie,Żałuję z serca, a źrenice obie
15 Łzy zatapiają; odpuść, dobrotliwy,Odpuść, o Panie, skutek obraźliwy.
Zmysł mi trwoży, Panie, twój sąd sprawiedliwy,Sumnienie mi gryzie mój grzech niewstydliwy,Strach serce przenika, oczy się zaćmiłyMe ciało struchlało a zginęły siły.
5 Uciska łakomstwo, pycha mnie nadyma,Zazdrość pokój niszczy, żądza krewkość zdżyma,Nieczystość gwałt czyni, lży obżarstwo sprosne,Gniew baczenie gubi, myśli mnoży złosne.
Omowa poduszcza, więc chciwość zawodzi,
10 Drapiestwo nalega a niezgodę rodzi,Gniew miesza w żyłach krew, płochość mnie rozpuszcza,Więc gnuśność potłomia, chytrość w złość poduszcza.
Pochlebstwo mnie zwodzi, ludzka chęć unosi,Szczypie potwarz; — a w tej trwodze oko wznosi
15 Dusza moja k tobie, o Boże łaskawy,Wspomni krewkość moję, z lutością sądź sprawy.
Oto, zbawicielu, zbiór ów zapalczywych,Oto, z którymim żył z początku sił żywych,Oto me kochania, którymem folgowałI przednia zabawa, którym wiarę chował.
5 To w czymem się ćwiczył, dawa potępienie,Co umiem, to dawa znaczne obelżenie;
To są, którem ważył, przyjaciele moi,To mistrzowie, wiodąc do niełaski twoi,
To panowie, com im posłuszeństwo wszędy
10 Oddawał, i to są rajce, którzy w błędyWierzącego wiedli, zemną mieszkający,To mieszczanie w domu mym spólnie żyjący.
Ach, niestetyż, królu i Boże mój wieczny,Grzech a złość to mój skarb, przeto ból serdeczny
15 Cierpię. Ucieczko ma, Panie, zaż kto żywie,Aby przed twem okiem mógł czyst być prawdziwie?
Jeśli miłosierdzia twojego nie będzieIzaż sprawiedliwy stanie w którym rzędzie?Jeśli twoja łaska człeka nie uprzedzi,
20 Zaż nie próżno chętny w myślach swych się biedzi?
Odpuść występki; łzy me osusz, Panie,Oddal ode mnie nadzieje fałszywe,Brzydkie rady zniszcz, omylne kochanie,Gmachy pokoju ukaż pożądliwe.
5 Sprawuj mnie, Boże, wziąwszy z rąk złosnemu,W pokoju, chleba żebrakowi twemuUdziel nędznemu.
Nagim jest, Panie, przed okiem twem, w złości;Nakryj mnie łaską, a któregoś sobie
10 Swym domowym zwał z ojcowskiej miłości,Nie chciej, bym kiedy miał brzydkim być tobie.Me serce twoja dobroć niech sprawuje,
Moim upadkiem niech się nie raduje,Kto źle winszuje.
Trąd sprosnych występków osiadł duszę moję,Przeto ciało krasę utraciło swoję,Z wiecznego żywota domum wyłączony,Z bram przybytków twoich swą wolą wypchniony.
5 Ściągni rękę swoję; możesz, gdy chcesz, Panie,Mnie zleczyć; bez ciebie próżne me staranie.Udziel mi izopu skruchy nieskończonejZ gorzkością pokuty złości niezliczonej.
Drzewo krzyża twego, ceder trwały wiecznie,
10 Niech w dobrym umyśle chowa mnie statecznie,Owoc niechaj we mnie trwa sprawiedliwości,Niech moc nie uwodzi żadnej odmienności.
Jedwab’ niech też będzie on jasnogorącyW ręku mych, jak miewał z trądu wychodzący;
15 Miękki, łacny umysł daj ku proszącemu,Jasny i gorący w chęci ku bliźniemu.
Para ptaszków zatem będzie twa ofiara,W ciele i duszy mej żywa wszędy wiara.Myśl o woli twojej nieodmienna będzie
20 I głosy twej chwały napełnione wszędzie.
Tak z trądu występków sprosnych oczyszczony,Z znaki zdrowia mego ondzie przypuszczonyBędę, gdzie przybytki twe, a w nich mieszczanie,Którzyć bez przestanku chwałę dają, Panie.
Jezu, Dawidów synu, miej nademnąLutość, gdyż widzisz, co ślepota zemnąPoczyna; widzisz, jak mój wzrok ubogiNie zna promieni twej światłości drogi.
5 Jezu, Dawidów synu, swej lutościPorusz, a choć mnie lud w pospolitościPrecz pcha od ciebie, jednak ty, mój Panie,Obróć się ku mnie, a słysz me wołanie.
Po wzroku, Panie, po wzroku styskuję;
10 Iżeś wszechmocny, przeto usiłuję,Byś mi oczyścił oko niewidome,A światło dał znać twym wiernym wiadome.
Jako Hierycho znaczy niedostatek,Tak człowiek bez twej rady jest niestatek.
15 Przybliż się, proszę, a gdyżeś sam droga,Przy tobie leżąc, żebrze, choć nieboga.
Obróć się ku mnie, usłysz me wołanie;Tłuszcza zawisna niech nie wadzi, Panie.Spytaj, czego chcę, ja powiem, ocz proszę:
20 Chcę widzieć, ty daj, niechaj wzrok odnoszę.
Jezu, Dawidów synu, racz nademnąLutość mieć, widząc, co zła krewkość zemnąPoczyna, gwałtem ciągnąc w swe okowy;Nie ratujeszli, jam więzień gotowy.
5 Jezu Dawidów, nie daj mnie nędznemuSzkodzić smokowi w chytrości możnemu.
Daj wzrok serdeczny, uszy przeczyść moje,Wiedź bieg leniwy, gdzie twej łaski zdroje.
Oswobodź związek mojego języka,
10 Zlecz trąd, bo gwałtem dusze mi się tyka,Uzdrów chorego, wzbudź martwe me siły,A chciej, by o mnie twe łaski radziły.
Tak zawżdy będę, Panie mój, żył w tobie,Mając twę chwałę w powinnej ozdobie,
15 Wiedząc, żeś ty jest syn boży prawdziwy,A iż sam żywot dawasz dobrotliwy.
W tobie i przez cię zna radość, co żywie,Ty wszytkim rządzisz, ty władniesz prawdziwie,Tobie cześć, sława, chwała wieków wiecznych.
20 Rzecz: dziej się według prośb twoich serdecznych.
Jakoż cię chwaląc, Panie,Siędę przy lutniej swojej?Jak rozpuszczę śpiewanie,Gdyż ty wymowie mojej
5 Rozum, głos dawasz z wiecznej władzej twojej.
Śmiertelna myśl nie może,(Acz barzo na to śmiała)I podobieństwem, Boże,Dosiądz, jaka twa chwała,
10 Nie tylko, żeby ją co zdobić miała.
W naczynie, Panie, ciasneTaka władza nie wpadnie,By wschód i zachód jasne,I jak nadzieja władnie,
15 Maluczką skierką oświeciło snadnie.
Jak słonecznej światłościOko się przypatrowaćNie może, tak krewkościLudzkie próżno gotować
20 Myśl mają, słowa, twe chwały zachować.
Twej zacności, wysoki,Nie widzą ni dochodząNaszych zmysłów przeskoki;Bo promienie zachodzą,
25 Które ćmią oczy i wzrokowi szkodzą.
Lecz gdy ty swej świecącejMnie udzielisz jasności,Obłok spędzisz ślepiącyTak, bym był tej godności,
30 Jak duchy, co tu żyły w twej miłości —
To pójdę w nocy, we dnie,Twe imię rozsławiając,W koliczny kraj i średnie,Dusze te zwoływając,
35 Co się wzbłąkały, żądzej dogadzając.
Źródło wieczne i żywe,Które skoki różnymiPuszczasz światło prawdziweW te, które w niebo swymi
40 Sposoby wwabiasz i czynisz własnymi,
Oczyść serce z ciemności,Które miąższa zasłonaTych świeckich obłudności
Ślepi! Daj, aby ona
45 Wesoło mogła, co dziś tak zemdlona,
Źrenica widzieć ciebieI łaski obiecane;Sam z sobą walcząc, z siebieZwycięstwo mieć żądane,
50 Tu zszedłszy, k tobie nieść zmysły wezwane!
Jak człowiek, co się dopuści niecnoty,Słońca nie lubi, lecz się kryje w cienie,Tak, skorom wzgardził twej łaski promienie,Wzrok wiecznych ogniów opuszczony, złoty,
5 Opadli duszę mą pełni ochotyNieprzyjaciele; ten, ów precz z niej żenieDary, co miały z nią trwać w wiecznej cenie,I przednie, co ją miały zdobić, cnoty.
Pałało serce, gdy mrozy trzaskały,
10 Ogniem piekielnym zewsząd obtoczone,Gnuśność spół mając, a z niem próżnowanie.
Błądziłem, gdzie dróg obłudności chciały,Bez światła, którem nieba ozdobione.O sprawo, z której nic nad żal nie kanie.
Podobneś mi jest drzewo, ucieszę się tobą,Bo widzę, że, jak zemną, świat poczyna z tobą;
Jedne gałązki poschły, drugie precz odcięte,Snać ci żal, żeś kiedy jest od ziemi przyjęte.
5 Tak zemną poczynają czasy zamierzone,Że jedne zmysły gasną, drugie już zniszczone,A często mi żal tego, że świat oko widzi,Bo kłopot serce trapi a żal żywot hydzi.
Myślęli co, nie pocznę, — pocznęli, nie sprawię,
10 Głowę troską a ręce próżną pracą bawię,A kiedy się ku nocy wdzięcznym snom raduję,Frasunk zwierzchnią pierzyną, żal poduszką czuję.
Panie, ty wiesz złości me, karz, niż weźmiesz z świata;Bo, niżbyś tam wzgardzić miał, wolę z płaczem lata.
15 Wszakoż strzeż dusze mojej, by nie chciała tego.tego,Czemby naruszyć mogła majestatu twego.
Królestwo Pańskie, któreś gorczycznemuZiarnu równane, co więc, gdy czas temu,Rość, rodzajnem być, ku drzewku podobne,Żywić i cieniem chłodzić jest sposobne,
5 Me ciało, zagon nieuprawnej roli,Daj być sposobnem siewu twojej woli;Daj, by gałązki szeroko wzniesioneTobie nosiło ziarny obciążone.
Albo ty, pani, co w dzieży trzy miary
10 Kwasisz, chcąc abyś z niej miała chleb jary,Gdyż mnie w dzieży masz, którą znam być światem,A wiarę świętą kwasem mienię zatem,
Mąki ze trzech miar nie żałuj udzielić:Życz, w trójcej świętej żądzam się weselić,
15 O święta pani cyrkwi, króla twegoProś, niech gorczyce ma łan z ciała mego.
Proś, niech gałązki jej się rozszerzają,Ziarna szczerości niech strączki oddają.Ptacy niebiescy, najświętszy anieli,
20 Z radością na nich odpoczynek mieli.
Kościele wieczny, zborze świętych w niebie,O ratunek mej chęci wzywam ciebie,Ten, co was w świecie czynił potężnymi,Proście, by tenże rządził zmysły memi.
Przednia części mych dóbr, Panie, zmysłów moichJest chęć zawżdy chodzić w świętych drogach twoich;Przeto przed twem okiem padając, serdecznieProsiłem o lutość, ojcze możny wiecznie.
5 Pomniąc na swe drogi czasów przepuszczonychOdwróciłem nogę, jak od obrzydzonych,A wyprostowałem bieg ku gościńcowiTwej wolej; bądź wodzem, proszę, pielgrzymowi.
Gotówem, a nie znam ni skąd roztargnienia,
10 Strzedz wszelkiego woli twojej naznaczenia,Skoro grzechów troki, którymim związanyBył, tyś oswobodził i poleczył rany.
Za czem i śród nocy porywam się z łożaDziwując się, jako wielka twa moc boża,
15 Jako ty o każdym, kto cię prosi, radzisz,A jak, z dróg przepaści zwiodszy, złości gładzisz.
Jestem jednym z onych, co się ciebie boją,I chęć mam zgadzać się z świętą wolą twoją;Miłosierdziem twojem gdyż ziemia opływa;
20 Ukaż twe przybytki duszy, co cię wzywa.
Panie nad pany, ojcze wszech lutościDo stołu syna twego w tej nizkościIdę, ciałem z krwią jego posilonyChcąc być a pragnąc pociech, utrapiony.
5 Idę do dawce żywota, schorzały.Nieczysty do wód łaski zawżdy trwały,Ślepy, do światła wieczystej jasności,Nagi, potrzebny, do pana wszech włości.
Proszę twej tedy łaski nieskończony,
10 Bym był z choroby swojej uzdrowiony,Oczyść z brzydkości, oczyść mą ślepotę,Ubogać nędzę, skryj nagą prostotę,
Bym anielskiego pana, królującychRozkażyciela i sprawcę władnących,
15 Z tą uczciwością, skruchą i miłością,Wiarą, pokorą przyjął i czystością,
Z tą wolą w sercu mocno utwierdzoną.Że potem nie ma chęć być złością lżoną;Zaczem duszy mej skąd by się twierdziło
20 Zdrowie i codzień pewniejszeby było.
Tak, ojcze łaski, syna jedynego,Jezusa pana i Boga naszego,Daj ciało przyjąć, które z Panny czystejWziął, chcąc nas wrócić do swobody istej.
25 Jakobym w ciele tajemnic zakrytychJego członkiem wzięt darów był obfitychNapełnion, które wieki sprawowały,A w drogach jego bezpiecznym chowały,
Ojcze lutości, daj, bym syna twego,
30 Którego jako pielgrzym świata tegoTu zakrytego przyjąć chcę w świątości,Istotnie widział w niebieskiej radości.
Najśliczniejszy Jezu, przez srogie wylanieKrwie twej, niechaj źródło gorzkich łez powstanieZ serca skruszonego, gdy mi się przed oczyNiewymowna łaska i twa dobroć toczy.
5 Zwłaszcza gdy przystąpić chcę do twego stoła,Świątość przyjąć pełną twych tajemnic zgoła,Świątość dziwną prawie, niebieską ofiarę,A czci z nabożeństwem dostojną nad miarę.
Świątość, coś, kapłanie sam niepokalany,
10 Ustawił, abyś stąd w miłości uznanyChwalon był od ludzi, a pomniąc na mękęI śmierć twą za nasz grzech, od nas miał swą dziękę.
W środku tak wysokich tajemnic twych, Panie,Niech się twa przytomność mym posiłkiem stanie,
15 Niech cię dusza czuje i przed tobą śpiewa,Niechaj się weseli, co teraz omdlewa.
Ogniu niezgaszony, miłości gorąca,Słodki Chryste Jezu, dobroci płynąca,Chlebie, co wszech żywisz, acz cię nie ubywa,
20 Całyś, acz łaknący pokarm z ciebie miewa.
Oświeć mnie, chęć zapal, poświęć twe naczynie,Oczyść z złości, łaski niechaj twej napłynie,Daj tak jeść twe ciało, bym przyjmując ciebie,Z ciebie i w tobie żył, wszedł i spół był w niebie.
Najwyższy kapłanie, biskupie prawdziwy,Jezu Chryste wieczny, któryś, dobrotliwy,Ojcuś się na krzyżu srogim ofiarował,Ofiarą czystości byś brzydkich ratował, —
5 Ty, któryś swe ciało nam dał ku żywnościA krew ku napoju i mdłych sił krewkości,Daj, to myślić co chcesz, rozumieć statecznie,Mówić o tym darze, któryś zrządził wiecznie.
Święty chlebie, żywy, śliczny, czysty k temu,
10 Coś z nieba zszedł żywot dając światu temu,Wnidź w me serce, wyniszcz ducha z ciałem zwady;Duszy, ciału użycz do zdrowia swej rady.
Nieprzyjaciele me, co sidła stawiają,Odżeń, twej bytności niechaj się lękają,
15 Bym z wewnątrz i z wierzchu tobą ostrzeżony,Do przybytków twoich prosto był wiedziony.
Tam zasłon nie będzie, tam się tajemniceOdkryją a święte widzieć dadzą lice,Sobą swe nasycisz, tam głód ciężki duszy
20 Nie będzie, a zmysłów pragnienie nie ruszy.
Racz być miłosierny, proszę, mnie grzesznemu,Ojcze wszelkiej łaski, ty utrapionemuOkaż się ratunkiem i mieścem bezpiecznym,A nikt nie zatrwoży strachem, by chciał, wiecznym.
5 Oto martwy leżę, Jezu lutościwy,Powstań, wskrześ mnie, a jać chwałę dam chętliwy;Nędznym i zemdlony, zdrowia nie znam w ciele,Tyś lekarz, ku tobie oczy niosę śmiele.
Nagim, więc mróz cierpię, ty władniesz pokłady.
10 Przeto w mym ucisku życz odzieniem rady;Głodem ginę śród tej tu strasznej pustyni, —Tyś pokarm, posilić racz, chlebie jedyny.
W pragnieniu omdlewam, — tyś napój żywota —Ochłodź! a gdy widzisz, że moja prostota
15 Na głębią przepaści strasznej zawiedziona,Ratuj, bo nawałność zewsząd poburzona.
Pracowałem krzycząc — przeto oniemiałoGardło me, a duszy mieśce nie zostało,Na którem od wody byłaby bezpieczna,
20 A prawie jej gaśnie władza ostateczna.
Wyrwi mnie z tej toni, posiłko zemdlonych,Ratuj, należco dusz, ludzi zawiedzionych;Tyś sam ma podpora, obrońca, wódz mężny,Tyś król, Pan i Bóg mój, mocą niezwyciężny.
Tyż to, mój Panie, Jezu lutościwyNawiedzić sługę masz, zbawienia chciwy?
Ale co sługę? Sna nieprzyjaciela,Com nie był wdzięczen twojej łaski wiela.
5 Różnych twych darów liczba nieskończona,Mnie ku pociecham często pozwolona,Powolnym tobie rzadko uczyniła,Częściej się tam drąc, gdzieby obraziła.
Lecz prze tę miłość, co cię z nieba zwiodła,
10 Ludzkim narodom otwierając źródłaTwojej dobroci, i która mieć chciała,Byś powłokę wziął z człowieczego ciała,
Więc głód, pragnienie, zimno, gorącości,Prace z pośmiechem, wzgardę, zelżywości,
15 Bicze, policzki, insze razy srogie,Aż śmierć na krzyżu zniosły członki drogie, —
Prze tę cię miłość, Jezu dobrotliwy,Proszę nie pomni, jakom ja złośliwy;Nie pomni, proszę, owszem oczy swoje
20 Odwróć a nie patrz na występki moje!
A gdy zasiędziesz na sąd ostateczny,Przejźry, o Jezu, żem ja tak beśpieczny,Nie wzdaj mnie z grzechy na winne karanie,Lecz niech twych zasług darem będą, Panie,
25 Niechaj zasłoną nieomylną wszędzie,W każdej mej trwodze, wiecznych czasów będzieKrew twoja droga, na srogim wylanaKrzyżu, gdyś nas brał z mocy od szatana.
Boże lutości, zmiłuj się nademną,A póki czas jest, uczyń łaskę ze mną,
Czas miłosierdzia póki służyć może,Bądź miłosierny, nie trać wiecznie, Boże.
5 Straszny mi, Panie, twój sąd ostateczny;Lecz zażbyś wolał mnie wzdać w on płacz wieczny?Gdyż z tam podanych cześć nie idzie tobie,Ani cię wielbią ci, co leżą w grobie.
Przecz, dobry Jezu, bądź mi lutościwy;
10 O Panie, nie bacz, jakom człek złośliwy.O słodki Jezu, wybaw mnie z mej trwogi,O Jezu, stróżem bądź duszy ubogiej.
Pomóż, o Jezu, wniść wśród twych wybranych,O zbawicielu, w twej wierze doznanych.
15 Nadziejo, tarczy tych, którzyć ufają,Przyjmi łzy, prośby niech twą łaskę znają.
Synu spłodzony z najczystszej dziewice,Przychodzącemu przed twe boskie liceNadzieję zmocni, otwórz skarby swoje,
20 Posil ciałem, krwią, mdłe krewkości moje.
Pokorę zatem, miłość i myśl czystąDaj; w troskach, smutku, cierpliwość wieczystą;Niech cię ze wszech sił ma dusza miłuje,Z tobą, w tobie, się niech wiecznie raduje.
JezuO Jezu, źródło łaski, Jezu dobrotliwy,O synu łaski pełnej panny, świątobliwy,Prawdy a miłosierdzia pełeneś, świątości,Zmiłuj się według twojej niezmiernej lutości.
5 Ciebie proszę, prze twojej wylanie krwie drogiej,W on czas, gdyś odkupował naród nasz ubogi,
Omyj złość mą, nie pchaj mnie od siebie, wzgardziwszy,Ciebie wzywam, aczem jest grzesznik najbrzydliwszy.
O Panie, coś mnie stworzył, stworzywszy krwią kupił,
10 Nie daj, by nieprzyjaciel mnie z twej łaski łupił;Nie cierp, aby moja złość mnie potępić miała,Gdy twa lutość niebieskiej łaski godnym znała.
Obacz a uważ, Boże, co twego jest we mnie,A co mem własnem być znasz, to wyrzuć precz ze mnie;
15 Przyjmi k tobie chcącego, póki czas lutości,Uczyń przybytek zemnie, a chowaj w czystości.
Panie i stworzycielu wszego, gdzie co żywie,Który niedołężności me leczysz prawdziwie,Boś możny, zbawicielem moim będąc k temu,Łaskę twą ofiarujesz występkowi memu.
5 Przetoś ty na świat zstąpił, byś zbawił stracone,A zbawiennymi czynił duchy zawiedzione;Daj z łaski a dobroci, mnie też pożyteczneByło, coś ludu swemu dał za skarby wieczne.
Daj, by mocą wylanej krwie i twego ciała
10 Dusza czysta od grzechów i sprosności trwała;Broń od niebezpieczeństwa a dzierż na swej drodze;Niech mnie twe miłosierdzie wyrwie wszelkiej trwodze.
Bądź zbawienie wszego świata pozdrowione,Od wieków ojcowskie słowo uwielbione,
Ofiaro prawdziwa, ciało wieczne, żywe,Niezmienny żywocie i bóstwo prawdziwe.
5 Bądź wielbione ciało z panny czystej wzięte,Coś za nas cierpiało na krzyżu rozpięte,Któreś rannym bokiem wylało krew z siebie,Gdy śmierć przyślesz, niech mam swój posiłek z ciebie.
O dobry, o wszelkiej napełnion lutości,
10 Użyj miłosierdzia, nie pomni mych złości,Daj by twoja męka mą też cząstką była,A kaźń złością winną w łaskę odmieniła.
Bądź krwi Pana mego Chrysta pozdrowiona,Z boku naświętszego srodze roztoczona,Co stary i nowy zakon płoczesz z złości,Omyj, poświęć duszę mą k wiecznej radości.
5 Panie, któryś nam tu, przy swej ostatecznejWieczerzy ciało dał, by we czci statecznejNam posiłkiem było, krew strzegła od mdłości;Daj pamiętać łaski twej wielkiej miłości.
Zmiłuj się, mój Boże, daj, by nie daremnie
10 Za mię się wylała, owszem to spraw we mnie,Abym w liczbę twoich wybranych był wzięty,I wszedł w on przybytek ojca twego święty.
O Panie, jak cię kapłan na trzy części dzieli,Tak się z twoich trzech osób niech każdy weseli,
Który w cię wierzy, Boże, a gdy przyjdzie k temu,Że więc dług płacić każesz tobie, Panu memu,
5 Kiedy się serce padać, kiedy język będzieSwoją mową się brzydził, a oko osiędzieOn sen twardy, — racz ducha wdzięczen być mojego,Daj wielbić w trzech osobach istność bóstwa twego.
Przyjąłeś, Boże wieczny, w mem ciele mieszkanie,A nie raczyłeś gardzić nędznym dachem, Panie;Za czem od dyabelskich sideł już beśpieczny,Wiecznie cię chwalić będzie mój umysł serdeczny.
5 Daj, Panie, pókim tu żyw, w ciele tem śmiertelnem,By me serce z chwałą twą nie było rozdzielnem.Niech cię sławi język mój, a wszytkie krewkościNiech mówią: i któż rówien twojej wszechmocności?
Niech mój zmysł czuje słodkość istności twej świętej,
10 Niech będę w środek straży anielskiej przyjęty,Rościągni rękę swoję a każ ustępowaćTym, co zwykli na me złe swe sidła gotować.
O światło najaśniejsze wiecznej prawdy bożej,Oświeć mój zmysł a rozpądź mgłę, co duszę trwoży,
15 Abym się wystrzegać mógł tobie brzydkich rzeczy,A coć miło, to daj mieć na ostrożnej pieczy.
Już we mnie miej przybytek wiecznie ulubiony,Bym z tobą, wdzięczny Jezu, bez końca złączony,Światem gardząc w twą władzą swój żywot oddawał,
20 A czystem sercem szczerze czcić cię nie przestawał.
Dziękujęć, żeś duszą mą nie wzgardził, Panie,Gdyż w pokorze z skruchą ma w tobie ufanie:Dziękujęć, żeś się mą nie brzydził wnętrznością,Owszemeś ją swoją ozdobił istnością.
5 Przeto na twej pieczy, o mój gościu drogi,Proszę, niechaj będzie ten pałac ubogi,I proszę, byś sobie ten gmach tak ulubił,By go wiecznie nie znał, co chciał, by mnie zgubił.
Strzeż, proszę, rycerzu nieprzezwyciężony,
10 Aby nieprzyjaciel z wzgardą wyrzucony,Gdy się z swym posiłkiem o mnie będzie silił,Za twoją pomocą na wszem się omylił.
Nie wpuszczaj go, Boże, w ten przybytek mały,Sprawy tobie miłe, daj, by w nim mieszkały,
15 Daj żywot bez wady, zmysł daj bez zganienia,O Panie, co pragniesz ludzkiego zbawienia.
Tak ci dusza moja od złego beśpieczna,Tak ci odda dzięki moja chęć serdeczna,Tak cię język nędzny chwalić, Boże, wszędzie
20 Za twoję obronę i ratunek będzie.
Dziękujęć, wiecznie możny, ojcze dobrotliwy,Wrócenia dusz do ciebie i zbawienia chciwy,Żeś niebieskich tajemnic i wiecznie trwającychDziś mi użyczyć raczył, zmysł posilających.
5 Racz drogi me sprawować, w bojaźni twej chodzić,Daj, aby żywotowi nie mogło nic szkodzić,Ścieżki nasze przed tobą niech będą bezpieczne,A ku tobie skłonione, daj, żądze serdeczne.
Niech będzie imię twoje sławne nad niebiosy;
10 Niech je po wszytkiej ziemi wielbią czyste głosy,Niech twa dobroć i łaska wszelkich wieków słynie.A niech szatańska chytrość przed twem okiem ginie.
Dziękujęć, o żywocie wszech żywiących prawy,Zbawicielu pokornych, Jezusie łaskawy,Który nas, nędzny lud swój, pielgrzymami znającI sierotami swemi, cieszysz nie przestając.
5 Przez kapłański postępek nieba swe otwierasz,A tu na świat zstępując grzeszne k sobie zbierasz,Tobie, najwyższy Panie i wiecznie władnący,Cześć dawa dusza moja i zmysł pałający.
O miłości, coś słowy nie jest wymówiona,
10 O dobroci, coś zmysły nie jest ogarniona,O Panie, co chcąc tylko byś z ojcem zjednoczył,Ciałoś swe za nas wydał i krew swą roztoczył,
Racz mi to, proszę cię, dać, by ten znak miłościI sakrament twój święty mnie strzegł od ran złości,
15 Niech mnie posila, Panie, w sprawach wdzięcznych tobie,Póki mi tu trwać każesz, niż wzowiesz ku sobie.
Boże wszechmocny, ojcze syna wiecznej chwały,U którego pokornych głosy wdzięcznie stały,Co prośbę i milczących, łaskawy, rozumiesz,A wedle ich zbawienia co chcesz, zrządzić umiesz,
5 Ja tobie dzięki czynię, żeś godnym uczyniłMnie twych świątości, a to, com ci był przewinił,Odpuściłeś łaskawy, łącząc mnie od złosnych,Ostrożnym być mi każąc od postępków sprosnych.
A gdyż nademną twoje imię jest wzywane,
10 Daj, niech drogi przewrotne będą zapomniane.Złącz mnie z miłymi tobie, a duch świątobliwyTwój niech zmysły me rządzi, pókim jedno żywy.
Ucz rzeczy niewiadomych; niedostatki mojeDoskonałością oświeć; a co znam, że twoje
15 Źrenice rade widzą, daj czynić serdecznie,Abyś mnie zatem w łasce swojej chował wiecznie.
Kapłany, sługi swoje, daj niepokalane;Króla chowaj w pokoju, a zwierzchności daneDzierż przy sprawiedliwości; niebo życzne zdrowem
20 Powietrzem zdob’ a ziemię daj z dochodem nowym.
Lud chowaj w opatrzności, na wszem doskonały,Nieprzyjaciel niech leci pod nogi zuchwały;W żywocie niewinności strzeż nas, dobrotliwy,A zatem ci cześć odda wszelki człowiek żywy.
25 Panieńskiej czystości strzeż, małżeństwem złączoneW statecznej wierze chowaj, potwierdź nieuczone,Niemowlątka chować racz do onego wieku,Aż zniosą w twojej chwale kres dany człowieku.
Nowotne w wierze utwierdź, a jeszcze błędliwe
30 Naucz swych naśladować, drogi znać prawdziwe;Nas wszytkie zgromadzić racz, a w one pokojeWiedź, gdzie w wiecznej radości masz przybytki swoje.
Napełni usta me, Panie, twoją chwałą,A wargi ozdobić radością racz trwałą,Żebym twoje imię sławił nie przestając,Twą wielmożność wielbił wszędy nie ustając.
5 Dzięki czyni tobie, Chryste, Boże wieczny,Dusza ma pokorna i umysł serdeczny,Żeś ciała i krwie twej nas uczestnikamiMieć chciał, grzechy nasze gładząc z występkami.
Więc życzysz wdzięcznego żywota i za tym
10 Straż dawasz, by dusza zdradom wichrowatymUchodząc, beśpieczną była od zginienia;Bądź cześć, chwała tobie, Panie, bez skończenia.
Dziękujęć, o Boże mój, żeś, acz niegodnego,Raczył, ojcze, przypuścić do stołu twojego,I uczyniłeś ducha mego ucześnikiemŁaski w sprawie kapłańskiej, acz się znam nędznikiem.
5 A gdyżem twe stworzenie, nakłoń ucha, proszę,Daj, niech z tego przyjęcia posiłek odnoszę,Niech to będzie wszem żywym i zmarłym k ochłodzie,Obroną od zginienia, ratunkiem w przygodzie.
Daj, abyśmy w radości na twój sąd powstali,
10 A obcując z twoimi wybranymi trwali;Niech twój syn, sędzia główny, na prawicę stawi,A z swemi owieczkami wiecznie błogosławi.
Niechaj, o Jezu Chryste, ta twa świątość będzieNaszem zdrowiem, niech gładzi nasze grzechy wszędzie;A gdyż nam ku zbawieniu twa podjęta męka,Niech z nami ku obronie będzie twoja ręka.
5 Dla nas piłeś gorzką żółć, abyś w nas gorzkościZmorzył, nieprzyjaciela straszliwej srogości;Dla nas pojoneś octem, aby mdłości mojeSwe posilenie brały i moc w trwogi swoje.
Dla nas uplwanyś, Panie, abyś nas pokropił
10 Rosą nieśmiertelności, a gdy nas grzech topił,Tyś od nas nawałności wszelakie odwrócił,A chcąc lud mieć beśpieczny, na sięś je obrócił.
Kruchą trzciną jesteś bit, abyś nas, nietrwałe,Do wiecznego żywota czynił doskonałe;
15 Cierniemeś koronowan, abyś w cię wierząceW korony twej miłości przybierał gorące.
W prześcieradłoś obwinion, abyś nas odziewałŁaską i pobożnością, a stąd radość miewał;Więc w nowym jesteś grobie martwym położony,
20 By w nowej łasce nowy świat był utwierdzony.
Niechaj tedy, o Jezu, ta twa świątość wszędzieStróżem grzechu a łaski twej przyczyną będzie;Niech zdrowie ciału dawa, dusze od zginieniaNiech broni, o obrońco wiernych pokolenia!
Miłuję, ojcze, ja ciebie, miłuję,Lecz nie tak, jak chęć pragnie,Bo więcej usiłuję
I znam żal, że moc mniej niż wola władnie,
5 Bobym dla ciebie wszytko wzgardził snadnie.
Lecz na szyi ma ciężkie jarzmo dusza,Nikczemnościami spięteTak, iż się ledwo rusza,Za swoje miłe skarby przedsięwzięte,
10 Zdradne nadzieje z obłudą przyjęte.
Zmysł nieostrożny jej tak jest zmocniony,Iż, gdzie chce, gwałtem wleczeŁańcuch na nię włożonyWoli, która ją swym uporem siecze
15 A z przystojnych dróg ściągnąwszy precz ściecze.
Stad, zbawicielu, niepamięć przychodziO tobie; i z błędów w błędyGdy ją żądza zawodzi,Żądza, wódz zdradny i omylny wszędy,
20 W łasce twej szkodząc, jako może kędy.
Bym twe ozdoby widział nieskończone,Bez cielesnej zasłony,Jak dusze uwielbione,Które twej łaski promień niezgaszony
25 Ogarnąwszy, wniósł przed anielskie trony.
Subtylny promień twej ślicznej jasności,Nade wszytkie mogący,Tego świata marnościZ myśli mojej by wypalił, gorący,
30 Tobą mnie ciesząc, w sercu pałający.
A jak Clitia, iż słońce miłuje,Tak nadobne od wieka, —Milcząc po niem styskuje
A swojem okiem poglądając z lekka
35 Kołem przywykłem pochodzi daleka, —
Tak ja źrenicą oczu mych serdecznych,Ku tobie obróconychZ onych żywiołów wiecznych,Duszębym cieszył, a żądzy mierzionych
40 Drogę precz puścił, w niepamięć rzuconych.
Z twej śmierci, Jezu, dochodziem żywota;Śmierć podejmując dla nas, władzą śmierciBierzesz, a z twej k nam miłości tej śmierciMoc dawasz, co nas wpuszcza do żywota.
5 Śmierci, ty godność przechodzisz żywota,Bo tobą człek ujść może wiecznej śmierci;Nie ma nic nad cię, święta, wdzięczna śmierci,Droższego ten skarb zmiennego żywota.
Przeto i mnie zbrzydł żywot, pragnąc śmierci,
10 Gdyż śmierć tylko wwieść może do żywota;Tak wielka waga w mych zmysłach tej śmierci.
Tak ja mrąc żyję, konam tak, żywotaDochodzę i tak pożądam tej śmierci,Że w niej jest rozkosz mojego żywota.
Synu wieków Pana, Jezu dobrotliwy,Królu nieba, ziemie, o Boże prawdziwy.Dla twych ran cię proszę, coś ukrzyżowany,Byś nas zbawił, racz dziś zleczyć moje rany.
5 Racz strzedz przez wszytek wiek śmiertelnie zgrzeszenia,Zelżywości, pokus, złej sławy, zgorszenia,Pośmiechu złośliwych i takiej przygody,Z której dusza twój gniew — nieżyczny znał gody.
Straż pilną, Boże mój, o mnie racz mieć zawżdy,
10 Od nagłej i inszej sprosnej śmierci każdyRacz strzedz, od płomieni otchłani piekielnychI przepaści z wieczną męką nierozdzielnych,
Boże dobrotliwy, niechaj to odnoszę:Dziś i zawżdy czynić (o to pilnie proszę)
15 To, co tobie miło; daj tego uchodzić,Coby na twej łasce duszy mogło szkodzić.
Boże miłosierny, źródło wszech lutości,Nad sprawą rąk twoich, wszędy łaski dości,Prze twe rany drogie, zacność męki twojej,
20 Śmierci sprawiedliwych życz jedynej mojej.
Świętej i pobożnej śmierci życz, życz końca,Coćby się spodobał; o wieczny obrońca,Daj, bym pierwej ciałem był, krwią twą pojonyI olejem świętym dostojnie sprawiony.
25 Zdrowy zmysł, nadzieję stałą, mocną wiaręDaj w ten czas, gdyć ducha oddam za ofiarę,Daj znać twoję łaskę, a w chwale, co wiecznieTrwać będzie, bym, Panie, z tobą żył społecznie.
O jak zły owoc niepowściągliwości!Gorzkość w nim jak żółć, a miecz mniej srogościW sobie ma ostry, bo zaż co niszczejeStraszniej, jak w kim złość podporą nadzieje?
5 O, jako dusza moja jest wzgardzona,Jak lekkoważna i wszem ohydzona,Jak zgasła, a jej sławę złość stłomiła,By sen, co z siebie źrenica złożyła.
Obraz jej z pańskich przybytków rzucony,
10 W księgach żywota jej wiek nie wspomniony,Stała się jako puhacz wszem straszliwy,Albo wróbl w pustkach, bez drugich teskliwy.
Wejźrysz po stronach, jakby lunął wodą,Niemasz nikogo, by chciał być ochłodą,
15 Nie ujźrysz, ktoby znajomym się liczył,Albo w ucisku pociechy użyczył.
W takiej, o Boże, w tej dusza ma toni;Nikt nie ratuje, życzliwy precz stroni,Stałem się jako naczynie wzgardzone;
20 Me imię ludzkim językiem zelżone.
Jednęż drogę wiem, tak żalem strapionyTwej łaski szukać; a ty obrażony,Widząc mą żałość, znając me gorzkości,Racz się poruszyć, proszę, ku lutości.
Dosyć już, duszo, niestałości było,Dość odmian w gorsze, dość w to, co cię lżyło,Przemień się w skałę i opokę twardą,W świętej pokorze bądź pokusom hardą.
5 Hardą pokusom bądź świętą pokorą,Nieprzyjaciele twoi niechaj biorą
Z żalem zelżywość, kiedy twoje siłyPańską pomocą będą się szczyciły.
Przemień się w krzemień, ten niech ogień dawa,
10 Co w niebo świeci, nie, co na śmierć wzdawa;Niech twoje serce do chwały zapalaWiecznej, a gniewu pańskiego oddala.
O Boże wieczny, co rządzisz niebiosy,Przyjmi łkanie me, przyjmi rzewne głosy;
15 Gdy o ratunek dusza ma się wznosiDo ciebie, ściągni rękę, daj, ocz prosi.
Daj niezmienną moc, życz tu, w niewinności,Daj stałość, strzedz się wszelkiej nieprawości,Daj, niech twa wola mnie weseli wszędzie,
20 A to, coć brzydko, niech we mnie nie będzie.
Złość wieków przeszłych niech ci na pamięci,Ojcze, nie będzie, i niech mnie nie smęciTwój gniew. O Panie, wyrwi z dróg brzydliwych,Daj ku twej czci żyć w ścieżkach świętobliwych.
Od wszech złości mych oczyść, Boże wieczny,Bo mnie i głupi wzgardza i wszeteczny.Ja milczeć muszę, bo moc twoja wielka,Lecz ulży ręki, zginie boleść wszelka.
5 Władza twej mocy tak mnie poniżyła,Że od karania już zginęła siła;Złości w tym winne, że duszę mą smucisz,A dziw, że na grunt piekielny nie zrzucisz.
Żyły me twój gniew zrównał pajęczynie,
10 Wżdy próżno, acz schnie człek w każdej godzinie,
Chciej głos mój słyszeć, przyjmi moje prośby,A płacz mój znając, wściągni gniew, zmień groźby.
Nie zwłócz, bom pielgrzym, cudzoziemiec k temu,Jak i przodkowie moi, oku twemu.
15 Sfolguj, daj wytchnąć, póki stad nie zejdęNa ono mieśce, skąd nazad nie przyjdę.
Czekał w nadziei człek nędzny, troskliwy,Owa Pan wejźry a jak, dobrotliwy,Głos mój usłyszy, więc ściągnąwszy rękę,Zmieni mą nędzę, zmysłom ciężką mękę
5 Wyrwie z jeziora moich doległości,Wprowadzi na grunt pełny wszech pewności,Drogi me w łasce swojej wyprostuje,A ich bezpieczność strażą obwaruje.
Wpuści w usta me wesela głos nowy,
10 Zaczem wnet chwałę da język gotowy,Co wiele inszych widząc (acz się strwożą)Uczyć się będą żyć pod łaską bożą.
Błogosławiony, komu imię pańskieMocną nadzieją, bo sidła szatańskie
15 Ten snadnie potrze a omylne chęciWzgardzi, puszczając obłudę z pamięci.
Czyniłeś, Panie, zawżdy cudów wiele,Cóż, gdybyś ucisk mój zmienił w wesele?Przeczbyś co czynił, rada nie wytkniona;
20 Proszę, niech dusza wydchnie utrapiona.
Boże, na ratunk, proszę, bądź chętliwy,Gdym w swym ucisku nędzny człek troskliwy,Nie odwłócz, Panie, a racz mnie ratować,Ty sam tem władniesz, nie daj mi szwankować.
5 Wzdaj tych na hańbę, niech będą zelżeni,Co na mej dusze ucisk rozsadzeni,Odwróć ich rady, niech się wstydzą złości,Zetrzy te, którzy pragną mej żałości.
Niech się weselą, niechaj się radują,
10 Co cię szukając naleść usiłują,Niech mówią krzycząc: bądź wielebny wiecznie,Boże nasz; woli twej strzegąc serdecznie.
A ty, gdyż widzisz, żem smutkiem ściśniony,Racz być na ratunk, ojcze mój, skłoniony;
15 Bądź mym posiłkiem, o mocny obrońca,A mym uciskom nie odkładaj końca.
Nie opuszczaj mnie, ojcze dobrotliwy,Nie odstępuj mnie, gwałt cierpię troskliwy,Spiesz się z ochłodą, kwap się mnie zachować,
20 Bez ciebie nikt mnie nie może ratować.
Dobry Jezu, o moja ucieczko prawdziwa,PrzyjemcoPrzyjęmco, zbawienie me, w którym, acz omdlewa,Dusza swą nadzieję ma, ufa, wierzy tobie,I twą wszytka być pragnie, przyjmi ją ku sobie.
5 Jak jeleń spracowany chłodnej szuka wody,Tak, źródło żywe, k tobie dusza ma przechody
Wiedzieć żąda, chcąc czerpać z źródeł obfitościZbawiciela swojego rzek, wszelkiej wieczności.
Jak najemnik ku końcu wzdycha prace swojej,
10 Tak ja ku tobie, Panie. Użycz prośbie mojejUcha boskiej lutości, niech przed cię przychodzi,Boże, wołanie moje a pomoc przywodzi.
Jam jest owca błędliwa, pasterzu łaskawy;Szukaj jej a w klipę swych prowadź, stróżu prawy,
15 Odmień płacz mnie w wesele, nakłoń twego ucha,A racz głos przyjąć, Panie, strapionego ducha.
Nie patrz na mą niegodność, lecz dla twej lutościRacz mi się dać w dziedzictwo, królu wysokości,Nie zawieraj przedemną drzwi swojej owczarnie,
20 Bo szatańska szczeka tuż, nie daj ginąć marnie.
Córo Syońska, zrzuć łańcuchy z szyje,Niech dana wolność w więzieniu nie żyje,Z rąk i nóg twoich otrząśni okowy,Wyrwi z niewoli ozdoby twej głowy.
5 Ciernie precz wykop i oset kolący,Siej na nowinie i roli rodzący,Obrzeż się Panu, a myśli swych zbytekPorzuć pod nogi Panu twemu wszytek,
By kiedy nie wstał gniewem poruszony
10 A ogień puścił, z tej i owej stronyObjął płomieniem a w ciężkości takiejNiskąd nie było pomocy nijakiej.
Wstań, woła na cię Pan, a spiesz się k niemu;Poddawszy ramię brzemieniu swojemu,
15 Nieś swe uciski, złóż i doległościPrzed oczy święte Pana wszech lutości.
Za podle siebie kiedy cię postawi,W on czas niech ci się, jak kto raczy, stawi,Nie będzie ta moc, być była straszliwa,
20 O Panie wspomóż, dusza władzej zbywa.
Ach Panie, i cóż widy jest i przeczże się dzieje,Że deszcz we dnie i w nocy bez przestanku leje?Alboć przeto, że nasze serca zatwardzoneW złościach, więc niebo za nas w łzy jest obrócone.
5 O Boże, coś i z wody sakrament ustawiłA żywot chrześcijański z pogan przezeń sprawił,Prosiem, wysłuchaj głosy ludzi tobie wiernych,Racz wściągnąć, dobrotliwy, niepogód bezmiernych.
Bicz twój żywioła tego w tajemnic twych skutek
10 Obróć, uśmierz strach w ludziech, uskrom’ w sercach smutek;Daj, co się ku twej chwale w wodzie odrodzili,By tym gniewem wzruszeni w twych drogach chodzili.
Jak spracowana i pragnąca łaniaSzuka wody chłodzącej,Tak dusza, bez przestaniaZ światem i jego sprawy się biedzący,
5 Chce cię, zdroju żywiący.
Z którego, jak z dziś dobytej kryniceWdzięczne potoki wstają,Zatapiając tesknice,
Myśl świętej chęci hojnie napełniają,
10 Miłować cię wzbudzają.
I będzież kiedy, że oswobodzonaZ tych doczesnych ciężkości,Z żywota obłud, onaKu pałacom twej niebieskiej radości
15 Puści skrzydła wolności?
I kiedyż tego błędliwego wiekuPuszczej błotnej, straszliwy,Dam tył? Skąd bieżeć człekuZa tobą się chce, o wodzu życzliwy,
20 Tuż w trop twój świętobliwy.
Wynidzież kiedy, zwyciężywszy trwogi,Z onych trosk, które siejeŚwiat, z nich czyniąc szturm srogi,Z zdradnych rozkoszy, omylnej nadzieje,
25 Czy w nich dusza zniszczeje?
Weź styr sam, Panie, łódki utrapionej,Wieź, jak żeglarz życzliwy,A gdy ciężar ulżonyZ towarów będzie, co kładł świat zdradliwy,
30 Wnet wpłynę w port prawdziwy.
I ujźrę na twem wszech jasności ciele,W twarzy oświecający, —Z której Oryzon śmieleSwe światło bierze, gdy każesz, władnący —
35 Raj, wieczny wiek dający.
O dniu pożądny, o czasie wesoły,W którym upadnie trwoga,A dusza spół z anioły
Ten świat obłudny wzgardziwszy, nieboga,
40 Wnidzie do Boga!
O wieczny Boże, studnico lutości,Wejźry, proszę cię, na moje żałości,Które mnie zewsząd nad miarę ścisnęłyI zmysły zjęły.
5 Snam cię opuścił, przetom człek zelżony;Odstępiłem cię, więcem w proch rzucony;Wzgardziłem, Panie, twych wód potok wieczny,Stąd ból serdeczny.
Uzdrow’ mnie, ojcze, a stanę się zdrowy;
10 Zbaw’ mnie, a trwoga nie tknie mojej głowy;Tyś ma ozdoba, z ciebie mnie cześć wstawa;Niech nie ustawa.
Oto mi mówią: Gdzie są obietnicePańskie? Niech przyjdą! A stąd mnie tesknice
15 Nie tkną, bo zmysły ludzi się nie bojąZa strażą twoją.
Nie trwoż tylko ty, o nadziejo moja,Niech mnie w trapieniu strzeże łaska twoja,A jeśli mnie w czem tknie człowiek złośliwy,
20 Karz, dobrotliwy.
Niech zelżon będzie, kto mnie prześladuje,Na mnie shańbienia niech nikt nie najduje,Niech je żrą trwogi, niech je strach zabija,Mnie złe niech mija.
25 Rozmnoż żałości w ich dniach niezliczone;Pośpiesz; niech, Panie, rychło widzą one,
Ile mnie życzą, daj tyle troj onymSkutkiem dotknionym.
Żałość serce żre, łzy psują źrenice;Boże mój wieczny, obacz me tesknice,Niemasz ratunku i nikogo z onychMnie ulubionych.
5 Zaż co złego jest; by dusza nie znała?Tylko śmierć; i tej mniejby się lękała,Niż takich żalów, jakie mnie trapiłyPsując me siły.
Powinni, krewni, wszyscy mnie wzgardzali,
10 A na mą hańbę straż swą rozsadzali,Prześladując mnie, wiedli w mieśce ciasne,Niewoli jasne.
Wszytkie me drogi łzami opływały,Ktoby z pociechę do mnie szedł, nie znały,
15 Wrota otworem, kłotki pogwałcone,Smutkiem stłuczone.
Służebnice me i słudzy życzliwi,Jako sieroty chodzili troskliwi;Dusza gorzkością srogą napełniona,
20 We mnie trapiona.
Dziatki niewinne, ledwo oglądane,Na świat przyjęte, zaś wskok z świata brane;Śród mych ciężkości to ochłody moje:Łez gorzkich zdroje.
25 Z ucisku mego cieszył się złośliwy,Iżeś ty tak chciał, ojcze dobrotliwy;
Odmień ich radość, ulży swojej ręki,Skończ moje męki.
Nieprzyjaciele głowy pilnowali
30 A obfitszymi we wszem się stawali.Czemuż, o Panie? Przyczyn gorzkościSna me krewkości.
Lecz zaż jest, Boże, kto nie grzeszy tobie?I aniołowie nie są w takiej próbie!
35 Nie chciej, o Panie, wchodzić w sądy zemną,Bo śmierć nademną.
Zdradne przeciw mnie języki puszczali,A jadów pełną mową zabijali,Co za moję chęć mnie szanować mieli,
40 To zelżyć chcieli.
W tem serce moje modłą się bawiło,Żeś je wysłuchał, pokorą sprawiło;Stąd co me dobre złości oddawali,Twój gniew poznali.
45 Gdy mnie smucili ludzie nieprawdziwi,A bez przyczyny trapili złośliwi,Tyś mi obrońcą powstał, tyś żałościMienił w radości.
Lżycieś mnie nie dał, gdy fałsze wstawały,
50 Takie twe łaski moje łkania znały.Niech i dziś widzą, żeś ty mój stróż drogi;Broń mnie od trwogi!
Chwalcie Pana anieli jego niezwyciężni,I którzy świętą wolą czynicie, potężni;
Chwalcie Boga zastępów wojska przeraźliwe,Któreście rozkazania jego pełnić chciwe.
5 Chwalcie Pana, ile was świętych kiedy było,Pana, którego imię nieba przewyższyło,Pana, którego chwała przeszła świata brzegiI co rządzi niebieskie od wszech wieków biegi.
Jego sprawy z waszych ust chwałę niechaj mają,
10 W krajach, gdziekolwiek jego wszechmocności znają,Gdzieżkolwiek władzej jego wiadomość dochodzi,Z ust, Panie, żywiących dusz niech ci się cześć rodzi.
Boś mnie z ucisku mego, ojcze, wyswobodził,Niechętnemuś zabronił, że mnie nie uszkodził,
15 Gdy mówił nieprzyjaciel: »upadł, wykrzykajmy,Dzierżmy, a iżby nie wstał, pilnie przestrzegajmy«,
Bóg się mej nędze podjął, przyjął mnie w obronę,W tem oko me pojźrało w tę i owę stronę,Ujźrałem władzą pańską i chęć ludzkiej złości;
20 Ta zeszła; Pan obrońcą wszelkiej niewinności.
Niech go wszelki głos chwali, którykolwiek żywie,Wszelka myśl, miłosierdzie niech sławi chętliwie,Niech będzie Panu memu z chwałą wieczna dzięka,Gdyż on sprawił, że w radość zmieniła się męka.
Łuk, wszelakiej trwogi pełen i żałości,Z strzałą Pan wyciągnął, chcąc karać me złości;Co gdy dusza moja troskliwa poznała,Grzech znając, wnet zniknąć, by gdzie było, chciała.
5 Każ jej, proszę, zostać, każ ustąpić trwodze,Niech twój gniew ucichnie, bo mnie doległ srodze,A jać w twym kościele dam z ofiarą dzięki,Pamięć wiekom twojej lutościwej ręki.
Węzeł doległości, ciężar mojej głowy,
10 Co żywot skracając, kres dawa gotowy,Łkanie piersi targa, łza źrenicę psuje,A nie sfolgujeszli, strach śmierci zgotuje.
Żywić me ubóstwo mnie w pokorze chciało,Lecz mu w twej niełasce możności nie stało,
15 Bo zmysły zniknęły, z mieśc zstąpiły kości,A wszelkie ozdoby zgubiły krewkości.
Kogóż mam do ciebie obierać rzecznika?Kto się mnie przed tobą podejmie, nędznika?Lud wybrany, Panie, z tobą królujący,
20 Za mną prosić będzie ciebie, władający!
Wskisiawszy me rany stały się smrodliwe,Lecz je zleczyć mogą twoje dobrotliweWyroki. Ojcze mój, zmiłuj się nademnąA chceszli grzech karać, wżdy sam racz być zemną.
Jak prędka i lękliwaŁania przed paznokciamiSrogimi, spół z dziatkami,Których obronić chciwa,
5 Zbiega na dalę lwa widząc, straszliwa.
Tak też przed drapieżliwymSmokiem, stanu ludzkiemuPrzeciwnym, zbieżeć jemu
Pragnąc, dusza kwapliwym
10 Pędem uchodzi w żywocie teskliwym.
Lecz któż może bez twojejRady, Panie, tak stronić,By się mógł temu schronić,Co chytry w sprawie swojej
15 A w pierzu zgoni i dobędzie w zbrojej?
Gdyż sieci rozstawioneMa, gęstsze sidła, wędy,Niż liście w lesiech wszędy;Rzedsze ziołka puszczone
20 Z ziemie, na wiosnę, niż zdrady rzeczone.
Niemasz w świecie kochania,Gdzieby ten nie przyskoczył,Swych jadów nie natłoczył.O świecie, o starania,
25 Gospodo złości, zdrad i oszukania!
Gdzież swój bieg wyprostuję,Niestetyż, bym omylnieW sidłach nie uwiązł silnie,Które zewsząd gotuje
30 On, co w upadkach ludzkich rozkoszuje?
Ty, co niebezpiecznościTe znasz i wiesz mą trwogę,Gdy chęcią wzmódz nie mogę, —Przecz, jak ociec lutości
35 Syna nie wyrwiesz z takowej srogości?
Przecz twe niezwyciężoneRamię, o wieczny Panie,Przed którem drżą otchłanie,
Sideł nie potrze zgromadziwszy one,
40 Aby człek zmysły miał oswobodzone?
Chwali cię dusza moja, Boże wieczny,Twe imię sławi cały zmysł serdeczny,Dziękić oddawa mój duch, jakie może;Łaski twej nigdy nie przepomnę, Boże.
5 Który mym grzechom jesteś lutościwy,Wszytkie bole me leczysz miłościwy,Nie chciałeś cierpieć mojego zhańbienia,Zdrowo bez wszego strzegłeś uszczerbienia.
Okazałeś mi, że nigdy bez ciebie
10 Człowiek nie umrze, ni zachowa siebie,A co więc gorsza, ani przyjaciele,Gdzie ciebie nie masz, za nic prace wiele.
Moc twojej władzej dałeś znak nademną,Chocia nadzieja już tęskniła zemną,
15 Gdy ubywało otuch niewinności,Aliś ty weźrał, rozkwitły radości.
Dałeś znać smutek i żale straszliwe,Lecz gdyś usłyszał me prośby rzewliwe,Łaski wzruszywszy, wneteś mnie ratował,
20 A, jako ociec syna, mnieś zachował.
Wysławiać cię chcę, chwalić imię twojeBędę na wieki. A jeśli czas swojeBiegi dłuższe ma, żeś w czem dobrotliwy,Świadczyć to będę, bom doznał, troskliwy.
25 Chwalcie spół zemną Pana, ludzie święci;Niech nieskończone niosą to pamięci,
Że dobroć jego niebiosa przewyższa,A w jego pieczy dusza i naliższa.
Ustąpcie, wy Muzy, bo wasze śpiewaniaIzaż mogą, wściągnąć moich łez i łkania?Gdy mnie ból mój trapi a boleść serdecznaChce, bo mnie odmiana nie uznała wieczna.
5 Lecz gdyż przed pysznemi drzwiami człek ubogiCzęsto śpiewa, acz ból i głód trapi srogi;Temu gdyżem rówien, śpiewając, lutościW niebie żebrać będę w każdej doległości.
O Panno, na ratunk mnie zawżdy chętliwa,
10 Córko boża, boża matko dobrotliwa,Teraz, teraz oczy racz też skłonić swoje,A łzami oblane przyjmi prośby moje.
Tobie ja i za to, że mówię, dziękuję,A w swoim języku jeszcze władzą czuję,
15 Tobie za to, że wżdy, śród żył, czuję duszęPod kościami swemi, dziękować ja muszę.
Nad to troje nic w mem ciele nie zostawa,Nic czwartej żałości we mnie nie uznawa.Krew łzami wyciekła, zginęła ozdoba;
20 Co żal umie, na mnie dostateczna próba.
Barwa i członki me, te — jakie miewająCiała zmarłych, co więc po nocy bujają;Oczy, — jakby z jamy strasznej wyglądały,A źrenice więtszą część wzroku stradały.
25 Równy się zdam męką Prometeuszowi,Który był na skale przykowan ptakowi;
Jak on władze nie miał, z opoki zwieszony,Tak sobą nie władnę bólem zwyciężony.
Więc serce drapieżni żarli mu sępowie —
30 Mnie żal wnętrzność suszy zmysł trapiąc surowie,Chwila dla ulżenia żadna mi nie dana,I we mnie ochłoda nigdy nie uznana.
On ptaka czemkolwiek mógł kiedy zatrwożyć,A tem nieco męki na stronę odłożyć,
35 Lecz ja rady nie mam w tem, co trapi serce;Tak długo cierpliwy król najwyższy mieć chce.
Tak się to królowi zdało najwyższemu,Który długo cierpliw z tą łaską złosnemuKaranie znieść kazał za niezmierne złości,
40 Przy kaźni chciał dać znak swej wielkiej lutości.
Zasłużyłem więcej, ojcze dobrotliwy,Dawnom piekła godzien, bom człowiek złośliwy;Bo sna ten grzech nie jest, bym go nie skosztował,Aczem syn twój, wżdym się z przeciwnym buntował.
45 Wielka dobroć w tobie; bo, com potępionyJuż być miał, to karzesz, szkodzić z żadnej stronyNie chcąc ani puścić zguby na złą głowę,Boże, miłosierny nad wszytkę wymowę.
Zaprawdę, gdybym miał sądzić złości swoje,
50 Prędkibym wyrok dał sam na żądze moje,Każąc, abym w wieczne ognie był wrzucony,A piekielnym wężom za pokarm zlecony.
Ty nic takowego nie każesz, łaskawy,Nie jak sędzia, ale jako ociec prawy,
55 Mając na tym dosyć mnie pokarać mało,Jak matka, gdy dziecię u wód się zastało.
Przydaj co ostrszego, proszę, gdyż wiadoma,Że gdy karzesz kogo, masz go pod skrzydłoma,A ty Panno, przybądź i proś syna Boga,
60 By mnie przemóc nie mógł żal, ból, płacz i trwoga.
Abym się nie skarżył, ni Boga zwał srogim,(Co smutny rad czyni w umyśle ubogim),Krzyż, co na mię włożył, niech znoszę cierpliwie,Wiedząc, że go ma złość przewyższa prawdziwie.
65 I śmierć niech mi będzie wdzięczna, jeśli onejJuż Pan kazał z kosą do szyje zemdlonej;Acz nie wiem, przeczby mi też być straszną chciała,Gdyż się z dwu przymiotów nędznym wdzięczna stała.
Ciało zabijając już możność ustanie
70 Grzechem i złościami ciebie gniewać, Panie;Duszy da przyczynę wyniknąć z ciemności;Daj godzinę, proszę, Boże, tej godności.
Wtenczas okiem ujźrę, czego myśl nie możeDosiądz ani słowem pomienić, o Boże,
75 Ciebie, królu, z twymi; wtenczas, o królewno,Wzowiesz, a przed nogi swe sieść każesz na pewno.
Bo w tem zażbym zwątpił? Wierzę, że tak będzie,Gdyżeś mym ratunkiem w trwogach była wszędzie,Jesteś przy mnie zawżdy i, proszę, bądź wiecznie,
80 Zwłaszcza tu, na tym świecie, broń złościam statecznie.
Panie, twarz swą przybranąW rumianość uczciwości,
Serce pełne żałości,Pod gwiazdą niewidaną,
5 Niosę złości swych liczbę niesłychaną,
By mnie z mego brzemieniaTwa lutość wybawiła,A w tymby się omyłaChęć pełna obelżenia,
10 W potoku moich gorzkich łez płynienia.
Nie tak śćkło przebijająRóże białe, czyrwone,Jak złości popełnioneI myśli, co powstają
15 W sercu mem, przed twe oko wynikają.
Przed twojem światłem, Panie,Nic tajnego nie będzie,Szerz, dłuż, głębokość wszędzie,I zaćmione otchłanie
20 Wzrok twój przechodzi, a jasno, gdzie stanie.
Ty znasz me błędliwości,Serce, co skruchę rodzi,Z której źródło wychodziŁez gorzkich, a w żałości
25 U ciebie, Boże mój, żebrzę lutości.
Jak ptaszek żałobliwyPo towarzyszu często,Gdzie gałązki tkwią gęsto,Styskuje, tak troskliwy
30 Ja krzyczę, byś mnie wspomógł, dobrotliwy!
A jeśli mdłe krewkościZłośny nałóg uwodzi,I z kwapliwością szkodzi
Tak, iżby twej srogości
35 Godzien; chciej pomnieć me niedołężności.
Wiesz, żem z ziemie stworzony,Podłej, wilgotnej, ciemnej,Więc w naturze nikczemnej,Jak sen, błąd rozmnożony —
40 A zmysł przeciwko duchowi zjątrzony.
Upaść — zwyczaj człowieczy;Powstać — sposób anielski;A ty, Panie niebieski,Wiedząc o wszelkiej rzeczy,
45 Znasz łzy, co mają grzechy me na pieczy.
Podaj rękę, co władnie,Wznieś me upadłe serce,Które to samo treskceIż twą łaskę grzech kradnie;
50 Ratuj, póki mój dzień w zachód nie wpadnie!
K tobiem oczy wyniósł, o Boże mój wieczny,Po którego woli chodzi bieg słoneczny,Oto jako słudzy na pana patrzają,W którego hojności swą nadzieję mają.
5 Jako służebnica chęci paniej swojejCzeka, tak i nasze oczy łaski twojej.Zmiłuj się nad nami, Panie, bo lud hardyObrócił doległość na nas wszelkiej wzgardy.
Już dusza pod zbytkiem ciężkości ustawa,
10 Ludziom obfitości pośmiechem się stawa,A ci, co przykrości z przypadków nie znają,Pysznemi wzgardami nas w tecz urągają.
Niech lutość mieśce ma, lutość niech się ruszy,Hardość niech pokornej nie dokucza duszy,
15 Niechaj smutne siły we łzy nie topnieją,Ratuj, Panie, łaską, zgodź skutek z nadzieją.
Ziemiam, o Panie, i popiół nikczemny,W ciężkości zejdę, a frasunk daremnyW tem nie ratuje; stąd ciało brzydliweRobactwu pokarm stanie się smrodliwe.
5 Cóż jest mój żywot, o Panie, inszego,Jeśli nie obraz cienia niknącego?Podobny kwiatom, co swą śliczność mająTeraz, wnet czyste sianem się stawają.
Podobien rzeczom żywot nasz takowym,
10 Bo już bez dusze, co oto był zdrowym,A choć jako cień albo słabe zieleWżdy dziwnych sideł ma ze wszech stron wiele.
Z takiej odmiany zażem jest wyjęty?Toż i nademną wisi, Boże święty,
15 Przyjdzie się i mnie zgadzać z ciemnym grobem,Lecz nie wiem kiedy i jakim sposobem.
Przeto cię proszę, łaski pełny Boże,Niech mi z mej nędze twa łaska pomoże,Swej władzej użycz, swojej udziel mocy,
20 W niedołężności mej stań ku pomocy.
Wynikni słońce, ukaż swe promienie,A oświeć w sercu mem nieznośne cienie;Z takiej twej łaski niech się uradujeDusza ma, którać już chwałę gotuje.
25 Przydź, o żywocie przedniejszej zacności,Który w sobie masz stok wszelkiej wdzięczności,Niech w tobie żyję, u ciebie i w twoimNiebie. O Panie, nie gardź głosem moim.
Krynice gorzkich łez, gdzieście zginęły,Gdy trzeba, byście rzekami płynęły,Z nieszczęsnej głowy, źrenic utrapionych,Na piersi lejąc z oczu zatopionych?
5 Styskuje dusza ran pełna śmiertelnych,W trwogę zmienione ozdoby niedzielnychI świętych dni twych, a wdzięczne śpiewanieObróciło się w płacz i narzekanie.
Następuje żal, gdzie hymny cieszyły,
10 A lament z łkaniem, gdzie psalmy śpieszyły;Miasto ochłody trapienie się mnoży,Co cieszyć miało, to śmiertelnie trwoży.
Sumnienie moje tak mnie poniżyło,Że i słów ustom moim zabroniło;
15 Cóż jest przyczyną żalów? Boże możny,W niełasce twojej żywot nieostrożny.
Cherubinowie z Serafiny, święci,Zastępy w niebie, proście, by z pamięciBóg wieczny puścił moje nieprawości
20 Pierwej, niż ziemi odda moje kości.
Ciśnie mnie bojaźń i zejmuje trwoga,Serce me pała a dusza nieboga
Im pilniej swój wiek a twą moc rozbiera,Panie, tem w cięższym płomieniu umiera.
25 Każe mi wątpić w łasce twej serdecznyBól mój, o Panie, o Boże mój wieczny;Lecz i w przepaściach nie przemogą trwogi,By w tobie zwątpić miał duch mój ubogi.
O Boże, Boże, o Boże mój wieczny,Obacz, proszę cię, ucisk mój serdeczny,Zmiłuj się Panie, zmiłuj się nademną,Widząc co żałość i ból czyni ze mną.
5 Wiem i znam, Panie, żem człowiek złośliwy,Jednak cię prosi duch mój żałościwy,Byś pomnieć raczył, żem z ziemie stworzony,A szatańskimi sidły obtoczony.
Niemasz z to władzej, niemasz ostrożności,
10 Tyle w mych zmysłach, abym mógł chytrościSzatańskiej zdołać, który stąd nie małoZyskawa, że mu chętne moje ciało.
O ty, co nie chcesz, aby grzeszny ginął,Lecz pragniesz, by twym nawrócony słynął,
15 Nie wchodź w sąd ze mną, bo przegrana moja;Niech przewycięża mój grzech lutość twoja.
A jeśliże więc we wszem ich odpuścićNie chcesz, lecz na mą złość masz swą kaźń spuścić,Bij, Panie, rzeż, pal, pókim tu na ziemi,
20 A nie racz złączać z mękami wiecznemi.
Otom w ręku twych! Wytop żużel zemnie,Abyć brzydkiego nic nie było we mnie;
Przez jaki sposób i jakie chcesz drogi;Wiesz, umiesz wszytko, — jam nędznik ubogi.
25 Dzień sądu twego niech nam ustawiczniePrzed okiem będzie, jak karzesz rozlicznieZłość ludzką; zatem niech źródła łez wstająA we dnie, w nocy twarz, piersi maczają.
Za, gdy to będzie a ty me żałości
30 Serdeczne ujźrysz, poruszon k lutości,W sąd się nie wdając, zniszczysz wszelkie trwogi,A z radością wniść każesz za twe progi.
Racz, o Boże mój, płaszcz łaski rozszerzyć,Nim złość mą zakryć, ból, żałość uśmierzyć.
35 Samarytanie, lutością wzruszony,Wznieś leżącego, wiesz, żem człek zraniony.
Zaż można, wieków Panie, liczbę mieć mej złości,Którą cię niepomiernie ku słusznej srogościWzruszając, aczem wiedział, jak twa ręka władnie,Rzadko przystojnie ważąc zaniedbawał snadnie?
5 Jakoż ci nie dziękować, żeś był tak cierpliwy,A nie karał, to widząc, jakom ja złośliwy?Jakoć chwały nie dawać, gdyś mego przewłokiNawrócenia pod łaski swej płaszcz krył szeroki?
O jakoż wdzięcznym nie być, żeś słuchał me prośby
10 I w dobrodziejstwo mienił słuszny gniew i groźby.A to, zaż wyrzec mogę, jakoś dobrotliwy,Nie gardząc, gdym cię w wnętrzność swą wziąć był chętliwy.
Godzienem był, Panie mój, przepaści piekielnej,Gdym sam chciał; sobieś mnie wziął, chcąc, by nierozdzielny
15 Duch mój z twoim trwał wiecznie. O ojcze, o Boże,Zaż anioł, a nie człowiek, wysłowić to może?
Dzięki dawam ci, Panie, jako mogę za to,A ty odpuść występki, patrzając nie na to,Że ja strapiony proszę, lecz żeś ociec mojej
20 Dusze; nieprawość puścić racz z pamięci swojej.
Omyj zmazy, rany zgoj, zgładź blizny; niech wadyWe mnie nie zostawuje występek szkarady:A ty wziąwszy w opiekę chciej mnie sam sprawować,Błogosławić ku twej czci tu i wiecznie chować.
Oto, ojcze i Panie,Wracam się k tobie żałosny, strapiony,Jak ptaszek z rószczki lepem zachwycony,Gdy o nim swe staranie
5 Chytry ptasznik ma a on wolnym stanie.
Oto serce, zranioneZa swoje złości, srogie i obfiteRzeki żałości puszcza, łez nie syte;Myśli też oczyszczone
10 Ile krewkości zniosą uniżone.
Nie odkładaj lutościOd nędznej dusze, grzechy obciążonej,By, jak Ceixa smutnej Alcionej,Śród morza ciężkich złości
15 Płacz mnie nie zastał martwym w głębokości.
Nie wzgardzaj mnie, acz chciwieCzęsto, jak ryba, do wędy się spieszę,A z zdradnych pociech z swym zmysłem się cieszę,
Acz rwę, wiążę kwapliwie
20 Sidło gwałtowne, w którem dusza żywie.
Gdyż ociec dobrotliwyChętny do rady i pomocy swemuSynowi podczas, acz nieposłusznemu,Byle z serca troskliwy
25 O łaskę prosił za grzech obraźliwy.
Ojcze wiecznej lutości,Gdyżem rąk twoich pracą człek stworzony,A wielkim skarbem, za syna, kupiony;Proszę, mej mdłej krewkości
30 Racz wesprzeć przeciw smokowi wszech złości.
Bez twej pomocy życznejI tarcze łaski, z którym obnażony,Łacno mnie zwalczy smok w złości ćwiczony,Trudno, sztuce rozlicznej
35 Uledz dusza ma zdrady okolicznej.
A gdyż ta, jak owieczkaPokorna, pełna wszelakiej prostoty,W puszczy, gdzie trwogi mieszkają z kłopoty,Krzyczy, lękliwa rzeczka, —
40 Usłysz pasterzu, gdyś ty jej ucieczka.
Boże nad wszytkie rzeczy wywyższony,I który rządzisz świat przez cię stworzony,Ty długo cierpiąc znosisz, lutościwy,Złość ludzką, acześ nad nią żałościwy.
5 Wyznawam, że jest liczba moich złościWiętsza, niż piasków w morskiej rozległości;
Złości, któremiś ty wielce wzruszonyA ja nad miarę wszelką obrzydzony.
Zgrzeszyłem, Panie, zgrzeszyłem, mój Boże,
10 W tem izaż jest co, a pocieszyć może,Prócz tego, żeś rzekł pokutującemuByć lutościwym i grzech przejźreć jemu?
Upadam tedy, Boże, przed twe nogiSerdecznie prosząc, ja, grzesznik ubogi,
15 Byś, słowa swoje wspomniawszy, nademnąŁaski swej użył, w sąd nie wchodząc zemną.
Nie trać z sprosnymi występki społecznie,Ani na mój żal ich kaźń chowaj wiecznie,Niech gniew na mój grzech u ciebie, mój Boże,
20 Więcej, niż łaska i lutość, nie może,
Aczem niegodny, zbaw’, proszę, z tej miary,Jakoś o łasce swej użyczył wiary,A jać nędzny dam dzięki spół z onymi,Z których masz chwałę wieki wieczystymi.
25 Wszytkie zastępy niebieskie i władza,Jako je kolwiek twa wola rozsadza,Tobie cześć niosą, bo tobie należy;Niech w niej mój krótki, niech wieczny wiek bieży.
Grzech mój przeraża nieba, a tam, Panie,Przed tobą imię synowskie jak stanie?Który nie śmiem wznieść oczu pod obłoki,Prze twoje na złość straszliwe wyroki.
5 Bo izaż może dostać mi śmiałościKu twej stolicy wejźreć? Zaż brzydkości
Ust moich dadzą władzą językowiI serce z tobą mówić, nędznikowi?
Gdyżem jest niebu brzydki, a krąg świata
10 Widząc, jak marnie trawię swoje lataMnie sobie hydzi, tem ku mnie zwaśniony,Żeś ty, mój Boże, przez grzech obrażony.
Proszę, o Panie, proszę, od twej twarzyMnie nie odganiaj, gdy się me złe żarzy;
15 Nie odstępuj mnie, nie porzucaj wiecznie,Bo bez twej łaski gdzież stąpię bezpiecznie?
Odstąpiszli mnie, — wnet rówien lekkiemuProchowi będę, co grzyskiem tchu wszemu;Lada cień będzie miał więcej godności
20 Niż ja, wzgardzony od twojej lutości.
Jakoż, skorom z twej drogi, Boże wieczny,Uszedł, radości nie zna zmysł serdeczny,A jeśli który dzień wdzięcznym się zjawił,Ten mi naprzykrsze gorzkości zostawił.
25 Więc, gdym z swych błędów przykrości doświadczył,Proszę, abyś me głupstwo przejźreć raczył;Proszę, nademną — jakoś nad straconymSynem był kiedyś — bądź łaską wzruszonym!
Dary łaski twej obracając marnie,Pośmiech się zewsząd na mię, Panie, garnie.Dobroci twojej skarby rozpraszając,Ginę, swój żywot wszech zmaz pełen znając.
5 Zmiłuj się, Boże, nademną a złościMych pomnieć nie chciej, ni głupich sprosności;
Zmiłuj się, Panie, jak nad łotrem onym,Z jawnogrzesznikiem tobie ukorzonym.
Ci miedzy ludźmi, gdy na świecie żyli,
10 Jak już straceni, wszem wzgardzeni byli;Ty je przyjąwszy w rozkoszyś wprowadził,A jak wdzięcznymi syny raj osadził.
Nie wzgardzaj, proszę, pokuty serdeczny;Aczem ci służąc nie jest pożyteczny;
15 Wyrwi z pośmiechu, wyrwi, Panie, z wzgardy,Którą ciężki jest pokornemu hardy.
Wszakeś nie przyszedł, abyś sprawiedliwychBrał do pokuty, lecz w grzechach teskliwych.Nie gardź mną, proszę, acz światu wzgardzonym,
20 Któryś od wieków wiecznie jest chwalonym.
Skąd robakowi nędznemu śmiałościDostanie, bym rzekł co do wszech możnościPana? Bo człowiek zaż godzien tak wiele,Do stworzyciela by co rzec mógł śmiele?
5 Jeślim ja tedy tak bardzo wszeteczny,Że k tobie wołam, odpuść, Boże wieczny,Gdyż nie przychodzi duszy to wołanieZ zbytku rozkoszy, lecz z ucisku, Panie.
Potrzeba nie ma ustawy, gwałt miary,
10 Że mi tę śmiałość odpuścisz tym wiary,Gdyż ból, co cierpię, a nędza wyciska,Iż k tobie krzyczy ma pokora niska.
Bolesnym, Panie; tobie swą chorobęPrzed nogi kładę i nędzną osobę.
15 Ulecz mnie, proszę, lekarza prawdziwy,Bez twej pomocy nie mogę być żywy.
Oczy me, Panie, ciemnością zgwałcone;Do ciebie, światło, bieżę, oświeć one;Zmysły me wszelka władza opuściła, —
20 Tyś żywot, k tobie dusza się rzuciła.
Do ciebie, Jezu Nazarański, bieżę;Wróć, proszę, siłę, bo jak martwy leżę;Synu Dawidów, Jezu dobrotliwy,Zmiłuj się, łaski potoku chętliwy!
25 Me niedostatki słyszysz; ściągni ręki,A oddaliwszy me nieznośne męki,Wwiedź mnie do siebie, nie daj wątpić w sobie,Niech wieczne światło widzę żyjąc w tobie.
Zmiłuj się, bom człek nieszczęściem strapiony,
30 A wiek mój w krótki czas barzo ściśniony;Więc jest napełni on różnością przykrości;Schodzę, niedawno rodzony w ciężkości.
Tenże to koniec, coś przeń wiek mój sprawił?Więceś dlatego mnie w świecie postawił,Członki dawszy mi w matki mej żywocie,Abym łzy toczył, tu żyjąc w kłopocie?
5 O wiekowładco! Zaż nie lepiej było,Żeby człowiecze siemię nie spłodziło,
Albo więc gdyby mnie śmiertelne okoZajrzawszy, wnet zaś w grób złożyć głęboko?
Byłbym jak nie był, byś tego sposobu
10 Był użył, a mnie z żywota do grobuZachować kazał, i nieścigłym biegiemNiebo, świat i grób zwarł jednym noclegiem.
Niech wiem, proszę cię, dni tych jeśli wielkaLiczba, w których mnie ma żreć żałość wszelka;
15 Bo jeśli wiele, zaż nie skrócisz wieku,Co bywa drogi w pokoju człowieku?
Tego nie daszli uprosić u siebieMej niegodności? Lutość niech wżdy ciebieBoska poruszy, sfolguj, zgorzkłą ślinę
20 Niech przełknę, a strzeż duszę, niż w łzach spłynę.
Przecz tak na Boga często kołacemyGłupstwem żądzej swej, a po swojej chcemyWoli mieć niebo i w niem skryte rady,Wieczne pokłady?
5 Izaż śmiertelny człek zmieni bieg wieczny,Chcąc być od przygód i smutku beśpieczny?Chcąc żalu nie znać, a sna w polu, saduNie cierpieć gradu?
Pojźry po sklepie i kręgu przejźrystym,
10 Uznaj i wagę, patrz, jak kołem istymChodzi, a ty chcesz, aby się toczyło,Jak tobie miło?
Cząstko maluczka, tu krótko żyjąca,I tak lękliwa, że miód zbierająca
15 Pszczółka się trwoży, ty chcesz wieczne progiRządzić ubogi?
Ty, którego pchła (wspomnienia niegodnaPrze nikczemność jej) przez całą noc, głodna,Przewraca wdzięczny sen biorąc z źrenice,
20 Mnoży tesknice?
Umiłuj rozum, kochaj się w baczeniu;Na miłosierdziu godzi się stworzeniuPańskiem polegać. Mów: niech, ojcze, będzieTwa wola wszędzie.
Kiedy cicha noc swoje cienie chłodzi,A myśli, które kołemWe dnie bujały, prawie wszytkie społemW cnej zgodzie serce wodzi,
5 W nabożeństwie, w radości,Śpiewajmy chwałę Panu wszech możności.
Zniżmy kolana a wznieśmy źreniceDo światłości wieczystej,Słowa do chęci przyłączywszy czystej.
10 Prośmy, by lżył tesknice,A krewkości potężneSkromił przez łaski swoje niezwyciężne.
A jako czyni przy pracej młockowiPożądny wiatr czerwcowy
15 W słonecznym ogniu z ziarn precz wiejąc plewy,Aby też człowiekowi
Duch jego łaski wiecznejTroski odwiewał z istności serdecznej;
By błogosławił polam w obfitości,
20 Tak izby ziemia miłaWięcej owocu niż kwiecia rodziła,Rószczki pełne radości.Pokój torem wybornym,W jasnym ubierze, umyśle niespornym.
25 W koło niech buja w wieńcu oliwowymW roskoszy opływając,Gaje, pagórki, rzeki okrywając,W bezpieczeństwie takowym,By bez broniej wszelakiej
30 Każdy wolno szedł bez bojaźni jakiej.
A jak słoneczne promienie życzliweWilgotność wysuszają,Którą użytki z ludźmi upadają;Tak błędy nam szkodliwe
35 Niech niszczy Bóg lutościA potem wwiedzie do wiecznej radości.
Boże, ku lutości, w żałości a trwodze,Racz powstać, bo ciężko mej sile niebodze;Lekkość i sromota niech ogarnie one,Którzy mi źle życzą, potrzy obelżone.
5 Napełni te strachem, niech z hańbą biegają,Co mnie prześladując złośnie urągają.Te uwesel, Panie, tych rozmnóż radości,Co mych pociech widzieć pragną z twej lutości.
Nędznym ja, o Panie, nie zdążą me siły,
10 By im dały odpór a mnie pocieszyły.Ty mnie ratuj, Panie, tyś moja podpora,Niech mnie wzmódz twa łaska, proszę, będzie skora.
To, czemkolwiek władnę z chęci swej serdecznej,Za własność przyznawam Panu chwały wiecznej,Jego miłosierdzie to wszytko sprawiło,Co się tylko przy mnie dobrego zjawiło.
5 Wielkie sprawy Pańskie a wiadome onym,Co się przypatrują skutkom nieskończonym,I widzą, że godne wiecznego sławieniaTo, co sprawiedliwy zrządził Pan stworzenia.
Sławy, mocy jego wiek żaden nie stłomi;
10 Ani jego władzej wszytek świat przełomi;Bo to tak utwierdził pełen wszech lutości,Pełen wszelkiej łaski, studnicą miłości.
Łup nieprzyjacielski w działy rozdał onym,Co go we czci mają, a jak ulubionym
15 W swej pamięci wiernej słowa swoje mając,Wszytko iście będzie, wszemu swój kres dając.
Jeśli władze jakiej w on czas było trzeba,Niż ziemię zawisłą obtoczyły nieba,Rzeczą samą jego lud poznał wybrany,
20 Biorąc sobie, co człek odbiegał wygnany.
Wszytkie sprawy jego wiarą opływają,A postępki wszelką sprawiedliwość mają,To, cokolwiek pocznie, kończy wszytko mężnie,Wszelki upór waląc i krusząc potężnie.
25 Tak moc swą utwierdził, że jej biegi wiecznieNie zmienią prowadząc swój umysł statecznie;A co począł kiedy, to sprawiedliwościI wiary jest pełno, łaski a lutości.
Oto lud pyszny, lud tobą gardzący,Złośnie przeciwny, Boże wszechmogący,Twoje dziedzictwo chce przywłaszczyć sobie,Królestwo targa, i już po ozdobie
5 Kościołów, ku twej chwale budowanych,A sztuki stoją murów połamanych.
Miasta zwalone na kupy kamienne.O jako ludzkie nadzieje odmienne!Twoich, Panie, sług ciała nie grzebione,
10 By ptastwo było niemi nasyconeA tych, którzy się tobie poświęcili,Dla różnych bestyj członki rozrzucili.
Krew, jako z krynic wodę, roztoczyli,A miasta twego pola zamoczyli;
15 Wżdy ten niewidzian, by się użałował,Pomordowane przed ptastwem pochował;Tych okolicznie dosyć, co się śmiejąI cieszą, że ci legli, owi mdleją.
Długoli będzie, o nasz dobrotliwy
20 Boże, z twej kaźni cieszył się złośliwy?Długoli ten twój gniew lud już strapionyZnać będzie? Izaż, lutością sławionyPanie, na wieki nie ma się uśmierzyć,Zaż jako możny płomień ma się szerzyć?
25 Obróć tę skazę radniej w kraje one,Gdzie imię twoje wielebne wzgardzone,W państwa, które cię o łaskę nie proszą,Owszem swą własną władzą tak wynoszą,Że wszelki skutek swą mocą mianują,
30 Tym, co cię chwalą, głupstwo przypisują.
Potomstwo, Panie, starli bogobojne,Pod nogi lecą twych kościołów hojneOzdoby, w sprosne poszło używanieTo, co ku twej czci poświęcono, Panie,
35 Co do twej chwały lud nadał wybrany,To w zysk obrócił człek tobie nieznany,
Przeszłe występki niech u ciebie tyleNie ważą, iż byś, niezwyciężnej sileSwej gniew przydawszy, nas chciał wykorzenić.
40 Racz, ojcze, radniej to w lutość odmienić;Widząc, jak nasze siły wyniszczały,Każ, by im z łaski twej posiłki wstały.
Ratuj nas Boże, ludzkiego zbawieniaSprawco, a chocia nic dla pokolenia
45 Naszego, jednak dla twojej czci wiecznejZmień wzgardę a życz pociechy serdecznej.Racz złości przejźreć; wszak prawda od wieku,Żeś miłosierny, gdy prosi, człowieku.
Zaż można, byś się nie miał dać uprosić,
50 A radniej na swym ludu pośmiech znosić?Gdy mówią; kiedyż z swym Bogiem chwalebnymStaniecie? Wzrusz się, Boże nasz, haniebnemBluźnierstwem, prosiem; uważ roztoczonąKrew a wnet rozkaż, by była zemszczoną!
55 Niech twych dochodzi uszu płacz rzewliwyTych, które trzyma w okowach złośliwy;Niechaj zachowa siła twojej ręki,Gdyż w śmierć iść mają sna i srogie męki;Płać siedmiorako i złóż na ich łonie
60 Zelżywość, co się śmieją z nas na stronie.
My twój lud; zatem, stado pasze twojej,Dziękić oddamy z całej duszy swojej.Ile rodzajów, ile wieków będzie,Twe miłosierdzie chcemy sławić wszędzie.
65 Więc i potomstwu na piśmie podamy,Że cię wiecznej czci godnym, Panie, znamy.
O jak ubłogosławieni,Których nadzieje w Bogu zasadzone!Jak chciwego, co ceniWszytko za nic, wzgardzone
5 Wszytko, a tylko złoto ulubione,
Bo ci mogą bezpiecznieI wesoło iść przez wojska gniewliwe,Morskie szturmy statecznie,Drogi inszym straszliwe
10 Znieść i trwogi ich znać sobie życzliwe.
Gdzie złych zwierząt niezgodyW okrutnych puszczach, w lesiech, leda kędy,Gdzie lwów, panter przechody,Płomiennych smoków błędy,
15 Leżeć bez trwogi i spać mogą wszędy.
Bo Pan za ich ufaniem,Które w nim mają, obrońcą się stawa;Dzień, wieczór, noc z świtaniemW wdzięcznym pokoju dawa,
20 O nich, jak ociec, radzić nie przestawa.
Od chytrości pokrytychŚwiata złośnego i ludzi fałszywych,Tyranów, krwie nie sytych,Na skazę ludzką chciwych,
25 Obron dodawa możnych, świętobliwych.
By nadzieje ich pilne,Mocno w ich sercach już zakorzenione,Twierdząc czynił usilne.Gałązki rozkrzewione
30 I rószczki mnożąc, wszech dóbr napełnione.
Uczyń, aczem niegodny,Mnie tym podobnym, ojcze dobrotliwy,Abym wniść mógł sposobnyW przybytek świętobliwy,
35 I żyć w twej łasce, jako syn prawdziwy.
Są ludzie, o Panie, co obyczaj mają,Iż, gdy źle uczynią, tobie winę dają;Są, co gdy je karzesz, na srogość styskują,Iż próśb ich nie słuchasz, które w uściech kują.
5 Ja grzech swój wyznawam, a sumnieniu memuTo cięży, żem zgrzeszył tobie, wszechmocnemu;
Tobie, tobiem zgrzeszył, a me nieprawościW niebie cię sięgają, Panie wszech wieczności.
Sobie winę dawam, abyś źle sądzony
10 Nie był od głupiego; owszem, z wszelkiej stronyKażdy w swych wyrokach znał się sprawiedliwymA ty winy nie miał w dekrecie złośliwym.
Więc jeśli odpuścisz moję złość brzydliwą,Mnie, co cię tak gniewam, zwykle lutościwą
15 Łaskę dasz znać, barziej słowa święte swojeNa pamięci mając, niż występki moje.
I któż nie będzie znał, żeś, o Boże wieczny,W pełnieniu obietnic łaskawych stateczny?I któż znać nie musi, żeś jest sprawiedliwy,
20 Gdy karzesz, kiedy cię nie szuka złośliwy.
Cierpliwie, Boże wieczny,Twą przewłokęm znosił,Gdy cię duch mój serdecznyO znak łaski prosił;
5 Wzdychanie ustawiczne twą lutość wzruszyło,A w tesknicy z żałością niszczeć obroniło.
Z progu, w którym me nogiNieostrożne stały,A z rozmaitej trwogi
10 Pośmiechu się bałyPan mój i król najwyższy, co światło słoneczneRządzi, wwiódł mnie za rękę na miejsce bezpieczne.
Na miejsce wwiódł za rękę,Gdzie stać pewnie mogę;
15 Bym mu dał z chwałą dziękę,Otworzył mi drogę;Jakoż, póki mym duchem władnąć, Boże mocny,Dasz, chwały twej dzień będzie pełen i czas nocny.
Zatem, co nie wiedzieli,
20 Żeś lud miał na pieczy,I owszem tak mnimieli,Że to błędne rzeczy,Widząc, jak o swych radzisz, udadzą się k tobie,Starając się, by łaskę twą zyskali sobie.
Piecza, co złotem karmisz się i żyjesz,A prze jeden zysk wielem trosk myśl bijesz,Gdy dla bogactwa w pocie usiłujesz,Wieczyste skarby tracisz, a nie czujesz.
5 Jakoż być może, że mi serca tykasz?Sna, imem starszy, tem się barziej wmykasz,Gdyżem, brzydząc się twym fałszem, był hardy,I ludzie insze wiodłem na twe wzgardy.
Więc złotej miary, ubóstwa bez wady,
10 Progów ruszać śmie twa chęć swymi jady?Izaż się kusić chcesz, święte ustawyI wiecznych dziedzictw lżyć porządek prawy?
Idź precz, okrutna, gdzie sidła prostujeszŚród nadziej zdradnych; tam się uradujesz,
15 Nalazszy skarby, o których twa praca.Niech Bóg dla ciebie łaski nie odwraca.
Jak człowiek, co skarb naleść usiłuje,A starszej matce wnętrzności otwieraChciwością zjęty, acz w pracej umiera,Nie dba, nadzieją zysku pot cukruje;
5 Lecz, gdy im głębiej kopa, mniej najduje,A miasto bogactw nędze się dobiera,Nakładu, pracej żal w sercu zawiera,A powetować sposobu nie czuje:
Podobny temu każdy, co się kusi
10 Bez ciebie, Panie, naleść skarby wieczne,Albo się kiedy niezmiernie radować.
Próżno się stara; owszem, co dzień musiNieszczęśliwym być; stąd dni ostateczneŻal z trwogą bierze, a trudno wetować.
O panno świętoświęta, łaski napełniona,Tyś, gdy cię szczyra pokora zaleca,W niebo wstąpiła. Znasz, jakom strapiony!Z ciebie studnica lutości spłodzona,
5 Sprawiedliwości słońce, co oświecaŚwiat, strasznych błędów zewsząd napełniony.Trzemi wielkiemi uczczonaś imiony:Matkaś, córka i żona,Panno błogosławiona,
10 Króla, którego łaską rozdziergniony
Nasz węzeł ciężki; stąd świat szczęsny wiecznie.Proś, niechaj w rany święteMe zmysły wzięteChwalą go serdecznie.
Boże bogów, Panie, nad złością cierpliwy,Wiem, że jawnie przyjdziesz, sędzia sprawiedliwy,Nie będziesz chciał wiecznie milczeć, gdy przed twarząSwą wichry poruszysz, ognie się rozżarzą.
5 Gdy z wysoka wzowiesz nieba, wzbudzisz ziemięRozeznawać wszelkie ludu twego plemię;Oto przed tak wielem tysięcy wybranychBędzie czytan regestr złości niesłychanych.
Tam hufy anielskie występki uznają,
10 Nie tylko które tu skutek w sobie mają,Lecz i myśli, owoc chęci niewstydliwejI głos od języka mowy niewściągliwej.
Tyle sędziów, ile w sprawach lepszych było;A karzących, ile na dobre uczyło;
15 Tyle świadków, ile przykładów dawano,By się wedle wszech cnót w świecie sprawowano.
Panie, cóż ja pocznę? Mój głos tam ustanie,Gdy się niebo strwoży a ziemia powstanie.Jeśli nie używiesz miłosierdzia zemną,
20 Rozciągną otchłanie swą srogość nademną.
Skutki sławne i znaczneMonarchy wieczystego,Co mgnieniem rządzi, władzą z przyrodzeniem.
Przejźrenia przednie baczne,
5 Wam bieg czasu żadnegoNie wadzi; z was to znać lada wejźreniem,Jak Bóg z swojem stworzeniemPochodzi dobrotliwie.Okręgu i gospodo,
10 Woli bożej dogodo,Oddajcie panu cześć, chwałę chętliwie.A to niech was nie boli,Powolnym we wszem być wszechmocnej woli.
Ta światłość, Panie, z której dusza żywie,I którą się zwykł duch cieszyć prawdziwie;Zwłaszcza promieniem onej wspomożony,Chce ją zdobion być i błogosławiony,
5 Zwykła, niebieski królu, w nas przychodzićZ twej woli, której skrytości uchodzićNie mogą, i ta stąd, iż dawa namaUmiętność, rozum, cześć, chwałę ma sama.
Tyś sam jest mądrość, ty dawasz ozdoby
10 Wszemu, ty z światem niebieskie sposobyRządzisz, a twój wzrok jako kędy władnie,I jak wszytko wiesz, zaż jest, kto to zgadnie.
Zmiłuj się, proszę; z twych przybytków wiecznychSpuść ducha twego do mych sił serdecznych;
15 Daj, by oświecił zmysły zaślepioneI zjął miłości ogniem oziębione.
Duchy niebieskie, czyste,Zwierzchnie kręgi i biegiI wy niebieskie przejźryste kryształyKtóre, ognie wieczyste
5 Miarkując, w kresiech brzegiMacie i władze, skąd wszytkie powstałyRzeczy, co się poznałyW świecie; słońce świecące,Wszech żywiołów przeskoki,
10 Wiatry, gromy, obłoki,Zimny i ciepły czas i dżdże moczące,Lody, śniegi i rosyKu wiecznej chwale pańskiej nieście głosy!
Sferami ziemię w koło obległemiOzdobić, niebo duchy chwalebnymi,Skłonność w żywiołach rozliczną miarkować,A ich niezgodą świat w ozdobie chować,
5 Słońcu dzień, chwilę księżycu dać nocną,Wieszać na wietrzech zasłonę obłoczną,Wiatr kiełznać, czynić, że rosy i lodyHojne oddają człowieku dochody,
Rzeki tą puścić stroną, drugie ową,
10 Człeka ozdobić rozumem i mową,Dać żywot czuły źwierzęciu niememu,Zmysł jakikolwiek i władzą każdemu, —
Twych to rąk władza, twoje własne, Boże,To sprawy, skąd wzrok niedołężny może
15 Znać, jakoś, Panie, moc niezwyciężny,Nas miłujący, w pociechach potężny.
Jasne dzienne światłościI chłodne nocne cienie,Imię wszechmocne w pieśniach wysławiajcie!Równia, pełna wdzięczności,
5 Pagórki, gór wzniesienie,Pola i lasy, chwałę Panu dajcie!Wy, co ziemi dawacieMoc, że kwiat na się biera,Źródła krysztalne, czyste,
10 Wody wdzięcznie przeźryste,Chwalcie, co niebo otwarza, zawiera,A z niezmiernej lutościLud k sobie ciągnie, nie chcąc pomnieć złości.
Wy miłujący skarb, co lata głodząA z czasem lada chorób władze szkodzą,Próżną ozdobę, co, skoro się zjawi,W lot z oczu ginie, statkiem się nie bawi;
5 Byście znali czas, bez pochyby pewnie(Gdyż to myśl psuje, serce trapi rzewnie)Wzgardzilibyście, a wzrok ten łagodnyLekceby ważon, do błędu sposobny.
Zwłaszcza, gdybyście tam rzucili oczy,
10 Gdzie nieśmiertelnych rzeczy krąg się toczy,Gdzie wielkość liczby wdzięczności rozlicznych,A znać, jaki sam pan rzeczy tak ślicznych.
Który od zmiennych miłości, fałszywych,Odwodząc, wzywa do roskosz prawdziwych,
15 Do wiecznych pociech, gmachów zgotowanych,Dla wiernych jego i ludzi wybranych.
Wodne państwo i słoneZ dziwy, co żyją w tobie,Rzeki, jeziora i pełne ryb stawy,Acześ ograniczone,
5 Swych głosów porusz w sobie!Wynoście pańskie chwały wiecznej sprawy,Nie tajcie znacznej sławy,A ile mocy stawaW was: pokornych, lubieżnych,
10 Zwierzach, ptakach drapieżnych!A człek, więc człowiek, niech cześć chwałę dawaRoztropnie wymyślnymiGłosy z pieśniami, sercy nabożnemi.
O żywe źródło żywota wiecznego,W którem żyć wieku rzecz doskonałego;Szczyry, chwalebny, czysty i wybranyŻywocie, mową ludzką nie wyznany.
5 Od ciebie, wdzięczny potoku, pochodziŻywot nasz, i to, co ten żywot słodzi.Z twoich rąk wszytko ma, czego potrzeba,A coś sam stworzył, opatrujesz z nieba.
Przecz i ja proszę, przydź w me wpółzmartwione
10 Zmysły, a zapal w lody obrócone,
Zdobycz piekielną, łupy duchów sprosnych,Za własną wolą mych występków złosnych.
W gruntach serdecznych zatem chęć powstanie,Co ku twej chwale głosy wzniesie, Panie.
15 Sławiąc, w jakiej lud chowasz opatrznościI jak żywot ma wszytko z twej lutości.
Bogu miłe, kochanePlemię, z ojca onegoCo przemógł tego, co Bogu podobny;Z trybu Lewi wybrane,
5 Skąd skok rządu świętego,Do ofiar i wszech świątości sposobny;Co łaski świat ozdobnyMa i co się jej rodziW niebie, w wielkiej hojności
10 Dawać pan wszech lutości.Przecz, póki słońce wschodzi i zachodzi,Niech twój głos cześć oddawaBogu wiecznemu, pókić sił dostawa.
Tak wielkie dobro, o wieczna miłości,Z którego płynie źródło twej lutości,Że wszytek naród i wiek stąd obfity,Ciało i duch w nim ubogacon skryty.
5 Co miedzy nami mrze i z ziemie wstawa,Niebu i duchom ozdoby rozdawa,
Szlachci i w świętej miłości zapala,A nic nagiego zimnom nie pozwala.
Dobro to czyste, dobro doskonałe,
10 Tego wysłowić me dowcipy małeNie podołają, ni usta wymowneAni dosięgą żadne siły słowne.
Raczże oświecić tem dobrem, o wiecznyPanie, duszę mą i mój zmysł serdeczny;
15 Dobrem niebieskim i dobrem prawdziwem,Bym wszytko insze wzgardził w świecie żywym.
Myśli święte i drogieI dusze sprawiedliwych,Co imo ciało do nieba się pniecie;Wy pokory ubogie,
5 Coście dróg świętobliwychPilne, ku dobru, co nam tajne w świecie.Zaż chęci nie wzniesiecieKu czci, chwale onemu,Co was chowa beśpieczne,
10 Wabiąc w tryumfy wieczne?Wy, ogniu niezgaśnemuWydarci, chwalcie zgodniePana, co, gdy chce, w lód obraca ognie!
Daj, proszę, Boże wieczny, ojcze dobrotliwy,By cię serce chwaliło, pókim w ciele żywy.Niech ci język mój chętny winną cześć oddawa,A w tem (acz ci mało da), niechaj nie ustawa.
5 Niech się zmysł, niech się wszytkie siły me dziwują,Mówiąc: izaż się władze twym równe najdują,Panie? który wszem władniesz, królu, co bez ciebieBytu na ziemi niema, bytu niema w niebie?
Władza wszego twa własna, przetoć cześć dajemy,
10 W trzech osobach istności jednej boskiej czciemyOjca nierodzonego a jednorodnegoSyna, więc od obudwu Ducha idącego:
Trójcę świętą, bez wszelkich działów i różności,Boga jednego, w jeden wszech wieków istności,
15 Który, gdyśmy nie byli, z własnej nas swej chęciStworzył, ani straconych puścić chciał z pamięci.
Łaska twa, Boże wieczny, z niczego stworzyła;Taż, gdy nas grzech potracił, w wolność przywróciła.Przecz proszę, niewdzięcznym być nie daj tej dobroci,
20 Daj, niech się wszytko, com jest, w twą chwałę obróci.
Szczęśliwa Panno, i godna czci wszelkiej,Któraś u Boga była w wadze telkiej,Że cię za matkę obrał, a wnętrznościTwej zwierzon stwórca nieb i wszech nizkości.
5 Izaż jest sposób, jak dziękować mamy,Gdy z twej godności zbawieni się znamy?Zaż niedołężność nasza zdoła temu,Za żywot chwałę dać stanowi twemu?
Przyjmiże tedy, prosiem, jakie mamy
10 Dzięki, jakicheś godna gdyż nie damy;
Niechaj chęć nasza tobie wdzięczna będzie,A przed swym synem lud swój ratuj w błędzie.
Pokorne prośby puść przed święte uszy,Racz łaskę jednać, gdy grzech cięży duszy,
15 Gdyż niemasz, ktoby przed sędzim ratował,Co swe wyroki na złosne zgotował.
Syn twój jest źródło dobroci wszelaki[ej]A jeśli matkę czci syn ladajaki,Rzecz słowo tylko, a będzie zbawiona
20 Z jego lutości dusza utrapiona.
Panu i ojcu jako mam wiecznemuDziękować, żeć mnie zlecił, ostrożnemu,Aniele święty, stróżowi; chcąc wiecznie,Bym w twej opiece żył wszędy bezpiecznie?
5 Przeto cię uczcił dary rozlicznymi,Byś władnął snadniej członki zleczonymi,Bronić postępu racz każdej godzinyGrzechom i wszelkiej do gniewu przyczyny.
Rządź mnie głupszego, rozumem uczczony,
10 Niewiadomego wiedź, wodzu ćwiczony,Zwłaszcza, gdy przygód niebezpiecznych tyle,Że się strzedz ludzkiej, rzecz nie można, sile.
Jakoż i za to pokornie dziękuję,Co z twej pilności każdy dzień najduję,
15 Nie racz w swej pieczy życzliwej ustawać,W dobre wiedź, we złym skutku nie chciej dawać.
Tak mnie do chwały, gdzieś sam jest, wprowadzisz,Tak mnie w rząd duchów wielebnych posadzisz,
Chwałę odniesiesz, żeś tak pieczołował
20 A od zginienia duszę mą zachował.
Proszę, kto w on czas mnie przychylnym będzie,Gdy on ostatni sędzia na sąd siędzie?Kto stanie w onej straszliwej potrzebieCo świat odnowi, odmianę da w niebie?
5 W onej godzinie, pełnej trwóg, tesknice,Kto serca wesprze, kto osuszy lice,Kiedy żywioły i rzeczy stworzonePrzeciw mym grzechom będą poruszone?
Panno wielebna, a tegoż sędziego
10 Matko, nadziejo człeka upadłego,Ty, syna swego gniew onej godzinyBłagaj, i ty proś, by odpuścił winy!
W ten czas, hej, w ten czas, stróżu mój, aniele,Z kory wszytkimi, występków mych wiele
15 Omawiaj, proszę; padszy, ręce wznoście,Za mną, przy sądzie, miłosierdzia proście!
W ten czas, o święci, o wojsko wybrane,Żałości wasze niechaj będą znane;Bronić mnie trudno, lecz prośbą ratować
20 Możecie, gniewu wiecznego hamować.
Im pilniej patrzę w świat i jego strony,Szlachetny Pietrze, a im się dziwuję,Tem barziej pragnę, byś od wszech był czczony.
Bo izaż w ludziech gdzie szczyrość najduję?
5 Zaż kto dla cnoty podźwignion w potrzebie? —W tobie, jak w gniaździe, uczynność mianuję.
Twirdzę to, (bo mam pewną próbę z siebie),Iż godna sławy, godna wiecznej chwałyTwa szczyrość, gdyż w niej wiele ich zna ciebie.
10 W której, jak ja wiem, jeśli jest świat stały,Czasuby trzeba; więc tego nie liczęI mijam, kto w niej czarny a kto biały.
Lud, — rozumieli rzecz, której nie milczę, —Dobrze; lecz, by też niepojęta była,
15 Nie dbam, bo skutkiem snadnie się doliczę.
Człek czasby tracił i wiele pracowałChcąc nad jednego naleść, aby cnotęCudzą nad własny pożytek miłował.
Gęsty, co słowy zdobi swą ochotę,
20 Gęsty w przyjemną postawę odziany, —Trudno o szczyrość przybraną w prostotę.
Kędy gość przydzie Potrzeba nazwany,Tam skutku nie patrz, a język swej mowyChocia się zaprzy, chce być bez przygany.
25 Gdzie grosz, tam dzisia przyjaciel gotowy, —Próżnyli worek, towarzyszem sobieFrasunek uzna, żal i ból surowy.
W tym z nami żyją i mrówki sposobie,Gdzie próżne kąty nie postoją one, —
30 Tak i przyjaciel zmyślny czyni tobie.
Nie idzie, kędy worki wypróżnione;Pełna śpiżarnia kupą ciągnie k sobie,Ochota płynie, gdzie mieszki natknione.
Tego, co koło ono ma na próbie,
35 Które dobrego tłomi, złe wystawia,Lada bestya wzgardza o tej dobie.
A ów, który cię zaloty zabawia,I być rozumian życznym usiłuje,Przód, niż kto inszy, żalu cię nabawia.
40 Co przyjaciela prawego zyskujeImię, gęsty jest, lecz gdy się zachwiejeFortuna, każdy zrazu ustępuje.
I jaskółki tak; póki niebo grzeje,Póki wesoła ziemia rozkosz dawa,
45 Szczebiecą w domiech, — giną, gdy mróz wieje.
Kiedy kto słowa rad za rzecz udawa,Ledwo co koła Fortuna tknie z strony,Wnet i bez ręki proszenia odstawa.
Tak, gdy Skop słońcem bywa ozdobiony,
50 Zioła kwiat, drzewa owoc światu dają,Ledwo padnie śnieg, ali on wzgardzony.
Nędzni, ach nędzni, co zbytnie ufająSłowom z postawą; a owi szaleją,Co język prawdy gniazdem być mnimają.
55 Mądrzy, co na fałsz tę próbę umieją:Słowom nie wierzyć, ni wdzięcznej postawie,Skutkiem przyjaciół patrząc, nie nadzieją.
Nie byłby wzgardzon i opuszczon prawieDrugi, co wierzy, że bogat w życzliwe,
60 Gdyby każdego wprzód znał dobrze w sprawie.
Przynosi zbytnia ufność przeraźliweSzkody. Sromota ufać mało; cnemuZysk a uczynność w mierze są prawdziwe.
Acz więcej skłonnych zbytkowi szkodnemu,
65 Lecz on mniej grzeszy, co słowy leniwyA z obietnicą, pewny skutek wszemu.
O cnotą lekki świecie, niewstydliwy,Jak to rzecz trudna, by na łonie twojemRodził się często przyjaciel prawdziwy.
70 Bo dziś przemysłem nie jednym, lecz troim,Dziwnym sposobem uczynność udają,Nie z cnych ratunkiem, ale z zyskiem swoim.
To rzecz i miejsce pilnie rozmierzają,Jako i kiedy a kędy pożytek
75 Więtszy obaczą, tam chęć obracają.
Już słowa za nic i obietnic zbytek;Sam zysk osoby i godność cukruje;Zysk — tarcz od hańby, przyjaźni cel wszytek.
Owa uczynność — ta się dziś najduje
80 Jak towar, który z daleka przywodziKupiec, a na nim zysk mieć usiłuje.
Stąd im mniej takiej cnoty w świat przychodzi,Tem cię twa znaczniej, Pietrze, zdobi wszędzie,I nieskończoną tobie sławę rodzi.
85 A nietylko me pióro świadczyć będzie,Że radniej zawżdy dobrego ratujesz,Niż szkody strzeżesz. Wiele nas w tym rzędzie.
Za co, acz ze mnie nagrody nie czujesz,Nie tak z nieszczęścia, jak prze lud fałszywy;
90 Wierzę ja jednak, iż dzięki przyjmujesz.
Przyjmujesz papir, na którym życzliwyTwe imię sławię i wiekom gotuję,I to, jakoś jest szczyremu chętliwy.
Niechaj to świat wie a ja się raduję,
95 Że słońcu równe w tobie cnót promienie,Których, jak w Argu oczu, być najduję.
Wierny ratunku, który w wielkiej cenieMasz wiernych ciężkość, życzliwych przykrości;W tobie stateczność, szczyrość a baczenie
100 I hojność niech wiek przedłuża w radości.
Comments
Loading comments…