Agresty (Grochowiak, 1978)

AgrestyMarii DąbrowskiejWśród czarnych krzewówBlaszanych i z drutu,Co mają nazwę chrzęstką: agresty —Światło księżyca jest tą wodą zimną, aż zęby cierpną, a mózg jest kulisty.

Pośród agrestów,Drucianych i śliskich,Co biorą księżyc w drobne siatki kłucia,Męskość poety dojrzewa tak biało, jakby gruźlica zwapniała mu nerwy.

A więc poszedłem.Odrzuciłem ciałaKrzyczące miłość, a wtulone w słabość —Ostatnie bunty pozostały w szafach, w piecu skomlenia, nadzieje w pościeli.

Zimne agresty,Krzaki całowania,Ostrożnych pieszczot grudniowe rośliny.Światło księżyca niech ogrzewa mądrość, skoro ta świeca na słońcu topnieje.

Zimne agresty,Cienkie rzeźby zgody,Pułapki wieczne, bo gęste w uporze,Trwać niech oznacza: wyplątywać palce — długie i liczne jak metresy włosy.

Comments

Loading comments…