Mówię Przyjaciołom...
★ ★ ★(Z cyklu „Spotkania”)
Mówię Przyjaciołom:Sen był bliski brzaskuTurkotało mlekoWąwóz mgłą się zasnuł
A ja — w nocnych płótnach — w dzwonkach krów oborskichStanąłemCzołemNa środku Paryża
Miasto to — nie widziane na jawie — było jak AsyriaPełne wież słoniowych i piaskowców szorstkichWięc jak klęknąłemTak i biłem czołem
Podniosłem oczy: tu idzie Falkowski
ŚwietnyŚwietlistyW skórze podbijanejCzarnym barankiem — i z Dijora metkąZrywam sięWołam
On się skłonił lekkoI znikł w marmurach bezgranicznej ściany
To ja nura za nimWiosłuję w syropieZiarnistych żup skalnychW lodowych grot dzwonkach
I nie ma Paryża Jest poranna łąkaA na niej Falkowski — jako nagie chłopięPrzy ustach trzyma skrzydełko motylaGra na nim wąsko jak na białym listkuZ pobliskich laskówSzczupłe pyszczki listkówNatura wychyla
A on już inny. Już mu skroń zbielałaŚpiewa że duszaZ ciała wyleciała —Na zielonej łąceNa zielonej łąceStała
I znowu Paryż I w tej fajnej kurtceFalkowski wchodzi na deski Olimpii:
W kaskadzie światełW gestów zawieruszeZapowiada początekPoetyckich Zaduszek
Ja do Przyjaciół:Oni poglądająPo swych napiętych postarzałych twarzach —Ledwo się zapowiedzieliJerzy zapowiada
Comments
Loading comments…