Setnik rymów duchownych — XXIV

Włajco najwyższy, czemuW mię gniewów swoich zaostrzone strzałyPuszczasz, by ból dawały?Jeśli to na kaźń memu

5 Grzechu, nie wytrwa siła bolu temu.

Powietrze nie ma tylePtaszków na sobie i Neptun mniej kryjeRyb w stokach, gdzie sam żyje,Niźlim ja za mej chwile

10 Ciebie obraził, przykry cudzej sile.

Jak Ociec dobrotliwy,Co się okrutnym synowi złosnemuStawi, złość przykrząc jemu,Mnie karzesz, lutościwy

15 Daj odpoczynek, gdym tak jest troskliwy.

Widzisz, gdy słońce wstawaŚwiat oświecając: noc wilgotne cieniePo wszytkich stronach żenie;Serce me żal wyznawa,

20 Z wzdychaniem słowa, z łkaniem łzy wydawa.

Tak zawżdy zamoczoneSą oczy moje a w męce mdlejące,Jeśli cię łzy gorące

Nie ruszą roztoczone:

25 Swe łaski wspomni, wieki utwierdzone.

Obróć oczy chętliwe,Z których jasnością bujać przestawająSkrzydła, co ból dawają;Jak gdy słońce życzliwe

30 Światłem noc zgania i cienie straszliwe,

Pod przykrem i cisnącemBrzemieniem żalów duszę bierze trwoga,Ramię zwiesza nieboga,Paść się boi, gorącym

35 Nie wesprzeszli jej duchem wszechmogącym.

Ulży, Panie, ciężkości,Zaby którego dnia sobie wytchnęłaW żałości, co ją zjęła,A wzruszywszy lutości

40 Pomni, że ratunk Bożej jest własności.

Comments

Loading comments…