Kanon (Grochowiak, 1978)
Kanon
Oddechem poezji jest śnieg albo sadzaKiedy śnieg jest oddechem — krzewy stoją czarneA jeśli sadza — to oprósza dłonieZakochanych lub katówZarówno pobladłe
Głową poezji — krzak płonący w nocyPrzy nim jednorożce łby mają wysmukłeKruki — dzioby okute w pochewki ze złotaW kolanach dziewczątRysują się słoje
Ojcem poezji — jej bogiem — jej drwalemTen chory człowiek z drżącym kręgosłupemZ twarzą tak sztywną jakby bicz ją przeciąłLub cieńMknącego na obłokach diabła
Comments
Loading comments…